skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1925/6 (10) poz.3

STANISŁAW WOTOWSKI.

Podróże konne (cz.1).

mój przypis (MC) Autor posługuje się w tekście rosyjskimi miarami długości:
1 wiorsta(500 sążni)=1,067 km
1 sążeń(3 arszyny)=2,134 m
1 arszyn(16 werszków)=71,11 cm
1 werszek=4,444 cm
...oraz wagi:
1 pud(40 funtów)=16,38 kg
1 funt=0,41 kg


Dziś przy tak nadzwyczajnem rozszerzeniu się trakcji kolejowej, -samochodowej i postępie lotnictwa, podróże konne w Europie wydają się anachronizmem, a jednak w końcu zeszłego wieku odbywały się i nad niemi zamierzam zatrzymać się, ażeby przedewszystkiem wykazać różnicę podróży od "raid'u" a zarazem wyciągnąć "dane" z przebycia nadzwyczaj długich przestrzeni. Pozatem podróż konna dla tych, co w drodze lubią zupełną swobodę, niezależność, kierowanie się tylko swą fantazją, to jakie by nie były inne środki komunikacji, one będą miały swój urok, swój powab niezwykły i zwolenników. Podróże jednak, nad któremi zamierzam zatrzymać się, odbyły się na tak olbrzymich przestrzeniach, iż o wiele przewyższyły zamiłowanie poznania, do swobodnej turystyki; do szukania wrażeń w zbliżeniu się do malowniczej przyrody w piękne dni lata, lub jesieni.

Jedną z najgłośniejszych podróży konnych w końcu ubiegłego wieku była podróż kozackiego sotnika Pieszkowa, który w 1890 r. 19 listopada wyjechał z Błagowieszczeńska w przeciągu 113 dni dojechał do Omska, przebywając 4893 wiorst. W Irkucku Pieszkow gościł 14 dni, albowiem zapadł na rodzaj influenzy, która nie musiała jednak być bardzo ciężka, gdy się mógł tak prędko puścić w dalszą drogę. Droga przebyta do Omska była najtrudniejszą, bo należało przebywać niemal bezludne okolice, w dodatku śniegiem zasypane. W pierwszej części podróży Pieszkow nocował u uradników, popów i t. p. Jazda w mrozy dochodzące do 30 stopni była rzeczywiście niełatwa. Wprawdzie Pieszkow był odpowiednio ubrany, chociaż siedząc na koniu w ciągu kilkunastu godzin, mróz przejmował 1) i męczył. Pieszkow dosiadał konia siwej maści i od niej też nazwany "Sierry", małego wzrostu l arszyn 14 1/2 werszków, ale silnej budowy, o mocnym wydatnym grzbiecie obsadzistych kościstych nogach był typem podjezdków z pod orenburskich kozaków. W chodzie wyróżniał się wybornym stępem i lekkim kłusem - lat miał trzynaście. Pieszkow nabył go za 150 rb. i służył mu dobrze. Koń jak wyrażają się "był żarty" - co w tak długiej podróży miało wielkie znaczenie. Na początku drogi otrzymywał dziennie po 8 f. owsa i 10 funtów siana, a natępnie wyjadał do 30 f. owsa i 14 siana. I dzięki silnemu organizmowi, wybornemu trawieniu mógł ten koń dojść z okolic nadamurskich do Petersburga.

1) Ubranie Pieszkowa składało się: z butów z koziej skóry włożonych na skarpetki z wilczego futra, ze spodni futrzanych baranich z mundurowym lampasem, z japońskiej jedwabnej watowej kurtki, munduru i krótkiego kożuchu z wojskowemi naramiennikami. Głowa i szyja były osłonięte rodzajem czapki sukiennej zwanej "aresztanckiej", na którą nadziewał wysoką czapkę z lisich łapek z nausznikami. Pieszkow zostawił wydrukowane "Putiewyje zamietki".


