skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1937/9 (143) poz.6

MAJOR MICHAŁ ANTONIEWICZ.

O POLSKI RZĄD KAWALERYJSKI

(Jako dalszy ciąg dyskusji).


Uwagi rzucone przez płk. dypl. Pragłowskiego ("Myśli kawalerzysty" - Prz. Kaw. 9/1933) i artykuł rtm. Starża-Majewskiego ("Obciążenie i wydajność pracy koni wierzchowych" - Prz. Kaw. 1/1935) wywołały na łamach "Przeglądu Kawaleryjskiego" dyskusję mniej ożywioną, niżby się po doniosłości tematu spodziewać można.

Chronologicznie ukazały się następujące artykuły dyskusyjne: rtm. S. Kuleszy ("O rząd dla naszego polskiego konia i kawalerzysty" - nr. 2/1935), por. W. Kowalewskiego ("Jeszcze trochę o rzędzie końskim" - nr. 1/1936), ppłk. dypl. S. Mossora ("W obronie naszego siodła" - nr. 7/1936), rtm. Starża-Majewskiego ("O polski rząd wierzchowy" - nr. 9/1936).

mój przypis (MC) Oraz Stanisława Szczawińskiego "Moje trzy grosze" 1936/4 (126) poz.4

Chciałbym zreasumować to, co na temat naszego kawaleryjskiego siodła powiedziane zostało - dodając własne uwagi.

Zacznę od ustalenia, jakim warunkom powinno odpowiadać siodło kawaleryjskie. Warunki te dadzą się streścić następująco:

  1. siodło kawaleryjskie powinno zapewniać prawidłowy dosiad,
  2. powinno być wygodne do noszenia dla konia,
  3. powinno zapewniać poręczne stroczenie środków walki i życia,
  4. powinno być możliwie lekkie, mocne i tanie.

Sądzę, że z tą charakterystyką siodła kawaleryjskiego zgodzi się każdy.

A więc budowa siodła kawaleryjskiego powinna zapewniać prawidłowy dosiad. Powiem więcej - w dzisiejszym stosunkowo krótkim czasie wyszkolenia, w którym to czasie na szkolenie wyłącznie w jeździe konnej można poświęcić skromną ilość godzin - budowa siodła powinna zmuszać do prawidłowego dosiadu.

Jeździec powinien siedzieć w najgłębszym punkcie siedziska, mając odpowiednio wzajemnie ukątowane udo, łydkę i stopę, przy prawidłowo dopasowanym strzemieniu. Krój, ustawienie i wykonanie tybinki powinno zapewniać "murowany" przyleg kolana. Jest to niezbędne zarówno dla prawidłowego unoszenia się w kłusie (anglezowania), jak i dla półsiadu w galopie, zwłaszcza przy rąbaniu, nie mówiąc już o galopowaniu w poprzerzynanym terenie.

Nie ma nic gorszego dla zmęczonego konia, jak bezwładne bełtanie się w siodle zmęczonego jeźdźca.

"Anglezowanie" jest wypadkową ruchu konia i unoszenia się jeźdźca o własnych siłach. Oś anglezowania spoczywa w kolanach. Tybinka zbyt wysunięta do przodu powoduje, że, by umieścić kolano, jeździec zbyt skraca strzemiona i zostaje wysadzony na tylny łęk siodła. By nie zostać za ruchem konia jeździec przesadnie pochyla się w przód i unosi się przy anglezowaniu za wysoko. W galopie zamiast prawidłowego półsiadu sterczy wysoko nad koniem, szukając punktu oparcia w wodzach. Tybinka stroma zmusza do zadługiego dopasowania strzemion, co w następstwie powoduje niepewność dosiadu, z reguły pozostawanie za ruchem konia, i znowu szukanie w wodzach punktu oparcia.

Tybinka więc powinna być tak zbudowana, by zapewniała skośne ustawienie uda i unieruchomienie kolana, które powinno być jak "wśrubowane", jak powiada rtm. Kulesza. Tylko przy zachowaniu tych warunków jeździec może prawidłowo unosić się w siodle tak w l., jak i w 10. godzinie marszu, tak w I, jak i w X tygodniu działań, oraz zachować pewność dosiadu i niezależność ręki we wszystkich chodach i we wszystkich okolicznościach, w jakie go warunki boju postawić mogą.

