skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1937/7 (141) poz.4

POR. ADAM DĄBROWSKI.

UWAGI O UZBROJENIU KAWALERZYSTY

(artykuł dyskusyjny) 1).

1) Redakcja zwraca się z apelem do Czytelników o zabranie głosu na poruszony temat.



Zagadnienie motoryzacji i obrony przeciwpancernej opanowało dzisiaj całkowicie myśl wojskowa, modyfikując wszystkie niemal zasady, obalając niejedno dotychczasowe "credo" wiedzy wojskowej. Jakimkolwiek jednak będzie nasilenie maszyn na polu walki, ich szybkość, moc i potęga, zawsze za nimi posuwać się będzie człowiek, a więc ta siła, która wygrywa w efekcie końcowym, i ta, którą zniszczyć należy - by wygrać. Uzbrojenie pojedyńczego żołnierza raczej wzrośnie niż zmniejszy się, bo na bardziej potężny atak odpowie się potężniejszą obrona.

Stojąc w obliczu przeróżnych zmian i reorganizacji, nie od rzeczy będzie zastanowić się jak ma wyglądać uzbrojenie naszego kawalerzysty, co należy mu dodać, a może... co ująć?

Zagadnienie lancy nie zajęło w naszym piśmie wiele miejsca, mimo, że dawno już Redakcja "Przeglądu Kawaleryjskiego" chciała wywołać na ten temat dyskusję 1), nazywając zagadnienie to "ważną i aktualną sprawą". Czy niepowodzenie tego apelu świadczy, że w umysłach większości naszych kawalerzystów lanca ma jeszcze prawa obywatelstwa i nie stwierdzają oni konieczności odesłania jej do Muzeum Wojska; czy też traktują ją tak po macoszemu, że i pisać o niej nie warto? A jednak zastanowić się trzeba, zwłaszcza, że od tego czasu wiele pojęć się zmieniło.

1) Patrz "Przegląd Kawaleryjski" Nr 10 (26) rok 1927. Artykuł por. R. Gilewskiego "W obronie lanc".

Kawaleria nasza na wschodzie ma niewątpliwie duże możliwości walki nawskroś kawaleryjskiej, gdzie biała broń cieszyć się może niejednym powodzeniem. Za wschodnią granicą mamy przeciwnika posiadającego potężną kawalerię w duchu wybitnie zaczepnym, a która napewno często będzie szukała szybkich rozstrzygnięć przez walkę konną. Nie należy więc zaniedbać niczego, żeby w razie potrzeby bić tę kawalerię zawsze i wszędzie, w masie i małych zespołach, bić jej brygady i patrole, słowem - mieć nad nią nieustanną przewagę. Ponieważ trudno jej szukać w liczbie, nosimy dać naszemu ułanowi przewagę w uzbrojeniu, zwłaszcza w broni zaczepnej i tej, która już raz okazała się skuteczną.

Bronią tą jest lanca, broń kolną, długa, lekka (? przyp. Redakcji), łatwa w szkoleniu, dająca pewność siebie, a demoralizująca wroga. Niewątpliwie lanca ma dzisiaj przeciwników, rozporządzających argumentami niepozbawionymi racji. Popiera ich fakt zniesienia lanc w armiach państw zachodnich, a nawet w Rosji Sowieckiej. O ile fakt ten w armiach zachodnich jest jeszcze zrozumiały, (wpływ wojny światowej, daleko posunięta motoryzacja kawalerii), to bardziej zastanawiające jest to w Rosji. Chociaż kto wie, czy po niedawnym przywróceniu do łask kozaków i tworzeniu rdzennie kozackich pułków, tradycyjna "pika" nie pojawi się u tych znowu? Częstym argumentem przeciwników lancy jest twierdzenie, że obecnie nasilenie ognia na polu walki jest tak silne, że wszelkie "harce konne" należy zaliczyć do szkodliwych wspomnień, szkodliwych, ponieważ wypaczają naszą myśl i ciągną do lekkomyślności i nierealnych wyczynów.

Wydaje mi się jednak, że nasilenie ognia na polu walki nie ma ścisłego związku z uzbrojeniem kawalerzystów w lance. Jeśli pójdą w ogień to pieszo i bez lanc; jeśli, mimo wszystko, trzeba będzie przebyć przestrzeń pod ogniem konno, to przed stratami uchroni ich tylko szybkość i odpowiednie uszykowanie. Co zaś do lekkomyślnych wyczynów, to ani posiadanie lanc ani ich zniesienie nie nauczy tego, kto nie umie realnie myśleć; nauczy go wojna, może w sposób zbyt bolesny.

