skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1937/3 (137) poz.2

MAJOR DYPL. FRANCISZEK SKIBINSKI.

KAWALERIA I MOTORYZACJA 1).


1) Z powodu artykułów ppłk. dypl. Machalskiego p. t. "Kawaleria i motoryzacja" w nr 8/36 i rtm. de Latoura p. t. "Czy motoryzacja kawalerii jest konieczna?", w nr 1/37 "Przeglądu Kawaleryjskiego".


Artykuły, które wymieniam niżej, są fragmentami bogatego już dzisiaj piśmiennictwa na aktualny temat motoryzacji kawalerii. Chcę dorzucić do ich dyskusji oświetlenie tej samej sprawy z nieco odmiennego punktu widzenia. Chcę, mianowicie, zastanowić się, jakie elementy broni i służby w kawalerii, oraz na jakim szczeblu dowodzenia, mogą ulec motoryzacji z korzyścią dla naszej broni.

Nie będę poruszał kwestii doktrynalnych, dotyczących pozostawienia kawalerii w stanie "czystym", względnie zmotoryzowania jej całkowicie lub częściowo.

W rozważaniach moich myślę o kawalerii w formie "czystej" - której siły główne siedzą na koniach, motor zaś i pancerz odgrywają tylko rolę pomocnika, wyręczyciela i wzmocnienia tam, gdzie bez wątpienia można stwierdzić jego wyższość nad trakcją konną.

Podstawę do rozumowania ma stanowić realne odtworzenie warunków, w jakich walczy i żyje w czasie działań bojowych kawaleria.

Jednostką, od której zacznę odtwarzanie, rzeczywistości bojowej będzie Wielka Jednostka Kawalerii, obojętnie, czy nazwiemy ją dywizją, czy brygadą.

Kawaleria na polu walki wypełnia trzy zasadnicze czynności:
Maszeruje - bije się - odpoczywa.

W marszu w. j. kawalerii trzyma się dróg. W miarę zbliżania się do nieprzyjaciela warunki dogodnego marszu zaczynają odgrywać coraz mniejszą rolę, czynnikiem dominującym stają się względy taktyczne.

W. j. często (najczęściej) porzuca dogodne szlaki komunikacyjne, kierując się w związku z decyzją dowódcy do panujących grzbietów terenowych - do obszarów silnych pod względem przeciwpancernym - na skrzydła przeciwnika - na przeprawy.

Doświadczenie uczy, że tylko w wyjątkowych wypadkach, przy szczęśliwym zbiegu okoliczności, taki kierunek taktyczny pokrywać się będzie z istnieniem dobrych dróg.

Zwykle będą to polne lub leśne dróżki, o słabych mostkach. W realnych polskich warunkach - mogą to być równie dobrze drogi poznańskie czy pomorskie, jak i piachy mazowieckie albo wileńskie, lub też rozmokły wiosną i jesienią grzęski czarnoziem podolski 1).

1) Z tej oceny terenu wynika wniosek: stopień motoryzacji kawalerii jest przede wszystkim zależny od przewidywanego frontu, na którym zostanie użyta.


W większości wypadków jest to moment, gdy cała w. j. zeszła z szosy (traktu). Dla samochodów kołowych rozpoczyna się okres trudności. (Np. jesienią lub wczesną wiosną na Wschodzie).

Następuje akt drugi - nawiązanie styczności i rozwinięcie się w. j. do walki.

Od tej chwili droga, jako linia posuwania się, przestaje wogóle mieć znaczenie.

Natarcia kierują się wycinkami terenowymi, grzbietami, od jednego horyzontu ogniowego, lub przeciwpancernego - do następnego. Oddziały, rzucone na oskrzydlenie, szukają niewidocznych podejść do nieprzyjaciela, skradając się lasami i zagłębieniami terenu. W takiej chwili najczęściej i sztab w. j. opuścił drogę i znajduje się w terenie na punkcie obserwacyjnym, w pobliżu oddziałów. Baterie konne zjechały na stanowiska ogniowe, kryjąc się przed lotnikiem i wyrzucając z oddziałami kawalerii punkty obserwacyjne.

Pułki kawalerii siedzą całkowicie w terenie, porozrzucane pieszo i konno w szykach szerokich i głębokich. Im mniejszy jest oddział, tym głębiej związał się z terenem. Dla dowódcy szwadronu droga nie jest wogóle obiektem interesującym.

Zapada noc. Walka się kończy.

Dalszy przebieg wypadków może być różnorodny. A więc - powodzenie i pościg za pobitym przeciwnikiem; pozostanie na miejscu, w styczności, do świtu; odskok w tył.

