skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1937/8 (142) poz.7

PPŁK DYPL. TADEUSZ MACHALSKI

POLOWANIE KONNE 1).

1) W pracy mej korzystałem z licznych artykułów, zamieszczonych w fachowej prasie francuskiej, angielskiej i niemieckiej, z artykułów i polemiki pana Kazimierza Grocholskiego i pana Eryka Pfanna, ogłoszonych na łamach "Jeźdźca i Hodowcy" oraz z osobistych wskazówek mjra Mysłakowskiego.


Polowanie konne nie jest obcego pochodzenia. Ten sposób polowania uprawiany był u nas od dawien dawna, tylko że u nas polowano w sposób odmienny aniżeli na Zachodzie. U nas polowano przeważnie przy pomocy sokołów lub chartów, przy czym charty, goniąc zwierzynę raczej wzrokiem aniżeli węchem, przecinały w linii prostej drogę kluczącej zwierzyny, szybko ją dopadając i szybko kończąc w ten sposób polowanie. Przy tego rodzaju polowaniach koń był raczej tylko środkiem lokomocji, pozwalający szybko dojechać do miejsca, w którym spadł sokół ze swoją zdobyczą lub dla obserwacji gonu chartów, ewentualnie dla odpędzenia zajęcy od lasu, w którym charty niechybnie je gubiły. Ten sposób polowania wymagał raczej krótkich, ale bardzo ostrych wysiłków, nie dając sposobności do długotrwałych galopów. Na Zachodzie, czy to we Francji, czy też w Anglii, używa się do polowań par force psów mniej szybkich od chartów, skutkiem czego zwierzyna ma więcej sposobności bronienia się, a polowania trwają po kilkanaście godzin, kończąc się czasem dopiero z zapadającym zmrokiem. Bywały, podobno, nawet wypadki, ze polowania konne za wilkiem trwały nieraz aż trzy dni.

Polowania konne stanowią świetną i wysoce użyteczną szkołę pod względem wojskowym, tak w stosunku do konia jak i do jeźdźca. Wymagają one bowiem od konia przede wszystkim żelaznej wytrzymałości, zręczności w terenie a niekiedy znacznej szybkości, od jeźdźca zaś szybkiej orientacji, odwagi i silnej woli, by przezwyciężyć wielkie nieraz zmęczenie fizyczne. Bliższe zapoznanie się z tym sposobem polowania i zastosowanie go u nas w praktyce może więc nam przynieść dużo korzyści.

Wiele osób sądzi, że "polowanie" to polega na przebyciu w szalonym pędzie pewnej przestrzeni w terenie usianym groźnymi i karkołomnymi przeszkodami, przy czym połowa jeźdźców spada z koni itd. - Nic podobnego. - Musimy bowiem ściśle odróżnić "bieg myśliwski" za mastrem, który przedstawia się raczej jako popis zręczności, gdzie w terenie poprzednio starannie wybranym, na przeszkodach z góry upatrzonych i odpowiednio przygotowanych, można takie sztuczki dokazywać, od rzeczywistego polowania, - w którym przebieg uzależniony jest wyłącznie od przebiegłości i sprytności zwierza.

Na czym więc polega to polowanie? Polega ono przede wszystkim na wytropieniu zwierzyny, na jej osaczeniu, zaatakowaniu i .następnie dopiero na ściganiu jelenia, daniela, kozła, dzika, lisa, zająca, a dawniej i wilka, aż do chwili, gdy zwierzę, wyczerpane zupełnie, ulega pościgowi i pada bezwładnie. Dwie siły przeciwstawiają się sobie tutaj: z jednej strony przebiegłość zwierzęcia, jego odwaga i zręczność, oddana na usługi jego instynktu samozachowawczego; z drugiej strony - szybkość, wytrzymałość i węch psów w służbie myśliwego. Niech nikt nie sądzi, że doprowadzenie zwierzęcia do kresu jego sił jest rzeczą łatwą. Ten rodzaj polowania stanowi prawdziwą sztukę.

By dobrze polować, trzeba zrozumieć samo polowanie, aby je zrozumieć, trzeba zapoznać się z najgłówniejszymi fazami polowania; a więc: w jaki sposób należy wytropić i osaczyć zwierzynę? w jaki sposób zapobiec temu, by raz wytropiona zwierzyna nie skryła się wśród zarośli i lasów i nie uciekła przed swoimi napastnikami? w jaki sposób wreszcie doprowadzić do tego, by goniony zwierz poddał się swoim prześladowcom? Na tym właśnie polega cała sztuka łowiecka, która umie zapobiec wszelkim, najbardziej nawet przebiegłym podstępom zwierzyny. W samej technice przeprowadzenia polowania odróżnić musimy dwa zasadnicze rodzaje polowań, a mianowicie: polowanie za grubą zwierzyną i polowanie za lisem lub zającem.

PRZEBIEG POLOWANIA ZA JELENIEM.

(w/g źródeł francuskich).


W dniu polowania, z pierwszym brzaskiem dnia, w którym zamierzamy polować, w chwili, gdy obsługa krząta się jeszcze około koni i psów, pierwszy dojeżdżacz udaje się już ze swoimi ogarami do lasu. Dokonuje on rozpoznania zwierzyny i nawiązuje pierwszy z nią kontakt, Zwierzyna zazwyczaj opuszcza w nocy las, by na polach szukać sobie pożywienia; zaspokoiwszy swój głód wraca potem z brzaskiem dnia do lasu, gdzie szuka schronienia i możliwości spokojnego trawienia, nie przypuszczając wcale, że po drodze pozostawiła za sobą zdradziecki ślad, który zaznaczył jej drogę i będzie teraz jej zgubą.

Pierwszy dojeżdżacz, trzymając swoje ogary na smyczy, przeszukuje okolicę i wypatruje świeże ślady z ostatniej nocy. Spośród licznych takich śladów wybiera, o ile to jest możliwe, ślad najpiękniejszy, tj. ślad starego byka i przy pomocy ogarów śladem tym tropi zwierzynę, by ustalić miejsce, w którym zapadła. Praca ta, często bardzo trudna, jest nadzwyczaj delikatną, gdyż nie jest wcale rzeczą łatwą rozpoznać obecność zwierza, nie widząc go wcale. Bliskość zwierzyny stwierdza łowczy jedynie przez baczną obserwację zachowania się ogarów, unikając przy tym starannie zbyt bliskiego podejścia, by tylko przypadkiem nie spłoszyć przedwcześnie zwierzynę. Jego punktem honoru będzie złożenie kierownikowi polowania raportu z możliwie dokładnym określeniem miejsca utropionej zwierzyny.

Po dokonaniu tej czynności - pierwszy dojeżdżacz oznacza miejsce, z którego ma się rozpocząć polowanie, "złomem": łamie on gałąź na skraju lasu i przykrywa nią upatrzony ślad, by w ten sposób stworzyć sobie punkt orientacyjny, gdy wróci potem już z całą sforą. Ponieważ jednak wytropione zwierzę może zawczasu wynieść się i zmienić swoje położenie, więc dla uniknięcia takiej niemiłej niespodzianki, tropi jeszcze inne sztuki, by potem podczas składania raportu dać możność wyboru kierownikowi polowania.