Wreszcie gwoździem do trumny lancy jest argument, który krótko streszczę: "dużo kłopotu, mało pożytku". Kłopoty są istotnie, a możemy je streścić w następujących punktach:

  • w spieszaniu do walki pieszej,
  • w prowadzeniu koniowodów,
  • w marszu przez lasy podszyte, zwłaszcza w nocy.

To byłyby okoliczności, nazwę je - bojowe. Prócz nich można powiedzieć, że lanca, jako broń mało użyteczna zajmuje niepotrzebnie czas w szkoleniu, oraz, że zwiększa wagę jeźdźca i jest obciążeniem kawalerzysty, zwłaszcza w marszu przy koniu.

Co się tyczy dwóch pierwszych zarzutów, to zależne są one tylko od stopnia wyszkolenia (? przyp. Redakcji) naszych ułanów. Szkolenie zaś w władaniu lancą jest ogromnie łatwe i zajmuje nam czasu bardzo mało. Co do marszów leśnych, to trudno sporadyczne wypadki podciągnąć pod całokształt wad broni; niewątpliwie trudniej jest przeprowadzić przez podszyty las armatę, taczankę czy juk karabinowy, a jednak towarzyszą nam one wszędzie. Zmniejszenie wagi jeźdźca, czy zwiększenie jego wygody nie możemy zaczynać od rozbrojenia go, zwłaszcza, gdy ani ten ciężar, ani niewygoda nie są rzeczą istotną.

Wreszcie sprawa szkolenia. Niewątpliwie, nauka władania lancą zabiera nam nieco czasu w szkoleniu, ale jak już wspomniałem, szkolenie to jest bardzo łatwe, a pod względem czasu mało absorbujące. Natomiast władanie lancą daje wiele brawury i rozmachu kawaleryjskiego, pewności na koniu i opanowania jazdy konnej, a pozbawienie możności wyrobienia tych cech u naszych młodych kawalerzystów nie wyjdzie im na dobre.

Jeśli natomiast uprzytomnimy sobie zalety lancy, to wydają mi się one dużo większe i przeważają nad jej wadami. Daje ona dużą skuteczność walki z konia, która wyraża się -

  1. w większej sile uderzenia (zwłaszcza oddziału),
  2. szybsze dosięgnięcie przeciwnika konnego,
  3. skuteczne dosięgnięcie przeciwnika pieszego, schowanego w rowie strzeleckim lub leżącego na ziemi,
  4. pewności siebie w walce wręcz z liczniejszym przeciwnikiem,
  5. możność szybkiej obrony w wypadku zaskoczenia,
  6. efekt moralny, wreszcie
  7. łatwość szkolenia.

Wszystkie te punkty nie wymagają komentarzy. Specjalnie zaznaczyć jednak należy co do punktu "c", że piechota ukryta w rowach lub leżąca na ziemi, (a żaden przecież piechur nieprzyjacielski nie będzie nadstawiał łba pod szablę czy lancę), nie jest jeszcze zwalczona przez przejechanie po niej szarży. Często czyta się w pamiętnikach lub wspomnieniach wojennych, że piechota po ochłonięciu z pierwszego wrażenia chwyta często za broń i strzela w plecy szarżującej kawalerii. Sięgając w przeszłość, gdzie walczono zwartymi czworobokami i ścierano się z reguły pierś w pierś, - czytamy w opisie "Z pola bitwy pod Eylau" p. S. Wotowskiego 1) "...piechota rosyjska kładła się na ziemię i powstawała po przejściu jeźdźców, ponawiając strzały" 2).

1) "Przegląd Kawaleryjski" Nr 10 (26) rok 1927.

2) Podkreślenia moje.

Z czasów najnowszych, jako przykład służy słynna szarża pod Rokitną, o której czytałem w jednym z jej opisów, że gdy ułani Wąsowicza (uzbrojeni n. b. tylko w szable) zdobywali trzecią linię okopów, z przebytych już dwóch poprzednich grzmiały za nimi karabiny żołnierzy rosyjskich, którzy poprzednio rzucili broń. Na tym wreszcie polegała mądra taktyka jazdy polskiej Chodkiewicza, Żółkiewskiego, Wiśniowieckiego i innych, że w roztrzygającym bitwę uderzeniu szła na czole husaria, ta żelazna, nieubłagana lawina, której zadaniem było rozerwanie siłą impetu i uzbrojenia (kopie!) zwartych i najeżonych czworoboków piechoty czy jazdy, gdy pędzące wślad za nią chorągwie lekkie, kończyły krwawe dzieła husarii, wycinająć ostatecznie rozbitego i zdemoralizowanego wroga. Podobnie uszykowana bywała jazda Napoleona; na czole kirasjerzy okryci pancerzami, z długimi, potężnymi mieczami, wyróżniający się ogromnym wzrostem ludzi i koni, a w tyle dopiero pułki lekkie, wykorzystywały ich sukces, chroniąc zarazem ich tyły.

