skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1924/4 (4) poz.4

STANISŁAW WOTOWSKI.

Raidy kawaleryjskie po wojnie (Raidy konne i ich znaczenie cz.4).

zobacz również cz. 3 tego artykułu: 003_05


Pierwszy raid po wojnie był urządzony przez "Klub Jazdy" w jesieni 1921 r. Według programu do raidu byli dopuszczeni i jeźdźcy cywilni, ale 17 października stanęło u startu jedynie 25 oficerów. Start odbył się o 8-ej rano na szosie lubelskiej i jeźdźcy byli puszczani kolejno co 5 minut, a pod koniec co 2 minuty. Przestrzeń raidu wynosiła około 500 kilometrów. Na placu wyścigowym, na którym było oznaczone zakończenie raidu, pierwszy stanął rotmistrz Młodecki, na klaczy 8-mio letniej, wysokiej, pół krwi, maści ciemnogniadej, nazwy "Gitana". Klacz pochodziła z remontu i była przydzielona do szwadronu Szwoleżerów, stojącego w Bielsku. Rotmistrz Młodecki, konsystujący w Bielsku, pomimo iż "Gitana" była bardzo wychudzona, poznał się na jej uszlachetnieniu i zabrał do swojej stajni. Gdy "Gitana" poprawiła się w ciele, nabrała świeżości, była stopniowo wciągana do pracy i poddawana próbom jej zdolności do skoków i wytrzymałości. Próby wypadły zadawalniająco i na tej podstawie rotmistrz Młodecki zapisał ją na raid: Warszawa-Dzików-Radom-Warszawa. Podług szczegółowej osobistej relacji rotmistrz Młodecki tę drogę odbył w następujący sposób: przedewszystkiem jeździec wyruszył z bardzo dobrze obmyślonym planem, obawiał się żeby nie być pilnowanym, nazbyt strzeżonym przez współzawodników, albowiem mogło to wpłynąć ujemnie na powzięty plan; w dodatku klacz była gorąca i pobudzanie jej przez inne konie nie było pożądane. Kondycja konia i jeźdźca ma ogromne znaczenie, szczególnie, gdy jeździec nie jest niczem krępowany.

Ze startu rotmistrz Młodecki pojechał nie szosą, lecz zwrócił się na przydrożek i jadąc wolno dotarł do przystanku koleji żelaznej Ostrowo. W ten sposób skrócił sobie drogę i uniknął rwania się z miejsca klaczy. Wjechawszy jednak na szosę, spotkał kilku jeźdźców, pędzących galopem, co wywołało gorączkowanie się "Gitany" i dopiero stopniowo uspokoiła się.

W Kołbieli jeździec przystanął na chwilę dla opatrzenia klaczy i wytchnienia. Przed Garwolinem spieszył się i prowadził klacz w ręku 3 kilometry. W Garwolinie popasał 45 minut, zatrzymawszy się w koszarach 5 pułku Ułanów. Klacz na popasie dostała trochę siana i owsa, była napojona. Z Garwolina, bez zatrzymywania się, rotmistrz Młodecki dojechał do Mołczanki, gdzie wypoczywał 3 godziny i klacz powtórnie była napojona i nakarmiona - "Gitana" wyjadła, co jest ważne - 2 klg. owsa zadanego miałkim cukrem.

Z Mołczanki, po skromnym posiłku z jaj i mleka, jeździec wyruszył o 9-ej wieczór, czyli już był w drodze 12 godzin, z miejsca, w ciągu 8-miu kilometrów, prowadził klacz w ręku. Od Mołczanki jechał razem z majorem Ruppem. W Kurowie zatrzymali się 16 minut. Za Kurowem kilku jeźdźców wyminęło ich galopem. Pod Lublinem zrównali się z przodującymi jeźdźcami. O godzinie 3-ej minut 35 nad ranem rotmistrz Młodecki i major Rupp stanęli w Lublinie i zatrzymali się opodal szosy w koszarach. O godzinie 6-ej rano po krótkim spoczynku i nakarmieniu koni ruszyli dalej, przez Urzędów do Kraśnika, kierując się do Czekają, ażeby przejechać przez most na Sanie. Za mostem rotmistrz Młodecki pociągnął dalej znów w pojedynkę; po trudnej kamienistej i falistej drodze, przebywszy 262 kilometry - dojechał 18.10 do Dzikowa o godzinie 1-ej minut 30 po południu.

W Dzikowie był bardzo gościnnie przyjęty przez hr. Zdzisława Tarnowskiego. Tam rotmistrz Młodecki zastał por. Trinkwalda, który przybył na pełnej krwi "Haliczu" (po Conamore) już o 9-ej rano. Ogier jednak silnie zakulał, po dłuższym wypoczynku mógł wprawdzie dojść do Radomia, ale na tem jego jeździec był zmuszony zakończyć raid.

