skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1937/6 (140) poz.6

MJR JÓZEF GRUBOWSKI.

ZAGADNIENIE DWURAZOWEGO KARMIENIA KONI.

Nawiązując do artykułu płk. dypl. Ludwika Kmicic-Skrzyńskiego, w "Przeglądzie Kawaleryjskim" Nr 4 (158) z 1937 roku pt. "Zagadnienie dwurazowego karmienia koni", pragnę zabrać glos w tej sprawie, gdyż uważam, że zagadnienie karmienia koni jest tak ważnym w naszym życiu kawaleryjskim, iż wszechstronne poruszenie tej sprawy jest ze wszechmiar konieczne i pożądane. Słusznie płk. dypl. Kmicic-Skrzyński mówi: "Troska o utrzymanie stanów musi być naszą rzetelną troską o nasze konie" Słusznie zaznacza, że "konie chude łatwiej się odparzają". Przysłowie nasze "Nim tłusty schudnie - chudego diabli wezmą" w stu procentach może być zastosowane do konia. Bezwzględnie ważnym jest dopasowanie siodeł, utrzymanie ich w odpowiednim stanie, a jakość derki i siodła odgrywa pierwszorzędną rolę.

Przypominam sobie rok 1914 i pierwsze dni wojny. Otóż w pierwszym dniu wojny, drugim a może i trzecim, niektórzy dowódcy jakby wahali się rozsiodływać konie, starano się jedynie zwalniać popręgi, żołnierze się nie rozbierali; była to niepewność - badanie życia wojny.

Po kilku dniach jednak ta psychoza minęła; złapano wlot, że koń i człowiek tak samo na wojnie jak i w czasie pokoju musi odpoczywać, spać i jeść.

Rozsiodływano i rozbierano się gdy tylko było moźliwe, karmiono, gdy i gdzie się dawało.

Naturalnie, dużym i pomocnym zjawiskiem był fakt" że w 1914 r. pułki kawalerii rosyjskiej były już na ćwiczeniach letnich poza garnizonami i w momencie przed samą mobilizacją konie już od dwóch tygodni były poza stajniami i łatwiej przeszły na życie wojenne, gdyż jakby szczęśliwym zbiegiem okoliczności przeszły pierwszą zaprawę - niewygód poza stajnią.

Piszę to dlatego, ażebyśmy o tym nie zapominali, że wojna - wojną a żołądek - żołądkiem.

Jak karmić konie? Sądzę, że rozwiązanie jest proste, tak jak tego się uczymy w czasie pokoju, to jest na ćwiczeniach letnich. Uważam, że w czasie wojny zmienia się naturalnie sposoby prowadzenia walki, gdyż tam będą prawdziwi zabici i ranni - lecz sposób karmienia koni nie tak bardzo ulegnie zmianom.

Zapewne, będą chwile lub dnie, gdy nie będzie można karmić w normalnej porze i przepisowym rozkładzie, lecz tak jest przeważnie i na ćwiczeniach letnich, a jednakże dobrze pielęgnowane konie, a głównie normalna dostawa furażu, nie odbija się aż tak fatalnie na koniach. Konie w pułkach, w których działy gospodarcze są racjonalnie zorganizowane, wracają po ćwiczeniach, prawda podciągnięte - bez brzuchów i rozłupanych zadów - ale w formie i nadające się do pracy.

Musimy się zgodzić, że na wojnie podobnych wypadków, jak niekiedy ostatnie fazy naszych ćwiczeń letnich, gdzie nieraz wykonuje się nie marsze a przebiegi: "kto wprzód" zajmie daną linię terenową - będzie b. mało.

Nie zupełnie zgadzam się z tym, że doświadczenia winniśmy robić na przemarszach 75 kilometrowych, przeciętnie - należy brać normalny przemarsz 30 - 40 kilometrów, gdyż taki będzie i na wojnie, najczęściej jednak - mniejszy. A wyjątkiem natomiast będą marsze 70 - 100, lecz gdy zajdzie ku temu potrzeba, musimy potrafić wytrzymać.

O ile byśmy przyjęli za zasadę, ażeby wnioski wyciągać z marszów 75-kilometrowych - doszlibyśmy do nie najlepszych rezultatów. Większość koni po przemarszu 75-kilometrowym nie będzie chętnie jeść, gdy konie są przemęczone, a tym bardziej prawie podwójnej porcji owsa. Wiemy z praktyki ćwiczeń letnich, że spory procent koni zjada owies dopiero po paru godzinach odpoczynku. Koń przemęczony źle będzie gryzł (dławił) owies. Żołądek osłabiony po 16 godzinach marszu źle będzie trawił. Sądzę, że karmienie w marszu małymi dawkami, wykorzystywanie każdej sposobności pojenia da nam lepsze rezultaty, a tak prowadzony koń będzie daleko świeższy o godz. 22, po przebytym marszu, aniżeli koń nie karmiony od godziny 4 rano do 24 w nocy.

