skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1928/7 (33) poz.4

STANISŁAW WOTOWSKI.

PODRÓŻ KONNA SOTNIKA KENIKE Z POD PETERSBURGA DO CZITY.

mój przypis (MC) Autor posługuje się w tekście rosyjskimi miarami długości:
1 wiorsta(500 sążni)=1,067 km
1 sążeń(3 arszyny)=2,134 m
1 arszyn(16 werszków)=71,11 cm
1 werszek=4,444 cm
...oraz wagi:
1 pud(40 funtów)=16,38 kg
1 funt=0,41 kg


Podróż konna sotnika Kenikc przypomina poniekąd podróż sotnika Pieszkowa1). Różnice jednak polegają na tem, iż Pieszkow wyjechawszy w listopadzie z Błagowieszczeńska przybył do Petersburga w końcu maja następnego roku, Kenike zaś wyjechał z Duderhofu (w pobliżu Krasnego Sioła) w czerwcu, a stanął u celu podróży w listopadzie. Pierwszy przejechał około 8000 wiorst, a drugi 6000. Pieszkow dosiadał stepowego podjezdka, wzrostu 1,4 m. (1. arszyn 15 1/2., werszków) nazwy "Siery", a Kenike ogiera pół-krwi "Irkuta" urodzonego w 1876 roku, lat 19 1/2, wzrostu 1,6 m. (2 arszyny i 4 werszki). "Irkut" urodził się w rządowem Nowo - Aleksandrowskiem stadzie z "Ibrahima" i "Firmy". Ibrahim pochodził z krwi orjentalnej z pewna domieszką dawnej rozstopczyńskiej (anglo - araby), "Firma" była po Fenkotled Klewelandzie "Rakiecie", po znanym pełnej krwi "Riflemanie" i klaczy "Edili", importowanej z zagranicy. Dłuższe i ciekawe sprawozdanie podróży do Czity ułożył i wydał podług dostarczonych mu szczegółów, p. N. Kotlarewski.

1) Patrz "Przegląd Kawaleryjski" Nr 6 (10) z r. 1925.


Co do "Irkuta", który odbył długą podróż, to należy uzupełnić jego przeszłość. Gdy miał lat cztery był nabyty dla 37-go pułku Ordyńskich dragonów, konsystującego w mieście Rachimie. "Irkut" został nabyty w czasie pochodu do Moskwy za 700 rubli przez młodego chorążego F. N. Łoszakowa i służył mu od lat czterech do dwunastu. Gdy po ośmioletniej służbie p. Łoszakow wystąpił z wojska i zajął się gospodarstwem wziął konia na wieś, nie mogąc na niego znaleźć kupca. Byli znawcy, którzy utrzymywali, że jest "bez nogi". Łoszakow jednak z "Irkuta" jako oficerskiego konia wierzchowego był bardzo zadowolony. Po odpowiedniem wyjeżdżeniu syna "Ibrahima" odznaczał się wytrzymałością, energją i dobremi chodami; przyjmował udział w przebiegu na 2 wiorsty2).

2) Dawniej podobne przebiegi były obliczone na czas i kończyły się wyścigiem na krótkie przestrzenie.


Pan Łoszakow zamierzał swojego konia spróbować na Moskiewskim (Chodyńskim) torze1), ale jak utrzymuje w liście, dołączonym do książki, wydanej przez p. Kotlarewskiego, nie mógł doprowadzić "Irkuta", aby jadł więcej jak 4 garnce owsa, a nie objadał się sianem, a co gorsza słomą.

1)Ewentualnie w gonitwach gentelmeńskich.


