skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1938/7 (153) poz.8

ROTMISTRZ ANTONI SALMONOWICZ

NIE MASZ PANA NAD UŁANA, A NAD LANCĘ BRONI!

Doświadczenia zbierane na "tragicznym poligonie doświadczalnym w Hiszpanii" i na Dalekim Wschodzie, potwierdziły starą prawdę i przekonały najbardziej zapalonych nowatorów, że pomimo szybkiego tempa motoryzacji i wprowadzania na pole walki coraz to nowych maszyn, decydować będzie o zwycięstwie zawsze i przede wszystkim człowiek.

Nie będzie wielkim błędem twierdzenie, że przyszła wojna na wschodzie będzie bardzo zbliżona do wojny ostatniej.

Z doświadczeń tej wojny wiemy, że masom kawalerii wrażej mogła przeciwstawiać się skutecznie tylko kawaleria z naszej strony.

Nie będę zagłębiał się w rozważania nad organizacją naszej kawalerii i nad dociekaniem, z kim ona będzie bić się w przyszłej wojnie, gdyż nie czuję się do tego powołanym.

Jasnym jest, że oczekiwać będziemy od naszej kawalerii, by, tak jak w 1920 roku, zawsze biła kawalerię nieprzyjacielską. Zwyciężała ona dzięki wielkiej sile moralnej naszych kawalerzystów, podtrzymywanej stałą obecnością w pierwszej linii bojowej najwyższych nawet dowódców, (warunki ówczesnej walki często tego wymagały), dzięki umiejętnemu wykorzystaniu swojej siły ogniowej, a przede wszystkim - szabli i lancy.

Szarżowaliśmy po kilka razy dziennie, a w szarży szabla, a przede wszystkim lanca, była nieocenioną bronią.

Czynniki decydujące, chcąc jak najbardziej unowocześnić naszą kawalerię, dodają jej wszystko, co tylko technika nowego wynalazła, zachęcając jednocześnie do niezaniedbywania swojej "rodzimej" broni - szabli i lancy.

Dają się słyszeć, wśród nas kawalerzystów, głosy za wyrugowaniem lancy z naszego kawaleryjskiego uzbrojenia.

Jako argumenty wysuwa się:

  1. Lanca to przeżytek.
  2. O starciu wręcz, przy obecnym rozwoju techniki, nie będzie mowy.
  3. Kawalerzysta, mając obecnie skomplikowane uzbrojenie, będzie miał wiele trudności z lancą.
  4. Szkoda czasu na szkolenie lancą.
  5. Są duże trudności przy przechodzeniu z walki konno do walki pieszo.
  6. Sąsiedzi nasi skasowali lance.
  7. Mówi się, że były wypadki, że ułani przed szarżą lancę rzucali (Przegląd Kawleryjski, nr 12 (146) - grudzień 1937 r. str. 713).

Jestem gorącym zwolennikiem lancy, nie dla czczego frazesu, a jako jeden z wielu nas obecnych oficerów, którzy w czasie "Budiennady" w 1920 roku piastowali w szeregach 1., 2. Dywizji i korpusu kawalerii "wysokie szarże" zwykłych ułanów, którzy byli powołani właśnie do walczenia z lancą w ręku.

Postaram się przytoczyć obiektywnie wszystkie swoje argumenty "za lancą". Zdaję sobie dokładnie sprawę, że nie wszystko to, co chciałbym powiedzieć, potrafię napisać

Jako analogię twierdzenia, że "lanca jest przeżytkiem" można przypomnieć podobne twierdzenia o kawalerii po wojnie światowej i po wojnach wieków ubiegłych. Kto o tym zapomniał, niech zada sobie trud i sięgnie do pięknego dzieła ppłk. dypl. Klemensa Rudnickiego.

Że starcie wręcz nie tylko będzie możliwe, a nawet konieczne, dowodzić chyba specjalnie nie trzeba: kto zechce zwyciężyć, musi nacierać. My, kawalerzyści, będziemy nacierać pieszo i konno. W walkach z kawalerią npla dążyć będziemy do natarcia konno (oczywiście przy wsparciu ogniowym), co musi doprowadzić do starcia wręcz.

Współczesny kawalerzysta ma wprawdzie maskę przeciwgazową i inne dodatki, których nie miał dawny kawalerzysta. Lecz czyż rycerz ubiegłych wieków, mając ciężką zbroję i skrzydła husarskie, rzucił kopię?

Szkolenie we władaniu lancą, przeprowadzane równolegle ze szkoleniem szablą i umiejętnie zorganizowane, nie zabiera specjalnego czasu. Szkolimy zresztą tak od wielu lat i mamy piękne rezultaty.

Przy normalnym spieszaniu do walki pieszo (jeden koniowód na trzy konie) lance dotychczas nie przeszkadzały zupełnie w poruszaniu się koniowodów.

Przy pełnym spieszaniu (jeden koniowód na sześć koni) gdyby lanc nawet nie było, koniowodni i tak byliby unieruchomieni. Więc gdzież korzyść z odrzucenia lanc?

Że sąsiedzi nasi skasowali lance, to ich stać na to - oni brak lanc nadrabiają liczebnością swojej kawalerii. (Mam na myśli wschodniego sąsiada). Dla nas, słabszych liczebnie, powinno to być argumentem za ich utrzymaniem.

Zawsze liczniejsza od nas kawaleria bolszewicka, rzadko kiedy przyjmowała szarżę naszych nielicznych szwadronów. Przyczyną tego, pomijając znacznie większą siłę moralną naszych kawalerzystów, były nasze lance: "budiennowiec" lub "gaj - chanowiec" wiedział, że zanim dosięgnie swoją szablą naszego ułana, nadzieje się na grot polskiej lancy i dlatego nie wytrzymał.

Jak my, brać ułańska, ceniliśmy sobie lancę, niech dowodem tego będzie, że przed każdą szarżą w szwadronach były targi i istne walki o lancę. Nie rzadkie były też wypadki, że oficerowie przed szarżą również brali od ułanów lance.

Może gdzieś zdarzył się pojedynczy wypadek, że paru słabszych ochotników - ułanów porzuciło lancę, lecz czyż to ma być dowodem jej nieprzydatności?!



mój przypis (MC) Poprzednie głosy w dyskusji na ten temat:
026_04 'W obronie lanc'
141_04 'Uwagi o uzbrojeniu kawalerzysty'
148_05 'Uwagi o uzbrojeniu kawalerzysty'
149_06 'Pluton pod mikroskopem'
149_07 'Lanca czy pistolet?'
151_06 'Z lancą czy bez?'
152_05 'Pluton liniowy'
152_06 'Czy wyzbyć sie lancy?'
153_06 'Kilka uwag o szarży i lancy'
153_07 'I lanca i pistolet!'



Powrót do spisu treści rocznika Powrót