skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1937/1 (135) poz.2

RTM. SŁAWOMIR DE LATOUR.

CZY MOTORYZACJA KAWALERII JEST KONIECZNA?

Prasa polska, bez różnicy przekonań politycznych, zgodnie nawołuje do motoryzacji kraju, na łamach zaś prasy wojskowej dają się słyszeć głosy, domagające się motoryzacji kawalerii.

Jednym właśnie z tych głosów był artykuł ppłk. dypl. Machalskiego w numerze 8/36 "Przeglądu Kawaleryjskiego" p. t. "Kawaleria i motoryzacja".

Na początku swego artykułu autor stwierdza, że kawaleria, pomimo wszelkie postępy techniczne, pozostanie nadal bronią najruchliwszą w terenie i, że od roli, jaką kawaleria będzie odgrywała w dalszych wojnach, nie odepchnie jej nowoczesna broń pancerna. Twierdzenie to autor uzasadnia przekonywująco, jednak wyraża obawę, a raczej troskę, o zachowanie przez kawalerię jej największego waloru, jakim jest właśnie ruchliwość tej broni. Radzi przeto zwrócić szczególną uwagę w kierunku udoskonalenia organizacji kawalerii, w dotychczasowej bowiem jej organizacji dopatruje się poważnych niedociągnieć, które nie pozwalają na stworzenie z kawalerii należytej siły przebojowej. Podaje więc szereg projektów, zmierzających do rozległej motoryzacji kawalerii.

Wyliczając więc różne dotychczasowe środki przewozowe sprzętu uzbrojenia w kawalerii, autor, między innymi, bezlitośnie rozprawia się z będącymi obecnie w użytku kawalerii taczankami, które radzi złożyć jako archaizm do lamusa, wzamian zaś żąda wprowadzenia w użycie lekkich czołgów. Autor, żądając wyeliminowania dotychczasowych taczanek, motywuje to twierdzeniem, iż taczanki konne, zmuszone do odłączenia od swego oddziału w celu zajęcia stanowisk do O. P. L., po wykonaniu zadania rzekomo mogą nie zdążyć dołączyć do własnej kolumny.

Wątpię, aby dotychczasowa działalność taczanek konnych mogła nasuwać jakiekolwiek zastrzeżenia, wieloletnia bowiem ich obserwacja wykazała, że c. k. m. na taczankach konnych, współdziałając z oddziałami kawaleryjskimi, nie dawały powodu do sarkań ze strony dowódcy, na którego korzyść były one przydzielone. To raczej c. k. m-y "uziemnione" nie rzadko bywają przedmiotem troski dowódcy w niektórych okolicznościach, jak np. w działaniach opóźniających. Taczanki konne, wydzielone do O. P. L. działają zwykle w następujących okolicznościach:

  1. zapewniając własnej kolumnie przejście przez zagrożone punkty w terenie, zawczasu organizują O. P. L. przez wysunięcie się naprzód, po czym, po wykonaniu swego zadania, ewentualnie zdwojonym tempem w stosunku do kolumny własnej, dołączają na jej ogon;
  2. broniąc ogniem swych c. k. m-ów zaskoczoną przez nalot nieprzyjaciela własną kolumnę, dowódca c. k. m-ów zajedzie na dogodne stanowiska obstrzału płatowców nieprzyjaciela bez obawy zagubienia się, bowiem dowódca ten wie, że kolumna nie nadstawi się w całej swej okazałości nieprzyjacielowi, lecz przyjmie ugrupowanie luźne, a powrót z szyków luźnych do poprzedniego ugrupowania da czas dowódcy c. k. m-ów na swobodne dołączenie do własnego oddziału. Wiemy bowiem o tym, ile czasu potrzeba na zwinięcie kolumny z jej szyków luźnych szczególnie w warunkach naprawdę bojowych.

Moim zdaniem, współdziałanie taczanek z kawalerią nie wykazało, by miały one być zawalidrogą. Obserwacja działań szwadronu, wzmocnionego c. k. m-ami, który zdolny jest wykazać w pełni swą ruchliwość, będzie najlepszym sprawdzianem równej zdolności marszowej taczanek ze szwadronem.

