Kolejne spotkanie odbędzie się 4-7 czerwca 2015.

SPOTKANIA ŁUCZNIKÓW KONNYCH

W OKOLICACH SZCZYTNA


"Żurawiejki" są dorocznym, odbywającym się od 2004 roku spotkaniem osób zainteresowanych łucznictwem konnym. Jest to impreza otwarta dla wszystkich chętnych, niezależnie od ich stopnia zaawansowania w jeździectwie czy łucznictwie. Jej celem jest poznanie się osób uprawiających czy chcących uprawiać tę trudną, ale piękną sztukę, wspólna dobra zabawa oraz wymiana doświadczeń.
Spotkanie organizuję w okolicach Szczytna wraz z moimi przyjaciółmi Krzysiem i Hubertem Kornackimi co roku, w czerwcu lub pod koniec maja - czyli w okresie, kiedy liczyć już można na ciepłą pogodę a jeszcze przed wakacjami - i trwa ono cztery dni, od czwartku do niedzieli.

NASTĘPNE SPOTKANIE 4-7 CZERWCA 2015 (czwartek 4 czerwca jest dniem wolnym od pracy!)

W tym roku zmieniliśmy nieco formułę i (UWAGA!) miejsce.
Przez lata na "Żurawiejkach" integrowaliśmy się i wymienialiśmy doświadczenia związane ze strzelaniem z konia, była to najpierw jedyna, a potem przez długi czas największa tego typu impreza w Polsce, na którą przyjeżdżało po 50-60 uczestników, i to nie licząc plączących się pod nogami dzieci. Przy czym impreza specyficzna, nastawiona nie na rywalizację sportową, ale ćwiczenie i uczenie się od siebie wzajemnie (oraz nocne imprezy, rzecz jasna...).
Bez przesady można powiedzieć, że u Krzysia i Huberta w Witówku ukształtowało się polskie łucznictwo konne, takie jakie jest obecnie (tu przypomnę stary żydowski dowcip: klient narzeka krawcowi, że Bóg stworzył świat w 6 dni, a on czekał dwa miesiące na spodnie, na co stary rzemieśnik spokojnie "no tak, ale popatrz pan na ten świat, a potem popatrz pan na te spodnie!")

fot.Radka
flagi państw z których przyjechali nasi goście

Czasy się trochę zmieniły i rolę integracyjną przejęły duże, międzynarodowe zawody, szczególnie te na Polach Grunwaldu, a co się tyczy szkolenia, to pojawiły się liczne (uwaga, kryptoreklama) Warsztaty Łucznictwa Konnego czy Warsztaty Łucznictwa Wschodniego, gdzie zwłaszcza osobom początkującym można poświęcić odpowiednio dużo czasu, a nie pokazywać to i owo w wolnych chwilach. Skoro tak, to koncepcję "Żurawiejek" trzeba było zmienić, wręcz uciec peletonowi do przodu. Uspokajam: dalej będziemy jeździć konno i strzelać z łuku, zwłaszcza w formule "toru polskiego" czyli terenowo. Ale chcemy bardziej skoncentrować się na rzeczach DOOKOŁA historycznego łucznictwa konnego: użyciu oprócz łuku innej broni (szabli, rohatyny, kałkana czy co tam kto chce, mogą być nawet bolas), obozowaniu, gotowaniu w warunkach polowych (i konsumpcji w warunkach polowych...), marszach z końmi jucznymi etc. itd.
Przy tym dążyć będziemy do działania w stylu tradycyjnym, ale stopniowo, nie zamykając się tak jak imprezy typowo historyczno-rekonstrukcyjne, gdzie przyjechać trzeba z w miarę kompletnym sprzętem i to jeszcze na konkretne datowanie/kulturę. Jeśli ktoś nie ma namiotu historycznego, nie ma problemu, niech przyjedzie ze współczesnym. Jeśli ktoś ma strój historyczny, świetnie, ale jeśli nie ma, albo woli współczesne klimaty trapersko/myśliwsko/survivalowe, też dobrze. Ważne, że jeden umie rozpalać ogień za pomocą krzesiwa, a reszta chce się tego nauczyć. Czyli wracamy do podstaw.

W zeszłym roku przetestowano tę koncepcję w małym gronie, wydaje się sprawdzać.
SERDECZNIE ZAPRASZAMY NA TEGOROCZNĄ IMPREZĘ!


PS Warto na koniec wyjaśnić bliżej kwestię nazwy naszego spotkania. "Żurawiejki" to krótkie, dwuwierszowe piosenki kawaleryjskie, śpiewane kolejno, na tę samą melodię i z identycznym refrenem po każdej z nich. Zazwyczaj w sposób dowcipny (a często złośliwy) wspominają jakiś pułk czy szwadron kawalerii, konkretną osobę lub wydarzenie.
Nazwa ma pochodzić od żurawia, ptaka przelotnego, podobnie jak ulotne są nasze wspomnienia.
Zwyczaj śpiewania żurawiejek był bardzo popularny w naszej przedwojennej kawalerii i pozostał żywy do dnia dzisiejszego w różnych środowiskach polskich "koniarzy".

Jak więc widać, nazwa ta pierwotnie nie miała nic wspólnego z łucznictwem, ale jakoś stopniowo przylgnęła do Spotkania (które początkowo nazywało się mało oryginalnie, po prostu "spotkaniem"). Może dlatego, że przypadkiem tak nazywała się strona www, na której zamieszczałem informacje dla uczestników i relacje.
Może od uczestników śpiewających żurawiejki przy ognisku, długo w noc.
A może trochę od żurawi przechadzających się o świcie na padoku.

Wzmianka o 'Żurawiejkach' w International Equestrian Martial-Arts Seminar ProceedingW każdym razie można powiedzieć, że teraz, po tych kilku latach "żurawiejki" stały się jednak określeniem w jakiś sposób związanym z łucznictwem konnym, znanym w Polsce i poza jej granicami (patrz dowód obok ;-)




Jeśli chcecie zgłosić chęć uczestnictwa lub macie jakiekolwiek uwagi czy pytania, proszę o KONTAKT.



Podziękowania dla Michała Sanczenki za pomoc w przygotowaniu wersji angielskiej;
rysunki © Norbert Kopczyński 2008