skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1937/11 (145) poz.4

POR. STANISŁAW MICHALSKI.

TYCZKI CZY LANCA?

Czytając artykuł rtm. Szpotańskiego, zamieszczony pod powyższym tytułem w zeszycie majowym "Przeglądu Kaw." b. r. nie mogę oprzeć się pokusie, by nie dorzucić paru uwag odnośnie skonstruowanej przez autora rososzki.

Pokusa ta jest tym silniejsza, że w roku ubiegłym miałem możność wypróbować tyczkę składaną z rososzką, której budowa miała umożliwić użycie jej również do włączania się do linii stałej i polowej, gdyż posiadała (z wyjątkiem nożyc) podobne urządzenie jak rososzka rtm. Szpotańskiego. Qtóż po dwumiesięcznym użyciu jej wydawało się, że sprzęt jest dobry i odpowiada wymogom; tymczasem po półrocznym użyciu okazało się, że wszelkie ulepszenia nie wytrzymały próby życiowej. Igły do przebijania rdzy i izolacji połamały się lub powychodziły na skutek ciągłego zaczepiania podczas zarzucania kabla na podpory. Były wypadki, że igły zanieczyszczały się korą drzewną i liśćmi tak dalece, że trzeba było dużo czasu na ich oczyszczenie. Poza tym kontakt w miejscu składania się tyczki rdzewiał, uniemożliwiając przepływ prądu, a tym samym użycie rososzki do włączania się do linii.

Nie znając bliżej konstrukcji rososzki rtm. Szpotańskiego, nie mogą oczywiście dopatrywać się w niej wymienionych wad. Przypuszczam, że jest ona wykonana solidnie i wypróbowana.

Autor poleca swoją rososzkę w pierwszym rzędzie do przekazywacza. Śmiem twierdzić, że niezbyt dobrze spełni ona swe zadanie w tej roli. Do przekazywacza można używać tylko zwykłych widełek z tulejką do nakładania na tyczkę lub lancę (rys. 1).

Rys.1

Widełki muszą być tak skonstruowane, by ich ramiona nie były zbyt długie a końce lekko rozchylone. Powinny one co najwyżej uniemożliwić spadnięcie sznurka na skutek silnego wiatru i, odwrotnie, oddać go za lekkim pociągnięciem. W przeciwnym bowiem wypadku, lotnik w czasie podchwytywania meldunku zerwie sznurek przekazywacza, względnie - linka, którą podchwytuje meldunek, okaleczy mu rękę.

Opowiadał mi pewien oficer lotnik, z którym współpracowałem, że miał podobny wypadek w jednym z oddziałów. Podczas ćwiczeń obsługa przekazywacza obciążyła woreczek meldunkowy piaskiem, czego nie wolno robić. Skutek był taki, że lotnik byłby stracił rękę, gdyż linka obcięła mu całą skórę aż do kości.

Osobiście widziałem wypadek, kiedy lotnik z powodu złego sprzętu, użytego przez placówkę łączności z lotnikiem, zabierał jedną lub obie tyczki po to - żeby je za chwilę rzucić razem z podchwytywaczem, co uniemożliwiało mu dalszą pracę z placówką. A przecież tyczki czy lance cięższe są od małego woreczka z piaskiem.

Czym się więc różni rososzka od zwykłych widełek? Rososzka (rys. 2) jest skręcona jakby w niezakończoną ósemkę i posiada oko, w które wchodzi kabel, mający być zarzucony na podpory.

Rys.2

Odległość krzyżujących się ramion rososzki wynosi tyle, ile średnica kabla. Przed każdą budową linii polowej wkłada się kabel do oka, gdyż inaczej nie można byłoby go zarzucić na podpory. W żadnym wypadku kabel nie powinien z oka wychodzić, gdyż trzeba byłoby go ciągle wkładać. Jest to cecha nieodzowna każdej rososzki.

Cóż się jednak stanie, gdy sznurek od przekazywacza wejdzie w oko? Posiada on przecież tę samą średnicę co kabel. Lotnik zerwie sznurek przekazywacza albo zabierze lance. Rososzka autora posiada jeszcze różne "przyrostki" jak: lewy wąs, prawy wąs, lewa i prawa nasada, przytrzymywacz oraz urządzenie do umocowania rososzki na lancy (patrz rys. l do art. rtm. Szpotańskiego "Przegl. Kaw." nr 5 (139). O te przyrostki również może się sznurek przekazywacza zaczepiać. Skutki będą podobne do wyżej opisanych.

