skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1926/1 (11) poz.5

STANISŁAW WOTOWSKI.

Podróże konne (cz.2).

(Dokończenie)

zobacz również cz. 1 tego artykułu: 010_03


mój przypis (MC) Autor posługuje się w tekście rosyjskimi miarami długości:
1 wiorsta(500 sążni)=1,067 km
1 sążeń(3 arszyny)=2,134 m
1 arszyn(16 werszków)=71,11 cm
1 werszek=4,444 cm
...oraz wagi:
1 pud(40 funtów)=16,38 kg
1 funt=0,41 kg


Jako epilog, należy przytoczyć jeszcze niezwykłą podróż porucznika Szykucia 15 tatarskiego pułku ułanów, który w 1909 r. w listopadzie na ogierze 20-letnim "Prizraku" wyjechał z Rypina, gdzie stał sztab pułku, obierając Petersburg za cel podróży. Po kilkodniowym pobycie w dawnej stolicy - gdzie był podejmowany gościnnie przez zarząd szkoły kawaleryjskiej - wyruszył znów w powrotną drogę i, pomimo trudnych warunków podróży, dojechał do Rypina.

"Prizrak" nietylko był stary, ale nosił na nogach ślady nadwyrężenia ścięgien (brokendown). Koń ten przechodził różne koleje i był w różnych rękach. Podobno pochodził z Janowskiego stada. Ostatecznie znalazł go por. Szykuć u handlarza i nabył za 150 rb.

Porucznik Szykuć pochodził z włościańskiej rodziny - jego dziad był weteranem (nagrodzony orderami) kaukaskich wojsk (zmarł w wieku 116 lat w siódmym dziesiątku lat zeszłego stulecia), wuj, u którego wychowywał się porucznik, służył też w wojsku - opowiadania starych żołnierzy rozbudziły wyobraźnię młodego człowieka (ur. 1870 r.) - w 1892 r. był wzięty do wojska do pułku dragonów. Ambitny i wytrwały, w wojsku nauczył się czytać i pisać, o ile mógł kształcił się i ostatecznie zdał egzamin na podoficera, następnie zaciągnął się na ochotnika do kawaleryjskiej szkoły na kurs jazdy dla podoficerów. W czasie wojny japońskiej 1904 r., nie chcąc pozostać przy zapasowym szwadronie jazdy, prosi o przeniesienie go do pułku piechoty, który miał być wysłany na plac boju. Następnego roku w czasie bitwy (znów jako kawalerzysta) był ciężko ranny i wzięty do niewoli. Po powrocie do Petersburga (1906) został awansowany na korneta, obdarzony orderem za "waleczność" i zaliczony do 15 tatarskiego pułku ułanów.

Przytaczam te szczegóły, aby zaznaczyć niezwykły hart woli i energji Szykucia. Silny organizm sprzyjał jego twardym przedsięwzięciom. W podróży do Petersburga okazał też dużo wytrzymałości i odporności na zmiany temperatury, będąc ubrany tylko w zielony"kitel" (kurtkę) płócienny i jedynie w czasie mrozu kładł na siebie płaszcz. Konia doglądał sam, karmił go, a częstokroć i spał obok niego, W 30 dni dojechał do Petersburga, przebywając około 1500 wiorst i robiąc dziennie przeciętnie 50 wiorst.

Jeżeli nogi "Prizraka" były do pewnego stopnia nadwyrężone, to ustrój wewnętrznych organów był zupełnie zadawalniający. "Prizrak" odżywiał się wybornie i oprócz siana wyjadał dziennie do 30 funtów owsa. Zdrowy żołądek i dobre trawienie są wielkiej wagi w podróży. Koń, jak mówią, "pogardzający obrokiem" nie wytrzyma długiej drogi.