Co prawda powód niemożności wytresowania konia nie wytrzymuje krytyki pod względem technicznym, a świadczy, iż wiadomości Łaszakowa, jako oficera kawalerji, co do treningu nie były bardzo gruntowne. Dość, że "Irkut" nie był próbowany na poważniejszym torze, a mniemam, iż nie wiele na tem stracił, bo mógł być bardzo dobrym koniem w swoim "zakresie pracy'', ale pewnie miał za mało krwi, aby się mógł mierzyć z folblutami. W 1888 roku nabył "Irkuta", dowiedziawszy się o nim wypadkowo od oficerów Ordyńskiego pułku, porucznik N. Kotlarewski i jak wyżej zaznaczyłem, koń służył mu do 1895 r. W tym to czasie puścił się na nim w długą podróż przyjaciel por. Kotlarewskiego sotnik Kenike. Por. Kotlarewski był z "Irkuta" również bardzo zadowolony, a koń musiał pełnić dość ciężką służbę, albowiem waga jeźdźca wynosiła około 105 kg, (6 pudów 10 funtów). "Irkut" pod swym nowym właścicielem brał udział w obowiązkowych wyścigach oficerskich 2), ale z powodu wagi, p. Kotlarewski nie zdobywał nagród, tylko przychodził w środkowych miejscach.

2) Obowiązkowe wyścigi oficerskie, które najczęściej były przeznaczone dla całej brygady odbywały się na przestrzeni trzech wiorst z wagą na ogiery ok. 80,5 kg. (5 pudów 15 funt.), na klacze - 87,5 kg. (5 p. 10 f.). Oficerowie dosiadali koni w petnym rynsztunku przy szablach. Tempo zwykle było szybkie a konie na torze bardzo się rozciągały.


Oto przeszłość "Irkuta" do rozpoczęcia podróży. Koń ten w swojem życiu już dużo pracował, ale wciągał się do pracy stopniowo, nie był naderwany. Praca zaś w pułku i na manewrach, nie przewyższała bynajmniej możności wyniku przeciętnego zdrowego konia i była obmyślaną na dużą ilość koni, a nie na wyjątkowe jednostki.


* * *


Podróż swą rozpoczął sotnik Kenike w ten sposób, iż wyjechawszy dnia 27 czerwca z Duderhofu do Carskiego Sioła, przejechał tylko odległość 20 wiorst i tam nocował. Całą tę przestrzeń koń szedł stępem, a tylko 17-tą i 18-ta wiorstę kłusem. Następnego dnia z Carskiego Sioła do Tosno "Irkut" przebył od 6-ej rano do 2-ej godziny 30 minut po południu - 34 wiorsty i znów przypadł nocleg. Czyli od 29-go czerwca do 1-go lipca rotmistrz przejechał tylko 80 wiorst i w Nowogrodzie dzień odpoczywał.

Z Nowogrodu wyruszył 3 lipca i przejechał od 5-ej rano do 11-ej wieczór do Zajcewa 51 wiorst. Następnego dnia dojechał do Rachlin odległych o 48 wiorst i znów pochód trwał od 5-ej minut 30 rano do 10-ej i pół wieczór. Tym razem tak wolna jazda była usprawiedliwiona, albowiem w drodze koń zakulał na prawą przednią nogę, a silna ulewa przemoczyła jeźdźca. Początkowo sotnik nie mógł dojść jaki jest powód kulawizny "Irkuta". Weterynarz w Zajcewie nie mógł go określić i dostatecznie objaśnił, dopiero zimny bandaż przyniósł ulgę. Poczerń, okazał się, iż "Irkut" kuleje wskutek dolnego zapalenia ścięgna. Przypuszczać należy, że częściowy "broken down" musiał koń dostać gdy go sposobiono do wyścigów - może sam właściciel o tym niepożądanym nabytku nie wiedział, może nie zwrócono nań uwagi, dość, że przy dłuższym, chociaż bardzo umiarkowanym pochodzie cierpienie odezwało się. Sotnik leczył konia zimnemi a następnie ogrzewającemi bandażami i idąc powoli, robiąc od czasu do czasu dniówki "wyprowadził go" z zapalenia i kulawizny.

Dla młodych szczególnie jeźdźców może to służyć za przykład, iż nawet małej kulawizny nie należy lekceważyć, a w początkach przy staranności, można ją usunąć. Przy tem na szczęście sotnik nie był skrępowany czasem, gdyż główny cel podróży było wyłącznie dostanie się do dalekiej Czity. "Wrażenia pierwszych i wielu następnych dni podróży - podług pamiętnika - nie przedstawiały nic specjalnie ciekawego. Deszcze, słońce, znów, deszcz, burza, błoto i błoto - oto towarzysze podróży, zajazdy zaś brudne, niewygodne, a drą z podróżnego ile się da". Ale przeświadczenie moralne sotnika, że rozpoczął "wielkie przedsięwzięcie", podziw jaki wzbudzał po drodze, jadąc konno na Syberję, elektryzowały go wciąż i podniecały ducha.

