Szóste spotkanie konnych łuczników,
Witówko 11-14 czerwca 2009

Zdjęcia w tekście Basi Łotockiej, Magdy Natorff, Kasi Hibner i moje.
Kliknij na miniatury żeby zobaczyć powiększenie.



Niemcy Polska Mongolia



PODZIĘKOWANIA

Najważniejszy na 'Żurawiejkach' jest oczywiście nasz gospodarz Krzysio-chan Kornacki, udzielny władca terenów od Witówka po Warchały i Sasek, oby stada jego koni mnożyły się obficie.
Hubert Kornacki był jedyną osobą, która wiedziała gdzie które siodło leży i czy należy je założyć na Ciapka (Damę), Iskrę, Balbinkę, Jagodę, Herę czy Hita, nasze wierne wierzchowce.
Logistykę zapewniali Norbert Kopczyński, Artur 'Szlupek' Szlupowicz oraz Marek Ignaczewski, użyczając miejsca na pokładach swoich samochodów i ciągając w te i wewte rozmaite przyczepki.

W tym roku znowu udało się nam przyciągnąć zagranicznych uczestników. Raz jeszcze nieocenionej pomocy udzielił nam Dash (Jigjidsuren Dashdorj), dzięki któremu na 'Żurawiejkach' zagościła kolejna kilkuosobowa delegacja mongolska, a w jej składzie dwóch znakomitych zawodników, pan Huder Chuluun Tseven (wiceprezes mongolskiego towarzystwa łucznictwa tradycyjnego i czterokrotny mistrz kraju) oraz jego znakomity kolega Ganbaatar Gombosuren. Dokładnie z przeciwnej strony świata, z dalekich i mglistych Wysp Brytyjskich
przybył Neil Payne.

Nie mógł niestety pojawić się Witek Fedorowicz, który jednak mimo to zasłużył się wielce udostępniając jedną ze swych jurt pogranicza (jurty.pl).
Innym wielkim nieobecnym, tym razem nieusprawiedliwionym, był Fijał. Zgromadzony w jurcie kuriłtai podjął około drugiej w nocy uchwałę, że w ramach sankcji będzie on aż do odwołania (tj. aż się zrehabilituje pojawiając na kolejnej imprezie) we wszelkich kontaktach i korespondencji określany jako die Stummelschwanziges Schwein (t.j. "świnia krótkoogonowa"). Żadnej litości dla bumelantów!




KONNO

Tym razem pogoda nie rozpieszczała nas zanadto. A właściwie to nawet prawie wcale. Czasami mżyło, czasami padało ostrzej, z rzadka niebo się przecierało i nawet wyglądało słońce. Sytuacja ta miała jednak także dobre strony, a mianowicie uczestnicy zamiast wylegiwać się w upale brzuchami do góry energicznie zabrali się za jazdę konną i strzelanie - wiadomo, że jak człowiek ma coś ciekawego do roboty, to żadna mżawka mu nie przeszkodzi.

czytaj więcej czytaj więcej
fot.MC


<---<<<



fot.MC TEREN

Oczywiście wyjazd w teren wypadł akurat w takim momencie, gdy deszcz był szczególnie intensywny. Nie to, żebym się bardzo zdziwił, typowa złośliwość losu. Mieliśmy okazję popróbować strzelania na krętej trasie, z tarczami ustawionymi również pomiędzy drzewami, gdzie trzeba było starannie wybierać moment oddania strzału, aby pocisk nie zatrzymał się na najbliższym pniu. Na szczęście piaszczysty grunt nie robił się śliski.

czytaj więcej czytaj więcej


>>>--->



PIESZO

Wśród zajęć pieszych wymienić można imprezowanie w jurcie, konsumpcję wyrobów kuchni mongolskiej, imprezowanie w jurcie, trening szermierki na szable, imprezowanie w jurcie... a, i jeszcze czasami strzelanie z łuku.

czytaj więcej czytaj więcej
fot.Basia


<---<<<



fot.Basia DODATEK SPECJALNY

Strzelania mongolskie - w tym roku bezsprzecznie najciekawszym punktem programu były pokazy tradycyjnego łucznictwa mongolskiego na najwyższym poziomie - w wykonaniu czterokrotnego mistrza tego kraju pana Huder Chuluun Tseveena oraz jego kolegi Ganbaatar Gombosurena. Pod ich okiem uczestnicy mieli okazję sami spróbować tego sposobu strzelania, będącego specyficzną 'sportową' odmianą techniki z użyciem zekiera.
czytaj więcej czytaj więcej


>>>--->



ZAPRASZAMY NA NASTĘPNE SPOTKANIE
które odbędzie się           3-6 czerwca 2010
PozdrawiaM. Michał






powrót do strony głównej powrót do strony głównej.