Droga powrotna była krótsza. Jadąc, porucznik obrał kierunek na Dorohoburz, Możajsk, wstępując do Moskwy, - a wracając skierował się na Dźwińsk i jechał tylko 20 dni. Jednak początek powrotnej drogi był niepomyślny i omal nie fatalny. Wyjazd z Petersburga nastąpił 13 grudnia i we wsi Nikolskoje za Gatczyną z powodu lodówki na szosie koń się silnie ślizgał i potykał, wreszcie upadł i jeździec nie mógł się z pod niego wydobyć. W dodatku trzech jakichś włóczęgów przyczepiło się do leżącego oficera z bardzo podejrzanemi zamiarami, żądając od niego pieniędzy. Porucznik ostatecznie był zmuszony wykupić się; na szczęście zadowolnili się trzema rublami. Wypadki tego rodzaju, coraz wzrastające napady i rozboje na dwory i wsie, był to prolog do rewolucji, która w posadach wstrząsnęła Rosją w 1917 r., w czasie długiej wojny i wojsko doszło do zupełnej dezorganizacji i rozprzężenia.

Noclegi por. Szykucia we wsiach i miasteczkach były też trudne, mieszkańcy z nastaniem nocy zamykali się w domu i nie chcieli otwierać ani drzwi ani okien. Porucznik Szykuć musiał nieraz długo dobijać się, kołatać zanim zalękniony gospodarz odemknął drzwi, - dopiero mundur oficerski i krzyż na piersiach uspakajał - wówczas jeszcze miało to znaczenie.

Siedemnastego grudnia, dojeżdżając do miasta Ostrowia, "Prizrak" znów bardzo silnie potknął się, kalecząc się w prawą przednią nogę i dla opatrunku należało wezwać weterynarza. Wypadek ten wpłynął, iż w Ostrowiu porucznik pozostał trzy dni, a czwartego jechał tylko do południa. Jeden dzień znów wypoczywał w Reżycy, poczem już ciągnął bez dłuższego zatrzymania się - oprócz noclegów - na: Dźwińsk, Kowno, Marjampol, Suwałki, Augustów, Grajewo, Łomżę Ostrołękę i Mławę. "Prizrak" wciąż cieszył się wybornym apetytem i wyjadał nawet na dobę do 40 f. owsa. Porucznik Szykuć wraz z siodłem i pakunkiem ważył około 300 f. Niemniej jego przedsięwzięcie należy do kategorji "podróży" tego rodzaju, co Pieszkowa, Keniga, tylko przebyta przestrzeń o wiele, wiele bvła krótsza

Pochodzenie "Prizraka" nie zostało ściśle stwierdzone *). W czasie trzydniowego pobytu w Petersburgu por. Szykucia głównozarządzający stadninami państwowemi, generał Zdanowicz, oglądał "Prizraka" i zaproponował zamianę ogiera na klacz ze stada rządowego. Porucznik zgodził się na zamianę ale z warunkiem, iż powróci do pułku na "Prizraku" - i stanął na nim w Rypinie 2 stycznia.

*) "Prizrak", biorąc jego wiek pod uwagę, mógł pochodzić tylko od reproduktora "Picklock'a" po "Bucaneer" i "Sexagasinie", Ogier ten, jako "stadny" służył w Janowie krótko i był przeniesiony do depot.



* * *


Zestawiając długie konne podróże z raid'ami, to pierwsze okazują się łatwiejsze od drugich. Jak to być może? czytelnik zapyta. Zatem łatwiej jest przebyć nawet kilka tysięcy kilometrów na jednym koniu, aniżeli kilkaset, a nawet i krótszą przestrzeń w raid'zie? Bezwątpienia, tak. W podróży przedewszystkiem jest dowolność, jeździec zażywa konia, bacząc na jego siły, zdrowie, odżywianie się, stan nóg i t. p. - przytem "tempo" jazdy jest powolne. Pieszkow tylko jednego dnia, dążąc do Omska, przejeżdża 86 wiorst. Kenige wyjątkowo robi do 70 wiorst, przeciętna tych jeźdźców wypada 50 km, - a przecież to jeźdźcy stepowi, od dziecka obeznani z koniem. Porucznik Szykuć na koniu z nadwyrężonemi ścięgnami mógł przebyć przy oględnem tempie około 3000 wiorst. Jedynie Spielberg, który już jedzie podług "czasu" zgóry określonego i 14-go dnia ma stanąć w Rzymie, dwukrotnie przebywa po sto kilkanaście kilometrów, - dojeżdża jednak do Rzymu na koniu bardzo zmęczonym i sam wyczerpany.

