skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1937/11 (145) poz.5

RTM. JERZY STARŻA MAJEWSKI

SFORA GOŃCZYCH.

Świetny pod każdym względem artykuł ppłk. dypl. Machalskiego Tadeusza poruszył aktualną sprawę polowań konnych 1).

1) "Przegląd Kawaleryjski" Nr 8 (142) z 1937 r. str. 213.

Do powyższego artykułu pozwolę sobie dodać kilka słów o jednej z nielicznych, a najstarszej tradycją sforze psów gończych pułków naszej kawalerii.

Jest to sfora psów myśliwskich 17. pułku ułanów Wlkp. wywodząca się ze słynnej psiarni pardubickiej.

W r. 1922 dzięki inicjatywie ś. p. majora Koniga Edwarda, korpus oficerski pułku zakupił 3 psy i 4 suki, stanowiące resztki zniszczałej, a tak świetnej ongiś cesarskiej psiarni austriackiej.

Zakupione psy stały się podstawą przyszłego rozwoju sfory pułkowej.

Już na jesieni tegoż roku, po przeprowadzonej uprzednio zaprawie, biegają zakupione psy w dwie smycze za tropem 2).

2) Dwa psy związane za obrożę jednym rzemieniem - stanowią smycz.

W następnym roku biegają już trzy smycze, polując na terenach okolicznych, za lisem, dzikiem i danielem.

Mimo trudnych u nas warunków łowieckiej zaprawy psów za żywą zwierzyną, jak i trudności rozkładu samego polowania par force za grubszym zwierzem, psy szły nadspodziewanie dobrze, rokując na przyszłość wielkie nadzieje.

Niestety, lata 1924 - 1925 były okresem wysoce niepomyślnym dla naszej psiej hodowli. Kilka starych psów padło, duży procent śmiertelności wśród miotu szczeniąt i degeneracja młodych pokoleń, zdawały się przekreślać wszelkie wysiłki utrzymania psiarni.

W tym czasie biega zaledwie tylko jedna smycz.

Sprawa psiarni została rozwiązana dzięki ofiarności rotmistrza rez. pułku Potockiego, który ofiarował pułkowi ogara Samsona, czołowego psa świetnej sfory łańcuckiej.

Od tej pory hodowla gończych pułkowych weszła na dobre tory. Regeneracja młodych psich pokoleń, dzięki doskonałej krwi "Samsona", szybko daje doskonałe, mocne i odporne mioty szczeniąt.

Umiejętnie prowadzona przez majora Mieczkowskiego Tadeusza hodowla daje coraz to lepsze wyniki i już w roku 1926 mamy siedem smyczy łownych.

Polowania za dziką zwierzyną zostają zarzucone. Mimo niezaprzeczonego uroku, jaki je otacza, i prawdziwych emocji, jakie dają myśliwym, nie ma u nas, niestety, warunków terenowych do ich przeprowadzania.

Przerzuca się więc zaprawę psów na sztuczny już rodzaj polowań par force, ale nie mniej najbardziej zbliżony, do warunków rzeczywistych - za powłoką.

Racjonalny dobór hodowlany i troskliwa zaprawa terenowa, szybko dają piękny rozwój psiarni i doskonałą sprawność smyczy w polu.

W latach 1928 - 1933 na polowaniach konnych pułku biega już kilkanaście smyczy gończych. Jest to okres pełnego rozkwitu psiarni, dający możność przeprowadzania wzorowych biegów, których sława była głośna we wszystkich częściach kraju.


Nasze pieski.


Nasze pieski.


Jednak mimo starań i wysiłków kierowników psiarni, wskutek niemożności odświeżania krwi i krycia we własnym miocie, powoli następuje ponowna degeneracja nowych pokoleń.

Część psów pada, cały miot szczeniąt trzeba niszczyć, jako zupełnie zdegenerowany i w rezultacie ilość psów spada do zaledwie 7 psów użytkowych.

Chcąc ratować istnienie psiarni, należało coprędzej pomyśleć o dopuszczeniu świeżej krwi i czekać na przyjście młodych pokoleń, na nich opierając dalszy rozwój sfory.

W roku 1936 dzięki staraniom dowódcy pułku ppułkownika Kurnatowskiego i uprzejmości dowódcy 5 p. s. k., sprawa zostaje pomyślnie rozwiązana.

Wiosną i jesienią tego roku zostają wysłane do 5 p. s. k. dwie pełnowartościowe suki, mające jeszcze w swych rodowodach krew psów pardubickich, gdzie zostają pokryte psami sfory pułku.

Dzięki napływowi świeżej krwi, następuje regeneracja psiarni, umożliwiająca racjonalną hodowlę i otrzymywanie zdrowego i dobrego miotu szczeniąt.

Obecnie posiada pułk 27 psów (14 psów, 8 suk i 5 szczeniąt) w czem 11 smyczy łownych.

Każdej jesieni urządza pułk szereg polowań par force w okolicy, zawsze ze sforą idącą za powłoką.

Zakończeniem każdorocznego sezonu polowań konnych, jest tradycyjny bieg św. Huberta, urządzany przez pułk w dniu 3 listopada, a cieszący się ustaloną już reputacją i licznym zjazdem gości uczestników polowania.

Rok rocznie, pole jeździeckie składa się z kilkudziesięciu Pań i Panów jeźdźców ze wszystkich stron Polski, a w niektórych latach cyfra "field" dochodziła do setki.

Na miejsce "złomu", pole jeździeckie prowadzi zawsze dowódca pułku. Tam już oczekuje gości łowczy polowania z pikierami (dojeżdżaczami) i smyczami psów.

Polowanie rozpoczyna się. Na znak łowczego psy ruszają śladem powłoki i odtąd, piękna dla ucha myśliwego melodia gonu sfory, będzie do końca polowania towarzyszyć jego uczestnikom.

Wkrótce grają fanfary "bien aller" i za mastrem, którym jest z reguły dowódca pułku, rusza pole jeździeckie.

Trasa biegu jest zawsze starannie wybrana i tak ułożona, by w niczym nie odbiegała od rzeczywistego obrazu polowań za dziką zwierzyną.

Wszystkie przeszkody naturalne, lub tak budowane, by możliwie upodobniały się do naturalnych i nie sprawiały wrażenia sztuczności; duża ilość rowów, ogrodzenia zabudowań i pól, zwalone kłody drzewa w ciasnym przejściu, nieraz jezioro czy wodnisty rów drenowy, dają uczestnikom dużo wrażeń i emocji, wymagając pełnej sprawności jeździeckiej.

Pod koniec biegu wypuszcza się na ślad powłoki żywego lisa i z tą chwilą polowanie w niczym już nie odbiega od rzeczywistego obrazu polowań par-force za żywą zwierzyną.


Mają go!


Mają go!


Schwytanie lisa kończy polowanie. Po obwieszczeniu zwycięstwa fanfarami i gromkim okrzyku "hallali", tradycyjny bigos w terenie daje dobrze zasłużoną strawę dla ciała, słuszną po bogatych wrażeniach i przeżyciach poprzednich chwil.



Powrót do spisu treści rocznika Powrót