skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1937/4 (138) poz.2

PPŁK DYPL. TADEUSZ MACHALSKI.

JESZCZE O MOTORYZACJI KAWALERII SŁÓW PARĘ

(Odpowiedź na artykuły rtm. Sławomira de Latour i mjr dypl. Franciszka Skibińskiego).


Chętnie podejmuję dyskusję z autorami artykułów: "Czy motoryzacja kawalerii jest potrzebna?" umieszczonym w Nr l (135) i "Kawaleria i Motoryzacja" umieszczonym w Nr 3 (137) "Przeglądu Kawaleryjskiego" r. b., gdyż, jak widzę, nie dość jasno się wyraziłem. Sądziłem, że wobec radykalnych poglądów o konieczności motoryzacji całej kawalerii, pożytecznym będzie głos, nawołujący do pewnej trzeźwości i pewnego umiaru w zastosowaniu motoryzacji w naszej broni. Tymczasem zostałem - wręcz przeciwnie - zrozumiany, jako zbyt zagorzały krzewiciel nowych idei. Kilka więc słów wyjaśnień nie zaszkodzi.

By uporządkować trochę dyskusję, odpowiem kolejno na cztery najważniejsze zagadnienia, poruszone przez autora pierwszego z tych dwóch artykułów, a mianowicie w sprawie taczanek, zwiększenia siły przebojowej, kuchen polowych i bombardowania lotniczego.

Jeżeli oddział kawalerii zagrożony napadem lotniczym zmuszony jest przebyć cieśninę lub wolną przestrzeń pomiędzy dwoma kompleksami leśnymi, to rzecz jasna, że starać się będzie przebyć tę przestrzeń w chodach zwiększonych, by jak najkrócej być wystawionym na atak lotniczy. Jeżeli przestrzeń ta będzie krótką, oddział będzie galopował 1), jeżeli przestrzeń ta będzie dłuższą, oddział będzie kłusował.

1) Wątpliwe - na większych przestrzeniach i w ramach większych oddziałów. Przyp. Redakcji.

Jeżeli oddział kawalerii będzie galopował, to nie widzę możliwości wyprzedzenia go przez galopujące z tą samą szybkością taczanki, jak tego chce autor; natomiast bez najmniejszych trudności mogą go wyprzedzić nasze szybkobieżne T. K. Nawet gdyby taczanki ten wyścig wygrały, to nie jest rzeczą prawdopodobną, by mogły go wygrać kilkakrotnie w ciągu jednego dnia.

Jeżeli zaś oddział kawalerii posuwa się kłusem, to znowu musimy wziąć pod uwagę, że obrona przeciwlotnicza, - żeby być skuteczną, - musi być zapewniona i przeprowadzona na rozsądnych odległościach. Skromnie licząc, powinna ona być zapewniona 10 minut przed przybyciem oddziału, 10 minut w czasie przemarszu i 10 minut po przejściu oddziału, czyli w ciągu pół godziny, co znowu w czasie przemarszu kłusem oznacza 6 km, które po tym niesposób nadrobić bez zatrzymania dalszego marszu oddziału. Nawet gdybyśmy zechcieli skrócić czas trwania obrony przeciwlotniczej, to zawsze jeszcze wyjdzie do nadrobienia w czasie przestrzeń 4 - 3 km, co powtarzane kilkakrotnie w ciągu dnia, stwarza w końcu poważne trudności.

Nie przeczę, że w wielu wypadkach w sprzyjających okolicznościach współpraca z taczankami mogła okazać się owocną, - bez wątpienia; ale równie dobrze możnaby przytoczyć znaczną ilość wypadków, w których współpraca okazała się niemożliwą. Ponieważ przygotowując się do przyszłej wojny, musimy opierać się na przewidywaniu najniekorzystniejszych warunków, a nie na wyjątkowo korzystnych, musimy te pierwsze brać pod uwagę, tym bardziej, że niezawodnie w przyszłej wojnie spotkamy się z lotnictwem nieprzyjaciela niewspółmiernie silniejszym aniżeli w ostatniej naszej wojnie. W walce z niskolatającym, opancerzonym samolotem, opancerzony czołg ma niezawodnie i niezaprzeczalnie znaczną przewagę nad nieopancerzoną taczanką z nieopancerzonymi końmi, które swoją nerwowością w czasie nalotu ponadto utrudniają precyzyjne strzelanie. Wyprzęganie zaś i ponowne zaprzęganie koni stanowi tylko nową stratę czasu i dlatego też powtarzam, że o ile taczanką może w walkach opóźniających oddać jeszcze dobre usługi; o tyle w obronie przeciwlotniczej i w walce z lotnictwem przedstawia się dzisiaj raczej jako sprzęt archaiczny, który winien być jak najprędzej zastąpiony jakimkolwiek sprzętem bardziej nowoczesnym.

