skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1937/5 (139) poz.5

POR. OBS. WITOLD NAJGRODZKI.

ŁĄCZNOŚĆ Z LOTNIKIEM.

Artykuł por. Stankiewicza pt. "Organizacja łączności z lotnikiem w szwadronie liniowym" zamieszczony w "Przegl. Kaw." Nr 12/1936 r. wypełnia poniekąd lukę w naszych podręcznikach i instrukcjach. Jako obserwator pracujący nieraz z kawaleria, wprawdzie tylko na manewrach, chcę poruszoną przez por. Stankiewicza stronę techniczną współpracy uzupełnić swoimi uwagami. By nie zabierać czasu czytelnikowi, nie poruszam tych rzeczy, które są dobrze, według mnie, ujęte przez autora, a jedynie rzeczy pominięte, względnie nie zupełnie jasne.


* * *


Por. Stankiewicz w obu swoich artykułach ("Przegl. Kaw." Nr 8/1935 r. i Nr 12/1936 r.) nie zastanawia się nad tym, że szwadron liniowy w niektórych wypadkach musi używać dwóch zestawów płacht (reg. kaw. cz. III. pkt. 158).

Kwestia ta może być rozwiązana dwojako:

  1. w wypadku potrzeby użycia drugiego zestawu płacht, będzie przydzielony do szwadronu patrol z plutonu łączności,
  2. szwadron musi posiadać dwa zestawy płacht tożsamości.

Uważam za słuszniejsze drugie rozwiązanie. W zasadzie dowódca pułku ma możność przydzielenia szwadronowi patrolu z plutonu łączności, będą jednak takie momenty, gdy odejście wspomnianego patrolu będzie zbyt dotkliwym uszczupleniem plutonu łączności, którego patrole ponadto musiałyby być dodatkowo wyposażone w płachty tożsamości szwadronu. Z drugiej strony, patrol taki zwiększa już i tak powiększony przez ewentualny patrol pionierów itd., poczet dowódcy szwadronu. Natomiast posiadanie przez szwadron drugiego zestawu płacht daje jeszcze tę korzyść, że gdy szwadron straci jeden komplet ma do dyspozycji drugi.

Na ćwiczeniach strata taka jest prawie nie możliwa, natomiast podczas rzeczywistej walki bardzo prawdopodobna.

Rozmieszczenie tych dwóch zestawów proponowałbym następująco: obaj trębacze pocztu po jednym zestawie, a do pomocy w obsłudze placówki łączności brałby dowódca najbliższych czoła 2-ch ułanów z lancami.

Nadmieniam przy tym, że wszyscy ułani pułku muszą być wyszkoleni we współpracy z lotnikiem, o czym będę mówił na innym miejscu.

Jeśli chodzi o płachty wytyczne, to uważam, że powinno ich być co najmniej po 2 w sekcji, a nie jak autor wyżej wspomnianego artykułu proponuje, po 4 na pluton, gdyż płachty te są zbyt małe, by lotnikowi, który lata nad pierwszą linią dość wysoko, rzucały się w oczy. Dopiero większą ilość wyłożonych płacht, tworzącą zarys linii, można łatwo zauważyć. Ponadto, jak już wspomniałem, na wojnie giną ludzie a wraz z nimi i płachty wytyczne, których liczba ostatecznie może stać się niewystarczającą.

Najlepiej, gdy każdy ułan będzie wyposażony w taką płachtę noszoną w sposób opisany przez por. Stankiewicza.


* * *


W sprawie porozumiewania się z lotnikiem, por. Stankiewicz w swoim artykule dał obszerne wskazówki, chcę tylko omówić te rzeczy, które, według mnie, kawalerzysty - lotnika, są niezbyt wyczerpująco ujęte, lub utrudniają pracę.

Płachtę tożsamości wykłada się nie tylko na żądanie lotnika, ale za każdorazowym zbliżeniem się jego nad placówkę łączności. W piechocie, jeśli batalion jest w akcji, płachty tożsamości raz rozwiniętej, w ogóle się nie zwija, lecz obsługa nosi rozwiniętą w miarę posuwania się baonu. Płachty wytyczne, natomiast, są wykładane tylko na rozkaz bezpośredniego dowódcy lub na żądanie lotnika: "gdzie jesteście" (rakieta 6 gwiazdowa). Zwija się je na znak "zrozumiano" (rakieta 3 gwiazdowa), na rozkaz, lub automatycznie po 10 minutach od chwili rozwinięcia.