Przez tę reminiscencję historyczną nie chciałbym wywołać w Czytelnikach jakichkolwiek nierealnych na przyszłość obrazów masowych szarż konnych, w stylu poprzednio, wspomnianych. Pozostaną one napewno pięknym wspomnieniem, - wracam więc do uzasadnianej myśli, że lanca daje nam większą łatwość i pewność zwalczania piechoty nieprzyjacielskiej, jak też i daje przewagę nad oddziałem konnym, lanc nie posiadającym. Niezaprzeczoną zaletą, moim zdaniem, jest uzbrojenie lancami tylko pierwszy szeregów naszych oddziałów konnych, a nie wszystkich szeregowych, co byłoby jednak pewnym przeciążeniem oddziału. Natomiast nie uważam za słuszne interpretowanie dowolne regulaminu i pozbawienie lanc sekcji r. k. m., ponieważ wydaje mi się, że bardzo często będziemy musieli zredukować w walce sekcję r. k. m. do drugiego szeregu tej sekcji 1), wzmacniając pozostałymi, uzbrojonymi w lance, plutony, zwłaszcza w działaniu konnym (np. apel bojowy, lub inne momenty walki kombinowanej).

1) Czyż sprawne działanie sekcji rkm nie zapewni większych korzyści plutonowi, aniżeli 2 - 3 dodatkowe lance? Przyp. Redakcji.

Wreszcie wartość bojową lancy, jej efekt moralny, podkreśla cały szereg wspomnień doświadczonych i poważnych autorów i uczestników wojny 1920 r. Dowódca l dywizji kawalerii z 1920 r., gen. dyw. Juliusz Rómmel, dosłownie pisze 2):

2) "Uwagi o działaniach l Dywizji Kawalerii". "Przegląd Kawaleryjski" Nr 10 (36) rok 1928.

"Przechodząc do kwestii uzbrojenia, dziwi mnie wzmianka autora o tym, że u nas nie lubiono lanc. W rzeczywistości nie lubiono ich tylko w szwadronach marszowych, przybywających z Małopolski i Wielkopolski. Tłomaczę to sobie tym, że państwa centralne wsadziły swoją kawalerię podczas wojny światowej do okopów, gdzie lanca tylko zawadzała i dlatego byli rezerwiści fuss-ulanen i fuss-huzaren starali się jej pozbyć, natomiast już po pierwszych walkach nawet oni zbierali skrzętnie lance. Cała nasza przewaga nad budiennowcami polegała na tym, że my szukaliśmy walki wręcz, w której lanca jest nieoceniona, oni zaś zawsze jej unikali. Jeńcy twierdzili, że "nie możemy ławą szarżować, bo nie mamy "piki". Nasz ułan doskonale to rozumiał. Te pułki, które były w polu twarde i niezawodne, zawsze posługiwały się lancą, a w szarży 8-go pułku ułanów pod Komorowem również zdecydowały lance".

A pułkownik inż. Zygmunt Podhorski pisząc niedawno o szarży 203. pułku ułanów pod Ciechanowem i omawiając przyczyny jej efektu, wyraźnie podkreśla: "Lanca w dłoni Polaków, której nie posiadali Kozacy" 1).

1) "Przegląd Kawaleryjski" Nr 12 (134) r. 1936.


* * *


Dla skompletowania uzbrojenia kawalerzysty trzeba jeszcze wspomnieć o pistoletach. Pistolet jest bronią bardzo pożądaną i jeżeli nie wszyscy 2) to przynajmniej część szeregowych powinna pistolety posiadać. W pierwszym rzędzie powinni być w nie uzbrojeni:

  • obsługa c. k. m., r. k. m. i broni towarzyszącej,
  • sekcyjni oraz dowódcy pocztów,
  • koniowodzi (co zwiększyłoby ich obronność),
  • woźnice taczanek i taborów (co również zwiększyłoby obronność taborów).

2) Nie negując pożyteczności pistoletu, nie można nie zauważyć faktu przeciążenia jeźdźca przy pozostawieniu na uzbrojeniu lancy. Przyp. Redakcji.



mój przypis (MC) Poprzednie...
026_04 'W obronie lanc'
...i następne głosy w dyskusji na ten temat:
148_05 'Uwagi o uzbrojeniu kawalerzysty'
149_06 'Pluton pod mikroskopem'
149_07 'Lanca czy pistolet?'
151_06 'Z lancą czy bez?'
152_05 'Pluton liniowy'
152_06 'Czy wyzbyć sie lancy?'
153_06 'Kilka uwag o szarży i lancy'
153_07 'I lanca i pistolet!'
153_08 'Nie masz pana nad ułana a nad lancę broni'



Powrót do spisu treści rocznika Powrót