skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1937/2 (136) poz.2

PPŁK. DYPL. TADEUSZ MACHALSKI

WRÓG CZY SPRZYMIERZENIEC?

Jesteśmy w epoce silnika, stoimy pod znakiem motoryzacji w powietrzu i na lądzie. Jest to prawda bezsporna, która wywiera swój przemożny wpływ na rozwój myśli wojskowej i organizację wojska.

Silnik stał się powodem narodzin dwóch nowych broni: lotnictwa w powietrzu i broni pancernej na ziemi. Obie te bronie wyszły już dawno z powijaków i na skutek nieustającego postępu techniki i udoskonalenia sprzętu rozrosły się do takich rozmiarów, że stały się potęgami, z którymi każdy rozsądny człowiek poważnie liczyć się musi. Dotychczas mieliśmy trzy bronie główne: kawalerię, piechotę i artylerię. Samo przez się nasuwa się więc teraz pytanie: jak ustosunkują się owe klasyczne bronie do tych nowopowstałych broni? Jest to jedno z najaktualniejszych zagadnień doby obecnej.

Otwarcie lub skrycie, głośno lub cicho, mówi się coraz częściej o tym, że prędzej czy później, lotnictwo i broń pancerna spowodują stopniową likwidację kawalerii, która sama się przeżyła i stała się anachronizmem w dzisiejszej erze motoryzacji i postępu. Sądzę, że z takim samym prawem możnaby twierdzić, że nowe te bronie spowodują również i zniesienie piechoty i artylerii. Po co bowiem poświęcać życie tysięcy piechurów, idących do szturmu, jeżeli przy pomocy kilku czołgów możemy o wiele skuteczniej przełamać opór nieprzyjaciela. Po co wystrzeliwać tysiące tonn żelaza, jeżeli te same rezultaty można osiągnąć na znacznie nawet większych odległościach przy pomocy samolotów bombardujących?

Takie postawienie sprawy byłoby jednak niedorzecznością. Taką samą niedorzecznością też jest twierdzenie, że kawalerię możnaby czymkolwiek zastąpić!

Jak będzie wyglądała wojna przyszłości, tego nie wiemy. Nie rozegrano bowiem jeszcze w powietrzu bitwy w wielkim stylu pomiędzy flotami powietrznymi dwóch państw, a na lądzie - samodzielnej akcji dwóch wielkich jednostek pancernych.

Lotnictwo prowadziło dotychczas w powietrzu tylko, że tak powiem, wojnę partyzancką; patrolowano, rozpoznawano, bombardowano, staczano brawurowe pojedynki, ale bitwy powietrznej w prawdziwym tego słowa znaczeniu jeszcze nie stoczono. Broń motorowa również nie wystąpiła jeszcze w samodzielnej akcji. Czołgi walczyły razem z piechotą w natarciu na umocnione pozycje, lecz nie wobec takich samych czołgów przeciwnika, upodobniając bitwę pancerników lądowych do bitwy pancerników morskich. Samochody przewoziły wprawdzie całe dywizje piechoty szybko z miejsca na miejsce, lecz w tym nie różniły się wiele od dotychczasowych zwykłych transportów kolejowych. Wszystkie te transporty odbywały się bowiem na tyłach zwartych frontów i jest rzeczą mało prawdopodobną, by takie transporty można było puszczać poprzez linię frontu w stronę nieprzyjaciela. Kolejami posługujemy się już od dawna, a jednak dotąd jeszcze nikt nie wpadł na podobny pomysł wypuszczenia transportu kolejowego w stronę nieprzyjaciela. Nie widzę więc dlaczego rzecz taka miałaby się udać z transportem samochodowym, który tak samo jest związany z szosą jak pociąg z torem kolejowym. Nie wiadomo także, czy jednostki pancerne będą w stanie samodzielnie rozpoznawać, stoczyć walkę lub zająć teren. To wszystko są rzeczy stojące dziś pod znakiem zapytania, operując zaś kawalerią, opieramy się na rzeczach stwierdzonych i pewnych.

Puszczanie wodzy fantazji i wyczarowywanie cudownych wizji przyszłości, nie licząc się z realnymi możliwościami, kryje w sobie wielkie niebezpieczeństwo, gdyż może być później powodem nie jednego rozczarowania.

Włosi z całą pewnością inaczej wyobrażali sobie przebieg wojny z Abisyńczykami. Walczyli przy pomocy czołgów i samolotów, będących ostatnim wyrazem techniki, walczyli wobec przeciwnika prawie że bezbronnego, a jednak przewidziany marsz triumfalny szybko przemienił się w ciężkie zmagania się, aż wreszcie całkowicie utknął, do czasu w którym dopiero gazy trujące powaliły przeciwnika.