O ile chcemy przekazać lotnikowi rozkaz, to z chwilą jego pojawienia się, wykładamy przy pomocy płacht tożsamości i sygnalizacyjnych, rozkaz "odebrać meldunek podchwytywaczem".

Lotnik po zauważeniu tego sygnału powinien odpowiedzieć "zrozumiano", lecz z różnych powodów może tego nieuczynić, mimo iż sygnał widzi, natomiast zniża lot. Jest to znak, że obserwator przygotowuje się do odebrania rozkazu; należy więc przystąpić do dalszych czynności t. j. wyłożyć trzecią płachtę sygnalizacyjną w kształt litery "T", która ma swą nóżką wskazywać kierunek wiatru, następnie zawiesić sznurek z rozkazem, po czym odejść w bok.

Pod względem technicznym, stanowisko przekazywacza winno być wybrane w terenie otwartym, dobrym do podejścia, lecz nie potrzebuje zapewniać możności lądowania, jak to określa autor. Gdyby ten ostatni warunek był konieczny, to użycie przekazywacza w większości wypadków byłoby nie możliwe, ponieważ szwadron, prawie nigdy, nie działa na "lądowisku", którego, zresztą, czasem lotnicy nie mogą znaleźć w promieniu kilkunastu km. Miałem wypadek, że w okolicach Bielska Podlaskiego nie mogłem wyszukać odpowiedniego lądowiska w promieniu 40 km.

Podobnie jak lądowisko, trudno jest wybrać takie miejsce dla przekazywacza, by podejście samolotu nie było widoczne przez nieprzyjaciela. Jeśli takie miejsce znajdziemy, przypuśćmy za lasem, to nieprzyjaciel również będzie widział krążenie samolotu i obniżenie się tegoż, co pozwala wnioskować, że tam jest dowódca. Zabezpieczyć samolot przed obserwacją naziemną może przestrzeń, dochodząca w terenie otwartym do kilkunastu km. Takie oddalenie przekazywacza nie jest pożądane przez dowódcę, gdyż w tym wypadku przekazywacz nie spełniłby swojej roli: szybkie przekazywanie rozkazów.

Jeżeli lotnik zrzucił meldunek, to mimo, iż obserwuje podniesienie, należy wyłożyć sygnał "zrozumiano". Jeśli obserwator nie prosił o pisemne rozkazy, to chociaż krąży nad nami, fakt ten nie znaczy, że lotnik czegoś żąda, placówka łączności może więc zakończyć współpracę, którą w myśl zasad współpracy, kończy zawsze ziemia a nie samolot.


* * *


Ostatni punkt: utrzymanie łączności z lotnikiem w ruchu z konia. Przyznaję, że pomysł wspaniały, lecz w praktyce, moim zdaniem, niewykonalny. Ostatecznie można byłoby trzymać konno płachtę tożsamości kawalerii, oraz, z wielkim trudem, trójkątną płachtę tożsamości szwadronu. Obydwie płachty musiałyby mieć jednak zakończenie z prętów 3 i 2 metrowych, które uniemożliwiałyby złożenie płacht i schowanie do pokrowca, względnie przytroczenie do siodła. Płacht sygnalizacyjnych nie można używać konno. By się o tym przekonać, wystarczy rzucić okiem na kod znaków: - tworzą one takie kombinacje, że chcąc je ułożyć w ruchu z siodła, musielibyśmy wejść koniem na konia. Z drugiej strony wyobraźmy sobie orszak konny do tej kombinacji. Płachta tożsamości kawalerii - 2 konie, płachta tożsamości szwadronu 2 - 3 konie, 3 płachty sygnalizacyjne - 6 koni, razem: 10 - 11 koni do obsługi, co wynosi około pół plutonu.



Powrót do spisu treści rocznika Powrót