Mjr dypl. Skibiński, stając w obronie taczanek przytacza następujące dodatkowe argumenty:

  1. czołgi oddane do straży przedniej nie spełniają zadań obrony przeciwlotniczej,
  2. straż przednią można wzmacniać przez doraźne przydzielenie czołgów ze składu szwadronu pancernego wielkiej jednostki kawalerii,
  3. różna szybkość marszowa,
  4. brak obsługi spieszonych karabinów maszynowych w obronie,
  5. większa zużywalność sprzętu.

Chce na te argumenty kolejno odpowiedzieć:

Dotychczas dowódca pułku, wydzielając straż przednią, wzmacniał ją zwykle przez dodanie 2 taczanek, które tym samym, według autora, byłyby również stracone dla obrony przeciwlotniczej pułku. Więc pod tym względem właściwie nic by się nie zmieniło, tym bardziej, że czołgi względnie dotychczasowe taczanki przydzielone do straży przedniej wcale nie muszą być stracone dla obrony przeciwlotniczej. Mogą zatrzymać się w terenie, osłonić przemarsz pułku w czasie nalotu i znowu dołączyć do straży przedniej. Szybkobieżne czołgi uczynią to niezawodnie lepiej od taczanek. A poza tym przydzieliwszy 2 czołgi do straży przedniej, mamy zawsze jeszcze 2 czołgi przy kolumnie głównej dla zadań obrony przeciwlotniczej.

Wzmacnianie straży przedniej pułku przez przydział czołgów ze składu szwadronu pancernego uważam za rzecz zupełnie sprzeczną z podstawowymi zadaniami tej broni. Szwadron pancerny jest jednostką, którą dodajemy wielkim jednostkom kawalerii, by zwiększyć ich siłę przebojową, by zwalczyć uderzenie broni pancernej przeciwnika i po unieszkodliwieniu jej, samemu wykonać decydujące uderzenie. Z tych względów nie powinniśmy uszczuplać siły własnej szwadronu pancernego względnie własnej brygady pancernej (to rzecz obojętna) zachowując tę jednostkę w całości dla akcji o rozstrzygającym znaczeniu. Pułk kawalerii zasadniczo powinien sam sobie radzić własnymi środkami.

Różna szybkość marszowa czołgów wcielonych do pułków kawalerii zamiast taczanek, nie jest ich wadą, ale odwrotnie stanowi element dodatni, gdyż pozwala tym czołgom wykonywać w czasie marszu kawalerii różnorakie zadania, zatrzymywać się w terenie i następnie doganiać oddziały będące w pełnym marszu.

W obronie można spieszyć karabiny maszynowe zarówno z taczanek jak i z czołgów. Sprawa obsługi, spieszonych karabinów maszynowych pozostaje przy tym ta sama, gdyż na taczance również nie ma pełnej obsługi karabinu maszynowego, a w obronie nie ma żadnych trudności wzmocnienia obsługi "spieszonych" karabinów maszynowych kosztem obsługi innych karabinów maszynowych. Większa zużywalność sprzętu jest znakiem zapytania. Taczanki łamią się także bardzo często, a sprzęt samochodowy mamy coraz to lepszy.

Wyżej przytoczone argumenty nie przekonały mnie jeszcze o wyższości taczanek, natomiast mam to subiektywne głęboko zakorzenione przeświadczenie, że takie zmotoryzowane 4 karabiny maszynowe znacznie by podniosły zaczepność pułku kawalerii, będąc doskonałym narzędziem walki w ręku przedsiębiorczego dowódcy pułku.

Zagadnienie zwiększenia siły przebojowej kawalerii nie jest rzeczą tak prostą. Zwiększając ilość karabinów maszynowych w obrębie pułku kawalerii nie koniecznie zwiększamy równocześnie jego siłę przebojową. Jeżeli bowiem 12 karabinów maszynowych nie przebije swoim ogniem betonowego muru, za którym ukryty jest przeciwnik, to nie dokona tego również i 20 karabinów maszynowych, jak tego chce autor, dodając po 2 karabiny maszynowe do każdego szwadronu liniowego.