Kierownik polowania (master), wysłuchawszy raportu pierwszego dojeżdżacza, decyduje, w którym kierunku pójdzie polowanie i wydaje swoje rozkazy. Sfora zostaje podprowadzona do miejsca oznaczonego "złomem" i polowanie się rozpoczyna.

O ile praca pierwszego dojeżdżacza była dobrą, wnet dojdzie do uszów myśliwych cudowna muzyka: - to pies czołowy, zwietrzywszy ślad, daje głos, który wnet podchwytuje cała sfora, wypełniając las cały głośnym ujadaniem. Zwierzę, otoczone znienacka psami i zaskoczone na swoim legowisku, zrywa się nagle i przerażone rzuca się do ucieczki. Niekiedy zdarza się, że równocześnie spłoszono i inną zwierzynę, wtedy łatwo zdezorientowane, szczególnie młode psy, rozbiegają się często w swoim zapale w różne strony, goniąc za tą zwierzyną, która im wyskoczyła spod samych nóg. Dojeżdżacze mają wtedy ciężką pracę, gdyż muszą szybko wprowadzić znowu porządek, podpędzając z powrotem te psy, które się najbardziej oddaliły. Dzięki ich zręczności wkrótce wszystkie psy skupiają się znowu dookoła łowczego, by zaatakować ponownie wskazaną zwierzynę, przy czym starają się wycisnąć upatrzoną sztukę, odłączyć ją od stada i zmusić do ucieczki. Z chwilą gdy się to udało, dojeżdżacze trąbią fanfarę: "początek polowania!"

Napadnięty jeleń broni się zaciekle lub też, przebiegając las we wszystkich kierunkach, stara się czym prędzej ujść swoim prześladowcom. Zmęczywszy się beznadziejną obroną i widząc, że w ten sposób nie zdoła oswobodzić się, chcąc czym prędzej pozbyć się pogoni - ucieka się do podstępu. Przebiegłość jego nie zna wtedy granic. Często bodząc rogami pędzi przed sobą młodą sztukę, by potem, w krytycznym momencie jednym susem ją wyprzedzić i pozostawiwszy ją na pastwę prześladowcom, samemu salwować się ucieczką. Czasami znowu zatrzymuje się nagle w pełnym pędzie i zawraca w miejscu, by powrócić na dawne miejsce, gdzie z błyskawiczną szybkością miesza się z nowu z inną zwierzyną, by zmylić w ten sposób pogoń. Czasami znowu przebiega znaczne przestrzenie korytem strumieni, zacierając swoje ślady itd. Wtedy to występują na jaw wszelkie zdolności łowieckie mastra, który umie szybko rozplatać zawikłaną sytuację i naprawić popełnione błędy.

Zwierzę, broniąc się czas dłuższy, po zastosowaniu wszelkich możliwych fortelów, zastraszone ciągłą pogonią i czując zbliżający się upadek sił, wreszcie traci głowę. Porzuca las, który nie obronił go przed swoimi przeciwnikami i szuka ocalenia w panicznej ucieczce, goniąc prosto przed siebie, poprzez góry i doliny. Jest to jego niechybna zguba!

Fanfara "a vue" oznacza początek pościgu. Pościg staje się coraz szybszy i wnet rozbrzmiewa nowa wesoła fanfara "bien aller".

O ile psy zgubią ślad i zaczynają kołować w miejscu, dojeżdżacze trąbią fanfarę "złe polowanie", jeźdźcy zatrzymują się w pewnej odległości, by nie utrudnić łowczemu robotę. Z chwilą, gdy psy ponownie wpadną na właściwy trop i idą pewnie, nie gubiąc śladu, dojeżdżacze trąbią fanfarę "dobre polowanie".

Im szybszy jednak pościg tym łatwiej psom zmylić ślad. Natrafiwszy w czasie biegu na ślad innej zwierzyny, psy często gubią właściwy trop, rzucają się w fałszywym kierunku. Następuje "change", czyli, zamiast konsekwentnie gonić poprzednio wytropioną i już zmęczoną pościgiem zwierzynę, odbywa się gonitwa zmęczonej już sfory za nową i wypoczętą zwierzyną, którą oczywiście w takich warunkach trudno dogonić.

Ponieważ zasada polowania "par force" polega na forsowaniu od początku do końca tej samej zwierzyny, trzeba bezwarunkowo zmusić sforę do powrotu i naprowadzić ją na trop ściganej od początku zwierzyny. By zapobiec tym tak bardzo niepożądanym zmianom kierunków, stanowiących prawdziwe utrapienie każdego mastra, tresuje się pewne gatunki psów na pewne gatunki zwierzyny, tak by na przykład pies tresowany na jelenia nie poszedł za tropem dzika, lub pies tresowany specjalnie na dzika nie poszedł za wiatrem lisa, pies nastawiony na lisa, za zającem itd. Psy wyłamujące się spod dyscypliny sfory, powinny nawet być natychmiast zgładzone, by nie psuć sfory i polowania. Dojeżdżacze pilnują sforę, by się nie rozleciała, podpędzają maruderów i pilnie baczą, by psy zachowały właściwy kierunek.

Wreszcie gonione zwierzę traci coraz bardziej swe siły i nie mogąc już dalej uciekać, zapada w jakąś kryjówkę i przyczaja się. Zadanie dojeżdżaczy polega wtedy na tym, by pomimo to nie stracić zwierzyny z oczu. Nie płosząc jej, muszą bacznie obserwować jej kryjówkę, by wskazać ją potem nadciągającej sforze. Wtedy przerażone zwierzę zrywa się ponownie i goni ostatkiem sił, by ujść zagładzie; ale kończyny jego sztywnieją coraz bardziej, zaczyna się ona słaniać i zataczać, wreszcie pada lub rzuca się do wody, myśląc znaleźć w ten sposób lekarstwo na swoje coraz to sztywniejsze kończyny. Z tą chwilą rozlega się nowa fanfara "bat l'eau"; psy wskakują do wody i płyną za jeleniem. Zrozpaczony jeleń opuszcza wodę i stara się dalej uciekać, ale zimna woda, miast mu przynieść ulgę, podcięła mu zupełnie nogi. W końcu, nie mogąc już dłużej uciekać, wyczerpany długim biegiem, pada bez sił. Sfora otacza go. Jeździec, który jako pierwszy dogania zesztywniałą ze zmęczenia zwierzynę, dobija ją pchnięciem kordelasa w komorę. W tym momencie dojeżdżacze grają fanfarę "Halali". Mięso upolowanej zwierzyny daje się psom na pożarcie. Skórę z prawej przedniej kończyny otrzymuje najbardziej honorowany gość.