Dzisiejsze nasze siodło, bez względu na rocznik modelu, warunkom tym nie odpowiada. Tybinka jest za stroma, co uniemożliwia należyte wzajemne ukątowanie uda i łydek, i jest wykonana tak, że nieruchome umieszczenie kolana jest więcej jak problematyczne (patrz art. rtm. Kuleszy).

Siodło kawaleryjskie musi być wygodne do noszenia dla konia. - Co więcej - każde siodło, po dopasowaniu popręgów, musi nadawać się na każdego konia.

Ten wzgląd nakazuje budowę łęków dostatecznie wysokich, tym bardziej, że w miarę wieku kłąb koński się zaostrza.

Poza tym ławki siodła powinny być ruchome, bo tylko ruchome ławki "pasują" rzeczywiście na każdego konia.

Kawaleria austriacka miała siodła przedwojenne z ławkami nieruchomymi. Ławki te, dopasowane na konie doskonale odżywione, okazały się zgubne dla grzbietów końskich zaraz w pierwszych tygodniach działań 1914 roku. Gdy konie wypociły w forsownych przemarszach sierpniowych zbyteczny i niezbyteczny tłuszcz, ławki nieruchome musiały "niepasować". W rezultacie straty w odsednionych koniach były wielkie i bezpowrotne, bowiem większość początkowo lekko odsednionych koni pozostawała w szeregu tak długo, aż grzbiet przedstawiał jedną ranę.

W roku 1915 intendentura austriacka dostarczyła armii siodło "model 1915". Wszystko w nim było jak przy starym, tylko ławki były ruchome, ze sprężynowej stali, obszytej skórą i w filcowym pokrowcu.

Jako kawalerzysta "urodziłem się" w jednym szwadron nie z ppłk. dypl. Mossorem - i pozwolę sobie przypomnieć Mu, jakie to było wojsko. Kadra podoficerska i trochę ozdrowieńców z dyonu rtm. Wąsowicza, reszta - i to gruba większość - ochotnicy z piechoty i rekruci. Szwadron ten, wyposażony w siodła "model 1915", po dwóch miesiącach mocno "przyśpieszonego" szkolenia poszedł w pole (sierpień 1915). Do lutego 1918 nie było w nim odsednionych koni. Trafiały się konie zapoprężone (nie bronię wcale austriackiego popręgu z blankowej skóry) i to więcej z winy ułanów - poprężenie przy przesiodływaniu bez usunięcia błota z popręgów i skóry konia - niż z winy rzędu.

Nasze dzisiejsze siodło ma ławki nieruchome. Są one o niebo lepsze od wspomnianych austriackich z r. 1914 - zarówno kształtem, jak i tym, że są klejone (przy nowszych modelach), przez co elastyczniejsze, i podbite filcem. Niemniej twierdzę, że najlepsze ławki, jakie widziałem - a miałem w ręku bodaj wszystkie typy siodeł, jakie przewinęły się przez polskie formacje jezdne od r. 1915 do chwili wprowadzenia siodła obecnego - to ławki siodła austriackiego "model 1915".

Podkreślam, że chodzi mi wyłącznie o ławki. W dyskwalifikacji austriackiego sposobu troczenia, sterczącego o wiele za wysoko nad koniem, przez to bardzo dlań męczącego, zgadzam się w zupełości z ppłk. dypl. Mossorem.

Wagę zasadniczą ma sposób umocowania popręgu. Popręg winien być umocowany do terlicy, a nie do ławek. Umocowanie popręgu do ławek stwarza niebezpieczeństwo łatwiejszego odsednienia, bowiem w tym wypadku ucisk ławek na grzbiet jest bezpośredni, a nie rozłożony, co ma miejsce przy umocowaniu popręgu do terlicy.

Popręg nasz umocowany jest do ławek dwoma skośnymi przystułami. Konieczność skośnego położenia przystuł stwarza tę niedogodność, że luz konieczny dla dopasowania popręgów jest za mały. Rezultatem tego jest, co słusznie podkreśla rtm. Kulesza, że często sprzączki popręgu leżą na krawędzi derki względnie pomnika i powodują obtarcia koni w miejscu ich położenia.