Proponowany przez autora pluton artylerii konnej zwiększa już siłę przebojową pułku, - to prawda, - ale tu nie tak chodzi o zwiększenie siły przebojowej samego pułku; który dowódca brygady każdej chwili może wzmocnić przydzielając mu potrzebną artylerię, jak o zwiększenie siły przebojowej drobniejszych oddziałów, a szczególnie podjazdów w czasie ich pracy rozpoznania.

Przydział artylerii konnej do podjazdów sprawy tej nie rozwiązuje, gdyż jest w takich okolicznościach sprzętem za ciężkim i za mało ruchliwym w terenie, natomiast świetnie zadanie to mogą wykonać pojedyncze, szybkobieżne czołgi w rodzaju naszych T. K.

Zwiększenie siły przebojowej wielkich jednostek kawalerii również nie da się osiągnąć przez zwiększenie ilości karabinów maszynowych na taczankach i przez zwiększenie artylerii konnej, ale przede wszystkim przez zwiększenie "kalibru" tej artylerii, a ta artyleria znowu, by być dostatecznie ruchliwą i móc nadążyć kawalerii w jej marszu, musi być z kolei rzeczy zmotoryzowaną.

Przechodzę do sprawy kuchni polowej, w której według rtm. Sławomira de Latour'a ma się pomieścić cała motoryzacja kawalerii. Otóż sam ciężar pustej kuchni polowej znacznie już przewyższa ciężar przyczepki motocyklowej z jednym, a nawet z dwoma pasażerami, nie mówiąc już o tym, że dochodzi tutaj jeszcze 150 - 200 kilogramów zupy, drugie tyle kilogramów kartofli, mięsa i porcji rezerwowej. Nie wiem dobrze, jak to autor wszystko pomieści na jednym motocyklu i do tego jeszcze kucharza. A już całkiem nie widzę, jak taki twór ma się poruszać poza "autostradami" na polnych drogach, piaskach lub błocie. Obawiam się, że w takich warunkach znak zapytania, postawiony przezornie przez Redakcję, przestanie być znakiem zapytania, a stanie się pewnikiem, że taka kuchnia polowa przy pierwszej sposobności utknie w terenie i że oddział nieprędko ją zobaczy. Taka motoryzacja nie była by szczęśliwym pociągnięciem. Z całą pewnością możemy stwierdzić, że nie kuchnia polowa, a już najmniej ta jaką proponuje autor, stanowi ten - "jedyny wyjątek na wkradnięcie się motoryzacji do kawalerii".

Dochodzę do ostatniej sprawy - bombardowania lotniczego. Wydaje mi się, że autor artykułu "Czy motoryzacja kawalerii jest potrzebna?" zapomniał o czterech rzeczach. O tym, że radio często zawodzi; o tym, że lotnik nie może zawsze latać przy każdej pogodzie o każdej porze dnia i nocy; o tym, że znacznie więcej potrzeba bomb jak pocisków artyleryjskich, by trafić karabin maszynowy ukryty w terenie; wreszcie o tym, że skuteczne bombardowanie można przeprowadzić tylko pod osłoną samolotów myśliwskich, mając do tego zapewnioną przewagę lotnicza w powietrzu, co także niezawsze będzie miało miejsce. A więc zrezygnowanie z poparcia artylerii zmotoryzowanej na korzyść lotnictwa stanowi projekt nieco ryzykowny, a co najmniej niedostatecznie jeszcze wypróbowany.

Jeżeli chcemy z pożytkiem rozpatrywać sprawę motoryzacji naszej kawalerii, to musimy przede wszystkim znaleźć wspólną platformę porozumienia, by po tym móc na ten temat rzeczowo dyskutować. Musimy więc przede wszystkim ustalić, co wogóle rozumiemy pod mianem "kawaleria".

Otóż kawaleria jest bronią, która, będąc szybszą od piechoty, przed bitwą wyprzedza, rozpoznaje i osłania główne siły, w czasie bitwy wykonuje manewr oskrzydlający, by uderzeniem na flankę i tyły przeciwnika zadać mu decydującą klęskę, po bitwie przeprowadza pościg lub osłania odwrót, zależnie od okoliczności.

Przy tym jest rzeczą zupełnie obojętną, czy ta kawaleria dla wykonania powyższych zadań posługiwać się będzie wyłącznie koniem, czy też wyłącznie wozami pancernymi, czy też będzie używała jednych i drugich równocześnie. Zadania kawalerii pozostają zawsze niezmienne, niezależnie od jej organizacyjnego składu.