Dotarłszy do Wyszniego Wołodzka 8 lipca odpoczywał sotnik Kenike dwa dni, A na przejechanie od Nowogrodu do Wyszniego, t. j. 225 wiorst spotrzebował 6 dni. W Wyszniem Wołodzku mieszkał jego ojciec, u niego więc zatrzymał się i gościł. Do Ługinina 50 wiorst wyjechał dopiero 10 lipca i zamiast wyruszyć, jak zwykle o 5-ej lub 6-ej rano, wyjechał o 8-ej, albowiem, jak się wyraża autor dziennika, "fotograf go zatrzymał", co zresztą w ciągu drogi powtarzało się kilkanaście razy.

13-go lipca znów dniówka w mieście Bieżecku. Za Moszkinem przeprawił się na promie przez Wołgę. 18-go lipca stanął w Jarosławiu i tam dzień odpoczywał. Do Niżnego Nowogrodu dojechał 24 lipca i ponownie odpoczywał 3 dni.

Noga "Irkuta" nie wydobrzała jeszcze całkowicie i oprócz podniesionej temperatury okazała się pewna obrzękłość. Essauł, którego podróżnik prosił o opatrzenie konia, opowiadał mu, że koń sotnika Pieszkowa w czasie drogi kilkakrotnie cierpiał na nogi, a major Fukuszyma1) zmuszony był z podobnych względów zatrzymać się w Niżnem 10 dni. Do Kazania dojechał sotnik Kenike 3 sierpnia. Tam zatrzymał się przez 5 dni i to miasto wywarło na nim o wiele korzystniejsze wrażenie od Niżnego i zaznaczył, że "w niem jest życie i to próg Azji". W Kazaniu, jak i we wszystkich dużych miastach Kenike oddawał wizyty wyższym miejscowym władzom administracyjnym i wojskowym - i nie obeszło się bez fotografji.

1) Majora wojsk japońskich Fukuszymę miałem sposobność poznać w Warszawie w grudniu 1890 roku, gdy po nabyciu w Berlinie klaczy pół krwi, ale dość ciężkiej, przyjechał na niej do Warszawy i po dłuższym wypoczynku puścił się w dalszą drogę zamierzając przebyć Polskę, Rosję i przez Syberję dotrzeć do Portu. Przedsięwzięcie to jednak nadto .ryzykowne nie udało. się. Klacz w drodze padła. Fukuszyma był dobrego średniego wzrostu, mocnej budowy ciała, bardzo energiczny, władał po części językiem francuskim i niemieckim. Powróciwszy do Japonji stopniowo zajmował coraz wyższe stopnie wojskowe i w czasie wojny japońskiej dowodził nawet korpusem. Jako jeździec nie posiadał jednak dostatecznego doświadczenia i cierpliwości.


Noga "Irkuta" w dalszym pochodzie zaczęła się poprawiać, a apetyt miał nadzwyczajny, przez noc oprócz siana zjadał np. 5,8 kg. (14 funtów) owsa 0,8 kg. (2 funty) chleba, a czasami i więcej.

W Kazaniu dostał sotnik "odkrytą kartę" kwaterunkową i rozkaz dawania mu przewodników, inaczej droga byłaby niemożliwa.

W dzień wyjazdu sotnika Kenike z Kazania towarzyszył mu brat, mieszkający w tem samem mieście jako "wołosny starszyna". Jechał: również przewodnik i po przebyciu 27 wiorst zaprowadził sotnika do domu pewnego obywatela, u którego mógł spożyć obiad - co podług notatki w dzienniku nie zawsze miało miejsce. Noclegi w ciągu drogi były również bardzo niewygodne. Najczęściej trzeba było spać obok konia lub na jakim wozie, znajdującym się w stajni lub stodole. Dopiero w Syberji, dzięki "kartom drożnym" od władz administracyjnych, dostawał jeździec zawsze stróżów do pilnowania konia, a pomoc ta stanowiła wielką ulgę. Do Ufy przybył 18-go sierpnia i w tem mieście odpoczywał 2 dni.