W każdym razie, jest to pora, kiedy należy dokonać całego szeregu czynności, związanych z koniecznością ruchów w kierunkach do - i odfrontowych wszelkich środków transportowych. Będzie to: ewakuacja rannych; uzupełnienie amunicji; nakarmienie ludzi i koni.

W ciemności, na bezdrożach, w najlepszym razie wzdłuż marnych dróg, w pobliżu przeciwnika!

Na szczeblu kwatermistrza w. j. przygotowania, mające na celu żywienie walki w dniu następnym.

Podobnie wygląda zwykle dzień marszu i walki kawalerii w działaniach zaczepnych.

Obraz działań o charakterze obronnym jest pod kątem widzenia konieczności zejścia z dróg zupełnie podobny do poprzedniego, szczególnie jeżeli wziąć pod uwagę, że wszelkie działania obronne kawalerii w znacznej mierze oparte będą również na manewrze zaczepnym części lub większości sił, tak w obronie szerokiego frontu, jak w opóźnianiu, a nawet w obronie stałej.

W związku z powyższym powtórzę tezę wypowiedzianą nie tylko przez ppłk dypl. Machalskiego i rtm. de Latoura, ale również przez bardzo licznych ich poprzedników-obrońców racji istnienia kawalerii - wszelkich narodowości:

Ruchliwość jest podstawowym warunkiem racji życia kawalerii. Ruchliwość - to znaczy absolutna możność poruszania się po terenie, to jak największa lekkość taktyczna, to poczucie zupełnej niezależności od sieci dróg.

Na śmiałe, typowo kawaleryjskie decyzje w dużym stylu - oskrzydlenia, czy przeciwnatarcia, może zdobyć się tylko ten dowódca kawalerii, który wie, że organizacja jego oddziałów i jego organów służb jest tego rodzaju, iż opuszczenie dużych szlaków komunikacyjnych nie grozi mu utratą zdolności do walki i konsekwencjami w postaci rozproszenia oddziałów, pogubienia ciężkich elementów, przerwania łączności, niemożności zaopatrzenia i ewakuacji.


* * *


Na podstawie powyższego rozumowania, wysuwam następującą tezę ogólną w sprawie motoryzacji kawalerii:

Im niższy szczebel dowodzenia - tym mniejsze natężenie motoryzacji.

Ponieważ: im niższy szczebel dowodzenia - tym bardziej powinien być uniezależniony od sieci dróg.

W szczegółach:

Na szczeblu pułku kawalerii.

Wyłącznie kilka motocykli, w poczcie dowódcy i plutonie łączności. Wszystkie wyłącznie do celów łączności, do wykorzystania przy sprzyjających warunkach.

Poza tym - w dziale kwatermistrzowskim - 2 do 3 samochodów półciężarowych, jako wzmocnienie taboru, w dyspozycji kwatermistrza.

Omawiając ten szczebel, solidaryzuję się z rtm. de Latourem w jego obronie taczanek, dorzucając do jego argumentów co następuje:

Ppłk dyp1. Machalski chce wprowadzić zamiast plutonu taczanek szybkobieżne czołgi, specjalnie dla celów usprawnienia OPL czynnej.

W innym miejscu ppłk dypl. Machalski oddaje te same czołgi straży przedniej, podjazdom i t. d. W tych wypadkach czołgi te nie spełniają już zadania OPL - która jest głównym argumentem ich zaprojektowania w składzie pułku.

Wydaje mi się, że w wypadku, gdy dowódca w. j. zechce mieć czołgi w straży przedniej, czy przy rozpoznaniu, wówczas przydzieli je ze składu swego oddziału pancernego.

Poza tym zastąpienie plutonu taczanek przez pluton T. K. ma następujące ujemne strony:

  1. Różna szybkość marszowa czołgów w stosunku do pozostałych plutonów szwadronu k. m.
  2. Najważniejszy argument przeciw: wprowadzenie zamiast taczanek plutonu T. K. eliminuje z udziału w walce pułku 4 karabiny maszynowe w takich wypadkach, gdy dotychczas karabiny bywały spieszane i zajmowały stanowiska ogniowe na ziemi - czyli w przygniatającej większości wypadków. Bo kto będzie obsługiwał zdjęte z czołgów karabiny?
    Czyli - wprowadzenie tego projektu równa się osłabieniu siły ogniowej szwadronu k. m. pułku kawalerii o jedną trzecią.
  3. Większa zużywalność i trudna wymienność sprzętu, podczas gdy taczanka może być z powodzeniem zastąpiona przez zwykłą bryczkę. (Wszak dońska bryczka jest matką dzisiejszej taczanki).