Na razie możemy stwierdzić, że minęły już bezpowrotnie te czasy, w których kawaleria mogła posługiwać się wyłącznie koniem, a nie nadeszły jeszcze te czasy, w których silnik mógłby całkowicie konia zastąpić. Obecnie żyjemy w takim okresie, w którym koń stanowi podstawę naszej broni i na długie lata pozostanie jeszcze jedynym środkiem lokomocji, posiadającym możność swobodnego przeniknięcia wszędzie, przy prawie stuprocentowej ruchliwości w terenie.

Jeśli zgodzimy się wszyscy z tym punktem widzenia, to już nietrudno nam będzie uczynić jeszcze jeden krok dalej i stwierdzić, że o ile koń stanowi podstawę naszej broni, wszystko musi się też do szybkości tego konia dostosować - jest to już tylko logiczna konsekwencja, wynikająca z poprzedniego twierdzenia.

Rozumując w ten sposób musimy szybkość konia uważać za podstawową szybkość kawalerii.

Jest to stwierdzenie rzeczy bardzo ważnej, posiadającej podstawowe znaczenie dla wszelkich dalszych naszych rozumowań. Jeżeli bowiem stwierdzamy, że szybkość konia jest podstawową szybkością kawalerii, to logicznie rozumując dalej, przyznać musimy również i to, że wszystko, to, co szybsze od kawalerii, ma dla nas podrzędne znaczenie, podczas gdy decydujące znaczenie nabiera wszystko to, co kawalerię dotychczas obciążało i nie pozwalało na pełne wykorzystanie szybkości konia. Dodając kawalerii bowiem szybką broń nie możemy równocześnie zwiększyć maksymalnej szybkości i wytrzymałości konia. Skutkiem tego te szybsze środki, działając wspólnie z kawalerią, pozostają do pewnego stopnia niewykorzystane. Odbierając zaś kawalerii wszystko to, co ją dotychczas obciążało, bardzo wydatnie zwiększamy szybkość całej akcji kawaleryjskiej i dlatego też przede wszystkim te sprawy nas interesują i nabierają dla nas specjalnego znaczenia. W związku z tym rozpatrzymy kolejno wszystkie te rzeczy, które dotychczas ujemnie wpływały na szybkość kawalerii i obniżały jej zdolność marszową, nie pozwalając na pełne wykorzystanie szybkości konia.

Sprawy te możemy podzielić na trzy wielkie grupy:

  1. kolumny taborowe, które maszerując z przeciętną szybkością 20 - 30 km na dobę, nigdy nie mogły podążyć za kawalerią, której etapy dzienne wynosiły 80 i więcej kilometrów;
  2. artyleria, która bardzo często ze swoim ciężkim sprzętem nie była w stanie nadążyć za szybko maszerującą kawalerią, a pozostawiając w tyle pozbawiała ją swojego poparcia;
  3. serwituty rozpoznania i ubezpieczenia.

Musimy zacząć od zmotoryzowania taborów i to nie wszystkich, gdyż jak wiemy samochód nie jest w stanie wszędzie podążyć za kawalerią; a więc najbardziej wysunięta naprzód część taborów będzie musiała nadal poprzestać na zaprzęgu lub koniu jucznym, a motoryzacji powinny ulec przede wszystkim dalsze kolumny taborowe tak żywnościowe jak i amunicyjne. Z tego wynika jasno, że motoryzacja kawalerii nie mieści się w kuchni polowej, jak to chcę autor artykułu: "Czy motoryzacja kawalerii jest potrzebna?" - a przeważnie - wręcz odwrotnie - poza tą kuchnią.

