Uwagi na temat przygotowania konia do władania białą bronią.

Tekst autorstwa Mikołaja Reya pochodzi ze strony Harcerskiego Inspektoratu Jeździeckiego i został pozyskany na drodze handlu wymiennego dzięki uprzejmości Rafała Raniowskiego.
Dzięki!


Konne władanie białą bronią - szablą i lancą - jest niezwykle widowiskową i zarazem bardzo polską konkurencją jeździecką, wchodzącą w skład rozgrywanych w okresie do II wojny światowej wojskowych zawodów Militari. Militari było skądinąd pierwowzorem dzisiejszych zawodów we Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego, a ślad wojskowego pochodzenia tej konkurencji możemy odnaleźć choćby w niemieckiej nazwie WKKW. Dla większości osób interesujących się jeździectwem zakres konkurencji WKKW jest dobrze znany - ogólnie biorąc na zawody składają się próby ujeżdżenia, skoków i terenowa. W wojskowym pierwowzorze dodatkowo rozgrywano jeszcze konkurencję strzelania z pistoletu oraz władanie białą bronią konno na torze pozorników. Generalnie, konkurencja WKKW stanowi bardzo trudne wyzwanie dla prawidłowego wytrenowania i ułożenia konia. Szczególny nacisk, prócz skoczności i dużego stopnia ujeżdżenia, kładzie się na wytrzymałość i szybkość konia, a także jego odwagę przy pokonywaniu nieraz groźnie wyglądających przeszkód terenowych.

Warto wspomnieć, że o ile dzisiaj zawodnicy mają do dyspozycji profesjonalny, wygodny sprzęt oraz cały zestaw różnego rodzaju ochraniaczy, w wojsku zawodnik musiał pokonać trasę crossu w polowym mundurze, na kompletnym stroczonym rzędzie kawaleryjskim, z przytroczoną pod lewą tybinką szabla. Rząd taki ważył ok. 40 kg, co było dla konia dodatkowym, bardzo poważnym utrudnieniem.

Należy na wstępie zaznaczyć, że przygotowanie konia do pracy pod jeźdźcem władającym bronią wymaga starannego ujeżdżenia konia, przynajmniej na poziomie umiejętności klasy P - N. Jest tak dlatego, że koń musi być absolutnie zrównoważony pod jeźdźcem, powinien utrzymywać stałe, zadane tempo galopu oraz być dostatecznie czułym na pomoce, by z łatwością wykonywać zakręty, zwroty a także zmiany tempa ruchu. Zazwyczaj wymaga to co najmniej 1 roku systematycznej pracy z młodym koniem, a więc naukę chodzenia przy pozornikach można rozpoczynać po ukończeniu przez konia 4 lat (zakładając, że był on od wieku lat 3 systematycznie i prawidłowo szkolony).

Celowo najpierw zamieszczam uwagi dotyczące wyszkolenia konia, gdyż w zasadzie nie ma dostępnych opracowań na ten temat. Wyszkolenie jeźdźca jest tematem powszechniej znanym w kręgu miłośników tradycji kawalerii, choćby z dostępnych gdzieniegdzie regulaminów kawalerii albo opracowań na nich opartych.

Główne trudności, jakie należy pokonać szkoląc konia do władania szabla i lancą są następujące:

  1. Opanowanie obawy konia przed dobywaniem szabli (stroczonej pod lewą tybinką) oraz ruchów broni nad głową i obok ciała konia.
  2. Uzyskanie stabilnego ustawienia konia na linii prostej - w okresie terningowym w zebranym galopie, docelowo w wyciągnietym galopie.
  3. Przyzwyczajenie konia do kiełzna pehlamowego lub munsztuka - podczas próby jeździec prowadzi konia jedną ręką (lewą), panując przy tym całkowicie nad wierzchowcem.
  4. Przyzwyczajenie konia do różnego rodzaju pozorników - stojaków z łozami, wieszków z manekinem, leżących manekinów, stojaków na gomółę. Koń winien bez obawy i tendencji do odbijania w bok mijać w odległości ok. 1 m pozorniki, umożliwiając jeźdźcowi precyzyjne złożenie i trafienie celu.
  5. Przyzwyczajenie konia do odgłosów trafianych pozorników - ścięciu łozy towarzyszy zazwyczaj świst szabli i odgłos uderzenia w cel.
  6. Ostrzelanie konia - koń powinien spokojnie stać słysząc wystrzały z pistoletu (również oddawane przez siedzącego na nim jeźdźca) oraz nie powinny go płoszyć wybuchy i inne efekty pirotechniczne, stosowane zazwyczaj przy pozoracji pola walki.
    Ten punkt jest relatywnie najmniej istotny, jednakże trzeba wziąć pod uwagę, że na większości zawodów i pokazów organizatorzy przewidują rozmaite efekty tego rodzaju.