Poważniejszych przygód Pieszkow nie doznał w drodze (widocznie wówczas panował jeszcze spokój w tych dzikich stronach), jednak trzy razy "Sierry" przewrócił się. Pierwszy raz jadąc na zamarzniętej rzece "Szilkie" gdy spotkał obóz wielbłądów obładowanych towarami, wymijając je, najbliższy z wielbłądów ryknął tak przeraźliwie iż "Sierry" zeskoczył z toru na lód i upadł. Drugim razem już za Irkuckiem setnik szedł pieszo, prowadząc konia po stromej drodze, ale mu się noga obśliznęła i przewrócił się, a koń wyrwał się i uciekł i dopiero po dość długim przeciągu czasu został złapany przez jadących włościan. Można sobie jednak wystawić niepokój i emocje Pieszkowa. Trzecim razem już na wiosnę "Sierry" upadł idąc po mokrym śniegu. Od Irkucka droga trochę była łatwiejsza i najtrudniejsze bezdroża były przebyte. Jednak niezwykła podróż Pieszkową nabrała jaz rozgłosu. Od Tomska, w miasteczkach gdy przez nie przejeżdżał rozpoczęły się owacje a od Kazania potęgowały się. Kolej żelazną sotnik po raz pierwszy w życiu ujrzał dopiero w Tiumieniu.

Pieszkow urodził się w Alboteńskiej stanicy, należącej wówczas do amurskiego wojska kozackiego, szkołę wojskową kończył w Irkucku, wzrostu był niskiego i lekkiej budowy ciała, w czasie podróży ważył 3 pudy 22 funty - a koń wraz z siodłem (kulbaka), jukami, zapasowemi podkowami, niósł 4 pudy 38 funtów. Olbrzymia nadzwyczajnie przestrzeń drogi dochodząca do 9000 w. została przebyta z szybkością 42,5 w. dziennie. Odliczając zaś dni, które jeździec stracił (ogółem 24 dni) na wypoczynki, to robił dziennie 53,5 w. Dystans ten nie powtarzał się jednak miarowo, był zależny od stanu drogi, śnieżyc i t. p. Były dni. w których przejeżdżał 65 - 70 w., nawet raz przebył dążąc do Omska 86 w., ale najczęściej robił od - szczególniej w początkach drogi - 20 do 40 w. Zwiększając stopniowo długość przestrzeni w stosunku do "wciągania się konia" w podróży i stanu drogi.

"Sierry" doszedł do Petersburga zupełnie zdrowo i Pieszkow ofiarował go cesarzowi i był odpowiednio nagrodzony.

Najdłuższą podóż po Pieszkowie odbył 1895 r. sotnik Kenig na koniu pół-krwi "Irkuciu", mającym podówczas 191/2 lat, wzrostu 2 ar. 4 w. Kenig wyruszył z Duderhofu, pod Krasnem Siołem, 27 czerwca, mając za cel podróży Czytę, do której przybył przejechawszy w 157 dni czyli w 5 miesięcy i 7 dni 6508 w. Odpoczynki w drodze zajęły 44 dni, marszowych dni było 113, wypada zatem przeciętnie na drogę jednego dnia do 60 w. W ciągu jednak pierwszych dni jeździec przebywał nie więcej jak 20-40 w. Podróż odbył pomyślnie, dopiero w ostatnim miesiącu listopadzie, jeździec odczuł już mrozy. Waga jeźdźca z pakunkiem wynosiła 5 p. 161/2 f., a Pieszkową, jak wiadomo, 4 p. 38 f. z przyborami.

Podróże Pieszkową i Keniga mogą być najbliżej siebie zestawione - jednalc, bądź co bądź Pieszkow przewyższył swego naśladowcę, zważywszy, że przebył dużo dłuższą przestrzeń i że niemal jedną trzecią część drogi przejechał w straszne mrozy, przewyższające nieraz i 36° - przytem wypoczynki Pieszkową w drodze były krótkie i zużył na nie 24 dni, gdy dniówki Keniga. stosunkowo na krótszej przestrzeni wynoszą aż 44 dni.

Czyli streszczając, Pieszkow wyjechawszy 19 listopada 1890 z Błagowieszczeńska w 194 dni. to jest 6 miesięcy i 10 dni dojechał do Petersburga, przebywając około 9000 w. - a Kenig, wyruszywszy z Duderhofu 27 czerwca dostaje się do Czyty w 157 dni to jest 5 miesięcy 7 dni - przestrzeń 6508*).