O ile było możliwe korzystał sotnik z przyjemności, jakie mogło dać miasto. Był więc w miejscowym klubie, spacerował w ogrodzie, a wieczór spędzał w teatrze, w którym dawano "Afrykankę". Wykonanie opery Majerbera, podług dzienniczka podróży, było "znośne". Również zaznacza, że "służba hotelowa w Ufie przewyższała inne w gubernjalnych miastach dzięki energji gubernatora".

19-go sierpnia jadąc z noclegu w Fekajewie do koszar Miasnikowskich, wkroczył już na stoki gór Uralskich. Pierwsza góra wznosiła się na przestrzeni 12 wiorst o - łagodnym stoku - pokryta małemi zaroślami, a Kenike dodaje w dzienniku, że widoków nie było żadnych, ale spotkała go nieoczekiwana przygoda, o której opowiada następującemi słowami: "Przebywszy 20 wiorst i mając do noclegu jeszcze 5 wiorst mój przewodnik pozostał daleko, skręciłem trochę z traktu na leśną drożynę, nagle mój "Irkut" zaczął strzyc uszami i chrapać. Patrzę, a o 40 kroków od nas przy drodze siedzi niedźwiedzica z trzema niedźwiadkami. Grupa była ładna. Niedźwiedzica na nasz widok groźnie zawarczała, ale wstała zwolna i przeszła drogę, a za nią w śmiesznych podskokach, oglądając się na nas, podążało jej potomstwo. "Irkut" nie zwolnił nawet kroku i obadwaj z ciekawością przyglądaliśmy się tym ewolucjom". Dopiero po chwili dopędził przewodnik i objaśniał, że podobne spotkania są w tym kraju częste.

Sotnik nocował w małej wiosce gdzie nie można było dostać ani siana ani owsa, należało konia karmić chlebem i sieczką. W nocy był mróz. Następnego dnia sotnik dostał się w odkryte stepowe okolice, temperatura znacznie podniosła się. Przybywszy do miasta Czelabińska odpoczywał dobę. Poczem przejechawszy 67 wiorst, nocował pod odkrytem niebem i zaznaczył w dzienniku, iż było zupełnie ciepło. Wprawdzie był to dzień jeszcze letni (1-szy wrzesień).

W mieście Kurkaniu znów dwudniowy odpoczynek. O 8-ej rano odwiedził sotnika Kenike "isprawnik" i zawiózł go do gubernatora, poczem do "wojennego naczelnika". Tego dnia odbyły się wyścigi włościańskie, "l'evenement du jour". Proszono p. Kenike, żeby był na nich na swoim "Irkucie". Do tych wyścigów stanęli na małych podciągniętych konikach wyrostki bez butów w długich jednak skarpetkach czerwonych i białych, różnokolorowych kurtkach wrażonych w spodnie, jako nakrycie głowy mieli czapki lub kołpaki.

Po przebyciu rzeki Irtysz dotarł sotnik do Omska.

Od domku dróżnika, w którym nocował do brzegów Irtysza, "Irkut" miał przejść jednego dnia najdłuższą drogę w ciągu podróży, a mianowicie 100 wiorst idąc od 5-ej rano do 10-ej wieczór. Przy tem jednak nadmienia sotnik, że podług wiadomości miejscowych, wypadało 75 wiorst, ale że podobno wiorsty tamtejsze zawierają po 700 sążni a nie 500.

W Omsku odpoczywał sotnik od 13-go do 20-go września, był przyjmowany z owacjami i usłyszał od atamana kozackiego, stojącego tam ze sztabem wiele pochwał. Tu musiał dorabiać do siodła nowy łęk, albowiem dawny zaczął odgniatać konia 1). W ciągu drogi sotnik kilkakrotnie zmuszony był odnawiać łęki. Wadą kulbak kozackich jest, iż łatwo odgniataja konia, szczególniej gdy ten spadnie z ciała.

1) Zagadnienie wojskowych lęków u kulbak jest bardzo ważnem. Wiadomo bowiem jak duża ilość koni w czasie kampanj; staje się niezdatną do użytku, z powodu odparzeń, to też tembardziej na ięki należy zwrarać baczną uwagą.