POLOWANIE NA LISA.

(w/g źródeł angielskich).


W wypadkach polowania na lisa, specjalna służba stajenna udaje się wraz z gajowymi w nocy poprzedzającej samo polowanie na teren przyszłego polowania i starannie zasypuje wszystkie lisie nory, by uniemożliwić w ten sposób powracającym z nocnych wypraw lisom schowanie się do swoich kryjówek. Przy tym należy jednak zwracać uwagę, by wejścia te nie były zbyt długo zamknięte, gdyż zagraża to życiu młodych lisów. Od dokładności i sumienności tej roboty nieraz zależy dobre polowanie.

Jako miejsce zbiórki (meet) kierownik polowania (master) wyznacza zwykle miejsce, w pobliżu którego znajduje się kilka zagajników lub parcel leśnych, tak by nikt z uczestników polowania nie mógł z góry przewidzieć miejsca, z którego ruszy polowanie. W przeciwnym bowiem wypadku może się zdarzyć, że wszyscy uczestnicy, zbierając się na miejscu zbiórki, obstawią nieraz jedyny zagajnik ze wszystkich stron i uniemożliwią przez to lisowi opuszczenie zarośli, zmuszając go do kołowania w lesie, co utrudni dobre polowanie.

Po wyznaczeniu przez kierownika polowania kierunku, w którym pójdzie polowanie, pierwszy dojeżdżacz wysuwa się ostrożnie naprzód i staje na jednej z przesieki leśnych, która pozwoli mu obserwować ruszonego lisa oraz stwierdzić jego kierunek. Zająwszy odpowiednie stanowisko, pierwszy dojeżdżacz staje na czatach i bacznie obserwuje przedpole, zachowując przy tym jak największą ciszę, by nie spłoszyć lisa przedwcześnie. W jakiś czas potem łowczy (huntsman), idąc o ile możności pod wiatr, wprowadza sforę do zagajnika i rozpuszcza psy, by przeszukały teren. Ważną rzeczą jest, by łowczy, prowadząc psy, nie omijał dla własnej wygody gęste zarośla, lecz właśnie osobiście sam się w nie wgłębiał, pociągając przez to i psy za sobą. W przeciwnym bowiem wypadku, psy obserwując swojego pana, również wyminą gąszcz i przejdą obok, pomimo, że właśnie tam istniało największe prawdopodobieństwo napotkania lisa. W takich wypadkach może się nawet zdarzyć, że chytry lis zaczai się w miejscu, zaszyje się w zarośla i przepuści obok siebie psy, by wyrwać po ich przejściu i, uciekając "z wiatrem", udaremni polowanie. Dobrze wyszkolone psy powinny starannie przeszukać cały zagajnik, starając się przy tym objąć jak największą przestrzeń, pracując zawsze obok siebie, nigdy jeden za drugim. Jeżeli psy w swojej pracy zbliżają się do miejsca, w którym pierwszy dojeżdżacz stoi na czatach, a lis jeszcze nie wyszedł, wtedy pierwszy dojeżdżacz zawczasu, możliwie bezszelestnie przesuwa się na następną przesiekę lub nawet ostatecznie na skraj lasu i dalej obserwuje. Przy takiej, wymuszonej okolicznościami, zmianie stanowiska zachowuje on wszelkie możliwe środki ostrożności, by tylko nie zdradzić się przed lisem i nie spowodować jego przedwczesne podjęcie się na dużej odległości przed psami, co utrudni pogoń.

W ślad za psami postępują myśliwi, ostrożnie posuwając się naprzód. Kierownik polowania, jadąc na czele, pilnuje, by uczestnicy polowania nie rozjechali się po całym lesie, płosząc przedwcześnie lisa i zacierając jego trop. O ile lis weźmie nieprzewidziany kierunek lub też ruszy niepostrzeżony przez pierwszego dojeżdżacza, wtedy ten z myśliwych, który zobaczy lisa i sam znajduje się na jego kierunku ma prawo okrzykiem (Tallyho-o!) zwrócić uwagę łowczego w tym kierunku. Czasem bywają też wypadki, że lis zamiast ratować się ucieczką, zawróci i biegnie w koło, dezorientując zupełnie psy, które bezładnie rozbiegają się we wszystkich kierunkach, napełniając cały las głośnym ujadaniem. Wykorzystując to chwilowe zamieszanie, lis chwyciwszy kierunek wiatru, biegnie "z wiatrem", by utrudnić pogoń, i wyłamuje z lasu właśnie w tym miejscu, w którym przed chwilą psy weszły do lasu. Dzieje się to przeważnie wtedy, kiedy pierwszy dojeżdżacz lub ktoś z gości zapędził się nieostrożnie zbyt daleko naprzód i zawrócił przez to lisa z powrotem.

Z chwilą, gdy psy wytropią zwierzynę i "zagrają", naszczekując wysokim głosem., pierwszy dojeżdżacz. przemienia się cały w słuch i wzrok, by uchwycić moment pojawienia się ruszonej zwierzyny. Z chwilą, gdy spostrzeże lisa, zachowuje jeszcze czas jakiś zupełną ciszę, aż do chwili, gdy lis zdecydowanie ruszy w pole i, biorąc wyraźny kierunek, przesadzi pierwszą przeszkodę. Wtedy to głośnym i radosnym okrzykiem (Tallyho!) ściąga na siebie uwagę łowczego, a wraz z nim i psów, naprowadzając ich w ten sposób na właściwy kierunek lisa. Wypadając z lasu łowczy trąbi kilkakrotnie w trąbkę myśliwską. Drugi ujeżdżacz jadąc z tyłu szczuje psy, zachęca ich do szukania tropu i pilnuje, by żaden z psów nie pozostał w zaroślach i nie ociągał się.

Polowanie rusza z miejsca! Łowczy jedzie stale za środkiem sfory, trzymając się tuż przy swoich psach, nieustannie obserwując i kierując ich robotą. Wywiera on stale swój osobisty wpływ na zachowanie się sfory i wkracza osobiście, ilekroć zajdzie tego potrzeba, lub ilekroć wkroczenie jego umożliwi osiągnięcie pewnych korzyści lub zysku na czasie. Jadąc za swoimi psami łowczy pilnie obserwuje całe przedpole, by nic z tego nie uszło jego uwagi, co by tylko mogło mieć jakikolwiek wpływ na zachowanie się lisa (pasące się krowy, psy owczarskie itd.) lub tez mogło zniszczyć jego trop (świeżo zorana ziemia; szosa przecinająca kierunek polowania itd.). Umożliwia mu to potem, w razie chwilowego zagubienia tropu, szybkie orientowanie się w położeniu.

