Piąte spotkanie konnych łuczników,
Witówko 22-25 maja 2008

Zdjęcia w tekście Radki Kornackiej, Wiewióra Tomaszewskiego,
Marka Ignaczewskiego, naszych niemieckich przyjaciół i moje.
Kliknij na miniatury żeby zobaczyć powiekszenie.



Niemcy Polska Mongolia



Impreza taka jak ta, to przede wszystkim konie, konie, konie; a więc wspomnijmy na początek łucznicze wierzchowce: Iskrę, Migdała, Jacka, "Śmieszne Konie": Balbinkę i Ciapka czyli pardon, Damę, "Magiczne Konie": Magnolię alias Magię i Jagodę/Jagę, oraz oczywiście Pinokia.
To już się robi trochę nudne ;-) ale absolutnie nie można pominąć podziękowań dla Kasi Rokosz i Norberta Kopczyńskiego (ZEKIER), którzy jak co roku zdziałali cuda z logistyką, nie bacząc na zimno, deszcz i pękające opony. Beze mnie ta impreza mogłaby się świetnie obejść; bez nich - nie ma mowy!
Miło mi donieść, że w tym roku zrobiło się międzynarodowo, dzięki obecności ekip niemieckiej i mongolskiej. Polska zawsze była terenem, gdzie spotykały się wpływy Wschodu i Zachodu, i niech tak będzie nadal. Nasi goście mieli wiele do pokazania, co zobaczycie w dalszym ciągu relacji i - mam nadzieję - sami również zobaczyli kilka ciekawych rzeczy. Od początku organizowania "Żurawiejek" miałem nadzieję, że staną się one takim właśnie forum wymiany doświadczeń.
Wielkie zasługi w tworzeniu naszej małej, ciasnej ale własnej Mongolii położył Witek Fedorowicz (Szlak jurt pogranicza / jurty.pl), który udostępnił jurtę oraz Jarek Szczebiot, który pomógł z jej transportem.
Oraz oczywiście sława wielkiemu Czyngis-Chanowi!




KONNO, W LESIE I NA PADOKU

Główną częścią imprezy były rzecz jasna strzelania konne przeprowadzane na rozmaite sposoby: od jazdy w szrankach, poprzez kręcenie się na zamkniętym terenie padoków do wypraw z łukami w teren. Ponieważ w tym roku termin spodkania wypadał stosunkowo wcześnie - w końcu maja - więc przy chłodniejszej pogodzie dało się jeździć bez zmęczenia niezależnie od pory dnia.

czytaj więcej czytaj więcej
fot.MC


<---<<<



fot.MC PIESZO I NA PINOKIU

Pogoda naprawdę zbytnio nas nie rozpieszczała, toteż działania piesze były nieco bardziej ograniczone niż zwykle - na przykład nie było sensu organizować wypadów nad jezioro. Ale i tak strzelano często i gęsto a dodatkowo odbywały się pokazy, obejmujące szeroki zakres umiejętności, od rzucania siekierą do przyrządzania mongolskich pierogów, na które uczestnicy zbierali się chętnie (zwłaszcza na pierogi), nie rozleniwiani typowym w poprzednich latach upałem.
czytaj więcej czytaj więcej


>>>--->



ZAWODY

Dysponując w tym roku całkiem sporą grupą łuczników o odpowiednim poziomie umiejętności, pokusiliśmy się o zorganizowanie zawodów (międzynarodowych!), rozgrywanych wedle - nieco uproszczonych - reguł znanych powszechnie na świecie, to jest stylów koreańskiego i węgierskiego. Nie omieszkaliśmy też dodać czegoś od siebie, wprowadzając strzelania na daleki dystans.

czytaj więcej czytaj więcej
fot.Radka


<---<<<



fot.MC DODATEK SPECJALNY

Ger barih - czyli rozkładanie jurty w weekend...
Nasi mongolscy przyjaciele odrobinę podpowiedzieli (no, może trochę więcej niż odrobinę) i części geru udostępnionego przez Witka Fedorowicza udało się poskładać już w pierwszym podejściu. A jeśli kto ciekaw, jak się to robi, oto szczegółowy reportaż z placu budowy.
czytaj więcej czytaj więcej


>>>--->



Tu kończy się relacja, a jeśli się Wam podobała to oczywiście
ZAPRASZAMY NA NASTĘPNE SPOTKANIE
które odbędzie się           11-14 CZERWCA 2009
PozdrawiaM. Michał






powrót do strony głównej powrót do strony głównej.

Zobacz relację z 2009 zobacz relację z VI spotkania 2009