"Irkut" - podług dzienniczka - trzymał się bardzo dobrze, podsechł, nabrał mięśni, nawet nie stracił ducha, ale bądź co bądź stracił dużo mięsa.

Za Omskiem należał przebyć jedną z najtrudniejszych części drogi t. zw. Barabiński step czyli wielką błotnista przestrzeń pokrytą solą, oporosłą nędznym lasem i krzakami. W jednem miejscu sotnik chcąc sobie skrócić drogę, przewrócił się wraz z "Irkutem" w bagnie. Wydostał się jednak szczęśliwie z tej niemiłej przygody. Nocować wypadało we wsiach.

W mieście Kaińsku, do którego dojechał sotnik 14-go września wypadła dniówka.

Dla dokładniejszej charakterystyki podróży przytaczam wyjątek z dziennika pod datą 30-go września. "0d miasteczka Korywani do sioła tatarskiego jest 64 wiorst. Wyruszyłem o 6-ej, jadąc pod wiatr i deszcz, teraz przeszedłem już Barabiński step i wkroczyłem w górny okręg ałtajski. Na prawo ciągnęła się rzeka Ob, na lewo - Tajga, Pierwsze 43 wiorsty jechałem po łąkach. We wsi Dubrowi przebyłem rzekę na konnym promie i podczas silnego wiatru. Prom pchnięty został w dół rzeki, a potem z półtory godziny ciągnięto nas z wodą. Długi popas po drugiej stronie rzeki Ob w ziemskim zarządzie. Rzeka Ob szersza od Newy, bardzo bystra, brzegi ma niskie i porosłe lasem.

Z popasu wyruszyliśmy o 4-ej i pół popołudniu z przewodnikiem, wcześniej wysłałem przez powracającego pocztyljona polecenie, aby mi przygotować nocleg i furaż. Drogę poprawiają spędzeni ze wsi chłopi, na trakcie straszne pijaństwo. Droga ciągnie się wciąż lasem i po wzgórzach. Po przybyciu na nocleg do wsi Faleniskiej wystąpiono na moje spotkanie, tytułując mnie jaśnie wielmożnym (prewo-schoditielstwo). Wszystko było przygotowane i rozgościliśmy się po cesarsku. Wystawiam sobie, co o mnie musiał opowiadać pocztyljon, że do tego stopnia podniósł nastrój miejscowych władz. "Irkut" stanął w wysokiej zagrodzie w słomie po brzuch. Apetyt miał wyborny, a furaż był doskonały. Mnie nadskakiwano z nadzwyczajnym szacunkiem, dzięki pocztyljonowi, który wyświadczył mi prawdziwą usługę."

W miarę przebytych tysięcy wiorst, w miarę zaniku cywilizacji, znaczenie osoby sotnika Kenike rosło. Opiekowano się nim jakby ważna urzędową figurą i ułatwiano podróż. Do Tomska przybył 3 października, wyjechawszy z noclegu o 6-ej rano, mając do przebycia 45 wiorst. W mieście podkuł konia, a następnego dnia wyruszył dalej. W drodze do Aczyńska 27-go września złapał pierwszy mróz, w ciągu dnia padał śnieg. Rzeczkę Czujemę przebył na promie ,a o 8-ej wieczór stanął w mieście i zatrzymał się u znajomego S. W Anczyńsku odpoczywał 2 dni. Do Krasnojarska dotarł 2-go października, już na drodze spotkał się z wysłanym naprzeciw niego chorążym i ,,uradnikiem" kozackim, którzy w imieniu dowódcy sotni pozdrawiali go i dołączyli zaproszenie, aby stanął u komendanta. W nocy była uczta i wiele butelek zostało wypróżnionych. W Krasnojarsku odpoczywał Kenike 2 dni.

O Jenisejskiej gubernji wyraża się on, że "to cała Europa z mnóstwem narodowości, religji i zarządów.

Wracając do sotnika, to do tej pory w ciągu drogi był ubrany w mundur kroju Kubańskich kozaków, składający się: z wysokiej czapki, obwiedzionej barankiem t. zw. czekmena, szerokich spodni, w buty i kurtki. Uzbrojenie składało się z szaszki, rewolweru, kindżału i patronów.