W przeciwieństwie do jelenia, który w miarę pościgu rozgrzewa się coraz bardziej, pozostawiając po sobie coraz silniejszy i mocniejszy zapach, czyli "wiatr", lis nigdy się nie poci, a woń którą pozostawia po sobie nie pochodzi od potu, lecz od wydzielin specjalnych gruczołów. Spłoszony lis uciekając, wydziela z przerażenia w pierwszej chwili bardzo silny zapach, który potem w miarę uspokojenia się nerwowego, zmęczenia i osłabienia stopniowo się zmniejsza, czasami nawet całkowicie zanika. Słaby wiatr lisi jest też bardzo wrażliwy na pogodę. Najlepiej utrzymuje się w pogodne, ale bezsłoneczne dni, gdy powietrze przesycone jest wilgocią. Słoneczna pogoda lub susza utrudniają utrzymanie się woni lisa, a świeżo zorana ziemia, szosa przecinająca kierunek lisa, wiatr i burza całkowicie ją niszczy i rozwiewa. Wiatr południowy i zachodni ułatwia - wiatr północny i wschodni utrudnia pościg za lisem. To też zdarza się często, że psy w pogoni za lisem nagle zatrzymują się i podnoszą głowy, wietrząc na wszystkie strony - jest to nieomylna oznaka, że zagubiły trop lisa. Dobra sfora rozciąga się wtedy natychmiast w prawo i w lewo, obejmując szerszą przestrzeń, celem przeszukania jej i łatwiejszego odnalezienia zgubionego tropu. W razie podchwycenia na nowo tropu lisa, natychmiast psy z głośnym ujadaniem rzucają się do nowego pościgu. Dopiero, gdy im się to nie udaje, powinien Wkroczyć łowczy i skierować sforę na kierunek, w którym uciekł lis.

Ponieważ w miarę zmęczenia "wiatr" lisa coraz bardziej traci na intensywności, zdarzają się nieraz wypadki, że psy w ferworze gonitwy tracą słabnący "wiatr" gonionego lisa i ulegają pokusie nowego "silnego wiatru" świeżo spłoszonego po drodze nowego lisa. Porzucają wtedy starego lisa i zaczynają gonić nowego. Oczywiście, że przy tym, zmęczone już poprzednią gonitwą, psy tracą wszelkie szansę wobec świeżego i wypoczętego lisa. Tu umiejętna praca łowczego jest niezbędna. Sam nie mając często możności rozpoznania starego od nowego lisa, zajmuje się przede wszystkim psami i pilnie obserwując ich pracę i zachowanie się, skupia na nich całą swoją uwagę. W razie rozdzielenia się sfory za kilkoma lisami równocześnie, łowczy nie spuszcza z oczu tę część sfory, w której znajdują się te psy, które poprzednio prowadziły sforę, jeszcze przed jej rozdzieleniem się i przy tej grupie sam pozostaje i dalej goniąc lisa, nie troszczy się wcale o pozostałe psy, które dojeżdżacze wnet zatrzymują w miejscu i podprowadzają z powrotem do grupy, która pozostała przy łowczym.

Jeżeli lis uciekając zatacza wielki łuk w terenie, wtedy łowczy, o ile spodziewa się po tym manewrze pewnego zysku na czasie, może zatrzymać psy, ściąć drogę i poprowadzić je po cięciwie łuku znowu na trop lisa. Na ogół jednak należy pozostawiać psom jak największą swobodę. Łowczy nie powinien ani zbyt wiele, ani też zbyt mało zajmować się psami. W pierwszym bowiem wypadku zatracają one swoją samodzielność, przestają same pracować i stają się ospałe; w drugim zaś wypadku, goniąc ślepo przyklejone do tropu, często niepotrzebnie nakładają drogi i męczą się, lub też pozwalają wyprowadzić się w pole przez chytrego lisa, który w swojej ucieczce używa przeróżnych forteli. Wskakuje na drzewo, włazi w przepust drogowy, kryje się w zabudowaniach lub wskakuje na żywopłoty i ucieka biegnąc po nich czas jakiś, przerywając w ten sposób nagle swój trop. Do głównych zadań łowczego w tych wypadkach należy niedopuścić do tego, by psy w swoim ferworze przeskoczyły lisa, a goniąc dalej prosto przed siebie, zapędzili się w fałszywym kierunku; winien naprowadzić psy natychmiast na nowy kierunek, a pierwszy dojeżdżacz, pracujący ręka w rękę z łowczym, musi co koń wyskoczy rzucić się naprzód, by wyprzedzić sforę, stanąć jej w poprzek drogi i następnie głośnym krzykiem i trzaskiem bicza zatrzymać ją w miejscu, umożliwiając przez to łowczemu szybkie podjęcie nowego pościgu.

Gdyby podczas swojej ucieczki lis skierował się na niezasypaną przypadkiem norę lisią, pierwszy dojeżdżacz musi bez względu na szybkość pościgu wyprzedzić lisa, by przed nim jeszcze dopaść jej i uniemożliwić mu skrycie się do nory. Jeżeli pomimo to lis skryje się do nory, można, o ile psy potrzebują krwi, lisa wykopać i dać go psom na pożarcie. Wtedy "terrierman", tj. człowiek ze służby myśliwskiej, który jeżdżąc z tyłu konno wozi w skórzanym worku małego foxterriera, wpuszcza go za lisem do nory. Foxterrier wnet zapędza lisa w głąb nory i głośnym ujadaniem nie tylko dokładnie oznacza miejsce, w którym lis się znajduje, ale uniemożliwia mu również głębsze wkopanie się. Wystarczy wtedy w tym miejscu użyć łopaty, a bez trudności można lisa odkopać.

Drugi dojeżdżacz jadąc za sforą, nieustannie podpędza psy i baczy na to, by żaden nie ociągał się i nie odłączył się.

Kierownik polowania (master) prowadzi w pewnej odległości za psami całe "pole" myśliwych i baczy na to, by nikt psy nie najeżdżał i nie przeszkadzał im w robocie. W razie chwilowej utraty tropu, zawczasu zatrzymuje jeźdźców do chwili ponownego podjęcia pościgu.

Gdy wyczerpany ucieczką lis ustanie i psy go dopadną, łowczy natychmiast zeskakuje z konia, łapie lisa i podnosi go do góry, pokazując go sforze, podczas gdy reszta nadciągających myśliwych głośnymi okrzykami szczuje sforę, która głośno ujada. Z chwilą jak psy złapią tchu, łowczy odcina kitę i głowę lisa, poczerń mięso rzuca im na pożarcie. Prawą przednią łapę lub kitę lisa otrzymuje ten z gości, którego gospodarz polowania pragnie najbardziej honorować. Głowę lisa przytracza łowczy z lewej strony do swojego siodła, po czym stanowi ona, jako cenne trofeum, ozdobę psiarni. Po szczęśliwym polowaniu następuje wesoły powrót z muzyką. W razie nieudania się polowania powrót cichy bez muzyki.

RODZAJE POLOWAŃ KONNYCH.

Jako naczelną zasadę stawiać musimy bezwzględnie dążność do uprawiania polowań par force za żywą zwierzyną, dopiero gdy warunki nam tego nie pozwolą, możemy uciekać się do polowań za sztucznym śladem.

