Czwarte spotkanie konnych łuczników,
Witówko 7-10 czerwca 2007

Zdjęcia w tekście Basi Łotockiej, Kasi Hibner, Wiewióra Tomaszewskiego i moje.
Kliknij na miniatury żeby zobaczyć powiekszenie.


Jak zwykle na początku chciałbym wspomnieć najbardziej zapracowanych uczestników imprezy, a więc konie: Iskrę, Balbinkę, Ciapka (primo voto Dama), Huzara, Migdała, Silvera i Pinokia.
Dla jednego z nich przygotowaliśmy w podzięce wiadro trocin, a dla pozostałych liczne i dobrze zasłużone marchewki!

Nieco mniej zasłużeni niż konie, ale mimo to wciąż niezwykle pożyteczni byli: Kasia Rokosz i Norbert Kopczyński (ZEKIER), Artur Szlupowicz (calanetics i szermierka), Wiewiór Tomaszewski (security service i prace na wysokości) oraz - last but not least - nasz nieoceniony gospodarz Krzysio Kornacki.

Na grzbiety takiej ekipy mogłem bez obaw złożyć ciężar pracy, samemu całkowicie poświęcając się lenist... eee... znaczy sprawom koncepcyjno-organizacyjnym.



NA DWÓCH I NA TRZECH NOGACH

W tym roku nasza główna strzelnica piesza oddolną inicjatywą została przeniesiona kawałek dalej - z otwartego terenu na cienistą leśną dróżkę kilkanaście metrów od płotu leśniczówki. Dizęki temu w upał strzelało się dużo przyjemniej - powinienem już dawno o tym pomyśleć.
Oczywiście łucznicy nie ograniczali się do samej strzelnicy, tylko wykorzystywali rozmaite inne cele, rozstawiane po całej okolicy.
Swoją premierę miał drewniany koń - urządzenie treningowe, które zbudowaliśmy specjalnie do treningu łucznictwa konnego 'na sucho'. Uroczyste odsłonięcie 'Pinokia' odbyło się przy ognisku i w blasku pochodni i wzbudziło zrozumiałe zainteresowanie uczestników, którzy oglądali go nader szczegółowo i ze wszystkich stron.

czytaj więcej czytaj więcej
fot.KaHib
    V
NA CZTERECH NOGACH

Główna część zajęć konnych odbywała się na padoku, gdzie jak co roku rozstawiliśmy liczne cele - niektóre zawieszone na stojakach, z siatką do łapania strzał, inne zaś ustawione wprost na ziemi. Dzięki temu można było galopując po obwodzie lub po przekątnych przez środek strzelać w różnych kierunkach. Kto akurat nie jeździł, pomagał przy zbieraniu strzał. Oczywiście wymagało to odpowiedniej organizacji, aby obsługa naziemna nie weszła konnym na linię strzału.
O dziwo po raz kolejny nikt nie spadł z konia.
Spora część zajęć i pokazów odbywała się pod wieczór, kiedy to temperatura zniżała się do najbardziej komfortowego poziomu a komary jeszcze kończyły ostrzyć kłujki. Stąd pokaźna część zdjęć jest trochę zbyt ciemna.

czytaj więcej czytaj więcej
fot.MC
V
KONNO W TERENIE

Strzelania z konia odbywają się nie tylko na zamkniętej przestrzeni, na padoku, ale również podczas wyjazdów w teren. Oczywiście możliwość tę mają tylko dobrzy jeźdźcy; w lesie wszystko dzieje się szybciej, konie chętnie przyspieszają a warunki są mniej przewidywalne, czasami jakieś drzewo wyskoczy na drogę albo tygrys czai się w krzakach:-)
Zazwyczaj jechaliśmy w 3-4 konie, znajdowaliśmy jakieś odpowiednie miejsce gdzie jedna osoba schodziła z konia i instalowała małą, lekką tarczę albo kilka tarcz, po czym najeżdżaliśmy na nią z różnych kierunków wystrzeliwując całą zawartość kołczanów. Następnie znowu ktoś złaził z konia, zbierał strzały i tarcze po czym przenosiliśmy się gdzieś dalej.

czytaj więcej czytaj więcej
fot.MC
V    
ŁUCZNICTWO SZUWAROWE

Po raz kolejny szamańskie zabiegi organizatorów odniosły sukces i pogodę mieliśmy piękną i wręcz upalną (wystarczyło zarżnięcie na ofiarę raptem dwóch uczestników). W sam raz do kąpieli i strzelania nad jeziorem. A czasami równocześnie do kąpania się i strzelania.
Odbywały się strzelania z lądu do wody i odwrotnie, do baloników nad wodą, i do tarcz w kształcie ryb umieszczonych pod wodą.
Prace nad celami w formie ryb latających trwają...

czytaj więcej czytaj więcej
fot.KaHib




powrót do strony głównej powrót do strony głównej.

Zobacz relację z 2008 zobacz relację z V spotkania 2008