Przed odjazdem cała sotnia ze swym naczelnikiem żegnała go pieśniami i przeprowadziła do rzeki Jenisiej.

Do Niżnego-Udzińska przybył sotnik 14-go października. Nie mało miał kłopotu z okuciem konia i wynalezieniem kowala.

Jakiś Niemiec za podkucie na nowe podkowy żądał 12 rubli. Dopiero za namową pewnego inżyniera kowal zgodził się za okucie konia na gwintowane oczele za 6 rubli. Okolicami stepowemi i po błoniach szedł "Irkut" nie kuty i w ten sposób przebył wielka część drogi, ale z nastaniem przymrozków, po gołoledziach, wypadało konia okuć bardzo starannie. Za 16,6 kg. (pud) owsa w Niżnim-Udzińsku trzeba było płacić l rubel 60 kopiejek.

Gdy sotnik 26 października zbliżał się do Irkutska, temperatura była dość łagodna, chociaż leżał śnieg - trakt ciągnął się po szosie. Nocował w urzędzie ziemskim w pobliżu już miasta, ale nie chciał w nocy do Irkutska wjeżdżać, nauczony smutnem doświadczeniem, iż w większych miastach całemi godzinami trzeba się błąkać, zanim się znajdzie miejscowe władze, mające wyznaczyć kwaterę. Na noclegu pilnował "Irkuta" strażnik z bronią w ręku, tak dużo w tych stronach było rozbojów i kradzieży.

W Irkutsku, (do którego wreszcie dostał się "Irkut"), bawił się sotnik wesoło w towarzystwie pań - jak wyraża się - jeździł w nocy po mieście. Wesołe jednak dni minęły, należało ruszać w dalszą drogę po przebyciu w syberyjskiem mieście czterech dni. Przed wyjazdem było niemniej konieczne zaopatrzenie się w cieplejszą odzież, jak koszulę burjacką ze skóry jelenia, ciepłe rękawice, wojłokowe buty. Nareszcie 30-go października, o 3-ej po południu wyruszył Kenike z koszar kozackich, w których stał "Irkut", a cała sotnia przeprowadzała go wesołą pieśnią. Dojechawszy do mostu na rzece Angarze nie obeszło się bez fotografji.

Za miastem wjechał na górę Kaj. Starszyzna z siodła wypiła strzemiennego, sotnik dosiadł "Irkuta" i przy niemilknących "hura" wyruszył w drogę, opuszczając się po pochyłości terenu. Tego dnia, po przyjęciach i zabawach irkutskich, czując się moralnie i fizycznie zmęczony, po przebyciu 10 wiorst zatrzymał się na nocleg we wsi Smoleńsko. Następnego dnia droga ciągnęła się górami i jazda była trudna. Sotnik napotykał stada wołów i bawołów, pędzonych z Mongolji do Irkutska. Stada gnali burjaci, na maleńkich konikach, a obok nich "Irkut" wydawał się prawdziwym olbrzymem. Na trakcie nie było widać podróżnych, albowiem wodna komunikacja jeszcze na Bajkale trwała, a dopiero po jej zamknięciu ruch kołowy ożywiał się.

1-go listopada znów przejazd przez góry. Należało przebyć t. zw. "Hubiaki", "Wereszaki" i "Kultuk". Widok tych skalistych gór był nadzwyczaj malowniczy, pełno w nich wodospadów, a ich wody odpływają do Bajkału. Przebywszy od 6-ej i pół rano do nocy 56 wiorst, wypadł nareszcie nocleg w osadzie Utylikowskiej. Furażu trudno było dostać, a Kenike musiał nocować w izbie u rybaka - handlarza, gdzie znajdowało się już w niej kilku burjatów, trudniących się również sprzedażą ryb. Na wieczerzę podano setnikowi soloną surową rybę, zwaną omulec (rodzaj śledzia), ale pomimo głodu nie mógł jej spożyć1), tylko polecił gospodarzowi, żeby mu ją przysmarzyć.

1) Burjaci jedzą ryby nawpół surowe.


Przepędzenie nocy było przykre, sotnik nie rozbierał się, a dla zabezpieczenia od robactwa wywrócił kożuszek szerścią na wierzch. Nocleg w tych warunkach był o wiele więcej męczący od jazdy w ciągu dnia po dzikich drogach.