Przypomnijmy sobie historię wielkich przemarszów hord tatarskich, mistrzów w pokrywaniu terenu na siodle. "Wykorzystywali chwile postojów, karmiąc konie owsem z czapek".

Nie zrozumiałe dla mnie jest, dlaczego karmienie trzy razy dziennie jest niewykonalne? Wiemy z praktyki ćwiczeń polowych, że konie pod siodłem są b. często po 12 a czasem i 18 godzin, lecz przypomnijmy sobie, ze z tych 12 - 18 godzin maszerujemy 6 - 8, a resztę to postoje, wyczekiwania itp. zajęcia. Tak samo było i na wojnie. Sprawa polega jedynie na tym, ażeby nauczyć żołnierzy, a właściwie zastępców dowódców plutonów i kaprali1) , żeby te postoje i wyczekiwania wykorzystywali- na karmienie koni.

1) Raczej wszystkich dowódców, aż do kaprali - przyp. Redakcji.


Nie znaczy to, że musimy przyjąć godz. 11 lub 12 jako godzinę obiadowego karmienia. Gdyśmy skarmili ranną porcję o godz. 4 - to południowa będzie już o 9, a może o 15 lub 14 - ale winna być skarmiona!

Kwestia polega na organizacji; zasadą w polu winno być, że w lewej juczce żołnierz powinien trzymać karmiak, a w nim jedną małą porcję owsa (l do 1 1/2 kg). Na wyjęcie z juczek, nałożenie na łeb koński karmiaka z owsem potrzeba 1/2 minuty; gdy trzeba jechać nagle - schować go do juczki drugie 1/2 minuty (lub po prostu przytroczyć do juczki z lewej strony).

Znowu, gdy owies z karmiaka został skarmiony, a jest na to czas, natychmiast z owsiaka nasypać następną porcję do karmiaka, wykorzystując następny postój lub odpoczynek.

Nawet, moim zdaniem, nie szkodzi, gdy te 1 1/2 kilograma będzie karmione 2 lub 3 razy; wiemy jak nam dobrze robi i jak odświeża przegryzienie w marszu kawałka suchej wędliny, kiełbasy itp.

Żołnierzowi dajemy na dłuższy marsz porcję, kawałek słoniny lub boczku; dlaczego dla konia nie uważamy to za odpowiednie?

Gdybym był koniem nie mógł bym się pogodzić - ażeby pracując ciężko 16 godzin, dźwigając na grzbiecie jeźdźca i owies, patrzył, jak ten jeździec coś zagryza, a mnie obiecuje dużo owsa, ale o godzinie 24, kiedy w ogóle może zbraknąć mi sił, gryźć i trawić.

Co do dłuższego odpoczynku, to tutaj występuje sprawa i karmienia ludzi. Trzeba przecież ludzi nakarmić w przerwie. Sądzę, że nałożyć karmiaki w międzyczasie - nawet na półtora godzinnym odpoczynku - zawsze się zdąży.

Przypuśćmy naprzykład, że robimy 1 1/2 godz. odpoczynek. Przedtem w marszu będziemy się starać konie napoić. Po osiągnięciu miejsca odpoczynku wyciągamy z siatek po garści siana, po 45 minutach zawieszamy karmiaki z l do l 1/2 kg owsa. W międzyczasie - o ile w kuchniach obiad gotów, wydajemy strawę ludziom i dalej maszerujemy po 1 1/2 godzinnym odpoczynku.

Nie sądzę, ażeby ten kilogram koniowi źle zrobił; odwrotnie, jak praktyka wykazała, dobrze to robi, wzmacnia konia i odświeża.

Naturalnie, że pierwsze 30 min. po przerwie - lub nawet dłużej - pomaszerujemy stępem.

Zgadzam się, że w wypadkach wyjątkowych, gdy będziemy musieli wykonać marsz 75 km, koń nie będzie miał czasu na 2 godzinny odpoczynek do trawienia - ale na to nic nie poradzimy - musi tak koń jak i człowiek w tym wyjątkowym wypadku trawić częściowo maszerując, ale uważam, że to jest mniejsze zło, jak w ogóle nie karmić.

Naturalnie, że przy przemarszu 30 lub 40 km nie będziemy zatrzymywać się na dłuższy odpoczynek do karmienia; o ile jednak marsz wykonujemy spokojnie, mamy przymusową przerwę w marszu, a nadesza pora karmienia, sądzę iż lepiej karmić, gdyż na wojnie, jak to na wojnie, nie możemy nigdy ręczyć, co nas czeka po 40 kilometrach.

Co do przyzwyczajania koni już w czasie pokoju i w stałym miejscu postoju do karmienia dwurazowego, nie sądzę, ażeby to nam było potrzebne, ani pożyteczne. Sądzę, że lepiej dać koniowi 3 razy podzielony owies na dobę, jak dzielić tylko na 2 razy. Przy dzisiejszej gospodarce ryczałtowej koń dostaje, biorąc przeciętnie 4,5 kilograma w koszarach i 5 do 6 na ćwiczeniach letnich. Należałoby rano skarmić 2 lub 2 1/2 kg i wieczorem 2 1/2 lub 5 kg.