Powiedzmy sobie otwarcie, że zastosowana w naszym siodle kombinacja leńczyka rosyjskiego (ławki) ze sposobem umocowania popręgów na sposób kanadyjski nie należy do udanych. Ławki - newralgiczny punkt siodła z punktu widzenia "odpowiedzialności" za całość grzbietu końskiego i jak najmniejszy stopień jego zmęczenia - nie mogą być dodatkowo obarczone umocowaniem do nich popręgów czy puślisk. Jest to wyłącznie zadanie terlicy.

Ławka nie powinna być sztywno zespolona z terlicą, natomiast musi być z nią wystarczająco solidnie połączona przy zachowaniu ruchomości, to znaczy możliwości zupełnego dopasowania się do każdego grzbietu końskiego.

Rama terlicy powinna być tak zbudowana, by - przy dostatecznie wysokim łęku i wygodnym siedzisku - zapewniała silne umocowanie popręgów i puślisk oraz możność racjonalnego rozmieszczenia obciążenia.

Jak rozwiązać sprawę potnika i derki? Potnik z dodatkowym podkładem filcowym nie wystarcza, bowiem filc podkładu nasiąka w użyciu trującymi produktami zmęczenia, jakie koń wydziela z potem. Powierzchnia jego z biegiem czasu staje się twarda, wskutek stałego nasiąkania wilgocią potu, przez co traci te cechy, jakie ze względu na jego przeznaczenie są konieczne tj. miękkość i elastyczność. Derka więc jest konieczna. Czy ona będzie składana poczwórnie, czy poszóstnie, to rzecz drugorzędna, najważniejszym jest, by była doskonałej jakości.

Nasuwa się teraz pytanie, czy usunąć zupełnie tzw. potnik skórzany? Ujemnym zjawiskiem przy używaniu potnika jest nadmierne rozgrzewanie się powierzchni skóry końskiej pod siodłem, wskutek bezsprzecznie znacznie gorszego przewiewu, pokrycie bowiem dużej powierzchni grzbietu nieprzewiewną skórą musi mieć swój skutek. Z drugiej strony potnik ułatwia umieszczenie juczek, jeśli pozostać przy koncepcji wożenia ich z tyłu. Czy nie jest jednak zastanawiającym, że kawaleria rosyjska w nowym modelu siodła, które jest w próbach od r. 1934 (patrz Prz. Kaw. 2/1935) przemieściła juczki na przód i wyrzuciła potnik skórzany i podkład filcowy? Kwestia, czy wozić juczki z przodu, a płaszcz i owsiak z tyłu i wyrzucić tzw. potnik, czy też odwrotnie powinna być rozstrzygnięta drogą prób, bez nastawienia "a priori", że coś jest złe, a co innego dobre.

Popręg skórzany wymaga tak doskonałego rodzaju skóry, że zastosowanie go w masowej fabrykacji jest trudne. Popręg sznurkowy, jaki mamy obecnie, ma jedną wadę, że pojedyncze sznurki są niejednakowo elastyczne. Zastosowanie powęzu, konieczne przy popręgu taśmowym, przy popręgu sznurkowym może powodować obtarcia, bowiem na tymże popręgu znajdują się skórzane przesuwki, regulujące układanie się pojedynczych sznurków.

Konieczność dążenia do zmniejszenia sumarycznego obciążenia konia do 120 kg chyba nie ulega dyskusji. Nie dlatego, byśmy mieli zwiększać szybkość marszową. Ta się nie zmieni i pozostanie w granicach 6-8 km/godz. Polepszająca się jakość remontowych koni nie upoważnia nas bynajmniej do rewizji regulaminowego tempa kłusa, czego pragnie rtm. Starża-Majewski. Nie zapominajmy, że na wypadek wojny procent koni z poboru, a więc koni zabranych od pługa i bryczki, będzie się z dnia na dzień zwiększać w szeregach. Będą to konie mało albo wcale nie wciągnięte do pracy pod siodłem i dla nich praca pod 120 kg będzie już wielkim wysiłkiem.