Najważniejszą i pierwszą rzeczą, jaką rozpoczynamy z młodym koniem jest przyzwyczajenie go do machania długim przedmiotem w okolicy głowy, uszu i prawej strony ciała. Najlepiej do nauki używać długiego palcata ujeżdżeniowego, którym najpierw bardzo ostrożnie, a potem w miarę oswajania się konia coraz mocniej, wykonujemy pozorowane cięcia "w prawo w dół" i "w prawo od ucha". Szkolenie w tym zakresie możemy uznać za zakończone, gdy koń spokojnie kłusuje lub galopuje nie zwracając najmniejszej uwagi na ruchy i świst palcata. W większości przypadków cel ten udaje się osiągnąc dość szybko, pod warunkiem, że koń nie ma złych skojarzeń z palcatem w ręku jeźdźca. Dlatego też, szkoląc konia z potencjalnym przeznaczeniem do tej konkurencji, należy niezwykle ostrożnie i z rozwagą stosować palcat, a już z pewnością nigdy nie trzymać bata "na wędkę" z zamiarem ukarania konia uderzeniem. Pomijając już względy humanitarne takiego postępowania, koń bardzo łatwo zapamiętuje okoliczności tak wymierzonej kary i po pewnym czasie każde wzniesienie w górę ręki z czymś długim będzie kwitował panicznym lękiem i odruchem ucieczki. Odrobienie takiego narowu jest bardzo trudne, szczególnie w wykonaniu jeźdźca, który sam do niego doprowadził.

Jedną z istotnych umiejetności, którą szkolony koń musi nabyć, to galop po linii prostej. Wbrew pozorom, nie jest to takie łatwe i wymaga od konia dobrego zrównoważenia. Należy więc sporo ćwiczyć zagalopowań i ruchu w galopie wzdłuż linii stojaków, słupków itp. Koń musi iść w równym tempie, bez przyspiesznia lub prób ruchu po linii falistej. Ważne jest, by ćwiczyć konia symetrycznie, zarówno w galopie z lewej, jak i prawej nogi. Pomocna jest tu praca na kole, która ułatwia zrównoważenie i ustawienie konia w galopie.

W początkowym okresie szkolenia (do ukończenia 4 lat) stosujemy zwyczajne kiełznanie wędzidłowe, jak dla każdego młodego konia. Ważne jest, by koń z zaufaniem przyjmował kiełzno i w efekcie szedł w równowadze w samoustawieniu na delikatnym kontakcie. Osiągnięcie tego celu jest możliwe tylko przez jeźdźca o spokojnym, zrównoważonym dosiadzie i czułej, wyrobionej ręce. W tym pierwszym okresie szkolenia można już powoli przyzwyczajać konia do świstu bata koło uszu, ale robić to trzeba umiejętnie i z wyczuciem, nagradzając konia za każdy postęp i traktując całe zadanie jako zabawę.

Po ukończeniu przez konia 4 lat można zacząć stosować munsztuk lub pehlam. Użycie tych kiełzen ma następujące uzasadnienie:

  1. Umożliwia precyzyjne i delikatne prowadzenie konia jedną ręką
  2. Pozwala łatwo zapanować nad koniem w niebezpiecznych sytuacjach
  3. Jest konieczne ze względu na prawdę historyczną - przy wszelkich rzędach wojskowych stosowano zawsze kiełzna tego rodzaju, zaopatrzone w 2 pary wodzy.

Z całym naciskiem trzeba podkreślić, że zastosowanie ostro działającego kiełzna nie ma na celu siłowego łamania konia, lecz zwiększenie precyzji porozumienia z nim. Kiełzno takie może stosować jedynie taki jeździec, który umie kontrolować swój dosiad, ruchy łydek i ręki. Tylko taki jeździec (a więc bardzo dobry) może zresztą myśleć o uprawianiu konkurencji władania konno bronią.