*) Co do ścisłego określenia liczby miast przebytych przez sotników, to określenie jest trudne, albowiem obliczone przestrzenie przejechane na Syberji nie były ścisłe - można je przyjąć podług szerokości geograficznych.


Należy przyznać, że sotnicy złożyli dowody przedsiębiorczości, hartu i oględności w użyciu koni w drodze. Czego nie można powiedzieć o majorze japońskim Fukussyma, który 1892 r. nabywszy klacz w Berlinie pół-krwi grubszej budowy, zamierzał na niej dojechać do Władywostoku. Poznałem majora w lutym w hotelu Europejskim, gdzie i jego kara klacz odpoczywała, przyjechał na niej z Berlina - już wydawała się zmęczona. Koniec był smutny, albowiem klacz po następnych wysiłkach, nie doszedłszy do Moskwy padła.

O konnej podróży por. Atjewa z pułku dragonów, niema wyczerpujących, szczegółowych danych. Wiadomem jest jednak, iż por. wyjechał z Lubawy na Wołyniu do Paryża 1889 r. i przebył 2447 w. w 43 dni, co wypadałoby przeciętnie do 44 w. Dziennie. Podróż była odbyta na wiosnę i po wybornych szosach zachodnich, przy łatwych i wygodnych noclegach, zatem o wiele łatwiejsza niż podróż przez Rosję a tembardziej Syberję.

Atiejew jechał na jednym koniu a drugiego luzem obok prowadził. Drogę zaś obrał na Kijów, Wołyńsk, Lwów, Kraków, Opawę, Czechy, Bawarję, Darmsztad, Luksemburg, Reims, Paryż. Podróż tego rodzaju mogła pozostawić tylko miłe wspomnienie, ale do zbyt trudnych przedsięwzięć nie może być zaliczoną.

Podobnież można powiedzieć, że dla przyjemności odbyli podróże w 1890 r. dwaj oficerowie austrjaccy z 12 i 13 pułku dragonów hr. Bellegarde i baron Laderer. Oficerowie ci wyruszyli z Pragi konno, biorąc za cel podróży Konstantynopol i przestrzeń 1600 kilometrów przebyli w 48 dni, z których 9 poświęcili na oglądanie w miastach rzeczy godnych widzenia. Obrali zaś drogę przez Węgry, Zemlin, Belgrad, Sofję, Filipopol, Adrjanopol - Konstantynopol. Jeźdźcy dosiadali klaczy pół-krwi, z których jedna wywodzi się z "Kiesbar" a druga była po "Przedteńce". Przeciętna szybkość wynosiła 56 kilometrów dziennie. Podróży tego rodzaju przedsięwziętych dla wypoczynku nerwów, przyjemności, zbogaceniu wiedzy nawet w kierunku strategicznym, możnaby jeszcze przytoczyć - ale co do trudności wykonania, nie mogą iść w porównanie z podróżami setników Pieszkowa i Keniga, Należy jednak jeszcze przytoczyć podróż trudną, w znacznej mierze połączoną już co do założenia z "raid'em". Chodziło albowiem o przebycie drogi z Saarbruken do Rzymu w 12 dni - to jest przestrzeni 1360 klm. Trudną te podróż odbył rotmistrz 7-go pułku dragonów niemieckich Spielberg 1900 r. na własnej klaczy "Cherry" ur. 1885 r. u p. Beresowicza z "Lauffnera" syna "Riestrica" i "Lady Beacoutfield" po "Westminster" i "Beatrice". Klacz w czasie natężonej podróży miała lat piętnaście, była zaledwie średniej miary, suchej budowy. Rtm. Spielberg przygotowywał swą klacz stopniowo, ostrożnie, nie wymagając od niej przed drogą nadzwyczajnych wysiłków. Przedtem "Cherry" używana była do służby na froncie, przyjmowała uprzednio udział w wyścigach oficerskich w 1894 r. Odbyła raid z Metz do Baden-Baden tam i z powrotem. Droga, które obrał rotm. Spielberg, na zasadzie map wojskowego sztabu, prowadziła z Saarbruken na Strasburg, Bazyleę, Górę Hanensztein, Lucernę, Brunnen, Górę Św. Gotharda, Lugano, Camo, Medjolan, Genuę, La Spetia, Pizę, Grotelo, Civito-Vechia - Rzym. "Cherry" szła pod wagą 98 klg. (około 149 f.) jeździec ważył 78 klg., a siodło i przybory podróżne wynosiły 23 klg. Przeprawa przez Górę Świętego Gotarda 3 czerwca przy topniejącym śniegu była bardzo trudna. Spielberg, musiał wieść klacz u pyska, nałożywszy jej gutaperkowe kalosze i zaledwie tylko w ten sposób, przy pomocy przewodników, mógł się bez wypadku przeprawić.

