skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1924/3 (3) poz.6,3

kronika sportowa - Por. Kon.

OSTATNI RAID KONNY.
WARSZAWA - PŁOCK - GRUDZIĄDZ - BYDGOSZCZ - POZNAŃ.

Biorę pióro do ręki: jako świadek - z niesmakiem, jako sportsman - niechętnie, jako amator konia - z oburzeniem, jako kawalerzysta - ze wstydem. Nie wątpię, iż już temi slowy wzbudzę na twarzach niektórych czytelników może ironiczny uśmiech, może wywołam nawet słowa: nie warto czytać dalej... e.t.c. Ale nie wolno nam milczeć wtedy, gdy krzyczeć trzeba i wierzyć muszę, że większość czuje to samo, co ja, gdyż rzadko i z trudem w tej kwestji znajduję oponentów.

Zacznę od warunków raidu.

"Dystans w linji powietrznej około 370 klm." Tak podają drukowane propozycje "Klubu Jazdy". To drobnostka, gdyż każdy posiada mapę, ale daje powód do myślenia, jak "na oko" została określona najważniejsza rzecz - odległość, do faktycznych wymiarów której, reszta warunków, musiała być zastosowaną.

Start: Warszawa 6.X g. 8-ma (Stacja Wawer). Tempo dowolne.
Start: Płock 6.X g. 20-ta (Punkt kontrolny).
Przyjazd: Grudziądz (też p. kontrolny) 7.X g. 14-ta.
Start: Grudziądz 8.X g. 10-ta. Tempo dowolne.
Start: Bydgoszcz 9.X g. 20-ta. Tempo dowolne.
Celownik: Poznań 10.X g. 15-ta prekluzyjna.
Dnia I1.X współzawodnicy powinni przybyć na tor wyścigowy Poznański o g. 11-ej. 14 klm. w 50 min. Przekroczenie tej normy - dyskwalifikowało.

Mieliśmy drogę podzieloną na 4 przemarsze, z których tylko na odcinku Płock - Grudziądz większa szybkość nie odgrywała roli. A więc na pierwszym już przemarszu, który musiał być najgłówniejszym i miał służyć dopiero dla wciągnięcia koni, - współzawodnikom otworzono pole do wyścigu. Dalej za mnie powiedzą cyfry.

W Warszawie startowało z 23 zgłoszonych - 21 koni; w Płocku - 17, a do Grudziądza, gdzie trzeba było przyjechać tylko w normie czasu, przybyło zaledwie 7. Z Grudziądza wyjechało 3-ch, gdyż komisja pod przewodnictwem gen. bryg. Kasprzyckiego, z udziałem lekarza weterynarji protokularnie stwierdziła niezdatność 4-ch koni do dalszego udziału w zawodach.

Niezdatność była określona tylko z powodu uszkodzeń traumatycznych: kulawizna, nabicie, odparzenia.

Przed Grudziądzem odpadło 14 koni, z których (to tylko to, co udało mi się dowiedzieć) zdechło 5, (mówią o 7), a ile zdechło niewiadomych mi i może jeszcze zdechnie... Allach wie!

Nie przez złośliwą ciekawość, nie przez chęć zrobienia komuś przykrości, ale dla dobra ogólnego i dalszej orjentacji, pozwolę sobie zadać organizatorom raidu i uczestnikom pytanie: gdzie i w jakim stanie są te 14 koni, co nie doszły do Grudziądza?

Z "Polski Zbrojnej" z dn. ll.X, dowiedziałem się, że pozostałe 3 konie doszły do Bydgoszczy między g. 21-ą, a 23-ą, czyli w 12 - 13 godzin zrobiły około 80 klm., z tego pod siodłem 30 klm., a reszta drogi 50 klm. były prowadzone w ręku.

Składam hołd wytrwałości jeźdźców, mogących tak maszerować, ale co z tego ma "Klub Jazdy", który na tym odcinku przedstawiał sobie wyścig koni (sic! patrz propozycje), a osiągnął przeciętną szybkość niniejszą niż 7 klm. na godzinę, i to od koni, które na pierwszym przemarszu (około 120 klm.), zrobiły przeciętnie na godzinę po 13 1/2 - l0 1/2 klm. Do Poznania 2 konie przybyły o g. 1403, trzeci o g. 1503, robiąc na 140 klm. odległości przeciętnie mniej, niż 8 klm. na godzinę.

Dn. 11-go próbny galop wytrzymały wszystkie 3 konie. Smutne rezultaty już pierwszego przemarszu świadczą o wykroczeniu warunków raidu przeciwko zasadzie stopniowania wysiłku. Bynajmniej nie składam na to całej winy za poniesioną klęskę - to jest ominięcie reguł i przyśpieszenie nieszczęsnych skutków, gdyż nie wątpię, że i dalej było by to samo, może tylko trochę w mniejszym stopniu.

Dlaczego jednak nie padły pozostałe 3 konie? Bo hazard współzawodnictwa bez tej ilości konkurentów odpad!, a stan koni już w Grudziądzu był takt że można było mówić tylko o dojściu do celownika, nie o wyścigu. Nie mogli tego nie rozumieć jeźdźcy, czego dowodzi ich oględna jazda i przeciętna szybkość. Przy większej ilości jeźdźców i ten odcinek był by zaznaczony trupami koni, lub nie było by uganiania się o szybkość (w co wątpić należy).

W tym i drugim wypadku nie znajdujemy usprawiedliwienia ani praktycznego, ani sportowego dla robienia takich wyścigowych raidów.

Jeżeli raidy są nam potrzebne dla próby wytrzymałości konia, sprawdzenia umiejętności jeźdźca, to nie takie, lecz z normą czasu, bez rzeźni końskiej, z próbą na szybkość na ostatnim odcinku na kilku kilometrach, i komisyjnym przeglądem lekarskim na końcu.

Z 33 zgłoszonych koni, nie było ani jednego własnego. Prawda, rzadko kto z oficerów posiada takowego, ale gdzie są konie prywatnych właścicieli? Na różnych krajowych zawodach spotykamy ich teraz w niemałej ilości. Proponuję wprowadzić punkt: udział w rajdzie dozwolony jest tylko na własnych koniach. Był by to pewny sposób skontrolowania popularności tego sportu.

Organizacja. Na całym dystansie, prawie 500 klm., przejechały 2 samochody organizatorów. Opędzono długi sznur jeźdźców i za Grudziądzem, już ich nie spotkano. Każdy jeździec i koń byli pozostawieni własnemu losowi. Po drodze żadnej pomocy w razie wypadku, oprócz odległych kontrolnych, już wymienionych punktów. A przydały by się patrolujące samochody z lekarzami weterynarji i choć prymitywnemi środkami ratunkowemi.

Czy cała wina spada wyłącznie na warunki raidu? Nie. One tylko dały powód, a naszą rzeczą było krytyczniej je traktować, nie pozwolić unieść się hazardowi, nie kryć pierwsze 120 klm. w 6 godz. 49 min., nie łudzić się, że koń jest bezduszną maszyną.

Miejmy odwagę przyznać się do winy, bo to lepiej niż brnąć coraz głębiej, kosztem cennej końskiej skóry.

Kon por.


zobacz również artykuł: 003_06b "OSTATNI RAID KONNY WARSZAWA - PŁOCK - GRUDZIĄDZ - BYDGOSZCZ - POZNAŃ."



Powrót do spisu treści rocznika Powrót