Jeżeli koń nie "przychodzi do ręki", zadziera głowę lub w inny sposób broni się przed kontaktem, z pewnością nie jest gotowy do użycia pehlamu czy munsztuka.

Z drugiej strony występy z szabla na kiełźnie wędzidłowym lub, co gorsza, hackamore (widziałem nawet "ułana" jadącego z szablą na koniu, który był prowadzony na samym kantarze), świadczą o nieznajomości tematu i lekceważeniu zasad bezpieczeństwa.

Jeżeli koń był dotychczas prawidłowo szkolony, zamiana kiełzna nie powinna zrobić na nim żadnego wrażenia. Należy tylko zwrócić uwagę, by munsztuk był prawidłowo dopasowany i nie sprawiał koniowi bólu sama swoją obecnością. Szczególnie ważne jest zapięcie łańcuszka, który powinien być płasko ułożony pod krawędzią żuchwy i zwisać przy rozluźnionych wodzach. Łańcuszek może się napiąć dopiero przy ustawieniu czanek pod kątem 45 stopni w stosunku do linii pyska.

kiełznanie munsztukowe

Konia trzeba stopniowo przyzwyczajać do działania munsztuka, prowadząc go przede wszystkim na wodzach wędzidłowych, podczas gdy munsztukowe winny lekko zwisać (dotyczy młodego konia!).

Kluczową sprawą dla poprawnego wykonania zadania jest spokojny ruch konia wzdłuż linii pozorników. Idealnie jest, gdy koń sam zrozumie swoje zadanie i trzyma się linii stojaków, podczas gdy jeździec może się skoncentrować na prawidłowym wykonaniu złożeń, cięć i pchnięć. Jakakolwiek walka z koniem kończy się zawsze utratą punktów z powodu ominięcia lub nietrafienia pozornika. Wiele koni instynktownie odbija w lewo z linii stojaków (zazwyczaj mijamy pozorniki po naszej prawej stronie celem wykonania najczęściej stosowanych cięć). Jeździec wówczas nie ma szans trafienia szablą w pozornik. Najprostszą radą jest ustawienie "korytarza" z pozorników stojących w dwóch równoległych liniach odległych ok. 2 m - 1,5 m i ćwiczenie na tak ustawionych stojakach, aż koń bez emocji będzie szedł środkowym śladem. Potem można stopniowo usuwać stojaki z lewego szeregu, nagradzając konia za prawidłowe wykonanie ćwiczenia. W końcu pozostanie jedynie prawa linia.

Wiele pozorników może na początku straszyć konie - zwłaszcza leżące lub wiszące manekiny, używane do ćwiczenia pchnięć. Tutaj również należy wykazać dużo cierpliwości i inteligencji, by pokazać koniowi, że może śmiało przejść blisko takiego "straszydła". Próby trafiania bronią takich pozorników zaczynamy dopiero wtedy, gdy koń bez najmniejszego wrażenia mija je w odległości ok. 1 m.

Jako zasadę należy przyjąć, że wszystkie pierwsze ćwiczenia na pozornikach wykonujemy zawsze palcatem, a dopiero po całkowitym zrozumieniu przez konia zadania sięgamy po ostrą broń.

Koń często boi się odgłosu trafianych łóż, który przypomina nieco trzaskanie z bata. W dodatku odgłos ten powtarza się przy mijaniu przedmiotów, które do niedawna wzbudzały u zwierzęcia obawę lub przestrach. Dlatego koniecznie należy przed rozpoczęciem ćwiczeń w ruchu poćwiczyć cięcie łóz na koniu stojącym nieruchomo koło stojaka. W razie potrzeby należy poprosić drugą osobę o pomoc, by przytrzymała konia za uzdę. Dopiero po uzyskaniu spokojnego stania w miejscu podczas ścinania łozy można zacząć ćwiczenia w ruchu.

Proszę przyjąć za zasadę, że najpierw wykonujemy ćwiczenia w stępie, potem w kłusie, a dopiero na końcu w galopie, gdy uzyskamy pewność, że koń bez obawy daje się prowadzić przy pozornikach.