Jazda przez Włochy, pomimo przeważnie dobrych dróg szosowych, ale z powodu upałów i braku dogodnych zajazdów, w których jeździec i koń mogliby znaleźć posiłek, była bardzo ciężka. Chwilami Spielberg czuł się zupełnie wyczerpany i wątpił czy mu się uda urzeczywistnić swe przedsięwzięcie. Jedenastego dnia podróży, między Palermo i Sartana, jeździec i koń omal nie ulegli poważnemu wypadkowi. Przytaczam w tej mierze wyjątek z pamiętnika Rtm. Spielberga oddający najlepiej sytuację: "Zamówiłem dla siebie i konia nocleg, wysłanym do Sartana telegramem, wyruszyłem o wpół do siódmej z Petronzola. Droga ta już mniej była pochyła, a lasek z kasztanów osłaniał trochę od promieni słonecznych, jednak nawet po zachodzie słońca jeszcze było parno, a w wąskiej dolinie Marga, do której właśnie wjeżdżałem, nie odczuwało się też żadnego powiewu wiatru. Zapadający mrok tak ujemnie oddziaływał na moje nerwy, iż z trudnością mogłem trzymać oczy otwarte. Zsiadałem więc z konia i prowadziłem go, chcąc mu przynieść ulgę, a wreszcie aby łatwiej uchronić się od senności. Od Sarzany dzieliła nas jeszcze przestrzeń 56 kilometrów, a było już po wpół do siódmej wieczorem. Wkrótce poczułem, iż zasypiam idąc, wsiadłem na klacz i pomimo wieczorowej pory i złej, drogi puściłem się kłusem. Przekonałem się, że jadąc kłusa kilka razy zasypiałem, uczułem dotkliwy ból z tyłu głowy i w karku, a w chwilach budzenia się, gdy odzyskiwałem przytomność, widziałem przed sobą jakieś mary, straszliwe postacie, wydobywające się jakby z pośród konarów drzew przydrożnych - urągały mi, jakby koniecznie chcąc mnie zatrzymać na drodze. Była to straszna chwila, w której nie widziałem dla siebie żadnego ratunku. Dla uwolnienia się od tych sennych zmor próbowałem śpiewać, gwizdać, krzyczeć nawet najgłośniej, rozmawiałem sam z sobą, usiłując tym sposobem przywrócić sobie pełną świadomość, ale nic nie pomagało, sen brał przewagę nad moją najsilniejszą wolą, - później, w Rzymie, objaśnił mi lekarz, że ten najwyższy stopień zmęczenia był spowodowany anemją mózgu, skutkiem której - następnie dostałem gorączki. Jak długo jechałem w takim stanie półprzytomności nie wiem, lecz nagle obudziłem się w chwili, gdy klacz potknąwszy się, padła razem ze mną i tylko zerwaniem cugli zapobiegłem już przekoziołkowaniu się przez łeb. Chwila, w której klacz padła na kolana, trwała mgnienie oka, zerwała się natychmiast. Zeskoczyłem z siodła, chcąc zobaczyć, czy w upadku nie skaleczyła się. Lewe kolano było lekko draśnięte, a prawe dużo poważniej zranione, na szczęście rana wystawała na bocznej, wewnętrznej stronie kolana, a nie na frontowej, co byłoby o wiele niebezpieczniejsze". Spielberg przebył tego dnia 113 kilometrów, a następnego, jak zamierzał stanął w Rzymie- Jego podróż nabrała rozgłosu, był przyjęty nawet przez króla.

Dok. nast.


zobacz również cz. 2 tego artykułu: 011_05


więcej o podróży sotnika Kenike w artykule: 033_04



Powrót do spisu treści rocznika Powrót