Przechodzę do następnej sprawy. Jest rzeczą dowiedzioną i ponad wszelką wątpliwość stwierdzoną, że w czasie wszystkich zagonów podczas ostatniej naszej wojny artyleria konna, pomimo heroicznych nawet wysiłków ze swej strony, prawie nigdy nie mogła podążyć za swoją kawalerią. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w przyszłej wojnie zmuszeni będziemy jeszcze wydatnie zwiększyć tę artylerię, tak pod względem jej ilości jak i pod względem jej kalibru, to staniemy w przyszłości przed jeszcze trudniejszym zadaniem. Albo kawaleria zwolni swoje tempo marszu i dostosuje się do szybkości swej artylerii, rezygnując po części z pełnego wykorzystania momentu zaskoczenia, albo też ruszy naprzód rezygnując z poparcia swej artylerii, co jedno i drugie nie jest zadowalniającym rozwiązaniem. W walce z bolszewikami kawaleria nasza wprawdzie niejednokrotnie posługiwała się zdobytymi po drodze armatami, ale na tym trudno opierać jeszcze przyszłą organizację. Zmotoryzowanie chociażby części artylerii konnej nabiera w takich warunkach kapitalnego znaczenia. Obecnie posiadamy już sprzęt do tego stopnia udoskonalony, że nie potrzebujemy się zbytnio obawiać o jego losy. Przy czym nie mniejszego znaczenia nabiera sprawa zmotoryzowania oddziałów łączności, oddziałów saperskich jak również i baonu piechoty, dodawanego dotychczas jako wzmocnienie ogniowe wielkim jednostkom kawalerii, bo i ten baon poważnie oddziaływał na ruchliwość kawalerii, ujemnie wpływając na jej szybkość.

Dochodzę teraz do ostatniej grupy zagadnień motoryzacyjnych, do spraw rozpoznania i ubezpieczenia.

Pełna wydajność marszowa kawalerii cierpiała dotychczas na tym, że oddziały rozpoznawcze zmuszone były posuwać się stosunkowo wolno. Przede wszystkim słabość ogniowa oddziałów rozpoznawczych była powodem zbyt długiego zatrzymywania się podjazdów przed każdą zaporą ogniową. Dodanie artylerii było przeważnie kulą u nogi tych podjazdów i sprawy nie rozwiązywało, podczas gdy dodanie broni pancernej oddziałom rozpoznawczym znakomicie może im ułatwić ich trudne zadanie. Zasilenie więc rozpoznania konnego przez dodanie broni pancernej może przyczynić się do szybszego osiągnięcia wiadomości, przez wydatne skrócenie czasu wzajemnej "rozmowy" oddziału rozpoznawczego z przeciwnikiem. Pełna wydajność marszowa kawalerii nie mogła być również osiągnięta i ze względów na własne bezpieczeństwo. Straż przednia, a przede wszystkim straż boczna oraz szperacze nie byli w stanie poruszać się w terenie z tą samą szybkością jak siły główne na dobrej drodze marszu; z tych też względów albo kawaleria maszerowała szybko, wtedy cierpiało na tym ubezpieczenie, albo też ubezpieczenie funkcjonowało w stu procentach, wtedy szybkość marszu opadała. Zastąpienie w pewnych okolicznościach szperaczy czołowych i bocznych lekkimi czołgami może się również w pewnej mierze przyczynić do zwiększenia tempa marszu i dlatego jest również pożądane. Wszystkie te zadania wzmocnienia rozpoznania i ubezpieczenia marszu w ramach pułku kawalerii mogą świetnie wykonać nasze obecne szybkie, lekkie i otwarte czołgi i był to również jeden z powodów, że swego czasu proponowałem zastąpić nasze archaiczne taczanki, które wszystkich tych zadań wykonać nie mogą, nowoczesną bronią pancerną. Przy czym podkreślić należy, że posiadanie przez pułk kawalerii do swojej dyspozycji własnych lekkich czołgów stanowi w obecnych warunkach równocześnie i najlepszą obronę przeciwlotniczą i przeciwpancerną, pozwalającą mu poruszać się z jako taką swobodą w terenie.

Tak by się przedstawiały według moich pojęć najpilniejsze potrzeby motoryzacyjne na szczeblu do pułku kawalerii włącznie, który powołany być może do samodzielnego wystąpienia.

Na wyższym szczeblu wysuwa się na plan pierwszy możność wykonania silnego uderzenia celem rozbicia przeciwnika. Zadanie to wykona zmotoryzowana piechota, na motocyklach lub samochodach pancernych, wsparta silną artylerią zmotoryzowaną i silnymi jednostkami pancernymi, zjednoczonymi w jedną wielką jednostkę pancerną. Szybkość marszowa takiej jednostki nie musiałaby zasadniczo przekraczać szybkości kawalerii i mogłaby się ograniczyć do dziennych etapów wynoszących 80 do 100 kilometrów, a cały wysiłek konstruktorów nie powinien iść tyle w kierunku zwiększenia szybkości, którą i tak trudno będzie wykorzystać, ile w kierunku zwiększenia siły przebojowej, to jest uzbrojenia, a przede wszystkim kalibru dział. Wtedy tylko uderzenie takiej jednostki pancernej będzie nie tylko ukłuciem szpilką, ale potężnym ciosem, torującym kawalerii drogę do zwycięstwa.