Polowanie za żywą zwierzyną może się odbywać w dwojaki sposób: za dziką zwierzyną przebywającą na wolności, oraz za oswojoną zwierzyną, wypuszczoną z klatki. Pierwszy sposób polowania daje najwięcej emocji i jest bezsprzecznie najbardziej sportowy. Nie można tego samego powiedzieć o drugim sposobie polowania, gdyż zwierzę, przebywające w niewoli, zatraca swoje właściwości; systematycznie karmione zapomina o przebiegliwości, którą nieraz zwierzę przebywające na wolności musi stosować, by zdobyć sobie pożywienie; nie orientuje się w obcym terenie, nie jest wciągnięte do większych wysiłków i często albo wcale nie chce uciekać, albo ucieka zbyt powoli, dając się w najkrótszym czasie dogonić; - polowanie wtedy nie tylko nie daje emocji, ale staje się wprost parodią. Jeden i drugi sposób polowania posiadają jednak tę wadę, że zwierzyna uciekając, nie wybiera drogi i prowadzi myśliwych poprzez uprawne pola, co znowu powoduje poważne szkody rolne. Obecne warunki gospodarcze i gęstość uprawnych pól czynią polowania par force za żywą zwierzyną prawie niemożliwym. W przeważającej więc ilości wypadków będziemy zmuszeni uciec się do polowań za sztucznym śladem.

W polowaniu za sztucznym śladem również odróżniać musimy dwa sposoby. Wiemy, że ślad zwierzyny może być znaczony albo zapachem zwierza, który nazywamy "wiatrem" (jeleń naprzykład pozostawia za sobą bardzo silny zapach), albo odciskiem kończyn zwierza, który nazywamy "tropem" (dzik, naprzykład, pozostawia za sobą po deszczu silne odciski na ziemi). W pierwszym wypadku gonimy zwierza, idąc za jego "wiatrem", posługując się węchem psów; w drugim wypadku gonimy zwierza idąc za jego "tropem", posługując się wzrokiem.

Zależnie od powyższego mamy również i dwa sposoby założenia sztucznego śladu, zależnie od tego, czy polując posługiwać się będziemy węchem czy też wzrokiem.

W pierwszym wypadku jeździec rusza w teren, ciągnąc za sobą na długim sznurze "powłokę" (mięso skropione anyżem, śledź beczkowy lub mocz lisa) i przy pomocy tej powłoki znaczy w terenie trasę, którą w rzeczywistości prawdopodobnie przebiegałby goniony zwierz. Dojeżdżacze doprowadzają wtedy sforę do miejsca "złomu", to jest do miejsca, od którego poczęto ciągnąć powłokę, zachęcają ją do odszukania śladu i szczują psy. Z chwilą, gdy pies czołowy zwietrzy ślad i da głos, polowanie się rozpoczyna normalnie, w niczym nie różniąc się od polowania rzeczywistego. Powłoka dobrze i umiejętnie ciągniona może nawet dać jeźdźcom złudzenie rzeczywistości. By należycie powłokę pociągnąć, koniecznym jest uczestniczyć poprzednio w polowaniach na żywą zwierzynę, by zapoznać się z jej wybiegami oraz sposobami walki i ucieczki.

W drugim wypadku ślad zwierza znaczyć będziemy w sposób widoczny dla oka, znacząc ślady przez rozsypywanie w terenie trocin lub małych skrawków papieru, po których jeźdźcy odszukiwać mogą drogę ucieczki domniemanego zwierzęcia. Oczywiście poluje się w tym wypadku bez psów, które w tych warunkach są zbędne. I w tym wypadku jeździec znaczący ślad w terenie musi być rutynowanym myśliwym, gdyż musi wiedzieć jak ten ślad w terenie założyć, by możliwie najdokładniej odpowiadał rzeczywistości. I w czasie takiego biegu pozostaje dosyć emocji jeźdźcom, gdyż, jadąc za szybko i waląc na oślep, można łatwo wyskoczyć poza właściwy ślad i zgubić go nawet chwilowo, podczas gdy, jadąc roztropnie i ścinając nieraz ostre kąty, można czasem wiele nadrobić. Brak sfory psów, nadającej całemu polowaniu odpowiednią szybkość, niestety, pozostawia jeźdźcom swobodę mniej więcej dowolnego stosowania szybkości.

W pewnych wypadkach możemy również zastąpić gonioną zwierzynę jeźdźcem, prowadzącym pole myśliwych w terenie. Ten sposób nastęcza jednak najmniej emocji, gdyż jeźdźcy, widząc z daleka prowadzącego "mastra", w ogóle nie mogą zmylić śladu i mogą jechać zupełnie bezmyślnie, byle dotrzymać kroku. Przy tym rodzaju biegów natomiast "master", o ile siedzi na dobrym koniu, może regulować tempo i nadać odpowiednią szybkość całemu polowaniu. Tuż za "mastrem" jedzie zwykle drugi jeździec "contre master", który w wypadku zawsze możliwego upadku "mastra" natychmiast obejmuje dalsze prowadzenie pola. Ten rodzaj imprez nie ma jednak wiele wspólnego z prawdziwym polowaniem i stanowi raczej pewną zaprawę do właściwych polowań za psami. Ten przejaw sportu konnego zwykliśmy określać mianem "biegów myśliwskich".

Konieczność unikania szkód rolnych coraz bardziej utrudniać będzie polowania konne par force za żywą zwierzyną, a skłaniać nas będzie coraz bardziej do polowań za sztucznym śladem, pozwalającym nam na swobodne wybranie trasy przebiegu w terenie z ominięciem pól uprawnych. Niemniej jednak zaznaczyć muszę, że wszelkie polowania konne za sztucznym śladem, niestety, zupełnie pozbawione są najbardziej emocjonującej pierwszej części polowania, to jest wytropienia i osaczenia zwierza. Biegi te rozpoczynają się właśnie dopiero z ostatnią fazą prawdziwego polowania, to jest z chwilą, gdy zrozpaczone zwierzę traci głowę i rzuca się do ucieczki.

ZWYCZAJE PODCZAS POLOWANIA.

W drodze do miejsca zbiórki psy muszą iść bezwarunkowo zwartą sforą na czele grupy jeźdźców myśliwych. Pierwszy dojeżdżacz jedzie z przodu i prowadzi, łowczy (Huntsman) jedzie po środku swojej sfory, drugi dojeżdżacz jedzie z tyłu, poganiając psy i bacząc na to, by nie chwytały po drodze żarcia, nie gryzły się i nie pozostawały w tyle. Na miejscu zbiórki łowczy i dojeżdżacze zsiadają z koni, przesiodływują je i czekają na miejscu na początek polowania, trzymając pod batem sforę. Przy tym utrzymują oni sforę stale w ruchu, bacząc na to, by psy nie kładły się na ziemię. Naprzeciw ustawiają się konie.