Do wyszczególnionych długich podróży były użyte konie starsze, lub stare: "Sierry" miał 13 lat, "Irkuć" 19 1/2, "Prizrak" 20, "Cherry" 15. Czyli wiek nie pozbawia sił konia, ale wpływa na jego oddech, gdy idzie o bardzo natężone szybkie tempo. Klacz rtm. Spielberga, pełnej krwi, była najwięcej odpowiednia do przyspieszonego w końcu drogi tempa, co ją jednak bardzo zmęczyło.

Gdybyśmy do wyścigu stawili te same konie, co przeszły po kilka tysięcy wiorst, gdzieby były? Czyli podróży z raid'em natężonym nie można zestawić - w pierwszej idzie o siły i zdrowie, w drugim o pewną już szybkość, zdolność i do galopu przy danych również zdrowia kończyn i wewnętrznych organów - a praca serca i płuc w biegach szybkich powiększa się.

Nie mówiąc nawet o wyczerpującem nad miarę raid'zie, jakim był "Wiedeń - Berlin" i "Berlin - Wiedeń", na przestrzeni 575 kilometrów - bez żadnych co do czasu ograniczeń, to raid'y u nas odbyte już mogą dawać pouczające dane. W raid'zie np. odbytym w 1894 r., Bałdów - Radom - Warszawa, 160 w., "Lira" (wysokiej pół-krwi) pod swym właścicielem rotm. Kotlarem wygrała łatwo - i na 16 koni u startu oprócz jednego, który uległ wypadkowi, wszystkie w dobrem zdrowiu stanęły na placu wyścigowym. Rok później w raid'zie na 100 w. Warszawa - Góra-Kalwarja - Grójec - plac wyścigowy taż sama "Lira", pod tym samym jezdźcem, po przejściu z miejsca nazbyt natężonem tempem pierwszych trzydzieści kilka kilometrów pada za Górą-Kalwarją, pada i innych kilka dobrych koni i na 41 koni, co stanęły u startu, właściwie trzy dochodzi do Warszawy z normą oznaczonego czasu. W roku 1924-ym w raid'zie "Warszawa - Płock - Poznań" na kilkanaście koni co współzawodniczyły właściwie tylko dwa doszły do Poznania - i to te, co były z miejsca najwięcej zaoszczędzane, nie przesilane. Czyli raid'y są rzeczą trudną i wymagają wielkiego taktu, spokoju ze strony jeźdźca i umiejętnego przygotowania konia. Francuzi słusznie twierdzą, że "szybkość zabija". Najczęściej i odpowiednia chwila w zastosowania szybkości ma wpływ decydujący. W raid'ach, szczególniej wojskowych oddziałów, przy uzbrojeniu i ciężkiej wadze powtarzane w ciągu drogi cantry z szybkością 2 1/2 minut na kilometr są bardzo ryzykowne, należy je zachować już pod sam koniec oznaczonej przestrzeni. W raid'ach przedewszystkiem powinno się baczyć, żeby konie nie traciły oddechu, nie "tknęły". Temperatura dnia na użycie koni ma duże znaczenie.

Po powtórzonem przebyciu kilku kilometrów natężonym kłusem lub polowym cantrem, wypada stanąć, zsiąść z konia i sprawdzić oddech, falowanie boków. Gdyby było bardzo silne (po 5-6 kilometrach) należy zwolnić tempo, prowadzić konia w ręku, do doprowadzenia go do normalnego oddechu, uspokojenia falowania, w przeciwnym razie przy ponownym szybkim biegu - może koń stanąć a nawet paść.

Takich objawów w długich, powolnych podróżach nie widzimy. To też raid'y zbiorowe, wojskowe, nie mogą być zamieniane na "rodzaj wyścigu" tylko, próby "wytrzymałości i siły" w połączeniu "z pewną szybkością", zastosowaną do przestrzeni drogi, jaką ma się przebyć.

Mniemam, iż porównanie długich konnych podróży z raid'ami jest pouczające i wysuwają się wskazówki i wnioski szczególniej dla tych jeźdźców, co obeznali się już w pewnej mierze z przedmiotem.



Powrót do spisu treści rocznika Powrót