Generalnie wyszkolenie konia do władania lancą wygląda identycznie, jak w przypadku szabli. Uwagę należy zwrócić na to, że podczas władania lancą szereg ćwiczeń (zasłona głowy młyńcem, "młyńcem - bij") wymaga dużego przesunięcia środka ciężkości jeźdźca przed środek ciężkości konia, a także powstają ogromne siły związane z bezwładnością trzymetrowej lancy. Sprawia to, że koń musi być do tych ćwiczeń przyzwyczajony i mimo zakłóceń równowagi wywołanych ćwiczeniami wykonywanymi przez jeźdźca, musi poruszać się spokojnie po linii prostej do przodu w zadanym przez jeźdźca tempie. Ponadto niektóre konie na początku boją się trochę długości lancy, więc należy je do niej stopniowo przyzwyczajać, nagradzając każdy postęp.

Gdy koń opanuje dostatecznie powyżej omówione zadania, można próbować bardziej skomplikowanych ćwiczeń, wymagających od konia wyższego stopnia wyszkolenia. Są to ćwiczenia w cięciu lub pchnięciu szablą podczas skoku przez przeszkodę, cięcie w lewo w dół, ćwiczenia na pozornikach ustawionych na liniach krzywych (łuki). Zadania te wymagają od jeźdźca bardo dużych umiejętności i wyczucia, a od konia zrównoważenia i doskonałego wyszkolenia ujeżdżeniowego.

Ostatnią sprawą jest ostrzelanie konia. Tutaj celem jest uzyskanie spokoju konia podczas pokazów z użyciem środków pirotechnicznych. Najprościej jest przyzwyczaić konie do odgłosów wystrzałów odpalając ładunki w dużej odległości od placu ćwiczeń i stopniowo odległość tą pomniejszając, w miarę, jak konie oswajają się z hałasem. Gdy konie pod jeźdźcami spokojnie pracują podczas gdy osoba stojąca na placu oddaje strzały z pistoletu hukowego, można próbować oddać strzał siedząc na koniu. Za pierwszym razem dobrze jest, gdy druga osoba przytrzymuje konia za uzdę i uspokaja go klepiąc po szyi. Zazwyczaj po kilku pierwszych wystrzałach koń przestaje na huk reagować, a powtarzając ćwiczenie regularnie uzyskujemy całkowitą niewrażliwość koni na strzały i wybuchy. Oczywiście, zawsze znajdą sie takie konie, które będą na to reagować szczególnie nerwowo. Nie należy ich na siłę łamać, lecz wykazać daleko posuniętą cierpliwość. W pewnych sytuacjach lepiej nawet z danego ćwiczenia zrezygnować, by koń do niego zdążył "dorosnąć". Z mojego doświadczenia wynika, że cierpliwością można przyuczyć nawet bardzo wrażliwe konie do tego rodzaju zadań.

Należy pamiętać, że w kawalerii II RP do podstawowego wyszkolenia konia szeregowego (nie mówiąc już o oficerskim) należało m. innymi skakanie w pozorowanej szarży rowów w których siedzieli strzelający ślepą amunicją żołnierze, a całość odbywała się z użyciem środków pozoracji (świece dymne, petardy, artyleria strzelająca ślepą amunicją). Cała rzecz polegała na tym, że konie musiały to zadanie wykonywać chętnie i bez oporów, by jeździec mógł skoncentrować się nie na walce z koniem, lecz wrogiem.

Powyższe krótkie wywody są rezultatem moich własnych skromnych doświadczeń, a także wynikiem rad udzielanych przez oficerów i podoficerów kawalerii II RP.

Tekst ten powstał z myślą o tych, których fascynuje historia i tradycja kawalerii i chcieliby czynnie ją kontynuować.

Należy pamiętać, że podstawową sprawą w powyższych rozważaniach i warunkiem koniecznym ich zastosowania jest doskonałe wyszkolenie jeźdźca, zarówno w zakresie jazdy konnej, jak i władania szablą i lancą. Próby wykonywania tych ćwiczeń przez osoby niedoszkolone, bez opieki fachowego instruktora mogą się skończyć tragicznie. Broń biała też jest bronią, i choć nie strzela, w niewprawnych rękach ma podobne właściwości, jak brzytwa w rękach szaleńca.

I na koniec - najważniejsze jest dobro konia. Koń, podobnie jak w każdej innej konkurencji, jest partnerem jeźdźca. Wszystkie zadania które są mu stawiane muszą być na miarę jego możliwości, zarówno psychicznych, jak i fizycznych. Takie założenia przyświecały kawalerzystom II RP, te same winny więc obowiązywać tych, którzy ich naśladują.



tekst pochodzi ze strony Harcerskiego Inspektoratu Jeździeckiego Dzięki!