Zwolna goście poczynają się zjeżdżać. Dumą każdego powinno być przyprowadzenie dobrego i pięknego konia. Na tualetę własną i konia należy zwrócić jak największą uwagę. Wszystkie części uporządzenia konia powinny być o ile możliwości skórzane, wykazując minimalną ilość sprzączek, blaszek ozdobnych itd., dokładnie dopasowane i idealnie utrzymane. Wszystkie części metalowe starannie wypolerowane, nigdy niklowane. Obowiązkiem każdego jest przywitanie się przede wszystkim z mastrem a następnie z członkami klubu, noszącymi odznakę klubową.

Na polowaniach konnych obowiązuje specjalny strój myśliwski. Strój ten oczywiście, jak wszelkie ubranie, ulega nakazom każdorazowej mody, która jednak ujawnia się jedynie w szczegółach. Zasadniczo panowie noszą jaskrawo czerwony frak z "bouton'em". "Bouton'y" czyli guziki klubowe otrzymuje każdy nowy członek z chwilą przyjęcia go do klubu. Na guzikach umieszcza się herb, godło lub hasło danego klubu. Poza tym obowiązują białe spodnie, czarne buty z cholewami i wyłogami skórzanymi koloru naturalnego, ostrogi, sztywny cylinder i stek. Sztywną, aksamitną, czarną czapkę myśliwską noszą zasadniczo jedynie członkowie tzw. "Huntstaffu", czyli kierownik polowania, łowczy i dojeżdżacze. Tak samo przeważnie nie wolno nikomu poza huntstaffem posługiwać się batem, który stanowi pewnego rodzaju przywilej huntstaffu. W klubach oprócz "bouton'u" (guzika klubowego), członkowie klubu noszą do czerwonego fraka kołnierz w barwach klubowych. Łowczy i dojeżdżacze noszą fraki w barwach klubu lub właściciela sfory, fraki ich zatem stanowią pewien rodzaj liberii i mogą być czerwone, zielone, żółte, brązowe itd. Noszą sztywną aksamitną czapkę, bat i róg myśliwski. Jest to wielka trąba o dwóch zwojach, przeznaczona do grania fanfar myśliwskich i noszona przez ramię bez sznura. W Anglii, gdzie polowania konne odbywają się z daleko mniejszym przepychem niż we Francji, przyjął się zwyczaj ubierania służby myśliwskiej tak jak gentelmanów w czerwone fraki z wyłogami w barwach klubowych i złotą wypustką na kołnierzu. Nie wolno im tylko nosić cylindra. Ponieważ w razie upadku duży róg myśliwski może spowodować poważne obrażenia i skaleczenia, w Anglii zaniechano go zupełnie, gdzie jedynie kierownik sfory posługuje się małą trąbką myśliwską dla dania niezbędnych sygnałów.

Panie obowiązuje bezwzględnie czarna amazonka, cylinder lub melonik, obojętne czy jedzie po damsku czy po męsku, a to dlatego, by dobitnie odróżniała się już na daleką odległość od gentelmanów, którzy w razie jakiegokolwiek wypadku, obowiązani są natychmiast zatrzymać się i przyjść paniom z pomocą.

Stosowanie czerwonego fraka i czarnej amazonki w czasie polowań nie jest pustym wybrykiem mody, lecz ma ułatwić szybkie odnalezienie jeźdźców na tle zielonej murawy w terenie, podobnie jak np. klasyczny ciemnogranatowy norweski strój narciarski ma ułatwić odnalezienie narciarza na jasnym tle śniegu.

Ostatnio Polski Związek Jeździecki wprowadził do swojego regulaminu nowy przepis, że panie jeżdżące po męsku obowiązują te same przepisy jak panów. Jest to inowacja odnosząca się jedynie do jazdy na torach konkursowych.

W pierwszym okresie polowania, zanim zwierzyna nie rzuci się zdecydowanie do ucieczki, należy być ostrożnym. Zaleca się raczej jechać stępem i kłusem i pilnie baczyć na mastra i jego personel, by im nie przeszkadzać w pracy. Zadanie mastra i jego personelu nie jest bowiem łatwe. Mastra i jego personel nie wolno nigdy wyprzedzać, ani też najeżdżać im na ogony. Psy bowiem zanim wpadną na właściwy ślad często dają się odciągnąć w fałszywym kierunku, oddalając się od właściwego tropu; to też master będzie często zmuszony zatrzymywać się nagle, by, wsłuchując się uważnie w odgłosy psów, rozpoznać poszczególne ich głosy w czasie zmiany kierunków. W tych wypadkach należy również i samemu natychmiast się zatrzymać, zachowując przy tym zupełną ciszę, by nie przeszkadzać nikomu i umożliwić rozplątanie sytuacji. Poza tym zaatakowane zwierzę używając w swej walce wszelkich możliwych fortelów, często zaczaja się lub też dla zmylenia pogoni zawraca tą samą drogą i wpada pomiędzy jeźdźców, wlokąc za sobą wszystkie psy. Wtedy nie wystarczy nawet zatrzymanie się w miejscu, trzeba nawet natychmiast dać wolną drogę psom i mastrowi i odskoczyć w bok, by nie przeszkadzać psom w ich pracy, tratując kopytami trop zwierza, lub niszcząc jego wiatr potem końskim.

Największą uwagę muszą zwrócić wszyscy na psy, by uniknąć uszkodzenia któregoś z nich. Przedstawiają one bowiem nie tylko wielką wartość finansową (do 1000 zł) dla ich właściciela, ale szczególnie w okresie polowań są często nie do zastąpienia, gdyż każdy właściciel pilnuje dobrego psa jak źrenicy w oku.

Bardzo często zdarzają się wypadki, że młodzi i niedoświadczeni jeźdźcy, jak tylko psy "zagrają", zaraz na oślep rzucają się pędząc we wszystkich kierunkach, to też już po godzinie takiej jazdy ich konie mają dosyć, a gdy właściwe polowanie się zaczyna, już ich potem często nie widać i w rezultacie nie ma ich na halali. Młody jeździec powinien najlepiej wybrać sobie starszego, doświadczonego sportsmana i dać się przez niego cały pierwszy sezon polowania pilotować.

Bywa czasami jednak, że długie godziny mijają, zanim uda się "wystawić" zwierzynę, a polowanie przeciąga się nierzadko aż do wieczora.

Z chwilą, gdy zwierzę opuści las i rzuci się do ucieczki w otwartym terenie, jeźdźcy mogą skrócić odległość dzielącą ich od mastra, gdyż nie ma już obawy, by ktośkolwiek mógł przeszkodzić dalszemu polowaniu, polegającym już tylko na ściganiu zwierzyny w linii prostej. Kto dotąd umiał zachować siły konia, zbiera owoce swojej przezorności, kto jednak zechce dojechać do końca, i teraz będzie umiejętnie wyszukiwał najlepszą drogę i omijał przeszkody, by oszczędzać siły konia i będzie skakał tylko te przeszkody, które już absolutnie ominąć się nie dadzą. Czasami pościg rozciąga się na przestrzeni do 30 km; zważywszy, że po tych 30 km trzeba drugie tyle zrobić, by wrócić do stajni, widzimy, że jest to wysiłek niemały w grząskim terenie albo przed trudną przeszkodą przezorny jeździec nieraz zeskoczy na ziemię i w ręku przeprowadzi konia, byle by tylko dotrzeć do końca polowania.