Równość ta jeszcze bardziej się uwydatni przy współdziałaniu taczanek z większym oddziałem kawalerii, bowiem wiadomym jest, że im większy oddział, tym bardziej jego szybkość jest ograniczona. Zamiast więc motoryzacji broni maszynowej raczej należałoby przystąpić do stworzenia lżejszych warunków przewożenia c. k. m-ów przez ogumienie kół taczanek. O tę samą ulgę dopraszają się koniska artylerii konnej.

Jeżeli chodzi o siłę przebojową kawalerii, sądzę, że siły tej należałoby przysporzyć przez stworzenie po jednym plutonie artylerii konnej dla każdego pułku kaw., ponadto, niezależnie od istniejącego w każdym pułku kaw. szwadronu c. k. m., stworzyć przy każdym szwadronie liniowym po jednej drużynie c. k. m. (o dwu k. m. na taczankach). Szkolenie specjalne tej obsługi odbywałoby się w szwadronie c. k. m., dokąd elewi ze szwadronów liniowych dochodziliby na wykłady.

Poruszaną zaś przez autora kwestię taboru można by rozwiązać przez stworzenie ruchliwego taboru bojowego, a to przez zastąpienie wozu amunicyjnego końmi jucznymi, a kuchnie polowe... zmotoryzować! W jaki sposób? - Zbudować lekką kuchnię o wadze własnej około 50 kg i umieścić ja przy motocyklu na wzór wózka na korespondencję przy motocyklu pocztowym. Waga własna wózka plus około 100 kg strawy nie da łącznie większego ciężaru od dźwiganego dzisiaj ciężaru przez motocykl osobowy trzyosobowy. Oczywiście warsztaty samochodowe łatwo rozwiązałyby problem budowy nieco solidniejszych osi od osi motocykla osobowego.

Jedyny więc wyjątek na wkradnięcie się motoryzacji do kawalerii byłoby miejsce dla miej w kuchni polowej (! przyp. Redakcji). Kuchnie obecne są za ciężkie i stanowią, naprawdę, kulę u nogi dowódcy. Zbudowanie zaś kuchni polowej według powyższego projektu, poza gwarancją posiadania jej zawsze (? przyp. Red.) przez oddział kawalerii, ułatwiałoby wogóle życie każdemu dowódcy.

Zbyt rozległe motoryzowanie kawalerii może pozbawić ją istotnych cech broni jezdnej. Autor brakowi motoryzacji przypisuje np. niepowodzenie, a raczej niewykorzystanie sposobności, przez zagon 5 d. k. francuskiej w 1914 roku na tyłach l. armii niemieckiej.

Biorąc pod uwagę:

  1. warunki, w jakich zagon przedostaje się na tyły nieprzyjaciela,
  2. mechanikę posuwania się zagonu na tyłach nieprzyjaciela a szczególnie na terenie obcym, oraz
  3. właściwe cele zagonu (dywersja) -

zachodzi pytanie, czy 5. d. k. francuskiej, mając wówczas taką siłę przebojową, jakiej pragnąłby autor, zdołałaby przedostać się na tyły niemieckie z hukiem i warkotem swej broni pancernej, oraz świateł reflektorów nawet przy stosowaniu tłumików?

Przypuśćmy, że w tym wypadku 5. d. k. francuskiej miałaby do czynienia z ludnością nie swoją, lecz obcą? Czyż można przypuszczać, że Niemcy nie byliby czujni? Poza tym, tak szeroko motoryzując kawalerię, należałoby pamiętać o jednym jeszcze dodatku dla dowódcy w. j. idącego na zagon. Należałoby dać mu jeszcze odpowiednią ilość kilometrów autostrad 1) po jednej i po drugiej stronie frontu!

1) Dla broni pancernej nie są konieczne autostrady. - Przyp. Red.