Sprawa organizacji takiej jednostki, jej skład wewnętrzny oraz wzajemny stosunek liczbowy, w stosunku do oddziałów konnych przedstawia się jako oddzielny problem, którego obecnie omawiać nie zamierzam.

Streszczając się więc powiem, że motoryzacja kawalerii powinna przybrać następujące minimalne formy:

na szczeblu pułku kawalerii: lekkie, otwarte, szybkobieżne czołgi, zamiast dotychczasowych taczanek, kilka motocyklów jako środki łączności, zmotoryzowane radio i częściowo zmotoryzowane tabory;

na szczeblu brygady kawalerii: częściowo zmotoryzowana artyleria konna, szwadron łączności i szwadron pionierów oraz całkowicie zmotoryzowane kolumny taborowe, amunicyjne i żywnościowe;

na szczeblu dywizji kawalerii: zmotoryzowana brygada pancerna, zmotoryzowana ciężka artyleria, jako dodatek i wzmocnienie konnych brygad i zmotoryzowane służby.

W wypadkach, gdy brygada kawalerii nie występuje w związku dywizji kawalerii, lecz samodzielnie, można ją wzmocnić oddzielnym oddziałem pancernym wydzielonym z brygady pancernej, wchodzącej w skład dywizji kawalerii.

Jeżeli zgodzimy się na takie postawienie sprawy, to sądzę, że będziemy mogli nadal z pożytkiem dla sprawy dyskutować już nad konkretnymi zagadnieniami jak:

  • wiele taborów w pułku kawalerii zmotoryzować (2-3 samochody ciężarowe czy więcej) a wiele i jakie części pozostawić o zaprzęgu konnym,
  • jakie części szwadronu łączności i szwadronu pionierów należy zmotoryzować, a które nie,
  • wiele artylerii należy zmotoryzować, czy cały dyon czy tylko jedną albo dwie baterie,
  • które kolumny taborowe należy przemienić na kolumny samochodowe i o jakiej pojemności wozów,
  • jaki skład organizacyjny ma przyjąć jednostka pancerna przydzielona jako wzmocnienie do wielkiej jednostki kawalerii itd.

Na ogół powiedzieć możemy, że kawaleria u nas pozostaje nadal "konnicą", to jest bronią posługującej się koniem dla wykonania swoich zadań.

Motoryzujemy tylko "częściowo" wszystko to, co dotychczas przeszkadzało wykorzystaniu całej całej pełni jej szybkości, a więc karabiny maszynowe (taczanki), artylerię, bronie techniczne, służby i tabory, przy czym motoryzacja ta im bardziej odbywać się będzie na głębokich tyłach, tym będzie pełniejszą, stopniowo malejąc im bardziej zbliżać się będzie do linii bojowej.

Tak zmodernizowanej kawalerii dodawać będziemy jako wsparcie i wzmocnienie jednostki pancerne, których wielkość i skład zależeć będzie przede wszystkim od wielkości danej jednostki kawalerii i każdorazowych naszych możliwości technicznych.

Dopiero po osiągnięciu takiego stopnia wstępnej motoryzacji kawalerii, możnaby przystąpić do dalszej dyskusji, nad dalszą motoryzacją kawalerii lub nad możliwością całkowitego zastąpienia kawalerii bronią pancerną.

Na razie sprawa ta nie jest aktualna.

O samodzielnej akcji broni pancernej wypisano już morze atramentu i zadrukowano stosy papieru, ale nikt jeszcze szczegółowo nie opisał, jak taka akcja się odbywa poza strefą własnego bezpieczeństwa, bez poparcia kawalerii, wobec lasów, zabudowań, rzek i t. d. w terenie zagrożonym przez nieprzyjaciela. A przecież na tym polega najciekawsze zagadnienie całej tej sprawy.

Na ogół więc biorąc, przy obecnym stanie rzeczy, podstawa szybkości wszelkiej, na szerszą skalę zakrojonej akcji, będzie szybkość konia, a motoryzacja pojawiać się będzie raczej nie przed kawalerią, lecz za nią lub obok niej, wysuwając przed nią dopiero w krytycznym momencie oddziały pancerne, względnie pojedynczych szperaczy pancernych.



Powrót do spisu treści rocznika Powrót