Jeżdżąc za psami należy przestrzegać pewnych form towarzysko-sportowych i stale pamiętać o pewnych prawidłach, umożliwiających harmonijną wspólną jazdę:

  • należy zawsze jeździć prosto przed siebie,
  • należy stale utrzymywać pewną odległość od swego sąsiada z boku lub z tyłu,
  • nie wolno zajeżdżać drogi,
  • nie wolno skakać ukośnie,
  • nie wolno skupiać się na przeszkodach; w razie gdy wąskość przeszkody (niska bramka w wysokim płocie) lub wąskość przejścia (suchy skrawek brzegu bagnistego strumyka) nie pozwala na równoczesny skok kilku jeźdźców, pierwszeństwo należy się zawsze temu, który znajduje się na wprost tego miejsca.

Po skończonym polowaniu dobitemu zwierzęciu odcina się prawą przednią łapę (skok, badyl) z której ściąga się skórę. Na rozkaz mastra łowczy wręcza to cenne trofeum, względnie kitę lisa, osobie najbardziej honorowanej. U nas powstał zwyczaj obdzielania wszystkich uczestników, a nawet gości, małym upominkiem w formie miniaturowej podkowy, strzemiona, wędzidła, ostrogi, trąbki itd. Sądzę, że dobrze zrobimy, pielęgnując nadal ten miły zwyczaj, stanowiący dla wszystkich cenną i milą pamiątkę; dobrze będzie pamiętać o tym, że wartość polowań konnych nie leży w zewnętrznych formach i przepychu, ale w samej istocie tego szlachetnego sportu, który może być uprawiany równie dobrze i przy najskromniejszych środkach. Paradne wystąpienie, pełne splendoru, to tylko miły, ale bynajmniej nie konieczny dodatek.

ZAPRAWA KONI I PSÓW.

Koń do polowań (myśliwski) i koń wojenny (wojskowy) posiadają te same zalety. Dobry koń myśliwski jak i dobry koń wojskowy muszą posiadać dostateczny stopień krwi, by zapewnić przede wszystkim wytrzymałość, w pewnych okolicznościach również i szybkość oraz dostateczną masę, by móc nosić poważny ciężar podczas nieraz długich godzin, nawet w terenie najbardziej głębokim i rozmokłym.

Koń do polowań powinien być kościsty i muskularny, powinien posiadać dobry oddech, silną budowę, dużą głębię, swobodne chody, spokojny temperament, dużą szybkość, wytrzymałość, odwagę i zręczność w terenie. Potężna skośna łopatka, silne i szerokie biodra,, mocny grzbiet są niezbędne. Jego spokój pozwoli mu oszczędzać swe siły, a jeźdźcowi pilne śledzenie przebiegu polowania. Na spokojnym koniu jeździec odbędzie całe polowanie wygodnie, podczas gdy koń gorący sprawi mu niejedną nieprzyjemność i często może nawet nie wytrzyma do końca polowania.

Nic więc dziwnego, że przy tak wysokich wymaganiach rzeczywiście dobry koń do polowań bywa rzadkością. Anglik zwykł mówić, że "dobry Hunter jest wart swoją własną wagę w srebrze, albo wogóle nie jest wart nawet obroku, który dostaje".

Przygotowując młodego konia do polowania, należy rozpocząć od ostrożnego stępa i kłusa i nigdy nie galopować, zanim koń się nie rozpręży i nie będzie posuwał się naprzód, nie ciągnąc na wodzach. Jeźdźcy, którzy pod pretekstem uspokojenia swoich koni, z chwilą zaatakowania zwierzyny, natychmiast ruszają pełnym chodem w teren, popełniają błąd. Koń rozgrzeje się tylko jeszcze bardziej, straci głowę a jeżeli uspokoi się, to zapewne dopiero z chwilą, gdy się przemęczy i stanie się niezdolnym do dalszej poważnej pracy, trwającej nieraz aż do końca dnia. Zaprawa do polowań nie jest to samo co przygotowanie do wyścigów. W czasie polowania koń rzadko kiedy będzie zmuszony wyjść poza normalny galop polowy, tym samym nie potrzeba go zaprawiać do krótkotrwałych i szybkich galopów wyścigowych, ale do długotrwałego wysiłku. W tym punkcie właśnie koń myśliwski najbardziej się zbliża do konia wojskowego. A zatem wiele stępa i kłusa, kilka 2-3 kilometrowych galopów w chodach spokojnych, na długich wodzach i głębokim siadzie.

Równocześnie z zwiększeniem pracy w czasie zaprawy, powinno następować również i zwiększenie ilości pokarmu, dochodzące w okresie polowań, zależnie od masy konia, od 10 do 14 kg owsa dziennie. W razie potrzeby można tę dawkę zwiększyć parzonym jęczmieniem lub mąką jęczmienną. Dobry, ciepły "mash" w przeddzień polowania świetnie robi koniowi.

Po powrocie z polowania należy starannie wymyć koniowi nogi letnią wodą i dobrze wytrzeć do sucha. Nazajutrz po polowaniu koń powinien odbyć lekki spacer.

Po skończonym polowaniu koń jest bardzo spragniony, należy więc w drodze powrotnej kilkakrotnie go poić małymi dawkami i po przybyciu do stajni baczyć na to, by nie pił zbyt wiele i zbyt łapczywie.

Po skończonym sezonie polowań należy odwrotnie jak w czasie zaprawy, stopniowo zmniejszając pracę konia, zmniejszać również i ilość pokarmu, by stopniowo doprowadzić ją do normalnej normy.

Liczba smyczy w sforze jest zależna od roboty, którą się wymaga, jak również i od... gotówki. Dobra sfora powinna liczyć od 30-100 smyczy, a to dlatego, że podczas każdego polowania zawsze pewna ilość psów kaleczy się, podbija itd., stając się chwilowo niezdolną do dalszych polowań. Psy te muszą, być natychmiast zastąpione innymi, o ile nie ma nastąpić przerwa w sezonie polowań. Niemniej jednak istnieje wielka ilość sfor dobrze polujących za zwierzyną lub za powłoką, liczących od 5-6 smyczy.

Zaprawa psów polega na wyrobieniu dyscypliny w polu i w psiarni. Dyscyplina w polu polega na:

  1. wyuczeniu psów chodzenia zwartą grupą za koniem łowczego, nieociągania się i nieodbiegania. Zatrzymywania się w miejscu i czekania bez rozchodzenia się itd.;
  2. wyuczenie podchwytywania tropu i trzymania się na tropie;
  3. odrzuceniu wszelkiego interesowania się zwierzyną, dla której sfora nie jest przeznaczona.