Dzieląc natomiast owies na 5 razy (tj. l, 1 1/2 i 2 lub 1 1/2 - 2 - 2) łatwiej i lepiej koń owies strawi i więcej osiągnie pożytku. Należy brać pod uwagę, że mamy duży procent koni starszych, które w ogóle źle trawią i źle gryzą, i oddają z kałem owies cały i nie strawiony.

W szwadronach znajdzie się po 3 do 5 takich koni, którym trzeba gnieść owies, ażeby mogły go trawić i w ten sposób jedynie utrzymać je w odpowiedniej kondycji i przydatności do pracy. Są to konie przeważnie po 15 latach wieku, czasami nawet i młodsze. Dla starszych koni absolutnie uważam dwurazowe karmienie za szkodliwe, natomiast różniczkowanie w karmieniu, wprowadzi w stajni i w gospodarce jeszcze bardziej zwiększone zamieszanie. Już dzisiaj konie starsze, które są przeważnie w taborach - są karmione 4 lub 5 razy, gdyż trzyrazowe karmienie stwarza dla żołądka trudności!

O ile brany ma być pod uwagę czas stracony na południowe karmienie koni, sądzę da się temu zapobiec z wielkim pożytkiem dla sprawy. Najdłużej trwa i traci się czas, kiedy żołnierz trzyma za kantar, ażeby koń nie wysypywał owsa na ziemię.

Nie uważam to za dobre:

  • żołnierz traci czas, który mógłby użyć na uporządkowanie stajni, lub po prostu mógłby iść na obiad,
  • konie nie równomiernie jedzą, więc i tak niektóre zjadają - nie trzymane, gdyż za długo by to trwało, ażeby czekać do ostatniego ziarnka,
  • koń się denerwuje i spokojnie nie je - specjalnie latem, gdy są muchy,
  • nigdy nie starcza żołnierzy, ażeby wszystkie konie były trzymane, a te co są trzymane - przeważnie - niedbale. Specjalnie odbija się to przy zwolnieniu starszego rocznika,
  • siłą faktów spory procent owsa idzie na ziemię pod nogi, a jest to najczęściej ta ilość, której nam potrzeba do utrzymania dobrej kondycji konia.

Uważam, że najlepszym rozwiązaniem i uzyskaniem wolnej godziny na dobę będzie, gdy będziemy karmić konie owsem stale z karmiaków. Zyskamy dużo czasu, konie - spokoju, a cały owies pójdzie do żołądka końskiego!

Naturalnie, ryczałt taborowy poniesie pewny wydatek, około 1000 zł rocznie, ale w zupełności się to opłaci dla ogólnej sprawy.

Rzecz prosta, że karmiaki muszą być co pewien czas myte, ale woda przy stajni i wiadra są. Każdy karmiak musi mieć przywiązaną tabliczkę drewnianą z nazwą konia - ułatwi to furażerowi w plutonie indywidualne, w zależności od przydzielnej racji, dzielenie owsa, zabezpieczy przed przenoszeniem chorób.

Twierdzenie płk. dypl. Kmicic-Skrzyńskiego, ze "lepiej rzadziej ale dobrze nakarmić" nie trafia mi do przekonania. Sądzę, że tu ze mną zgodzą się i specjaliści lekarze.

Natomiast w zupełności zgadzam się z płk. dypl. Kmicic-Skrzyńskim, że w nocy należy dać koniowi najdłuższy i naprawdę spokojny wypoczynek.

Podczas swojej 26-letniej służby wojskowej w kawalerii na stanowisku dowódcy plutonu, szwadronu, ostatnio kwatermistrza, stwierdziłem znakomite rezultaty przy następującym systemie karmienia:

Wszystko skarmiać w dzień, w nocy nic.

Na 1/2 godziny przed ranną pobudką stajenny daje dawkę siana, pozostawioną z poprzedniego dnia, ażeby konie głodne nie poić i ażeby przed rannym karmieniem owsem - przegryzły siana.

Po tym cały dzień co godzina po małej porcji siana mieszanego ze słomą i zwilżonego (szczególnie wiosną i latem, gdy siano już jest stare i suche). Ostatnia dawka siana wieczorem o godz. 19,30 - 20 założona przez stajennego - potem konie śpią aż do rana.

W ten sposób skarmiane b. małymi porcjami siano jest przez konia chętnie spożywane, a taka mała porcja nie wypada ze żłobu (o ile wypadnie, stajenny natychmiast podnosi). Koń cały dzień coś gryzie, nie nudzi się, nie uczy się "łykania", chętnie spożywa należny mu l kilogram (a pożądane więcej) słomy, pomieszanej z sianem. W nocy odpoczywa. Uważam za przestępstwo wybierania w nocy kału z pod koni, gdyż to konie denerwuje, przerywa sen i odpoczynek.

Stajenny w nocy tylko spaceruje, sprawdza czy konie nie zaplątały się w łańcuchy i na tym jego rola się kończy.



Powrót do spisu treści rocznika Powrót