Moim zdaniem do przekazywacza używać można tylko zwykłych widełek. Ponieważ istnieje możliwość zepsucia względnie zagubienia ich, placówka łączności z lotnikiem powinna mieć zawsze zapasowe, by nigdy nie używać rososzki.

A teraz słów parę o przydatności rososzki do budowy linii polowej, oraz do włączania się do linii stałej i polowej. Zastrzegam się, że pomijam kwestię, czy rososzka ma być umieszczona na lancy czy na tyczce, czy tyczki powinny być drewniane czy metalowe, składane czy nie składane.

Konstruktor nazywa swój sprzęt "rososzką uniwersalną". Twierdzi dalej, ze użycie jej wyklucza posługiwanie się słupołazami. Tak z jednym jak i z drugim twierdzeniem nie mogę się zgodzić. Autor pominął tak ważną rzecz jak wiązanie kabla i drutu. W czasie działań wojennych nie będziemy stosowali wyłącznie zniszczeń, a niejednokrotnie przyjdzie nam zniszczenia naprawiać. Nie ograniczymy się również wyłącznie do podsłuchów a częściej wykorzystamy linię stałą do porozumiewania się z przełożonymi lub sąsiadami.

Może zajść jeszcze wypadek, że trzeba kabel zarzucić bardzo wysoko np. nad torem kolejowym, nad skrzyżowaniami dróg itd. Regulamin budowy linii polowych określą tę wysokość na sześć metrów z uwagi na to, że wagony lub wozy mogą być naładowane bardzo wysoko np. słomą lub sianem. Telefonista trzymający w podniesionych rękach lancę sięga około 5 m wysokości, czyli że przy pomocy zwykłej lancy nie będzie w stanie na tę wysokość należycie kabla zarzucić i naciągnąć. Przykładów podobnych można przytoczyć więcej. Wszystkie przemawiałyby za tym, że słupołazy są narazie w służbie łączności niczym nie zastąpione. Sprzęt ten powinien posiadać każdy patrol telefoniczny, który ma samodzielne zadanie do wykonania, a który w pracy swojej nie będzie rozporządzał wozem sprzętowym.

Również wątpię czy znajdą zastosowanie nożyce, które posiada rososzką. Na ćwiczeniach nie ma co przecinać, a w czasie wojny podjeżdżać patrolem telefonicznym pod druty kolczaste jest czynnością należącą do wyjątków i przeważnie niemożliwą. Najwyżej może patrol telefoniczny napotkać na swej trasie na drut okalający pastwisko lub t. p. Samo przecinanie jednak natrafiać będzie prawdopodobnie na pewne trudności i zależeć będzie od wprawy telefonisty i temperamentu konia. Jak często się bowiem zdarza, że ułan pieszo lub konno z trudnością trafia szablą do pochwy, a cóż dopiero małymi nożycami osadzonymi na długiej lancy - na drut.

Uważam, że lepiej zejść każdorazowo, z konia i przeciąć drut przy pomocy cęgów uniwersalnych, które każdy patrol posiada w torbie narzędziowej.

Co się tyczy lancy to uważam, że górna część (mniej więcej połowa) powinna być zaizolowana jakąś plecionka z materiału izolacyjnego. Wiemy bowiem, że na każdej linii stałej biegnie przeważnie kilka lub kilkanaście przewodów. Dla uniknięcia indukcji (wpływ pola magnetycznego) przewody wzajemne się krzyżują. W ten sposób, przewód, który biegnie w pewnym miejscu najniżej po paru kilometrach biegnie najwyżej. D-ca patrolu telefonicznego chcąc korzystać z linii stałej musi ją stale w czasie posuwania się obserwować, zwracając zwłaszcza uwagę na przydzielony przewód.

Jeżeli przewody biegną jeden pod drugim (mogą biec równolegle obok siebie, zależnie od umocowanych na słupie izolatorów) to włączając się do najwyższego, lanca może dotykać innych przewodów, czyli spiąć je na krótko. W takim wypadku rozmowę będzie można podsłuchiwać w innych przewodach. Wymieniona plecionka skutecznie temu zapobiegnie.



Powrót do spisu treści rocznika Powrót