Następny dzień - podług dzienniczka - był znów dość twardy. Teraz szło o przeprawę przez rzeczką "Utulik". Kiedyś był na niej most, ale o jego naprawę nikt się nie zatroszczył, gdy go woda na wiosnę zniosła - zdarza się to wprawdzie nie tylko we wschodniej Syberji. Prom zastąpił most, przymarzł jednak do brzegu, a miejscowi chłopi niezbyt energiczni (czy nazbyt leniwi) nie mogli zepchnąć go na wodę. Dość, że Kenike odnalazłszy starego włościanina, który wskazał mu bród, postanowił w ten sposób przebyć rzeczkę.

Włościanin na swoim malutkim koniku (nazywają je "karko") miał iść przodem przez wodę, ale gdy w nią skoczył; wnet zawrócił na brzeg. Wody nie było wyżej jak do siodła, ale trzeba było w nią wejść wprost z lodu, a tego się konie najwięcej boją. Doświadczony "Irkut" też się zawahał, ale uderzony nahajką wskoczył i brodząc przeszedł szczęśliwie na drugi brzeg. Przed przejściem przez rzeczkę sotnik wykręcił z podków nowe ostre ocele,, w które zaopatrzył się w Irkutsku i obandażował nogi konia flanelą, aby przy gwałtownych zwrotach nie skaleczył się. Po wyjściu z wody roztarł słomą brzuch, boki "Irkuta" i ruszył kłusem dla rozgrzania go. Nocleg wypadł w osadzie śnieżnej - od Utylkia 44 wiorst - nazajutrz odpoczywał tam dzień cały. Temperatura wynosiła 7 stopni mrozu.

Dalej znadujemy w pamiętniku następujące słowa: "Trzymając się jeszcze brzegów Bajkału, dla napojenia "Irkuta", zatrzymałem się w zimowisku zajętem przez pracujących rybaków i z ciekawością zbliżyłem się do nich. Zastałem spożywających śniadanie, składające się: z prażonej herbaty, rozgotowanej w kotle, wraz z kromkami chleba i ryby surowej - jedzą je z widoczną przyjemnością. Naprzykład jeden z pomiędzy nich wziął mrożonego okunia, otrząsnął zlekka z lodu, poczem rozpłatawszy nożem i osoliwszy zjadł z apetytem. Rosyjscy jednak zesłańcy brzydzą się podobnym posiłkiem, surowej ryby nie jedzą, a przysmarzają na węglach".

W ostatniej części drogi sotnik kilkakrotnie zapadał na febrę i rzecz dziwna, najsilniej odczuwał ją w ciągu dłuższych dniówek, a w pochodzie ustępowała. Jednak 26-go listopada cierpiał bardzo na febrę, a uległ jej jadąc w silny mróz i wiatr. Dopiero dojechawszy do wioski Ukry, zatrzymał się u naczelnika konwoju zesłańców, u niego przenocował a po zażyciu chininy nastąpiło polepszenie.

Niemniej zbliżał się koniec podróży, już pozostawało do przebycia tylko 173 wiorsty - i przestrzeń ta została przebyta w ciągu 3-ch dni. Ale jeździec, pod sam koniec pochodu, zamiast radości, że zbliża się spoczynek, odczuwał jakby odcień melancholji i ten odcień przebija się w dzienniku. Żal mu swobody, niezależności, rządzenia się tylko własną wolą i fantazją. Są to przywileje samotnych konnych podróży. Tkwi w nich pewna poezja, odrębność i dlatego każdy co się do nich włożył i nawykł, chętnie do nich powraca i za niemi tęskni. Tak, można dodać - swoboda, niezależność, możność odczuwania wpełni przyrody, to silne przynęty. Zarazem, w ciągu drogi, miłość własna sotnika Kenike była w ciągłem podnieceniu, mówiono o nim, pisano, częstokroć fotografowano, a teraz, niezadługo, miał utonąć w garnizonowem życiu syberyjskiej mieściny.

Z ostatniego noclegu 29-go listopada wyjechał Kenike o 8-ej i pół rano, a miał do przebycia już tylko 21 wiorst; nie było mu jednak spieszno. Jechał, żegnając się ze wspomnieniami podróży, żegnając się z rozmaitemi krajobrazami, które kolejno, jakby w filmie, przesuwały mu się przed oczyma.