Dyscyplina w psiarni polega przede wszystkim na imiennym karmieniu poszczególnych psów, a to dlatego, by z jednej strony móc zawołać chude lub powoli jedzące psy wcześniej do żłobu, z drugiej zaś strony by stale kontrolować, czy każdy pies zna swoją nazwę i na nią reaguje.

Psy należy żywić dwa razy dziennie między 9 a 10 rano i między 15 a 16 po południu. Jako pokarm służy dziennie około 4 kg zacierki owsianej, pęcaku lub chleba jęczmiennego i surowe mięso (końskie). Z kośćmi należy jednak być ostrożnym i nie dawać kości rąbanych toporem i skruszonych, gdyż psy łatwo połykają ostre kości, które mogą przebić kiszki. Kości pozostałe po każdorazowym pożywieniu powinny być natychmiast usuwane z psiarni, gdyż stają się tylko niepotrzebnie powodem kłótni.

W przeddzień polowania należy spośród całej sfory starannie wybrać te psy, które wezmą udział w polowaniu i odłączyć je od reszty psów, które pozostaną w psiarni. W dniu polowania wybrane psy nie otrzymują rannego posiłku. Polując w otwartym terenie możemy wybrać mniejszą sforę, polując w terenie pokrytym musimy wybrać liczniejszą, przy czym dobierając psów, trzeba zwrócić baczną uwagę na to, by pomiędzy nimi nie było psów o złej kondycji, przemęczonych lub kulawych, ponieważ takie psy potem szybko odpadają, utrudniają pracę dojeżdżaczy i psują polowanie. Nie liczebnością sfory, ale jej jakością i kondycją zaimponuje się prawdziwemu znawcy!

Zaprawa psów odbywa się podobnie jak zaprawa koni. Należy odbywać stopniowo coraz dłuższe przemarsze w różnym terenie, dodając z czasem coraz więcej kłusa a później i galopa. By zapobiec podbiciu się psów, dobrze jest kłusować i galopować często po bitych i twardych gościńcach.

ZAKOŃCZENIE.

Polowanie jak to widzimy jest sportem i to sportem poważnym i pożytecznym. Jeżeli z jednej strony wymaga ono doskonałych koni, bardzo pewnych, wytrzymałych, odważnych, zwrotnych, opanowanych i chętnych, to z drugiej strony rozwija ono w człowieku najcenniejsze zalety dobrego jeźdźca terenowego. W czasie polowań uprawia się jeździectwo proste, lecz śmiałe, które umacnia dosiad i pozwala jeźdźcowi przejść wszędzie poprzez każdy teren.

Taki sposób polowania rozwija szczególnie zmysł orientacyjny, zmusza do dokładnej obserwacji i do myślenia w czasie galopu, by przewidzieć zawczasu wszelkie możliwe kluczki zwierzyny; śledzenia pracy psów, wyciągania szybkich wniosków, szukając równocześnie najlepszych sposobów szybkiego przebycia terenu usianego przeszkodami i zasadzkami, przy najmniejszym zmęczeniu konia. Polowanie konne wyrabia jeźdźców roztropnych a zarazem budzi smak ryzyka. Wreszcie trzeba dać dowody wielkiego serca wytrzymałości, energii, hartu, silnej woli i charakteru, by ścigać zwierzynę, pomimo wszelkie trudności terenowe, pomimo niepogody i pomimo zmęczenia.

Czy nie znajdujemy tu wszystkich przymiotów tak pożądanych dla dobrego jeźdźca terenowego? Zmysł terenu, zmysł konia, wytrzymałość, energia, silna woal i hart ducha, odwaga, smak ryzyka i pogarda dla niebezpieczeństwa: są to zalety dobrego kawalerzysty w polu. Można więc też powiedzieć, że tego rodzaju sposób polowania stanowi doskonałe przygotowanie do służby w obronie państwa. W 1914 roku 200 do 300 większych i mniejszych tego rodzaju towarzystw myśliwskich dostarczyło z chwilą mobilizacji armii francuskiej 4.000 doskonałych koni pod siodło, a więc równowartość kilku pułków kawalerii i 600 do 800 gotowych jeźdźców, którzy w służbie patrolowej i szperaczy oddali nieocenione usługi.

Anglia utrzymuje z pieniędzy prywatnych około 20.000 koni myśliwskich, a więc ilość koni równającą się bezmała stanowi 30-40 pułków kawalerii.

Widzimy więc, że polowania konne nie są tylko pustą, wielkopańską zabawą, ale stanowią najlepszą szkołę odwagi i wytrzymałości, szybkiej orientacji i umiejętnej jazdy w terenie. Dlatego też polowania konne, jako czynnik przygotowujący jeźdźców i koni do trudów wojennych, powinny się cieszyć poparciem wszystkich tych, którym dobro Państwa i wzmożenie jego sił obronnych leży na sercu.




Podaję szereg technicznych określeń w językach: angielskim, francuskim i polskim:


huntingchasse a courrepolowanie konne
mastermaitre d'equipagekierownik polowania
jointmaster-jego zastępca
field-uczestnicy polowania
huntsmanveneur, piquerłowczy
whipvalet de cbiendojeżdżacz
huntstaffequipagepersonel
groomvaletchłopak stajenny
tufterlimier"ogar", pies o szczególnie
rozwiniętym, dobrym
węchu, używany dla
wytropienia jelenia
przed polowaniem
houndchien courant"gończy", pies
polujący gromadą
couplecouplesmycz (po dwa psy)
packmeutesfora
kennelchenilpsiarnia
-brissezłom
scentvoie"wiatr", zapach który
zwierzę pozostawia
po sobie
track printvol ce l'est "trop", odcisk który
zwierzę pozostawia
na ziemi
dragtroitpowłoka
checkcheckchwilowe zatrzymanie
się z jakichkolwiek
powodów
changechangebłąd psów, które
zamiast trzymać się
śladu gonionej zwierzyny,
poszły za innym
nowym śladem
cast-odszukanie zgubionego
tropu
meetrendez-vouszbiórka
runcoursegon
halali, killhalali, cureehalali, koniec polowania
-fanfara "a vue"przy pierwszym
zobaczeniu zwierzyny
-   ,,    "debucher"przy zmuszeniu zwierzyny
do opuszczenia lasu
"gon away"   ,,    "bien aller"polowanie idzie dobrze
-   ,,    "change"psy pomyliły ślad
-   ,,    "bat l'eau"zwierzę rzuciło się
do wody
-   ,,    "halali"zwierzę ustało ze
zmęczenia





mój przypis (MC) patrz również artykuł rtm. Jerzego Starży-Majewskiego:
"SFORA GOŃCZYCH" 1937/11 (145) poz.5



Powrót do spisu treści rocznika Powrót