Inne się tu nasuwają motywy. Nie wdając się w proroctwa na temat charakteru przyszłej wojny, możemy stwierdzić, że linie komunikacyjne w przyszłej wojnie będą przedmiotem specjalnego zainteresowania lotnictwa i broni pancernej. Możemy więc stwierdzić, że nawet jednostka posuwająca się marszem podróżnym zdała od działań, musi być przygotowana na ewentualność sprawnego t. j. szybkiego rozczłonkowania się w terenie. A praca elementów rozpoznania i ubezpieczenia? A walka?

Widzimy więc, że nie naruszając zasad racjonalnego maszerowania kawaleria musi być przygotowana na ciągłe zrywy i to na przełaj w każdym terenie. Im więcej tych zrywów, tym większe zmęczenie koni.

W tym oświetleniu warunki pracy bojowej kawalerii Murata i współczesnej nie wydają się być współmierne.

Nie martwili się napoleońscy bohaterowie możliwościami zaskoczenia ogniem z ziemi czy z powietrza. Do szarży mieli możność przegrupować się poza zasięgiem ognia. W samej szarży mieli tę świadomość, że szczytem możliwości przeciwnika jest oddanie kilku salw, zanim go wezmą pod kopyta.

Te więc względy, sądzę, a nie dążność do zwiększenia szybkości kłusa skłaniają nas do szukania rozwiązania sprawy obciążenia koma w kierunku zmniejszenia tego obciążenia.

Powołuje się ppłk dypl. Mossor na opinie gen. Rómmla. Pozwolę sobie, jako Jego dawny podkomendny z l. dywizji kawalerii powołać się na praktykę, stosowaną w pułkach tej dywizji, praktykę, będącą niewątpliwie wyrazem Jego woli jako dowódcy.

Praktyka ta wyglądała tak: maszerowano "w ręku", o ile tylko sytuacja na to pozwalała. Przy każdej sposobności pojono konie. Tabor bojowy, w składzie ograniczonym rzeczywiście do potrzeb bojowych (wóz amunicyjny, sanitarny, furażowy, kuchnie) podążał zawsze za pułkiem. Jako oficer tygodniami nie widziałem swojej walizki i niewiele się tym przejmowałem, mając tytoń i zmianę bielizny w siodle. Stanowczość dowódcy dywizji stworzyła z czynników zaopatrzenia instrument działający prawie że niezawodnie.

W tych warunkach straty marszowe prawie że nie miały miejsca. Sądzę, że te pozytywne doświadczenia skłoniły płk. dypl. Pragłowskiego, ówczesnego szefa sztabu l. dyw. kaw. do uwag na temat obciążenia, jakie wypowiedział (Prz. Kaw. 9/1933).

By zniżyć obciążenie do 120 kg trzeba "zarobić" dwadzieścia kilka kg.

Jak je uzyskać?

Na jakości skóry zarobi się minimalne ilości gramów. Lepsza skóra jest cieńsza, ale jest też i bardziej spoista. Waży prawie to samo co kiepska.

Więcej już możnaby uzyskać, stosując do wykonania metalowych części stal najwyższego gatunku, co pozwoliłoby na cieńsze odrobienie tych części.

Koc ludzki jest niepotrzebny. Koń nie boi się zimna, boi się przede wszystkim wilgoci. Biwak w otwartym polu w deszcz jest to najgorsza okoliczność, jaka może zajść. Ale i to można wytrzymać. Wspomniana wyżej l. dywizja maszerowała spod Waręża pod Komarów w ulewny deszcz, biwakowała kilka godzin na deszczu nocą, cały następny dzień maszerowała wyżej pęcin w błocie i strat marszowych nie miała.

Wożenie owsa jest chyba przedmiotem najbardziej spornym nie tylko w tej dyskusji, ale w zapatrywaniach ogółu naszych oficerów. 2 kg troczone na rozkaz (nie wożone stale) powinny wystarczyć.

Twierdzę stanowczo, że brak wody znacznie więcej pozbawia konia sił, niż brak paszy. Oczywiście na przestrzeni czasu 36 do 48 godzin.