Z góry o 7 wiorst od miasta zarysowała się Czita - i sotnik dodaje: "Koniec mojego pochodu, a smutno rozstać się ze swobodnem życiem w ciągu podróży. Cieszyłem się że nikt nie wyjechał na moje spotkanie, bo nie mógłbym zapanować nad sobą. Zsiadłem z konia i pomodliłem się gorąco, dziękując Bogu za opiekę w czasie podróży".

Na przedmieściu jednak przyjął sotnika Kenike czołowy pluton kozaków wraz z pułkownikiem, oficerami, niezadługo nadjechał konno, wraz ze swoim sztabem, "nakaźny ataman", który przed frontem miał okolicznościową przemowę, zakończoną "hura" na cześć sotnika.

Zasłona zapadła nad sportowem jego życiem i wogóle przyszłością, albowiem w chaosie wypadków, strasznych przewrotów, które później nastąpiły, mógł w tym odmęcie tylko przepaść.


* * *


Podług rachunku p. Kotlarewskiego - koń i jeździec byli w drodze 118 dni marszowych (oprócz 44 dni wypoczynku) - na dzień jazdy wypadałoby około 60 wiorst. Pochody niemniej były różne, częstokroć nie większe jak po 20 - 30 do 40 wiorst dziennie. Podobna niemniej oględność w ciągu drogi bardzo ułatwiła zadanie, biorąc pod uwagę, że "Irkut" miał już przeszło 19 lat i był na nogi leczony. Cierpliwe, umiarkowane użycie konia umożliwiło przebycie olbrzymiej przestrzeni drogi, a zarazem stwierdziło, że koń, który nawet już dużo pracował, o ile jego wewnętrzny organizm jest zdrów, przy pewnem uszlachetnieniu, może dużo jeszcze przenieść. Ani "Siery" Pieszkowa, ani "Irkut" nie były żadnymi nadzwyczajnymi końmi, ale posiadały silny organizm, o zdrowym wewnętrznym ustroju, wybornie przetrawiając spożyte pokarmy, co jest fizjologicznie bardzo ważnem. Należy podkreślić, że "Irkut" pod koniec podróży szedł lepiej, jak w pierwszej części drogi. Przebył on naogół od Duderhofu do Czity 6508 wiorst w 157 dni - podług dziennika podróży.

Z raidów konnych na krótszych o wiele przestrzeniach - od 100 do kilkuset kilometrów, odbywanych w określonym czasie, a nawet i z dalekich konnych podróży nasuwają się zawsze ciekawe wnioski i spostrzeżenia.

Na zakończenie należy dodać, jaką wagę niósł "Irkut". Otóż waga jeźdźca wraz z siodłem (kulbaka kozacka)1) z różnemi podróżnemi nieodzownymi przyborami oraz para podków pod przednie nogi z ufnalami Nr. 6, wyniosła 90 kg. (5 pudów, 16 1/4 funta). Samo siodło i wojłok ważyły razem ok. 17 kg. (40 i pół funtów). Sotnik Kenike był średniego wzrostu, suchej budowy ciała i ważył przed podróżą bez ubrania tylko 62 kg. (149 funtów).

Wrażenia syberyjskie niewątpliwie silnie odbiły się. w pamięci jeźdźca. Przebył przecież wielkie przestrzenie, przez okolice pustynne i dzikie, niemal pierwotne, a tylko gdzieniegdzie w miastach, jakby zlekka pędzlem cywilizacji dotknięte.

1) Zaznaczyłem już poniżej, że łęki kulbaki rozchodziły się, psuły, że sotnik musiał je odnawiać, aby silnie nie odparzyć konia. I dziś jeszcze rzadko spotykają się siodła wojskowe, rzeczywiście odporne i niełatwo ulegające nadwyrężeniu. Czyli wnosić należy, iż siodła i kulbaki do tej pory w armjach używane nie są już ostatnim wyrazem postępu. Zatem bardzo jest pożądanem zmniejszenie ich wagi, a powiększenie odporności.


zobacz również artykuł: 010_03 "Podróże konne"



Powrót do spisu treści rocznika Powrót