Co do projektowanej przez ppłk. dypl. Machalskiego pułkowej radiostacji na samochodzie, sądzę, że mogłaby ona dać znaczne korzyści, pod warunkiem jednak rozwiązania technicznego tej trakcji w sposób niezawodny i pozwalający na zejście z drogi w teren w każdych okolicznościach. Koniecznym byłoby przytym zdublowanie takiej stacji przez stację konną. (Juczną lub na wózku).

Po zamanifestowaniu solidarności z rtm. de Latour, nadchodzi kolej do wystąpienia przeciwko projektowi zmotoryzowania kuchni polowej, co do której autor jest zdania, że: "Jedyny wyjątek na wkradnięcie się motoryzacji do kawalerii byłoby miejsce dla niej w kuchni polowej".

W tej sprawie pozwalam sobie być wprost przeciwnego zdania. Właśnie kuchnia polowa wraz z pozostałymi wozami taboru bojowego szwadronu jest ostatnim wozem, który mógłby podlegać zmotoryzowaniu, i to wówczas dopiero, gdy ułani zejdą z koni, odepną ostrogi, włożą plecaki i siądą na samochody - słowem staną się "uhlans portees".

Przecież kuchnia polowa, wchodząc w skład taboru bojowego szwadronu, musi podążać za nim zawsze i wszędzie. Najostrożniejszym rozwiązaniem kwatermistrzowskim jest zgrupowanie kuchen za pułkiem - i to chwilowo.

Kuchnia polowa po zmroku musi dotrzeć do stanowisk szwadronu, leżącego gdzieś w kartoflisku w walce pieszej, czy na skraju lasu, na czacie.

Zasadą jej budowy jest możność gotowania strawy w marszu. A jak autor projektu zmotoryzowania kuchni projektuje rozwiązanie sprawy wozu przykuchennego, jej nieodłącznego towarzysza?

Pan rtm. de Latour sądzi, że zmotoryzowanie kuchni da gwarancję posiadania jej zawsze w chwili, gdy tego potrzeba. Mocno kwestjonuję ten pogląd. Nie mówiąc już o tym, że optymistycznie potraktowana przez autora sprawa technicznego rozwiązania kuchni-motocykla dla mnie osobiście nie rysuje się wcale tak łatwo. Projekt mego poprzednika wywołuje w myśli obraz kucharza, mknącego na C. W. S. z szybkością 80 km na godzinę, podczas gdy w przyczepce smakowicie bulgoce zupa i wesoło dymi komin. Mam jednak pewność, że tak usportowiony kucharz nie dotrze po ciemku na kartoflisko, na którym leżą jego wygłodniali koledzy!

Na szczeblu w. j. kawalerii.

Podzielam pogląd ppłk dypl. Machalskiego o pożytku zmotoryzowania części szwadronu łączności. Podkreślam "części", ponieważ jestem zdania, że większość oddziałów i środków łączności powinna pozostać na koniu, zdolna do pracy na złych drogach i bezdrożach. Usprawnienie łączności może nastąpić w drodze kombinowania użycia środków konnych ze środkami motorowymi.

Również podzielam pogląd ppłk dypl. Machalskiego w sprawie zmotoryzowania części szwadronu pionierów, co konkretnie wyobrażam sobie w formie lekkiego plutonu zmotoryzowanego. Natomiast kwestia motoryzacji artylerii konnej nie wydaje mi się ani oczywistą, ani łatwą do rozwiązania.

Najznaczniejszą trudność stanowią w tej sprawie wysokie wymagania, które musimy postawić ciągnikom, jeżeli chcemy, aby nasza artyleria stała się lepszą od dotychczasowych d. a. k'ów.

Rozwiązanie strony technicznej może dać odpowiedź na słuszność postulatu zmotoryzowania artylerii konnej.

Konstrukcja ciągnika niezawodnego w każdym terenie, conajmniej w równym stopniu jak dotychczasowa dzielna szóstka - to problemat, który wymaga długich i gruntownych doświadczeń, przy uwzględnieniu następujących punktów:

  1. Artyleria konna działa odmiennie od artylerii lekkiej. W pewnym stopniu wymaga się od niej "towarzyszenia" kawalerii.
  2. Defekt ciągnika wyprowadza z szeregu działo, co jest mniej możliwym przy trakcji konnej, nawet przy wybiciu kilku koni.
  3. Zmotoryzowanie artylerii konnej może nastąpić dopiero po wyposażeniu kawalerii w organiczną pułkową artylerię towarzyszącą.

Istnieje natomiast jeden rodzaj broni, o którym bez wahania można przesądzić, ze zawsze z korzyścią może być zmotoryzowanym. Mianowicie broń przeciwpancerna.