Sądzę, że w warunkach działań zbyt często trafiają się okoliczności, gdzie tylko posiadanie wiader pozwala napoić konie. Wymienię ich kilka: brak wiader przy żurawiach, wodopój o brzegach grząskich, rozdeptanych przez bydło, gdzie koń zapada wyżej pęcin i, jeśli potem zeschłej gliny nie usunąć - łatwo dostaje grudy. Szwadron zakwaterowany pod dachem, nareszcie konie wypoczywają, zostały doczyszczone - pada deszcz, wiader niema i konie trzeba wlec do wodopoju, zamiast żeby wypoczywały w suchej stajni, której może od szeregu dni nie widziały. A choćby transport kolejowy, który zwykle trwa najmniej kilkadziesiąt godzin? A postój w mieście?

Chyba wystarczy tych kilka przykładów, by obronić wiadro brezentowe, które waży niewiele, a konserwowane wytrzymuje kilka miesięcy użycia.

Dobry stan kucia jest sprawą, której wagi nie trzeba podkreślać. Przy dobrym stanie kucia gubienie podków powinno być wypadkiem sporadycznym. Wtedy wystarczy, by kawalerzysta miał przy siodle jedną podkowę dopasowaną tak, by możliwym było jej prowizoryczne przybicie bez rozgrzewania na jedną z przednich nóg. Podkuwacz musi mieć swoje narzędzia i mały zapas podków. Ponieważ powinien zostawać zawsze przy koniowodach, można mu dla wyrównania wagi zredukować dotację amunicji. W konkluzji kawalerzysta powinien mieć: w lecie - jedną podkowę + 6 podkowiaków, w zimie to samo + klucz i hacele.

Rygorystyczne ograniczenie zawartości juczek do rzeczy niezbędnych pozwoliłoby uzyskać zmniejszenie wagi samych juczek, wtedy bowiem one same mogłyby być mniejsze. Pokrywa juczek powinna mieć także boczki, przy obecnym bowiem kroju - zawartość ich może zamakać przy zacinającym deszczu.

Odpowiednie rozmieszczenie wyposażenia w juczkach i przy siodle łączy się ściśle z ustaleniem, co ma kawalerzysta wozić na sobie.

Spieszenie do walki jest momentem krytycznym. Konieczny jest jak największy pośpiech, nie tylko by oddział mający walczyć pieszo mieć jak najprędzej w ręku, lecz także by móc natychmiast uruchomić koniowody, niezawsze bowiem warunki terenowe pozwolą na spieszenie za zasłoną.

To pozwala nam ustalić jako zasadę, że to, co kawalerzyście potrzebne jest do walki pieszo, musi mieć przy sobie, a nie dopiero po spieszeniu przypinać, odpinać, wyjmować, jednym słowem grzebać się wtedy, gdy każda sekunda ma swoją wagę.

Kbk, amunicja, łopatka, maska, bagnet muszą być wożone na jeźdźcu. Dodałbym mały chlebak z kieszenią wewnątrz na manierkę (aluminiową) i kieszonką na opatrunek osobisty. Poza tym miejsce na 1/2 porcji chleba. Na rozkaz mógłby być użyty na zwiększenie dotacji amunicji. Uniknęłoby się w ten sposób wożenia manierki nazewnątrz, która się zawsze bełta, a wożona w juczkach mija się z celem.

Stroczenie płaszcza i owsiaka powinno być tak pomyślane, by ich odpięcie i stroczenie z powrotem było rzeczą prostą, niewymagającą żmudnej pracy dwóch ludzi przez kilkanaście minut. [Na marginesie tej uwagi przypomina mi się powiedzonko na temat "obrzędu" troczenia, jakiego wymagało przepisowe stroczenie austriackiego siodła: "Was nutzt der Mantel, wenn er nich schon gerollt ist?"]

mój przypis (MC) Co znaczy (wyjaśnienie dla tych z Was, którzy nie służyli w armii austriackiej): "Na cóż przyda się płaszcz, jeśli nie jest ładnie zrolowany?"