O godzinie 6-ej wieczór dotarł do Dzikowa major Rupp na klaczy "Eviva". W dwie godziny później ppor. Sawicki przyprowadził w ręku "Qui vive", szedł kulejąc. Do Dzikowa dojechało następnie jeszcze kilkunastu jeźdźców. 20-go października, po odbyciu wspólnego startu, o godzinie 8-ej rano wyruszył w dalszą, a właściwie już powrotną drogę. Mając jechać do Radomia, posiłkował się zrazu sztabową mapą niemiecką, później już kierował się własną obserwacją, albowiem znalazł się. w znanej okolicy.

W ten sposób, wybierając o ile możności najprostszy kierunek, jechał na Skotniki, Sobótka i po przejściu szosy Sandomierz - Ćmielów (robiąc skrócenie) dostał się aż do Bałtowa. Po wytchnieniu 15 m, dojechał do Siennej, gdzie napoił klacz wodą z cukrem i dał jej chleba, poczem skierował się do Skaryszewa, leżącego już przy szosie. Z tego miasteczka pozostawało do Radomia tylko 15 kilometrów, W Radomiu jeździec stanął o 6 wieczór. Był gorąco powitany przez publiczność, stojącą na chodnikach. Jeździec zatrzymał się w hotelu Rzymskim, w przygotowanym już pokoju przez zarząd raid'u. Stosownie do przepisów, obowiązywał 8-mio godzinny odpoczynek. Rtm. Młodecki miał zatem czas należycie opatrzyć swoją klacz, ale również wytchnąć, spożyć kolację i przespać się. Doszedłszy do szosy, musiał również jechać wolno z powodu silnego zmroku, między drzewami przydrożnemi. Wydostawszy się nareszcie na drogę mniej ocienioną, ruszył ostrożnie kłusem, z obawy potknięcia. Około 8-mej rano stanął w Grójcu i dostawszy cukru dał go klaczy oraz trochę wody. Z Grójca wyruszył ostrzejszem tempem, zwalniając tylko na wzgórzach i spadkach. Za Raszynem skręcił z szosy na prawo zawcześnie, a jadąc polnemi dróżkami, nawet przez pola, był zmuszony przeskakiwać rowy, aby utrzymać kierunek na wyścigowy plac. U celu, przed trybunami, stanął nareszcie o godz. 12 min. 40. Drugie miejsce o godz. 3 min. 45 zajął mjr. Rupp na "Eviva". Następnie z rożnemi, nawet znacznemi różnicami w czasie, przybyli: pułk. Ziembiński na wałachu "Cugu", por. Pieczyński na "Epikurze", por. Łukasiewicz na wałachu "Oswit", mjr. Klukowski na ogierze "Vichy", mjr. Piaski na wałachu "Bojek". Ogółem doszło do Warszawy 15 koni, ale właściwie tylko 4-ry odpowiedziały przepisanej normie czasu.

Bardzo znaczną przewagę, okazaną przez rtm. Młodeckiego na "Gitanie", przy pisać należy na karb: 1) Wybornej kondycji w jakiej jeździec i koń stanęli do raid'u. 2) Jazdy podług ułożonego planu. 3) Unikania walki w czasie raid'u. 4) Dokładnej znajomość drogi i korzystanie nawet z pewnych skróceń. 5) Rasowość i dzielność klaczy.

Rtm. Młodecki, biorąc samą "jazdę", był na siodle i w ruchu w ciągu 50 godzin 49 minut, mjr. Rupp w ciągu 54 godz. 34 min.

Raid Warszawa - Augustów - Jabłonna 1922 r.

Przestrzeń raid'u, urządzonego również przez "Klub Jazdy" wyniosła około 480 klm. Start odbył się w Wawrze 2 października o 8-ej rano. Droga była oznaczona do Augustowa, a z powrotem na Ostrołękę do Jabłonny. Konie ze startu były puszczane, jak w poprzednim raid'zie - pojedyńczo. Liczba współzawodników była bardzo ograniczona, a mianowicie przyjęli udział : hr. Tyszkiewicz (cywilny) na wałachu "Ragot", por. Trinkwald na pełnej krwi "Haliczu" (który r. ub. z powodu zakulenia musiał być z raid'u wycofany), rtm. Szwejcer na wałachu "Piesek", por. Bukraba na wł. "Hetmanie", rtm. Młodecki na znanej już "Gitanie", por. Gołędzinowski na "Elwirze". Właściwie kończyły raid 6.X. w Jabłonnie przed wieczorem tylko trzy konie; "Gitana", "Hetman", "Elwira". "Hetman" jednak wykazał lepszy rekord o jedną godzinę 3 minuty przewyższający rekord "Gitany" i został uznany jako pierwszy. "Gitana", podług relacji jeźdźca, z powodu zagwożdżenia połowę drogi szła przypadając. W Augustowie przepisany postój trwał dzień i noc. W Ostrołęce postój trwał noc całą. Do obowiązującej próby zdrowia i świeżości naznaczonej przez "Klub Jazdy" na 6.X. warunek, t. zn. próba oprócz oględzin Komisji Sędziów polegała na przebyciu 15 kilometrów w 50 min , na placu wyścigowym, galopem. "Gitana" do tej próby nie mogła stanąć, albowiem kulawizna wzmogła się. Na oględzinach "Hetman" okazał się w zupełnie zadawalniającym stanie zdrowia i przybył bez wysiłku galopem przestrzeń 15 klm. "Hetman" gniady, rosły, kościsty koń półkrwi, podobno pochodził z Niemiec. Typem przypomina poczęści konie wschodnio-pruskie - bardzo spokojny, nie nerwowy. "Elwira", krajowa jedyna konkurentka "Hetmana", klacz półkrwi bardzo energiczna, chociaż przypadała na prawą przednią nogę, po rozgrzaniu się przeszła w oznaczonym czasie przepisane 15 klm. Nagrody zatem zostały przyznane: I-sza por. Bukrabie na "Hetmanie", II-ga ppor. Gołędzinowakiemu na "Elwirze", Próba zdrowia i przebycia 15 kim. w galopie odbyła się również po I -szym opisanym powyżej raid'zie - Warszawa - Dzików - Warszawa.