Na ewentualny zarzut, że przecież warunki terenowe i atmosferyczne mogą również przeszkodzić zmotoryzowanej broni przeciwpancernej towarzyszyć kawalerii - można z góry odpowiedzieć, że to nic nie szkodzi, ponieważ teren, który jest niedostępny dla własnego wozu terenowego - jest w tym samym stopniu niedostępny dla broni pancernej przeciwnika!

W takim więc wypadku broń przeciwpancerna może z powodzeniem odpoczywać, lub być skierowaną w teren o innych warunkach.

Dalszy projekt ppłk dypl. Machalskiego zastąpienia połowy kolumn taborowych, żywnościowych i amunicyjnych, przez kolumny samochodów pólciężarowych - nie wydaje mi się rozwiązaniem do zastosowania ryczałtowo we wszystkich konkretnych wypadkach.

Kolumny amunicyjne najczęściej muszą podążać za w. j. w pierwszym rzucie taboru bojowego w. j., często po złych drogach. Muszą podchodzić blisko do oddziałów walczących, celem przeładowania amunicji na T. B. oddziałów - a więc schodzić często w złe warunki drogowe.

Z tej racji wydaje mi się, że w wielu wypadkach kolumny taborowe konne skuteczniej zagwarantują uzupełnienie amunicji, niż kolumna samochodowa 1).

1) Nie wyklucza to jednak - przy sprzyjających warunkach drogowych i atmosferycznych - użycia samochodów.


Co się tyczy kolumn taborowych żywnościowych (T. B. Ż.), to również trudno raz na zawsze określić, jaki jest najkorzystniejszy stosunek kolumn konnych do samochodowych.

Nie ulega wątpliwości, że w zasadzie dowódca w. j. powinien dysponować pewną ilością kolumn samochodów półciężarowych. Określenie jednak stosunku tych kolumn do taborów konnych, zależeć będzie każdorazowo od warunków terenowych i atmosferycznych, w jakich działa dana w. j. 1).

1) Jako przykład: Naczelne dowództwo niemieckie warunkowało wykonanie przełomu pod Gorlicami w maju 1915 r. możliwością sformowania kolumn taborowych z wozów miejscowych, ponieważ typowe niemieckie wozy taborowe okazały się nie do użytku w górzystym terenie.


Przechodząc do motoryzacji operacyjnego związku kawalerii (korpusu-grupy operacyjnej kaw.) - jestem zdania, że gros środków motorowych powinno być skoncentrowane w ręku dowódcy operacyjnego.

Motywuję to tym, że wewnątrz szerokiego obszaru działania związku operacyjnego będą zawsze istniały szlaki komunikacyjne, pozwalające na szerokie wykorzystanie środków motorowych w kierunku podległych w. j.

Dowódca operacyjny, dysponując odwodem środków motorowych - bojowych i transportowych - ma możność racjonalnego skonstruowania manewru motorowego, przede wszystkim w sensie taktycznym (operacyjnym).

Poza tym, ten właśnie dowódca ma możność prawidłowej oceny, jaki powinien być stosunek środków transportowych konnych do motorowych w podległych mu wielkich jednostkach, i normować ten stosunek według wymagań rzeczywistości, przydzielając podległym dowódcom na stałe, lub na pewien okres kolumny samochodowe (i t. p.) ze swego dyspozycyjnego odwodu.


* * *


Reasumując: Wnioskuję, że elementami, które domagają się motoryzacji są:

Na szczeblu pułku kawalerii:

Tylko środki łączności 2) i ew. broń przeciwpancerna.

2) Przy zachowaniu większości środków i oddziałów konnych.


Na szczeblu wielkiej jednostki:

Wojska: Część szwadronu łączności 1).

Część szwadronu pionierów 1).

Broń przeciwpancerna.

Ewentualnie część artylerii 2).

(Oddziały wojsk pancernych i motorowych nie są wogóle przedmiotem mego artykułu).

1) Przy zachowaniu większości środków i oddziałów konnych.

2) Przy zachowaniu warunków omówionych poprzednio.


Służby: Kolumny samochodów półciężarowych 3).

Kolumny samochodów sanitarnych.

Na szczeblu operacyjnym:

Większość środków łączności i saperskich.

Większość środków transportowych - dla organizacji dowozu na korzyść w. j. oraz jako odwód dyspozycyjny - do przydzielania wielkim jednostkom.

3) Przydzielane w zależności od warunków w jakich dana wielka jednostka działa.



mój przypis (MC) patrz również odpowiedź ppłk. dypl. Machalskiego:
"JESZCZE O MOTORYZACJI KAWALERII SŁÓW PARĘ" 1937/4 (138) poz.2



Powrót do spisu treści rocznika Powrót