Reasumując - wydatne obniżenie obciążenia konia możemy osiągnąć przez:

  1. użycie do konstrukcji metalowych części siodła nierdzewnej stali, co pozwoli na znacznie lżejsze wykonanie tych części (strzemion także),
  2. użycie lepszej jakości skóry,
  3. usunięcie koca ludzkiego,
  4. ograniczenie ilości podków zapasowych do jednej,
  5. ograniczenie ilości wożonego owsa do 2 kg, troczonych na rozkaz,
  6. ograniczenie zawartości juczek do rzeczy istotnie niezbędnych i zmniejszenie samych juczek,
  7. zamianę kantara z łańcuchem na kantar sznurkowy bez uwiązu (uwiąz linkowy - nie surowcowy - przy ogłowiu),
  8. zamianę blaszanych: menażki, manierki i niezbędnika na aluminiowe,
  9. zmianę ogłowia,
  10. ograniczenie ilości naboi do 60 szt. wożonych na jeźdźcu, pod warunkiem stałego podążania z oddziałem wozu amunicyjnego względnie juków am.,
  11. odpowiednią politykę P. K. U. odnośnie doboru rekruta.

Ogłowie nasze nie jest szczęśliwie pomyślane. Zarówno zaczep munsztuka, jak i werblik umocowujący wędzidło, zawodzą dość często. Sama rama skórzana jest widocznie za słaba, skoro utarło się wożenie kantara z łańcuchem.

I jeszcze jedno. W okresach wyszkolenia rekruckiego i do ujeżdżania remont w pierwszych okresach trzeba odpiąć munsztuk. Pozostaje wędzidło bezwzględnie za cienkie, by działać normalnie zarówno w niewprawnej ręce rekruta, jak i na wrażliwy pysk podjezdka. Jeśli pogrubić wędzidło, to w pysku końskim będzie - razem z munsztukiem - zadużo tego dobrego.

Pozostawienie samego wędzidła jest niewykonalne. Zawiele jest okoliczności w walce, w których jeździec musi mieć - prowadząc konia jedną ręką - zapewnioną możność bezwzględnego panowania nad nim. Nie wiem, dlaczego rtm. Starża-Majewski odsądza konia polskiej hodowli od temperamentu (Prz. Kaw. 9/1936, str. 268). Sądzę, że koń uszlachetniony krwią gorącą - a chyba do takiego konia dążymy - zawsze będzie mieć temperament w dodatnim znaczeniu tego słowa.

Czy nie warto przeprowadzić prób z pelhamem? Działa łagodniej a niemniej skutecznie od munsztuka. Po odpięciu dolnych wodzy i łańcuszka działa jak grube wędzidło, dobre i do szkolenia rekruta i do ujeżdżania remont. Nie wszystkie kawalerie świata jeżdżą na munsztukach. Nie mówiąc o eksperymencie sowieckim (samo wędzidło) - kawaleria angielska i włoska, a bodajże i Stanów Zjednoczonych, używają pelhamów.

Nie uprzedzajmy się więc i spróbujmy. Stwórzmy model ogłowia o silnej ramie skórzanej, jako żelazo dajmy pelham o krótkim ramieniu (czankach). I spróbujmy. Jeśli próba da wynik dodatni, będziemy mieć ogłowie lepsze, tańsze i wiele praktyczniejsze jak obecne.

Pogląd mój na sprawę siodła oficerskiego (konieczność ujednostajnienia optycznego z siodłem szeregowym) pokrywa się z zapatrywaniami rtm. Kuleszy i rtm. Starży-Majewskiego.


* * *


Kończąc, muszę odbiec od tematu, by odpowiedzieć na parę uwag, wypowiedzianych w tej dyskusji.

Kandydaci na instruktorów nigdy nie byli "specjalizowani" w jeździe sportowej. Program Szkoły Jazdy był i - jak sądzę - jest nadal nastawiony na przygotowanie instruktorów i ujeżdżaczy dla potrzeb pułków a nie sportu. Przygotowanie do samodzielnego uprawiania sportu jest im oczywiście zaszczepiane, bo sport konny - we wszystkich jego przejawach - jest chyba ważnym czynnikiem doskonalenia się w jeździe i znajomości konia. T. zw. grupa sportu konnego została rozwiązana w r. 1930 i stworzona przejściowo dla celów Olimpiady w zimie 1935/36. Brak właśnie takiej grupy, nastawionej wyłącznie na zaprawę sportową, obniżył nasze wyniki sportowe.

"Młody instruktor jazdy", który "nie krył się z nieznajomością użycia munsztuka" w każdym razie nie kończył żadnego z kursów jazdy w Centrum Wyszkolenia Kawalerii na przestrzeni jego 15 lat pracy dla dobra kawalerii polskiej!



Powrót do spisu treści rocznika Powrót