RAID JAWOROWO (POD BIELSKIEM) DO ŁAŃCUTA

Zaznaczony raid odbył się w jesieni r. ub. na przestrzeni około 360 kim. 17 jeźdźców przyjęło udział w raidzie. Pierwsze miejsce zajął, jako zwycięzca rtm. Młodecki z 2 p. Szwoleżerów na własnym pełnej krwi "Huraganie"; 2-gie miejsce zajął por. Trinkwald z 28 p. ułanów na koniu wybranym ze szwadronu, z różnicą 8-mio minutową. Raid urządzał "Klub Jazdy Panów".

RAID WARSZAWA - PŁOCK - BYDGOSZCZ - POZNAŃ

Zaznaczony raid odbyty w r. B. był zupełnie nieudanym, możnaby wnioskować, iż doświadczenia z przeszłości i przykłady różnych chybionych raidów były zupełnie zapomniane. Przestrzeń raidu wynosiła około 400 kim. Start odbył się w Warszawie na stacji kol. Wawer 6 października, a 10 miał nastąpić dojazd do Poznania. Sama zatym propozycja raidu nie wydaje się nadmiernie trudną, przy zachowaniu odpowiedniego tempa, mając na uwadze całą przestrzeń do przebycia, a nie tylko poszczególne etapy, tymczasem nadmierna emulacja jeźdźca już powstała między Wawrem a Płockiem i okazała się fatalną. Raid zamienił się na rodzaj wyścigów i konie zaczęły ustawać, nawet padać. Fatalny ten raid przypomina nieszczęsny wyścig dystansowy z r. 1895 Warszawa - Góra Kalwarja - Grójec - Tarczyn - Plac Wyścigowy *).

Wspomniany raid opisany w Nr. 3 "P. Kaw".


Przedewszystkim należy zaznaczyć że u startu w Wawrze stanęło 20 koni, do Płocka doszło 17, do Grudziądza już tylko 7, a w dalszą drogę mogło wyruszyć jedynie trzy. Czyli nadmierne początkowe tempo okazało się zgubne. Kpt. Radzikowski na "Elegji", pułk. Kozierowski na "Energicznym", rtm. Wysłouch na "Grubasie", kpt. Zakrzewski na "Kosmosie", por. Baliński na "Jance" i por. Bojarek (nazwisko konia nieczytelne). Otrzymana była depesza od rtm. Młodeckiego, iż "Lech" padł. Do tej pory niema ścisłych danych, odnośnie różnych wydarzeń w ciągu raidu. Wiemy tylko, iż kilka koni padło, a przeważna liczba ustała. Można wnioskować, iż jeźdźcy obserwowali się wzajemnie, szczególniej pilnowali tych, co ewentualnie wydawali się najniebezpieczniejszymi - gdy w raidzie należy jechać podług chronometru i wyczerpująco ułożonego planu. Liczono się bardzo z rtm. Młodeckim, który tak świetnie zwyciężył na "Gitanie" 1921 r. i pilnowano go bacznie. Ostatecznie pierwszym stanął w Poznaniu, D-ca 4 p. ułanów Zaniemeńskich płk. Kozierowski na "Energicznym", drugim rtm. 14 p. ułanów Jazłowieckich Wysłouch na "Grubasie", a trzecim por. 4 p. ułanów Baliński na "Jance".

Nagrody: I-sza - 2500 złp., duży srebrny puchar i żeton "Klubu Jazdy". II-ga - 1200 złp. puchar i żeton. III-cia - 750 złp. puchar i żeton. O ile wiadomo zaznaczeni jeźdźcy, zwycięzcy, nie forsowali tempa, jechali rozważnie, licząc się z siłami swych koni, co jest głównym zadaniem w długiej drodze. Z punktu widzenia taktycznego, wojskowego, gdy na 20 koni stających u startu do ostatecznego celu dochodzi tylko trzy, to raid jest nieudany i powinien być poddany surowemu rozbiorowi, biorąc pod uwagę nie tylko przypuszczalne błędy jeźdźców, ale porównawcze dane "wartości" koni użytych do raidu.



Powrót do spisu treści rocznika Powrót