Drugie spotkanie konnych łuczników,
Witówko 23-26 czerwca 2005

Zdjęcia w tekście Radki Kornackiej, Andrzeja Abratowskiego,
Witolda Fedorowicza i Jana Fijałkowskiego
Kliknij na miniatury żeby zobaczyć powiekszenie.


Na samym początku chciałbym podziękować tym, bez których cała impreza nie mogła by się odbyć, a więc naszemu gospodarzowi Krzysiowi Kornackiemu oraz Kasi Rokosz i Norbertowi Kopczyńskiemu (ZEKIER), którzy ogromnie pomogli mi w organizacji, zwłaszcza ścieżki terenowej i strzelań konnych.

Oraz oczywiście koniom, ze szczególnym uwzględnieniem Jastarni, Iskry i Huzara.


W porównaniu do zeszłego roku impreza ładnie nam urosła, niezależnie od tego, jak dokładnie liczyć: pojawiło się ponad 30 osób, chociaż niektóre na jeden dzień, tylko popatrzeć, lub wręcz wpadły tylko na chwilę. Faktycznych uczestników było 25 sztuk z czego - i to cieszy najbardziej - aż 12 łuczników konnych, tzn osób które potrafiły jeździć i strzelać samodzielnie, w odróżnieniu od pozostałych, które wcześniej nie próbowały i musiały na razie poprzestać na lonży.
Reprezentowane były oprócz oczywiście miejscowych i Warszawy takie egzotyczne miejsca jak Łódź, Kraków, Gdańsk i nawet Szczecin. Spotkałem nareszcie wiele osób z którymi tylko korespondowałem i parę takich, których wcześniej w ogóle nie znałem, co też bardzo mnie raduje, bo rok temu całkiem 'obcych' właściwie nie było.

Pogoda, która była moim największym zmartwieniem dopisała. Wprawdzie przez większość czasu (czwartek-sobota) było upiornie gorąco, ale z tym sobie jakoś daliśmy radę, natomiast na deszcz nic by się nie poradziło. Owszem, lunęło jak z cebra, ale w sobotę wieczorem (całkiem solidna burza) a w niedzielę było idealnie - słonecznie ale nie za ciepło, w sam raz do jeżdżenia.


fot: Radka Kornacka ŁUCZNICTWO KONNE

Dzięki czterem dniom trwania imprezy i znacznej liczbie uczestników, którzy przyjechali na cały ten czas udało się w tym roku naprawdę sporo pojeździć i postrzelać. Jazdy odbywały się przed i po południu, z przerwą na najbardziej upalne godziny dnia.

czytaj więcej czytaj więcej
    V
fot: Radka Kornacka STRZELANIA PIESZE

Przed, po, między i równolegle do zajęć z końmi odbywały się rozmaite strzelania piesze, zarówno do zwykłych tarcz jak i celów ruchomych czy np. baloników.

Kulminacją zabawy było piątkowe ognisko i zorganizowane podczas niego strzelanie nocne.

czytaj więcej czytaj więcej
V
fot: AA ŚCIEŻKA TERENOWA

W sobotę rano znowu rozpoczęliśmy dzień od zajęć na koniach, po południu zaś ruszyliśmy na ścieżkę myśliwską zorganizowaną w lesie nad brzegiem jeziora Warchały. Oprócz strzelania do tarcz z sylwetkami zwierząt był czas na wylegiwanie się na trawie, pławienie się w jeziorze i inne mazurskie atrakcje.

czytaj więcej czytaj więcej
V    
fot: Radka Kornacka POKAZY

Po powrocie ze ścieżki myśliwskiej wróciliśmy do leśniczówki aby obejrzeć kawaleryjski pokaz przygotowany przez naszych gospodarzy, później zaś w planach było najbardziej 'oficjalne' ognisko, które jednak udaremniła nam potężna burza.
Nie daliśmy się jednak zastraszyć grzmotom i długo w noc bawiliśmy się pod niedużą wiatą, nie zwracając uwagi na zacinający co i rusz deszcz

czytaj więcej czytaj więcej


Nic dziwnego, że w niedzielę zwlekliśmy się z łóżek dosyć późno, na szczęście jednak dzień po nocnej burzy był piękny i bez upału, więc to, że wsiedliśmy na konie dopiero po jedenastej nie miało żadnego znaczenia. Jeździło się znakomicie!

W niedzielę odbyło się już tylko jedna sesja łucznictwa konnego, po której uczestnicy zaczęli powoli się zbierać do wyjazdu. Gwarna od czterech dni leśniczówka zaczęła pustoszeć. Z kilkoma najbardziej upartymi osobnikami postrzelaliśmy jeszcze trochę pieszo, posiedzieliśmy i pogadaliśmy aż wreszcie i na nas był czas.

I to już był koniec całkiem, moim zdaniem, udanej imprezy.



powrót do strony głównej powrót do strony głównej.

Zobacz relację z 2006 zobacz relację z III spotkania 2006