Prawda, że pęd do motoryzacji ogarnął lwią część świata. Poszczególne państwa "podbarowane" dotychczasowymi sukcesami motoryzacyjnymi swych sąsiadów, na gwałt usiłują nie pozostawać w tyle. O ile więc nie pragną prześcignąć się w produkcji sprzętu motorowego, to przynajmniej jedno drugiemu pragnie dorównać w ilości tego sprzętu. Następuje więc wysiłek na kolosalne wkłady pieniężne i, kiedy cel, zdawałoby się, jest osiągnięty, okazuje się, że dopiero co z takim trudem uzyskany sprzęt jest już... archaizmem, bowiem sąsiad ma już w użyciu elastyczniejszy i bardziej szybkobieżny sprzęt. Znów więc od początku następuje zakasywanie rękawów do wyścigu motorowego.

Oczywiście, że każde z państw, któremu nie jest obojętny jego los, musi brać udział w tym tańcu w prawdziwie błędnym kole.

Niezależnie więc od tworzenia odrębnych w. j. broni pancernej, pożądanymby było dodanie w. j. kawalerii pewnej ilości zmotoryzowanej broni, jako broni pomocniczej, którą dowódca w. j. kawalerii użyłby w momencie i w miejscu decydującym o jego zamierzeniach taktycznych. Takim oddziałem pomocnym dla dowódcy w. j. kaw. byłby oddział w sile:
1 baterii zmotor. artylerii ciężkiej,
2 kompanii cyklistów (ideałem byliby motocykliści),
l kompanii c. k. m.

C. k. m-y musiałyby być umieszczone na taczankach motorowych. Autor artykułu "Kawaleria i motoryzacja" proponuje umieszczenie c. k. m. w czołgach lekkich. Znów czołgi! I to te czołgi, które sam autor w artykule swym nazywa ślepymi i głuchymi!

Czyż można wówczas oczekiwać pożądanego wyniku ognia z głuchego i ślepego czołgu, biorąc jeszcze pod uwagę samopoczucie obsługi po wielogodzinnych wstrząsach w czołgu? Wyszkolony i ostrzelany żołnierz, a więc opanowany nerwowo, będzie respektował jedynie ogień k. m. umiejscowionego z pełnym polem ostrzału. Na cóż więc przeprowadzać kosztowne i ryzykowne eksperymenty? - Stworzona taczanka motorowa, również na wzór wózka pocztowego, odpowiadałaby w zupełności swemu celowi.

Tak wyposażona w. j. kaw. w zmotoryzowaną broń pomocniczą zachowa nadal swoje istotne cechy broni jezdnej. Dowódca jej w działaniach swych użyje broni motorowej tak, by nie paraliżować ruchów swej broni zasadniczej, jaką będzie dla niego zawsze kawaleria.

Idąc zaś na zagon, dowódca w. j. kaw. na pewno prosić będzie wyższego dowódcę o chwilowe wzięcie do swej dyspozycji jego towarzyszów pancernych, bo trudno sobie wyobrazić widok takiego zagonu w. j. kaw., wprawdzie przedstawiającego z siebie poważną siłę przebojową, lecz ciągnącego za sobą, czy przed sobą, długą kichę motorową z ogonem pełnym cystern, warsztatów i t.p. akcesorii, gdy tymczasem poczciwy nasz towarzysz - koń nie rzadko dzielił i dzielić będzie z nami dolę i niedolę o pustym żołądku. Zagon to żywioł kawalerii. Gdyby tam miała zajść rzeczywiście potrzeba zbombardowania browaru lub mocnego młyna, o czym wspomina autor, a czego miałaby nie dokonać nasza siostrzyca artyleria konna, no, to dowódca zagonu, mając środki radiotelegraficzne, o bombę odpowiedniej wagi poprosi własnego lotnika, zawsze chętnego w takich razach.



mój przypis (MC) patrz również artykuł mjr. dypl. Skibińskiego:
"KAWALERIA I MOTORYZACJA" 1937/3 (137) poz.2
oraz odpowiedź ppłk. dypl. Machalskiego:
"JESZCZE O MOTORYZACJI KAWALERII SŁÓW PARĘ" 1937/4 (138) poz.2



Powrót do spisu treści rocznika Powrót