Wyobraźnia jest zaletą cenną, ale tylko wtedy, gdy podporządkowując się logicznemu rozumowaniu, wypływa z doświadczeń wojennych, opierających się na faktach realnych. Zbytnie wyprzedzanie swojej epoki kryje w sobie te same niebezpieczeństwa, jak pozostawanie w tyle za wymogami chwili bieżącej.

Lotnictwo i broń pancerna są to bronie nad wyraz ruchliwe i szybkie, stworzone po to, by wytworzyć i utrzymać pewną płynność sytuacji, pozwalającej na osiągnięcie szybkich rozstrzygnięć, nie dopusczających do zesztywnienia frontu i długotrwałych walk na wyczerpanie. Te same. cele stanowią istotę kawalerii, która wraz z lotnictwem i bronią pancerną stanowi podstawowy element wszelkiego manewru. Nie ma tu żadnych. rozbieżności, żadnych sprzeczności, żadnych rywalizacji pomiędzy tymi broniami, a odwrotnie istnieje tylko wspólny interes zbliżający te trzy najbardziej ruchliwe bronie jak najbardziej do siebie. Świetnie wzajemnie się uzupełniając, tworzą one harmonijny zespół, zdolny odegrać decydującą rolę w przyszłości.

Szarą i mglistą jest wszelka teoria, to też zamiast grzebać się w uczonych wywodach, opierać się będę w swoich dalszych rozważaniach na praktycznych doświadczeniach ostatnich wojen.

Kawalerii 1914 roku zarzuca się, że niczego nie dokazała. Brak namacalnych rezultatów spowodował ostrą krytykę kawalerii. Cóż dziwnego w tym, że straciwszy raz wiarę w skuteczność i rację bytu kawalerii, poczęto rozglądać się za nowym, niezawodnym fabrykantem zwycięstwa, przepowiadając bliski już koniec kawalerii. Mało kto zastanawiał się głębiej nad tym, czy owa, tak sponiewierana kawaleria 1914 roku, wogóle miała możliwości innego działania? Być może, że w ręku śmiałych i zdecydowanych na wszystko dowódców mogłaby coś nie coś więcej dokazać - ale z pewnością nie wiele.

Nie zapominajmy o tym, że w owych czasach lotnictwo prawie nie istniało. Od czasu do czasu pokazywał się jakiś mizerny samolocik i na tym wszystko się kończyło. Całe dalekie rozpoznanie strategiczne opierało się wyłącznie na kawalerii. Trudno było przecież operować wielotysięcznymi armiami, maszerując z zawiązanymi oczami w nieznane. Sytuację trzeba było koniecznie wyświetlić na całym froncie i dlatego trzeba było też, chcąc nie chcąc, rozdrobić kawalerię, by objąć nią całe przedpole. Ponieważ trzeba było liczyć się z podobną taktyką przeciwnika, można było przewidzieć możliwość walki obu, wysuniętych naprzód kawalerii; dlatego też jej uzbrojenie i wyszkolenie było dostosowane przede wszystkim do walki konnej.

Gdy potym, po skończeniu okresu dalekiego rozpoznania, doszło do pierwszych rozstrzygających bitew, kawaleria była już u kresu sił, kompletnie wyczerpana poprzednią wyczerpującą pracą rozpoznawczą. Znalazłszy się następnie wobec silnie uzbrojonego, a nawet często i okopanego przeciwnika, kawaleria spostrzegła nagle, że brakło jej siły dla przełamania napotkanego oporu i stanęła bezradnie.

Dziś sytuacja gruntownie się zmieniła. Kawalerii przybyło dwóch nowych sojuszników, którzy dźwignęli ją z dawnej niemocy. Zjawił się nie wróg, lecz największy sprzymierzeniec kawalerii - silnik.

Lotnictwo w dobie obecnej przyjęło na siebie całkowicie pracę dalekiego rozpoznania. Koncentracji armii nieprzyjacielskiej nie da się ukryć przed czujnym okiem lotnika, który wyprzedzając swoje armie na setki kilometrów, może z łatwością i bez zmęczenia dostarczyć w najkrótszym czasie potrzebnych wiadomości. Kawaleria, uwolniona od tego ciężkiego serwitutu na rzecz maszerujących w tyle wojsk, może nareszcie zwrócić się ku innym, ważniejszym i istotnym zadaniom. Możemy tez zaraz zaobserwować, że Niemcy w miarę rozwoju swojego lotnictwa, skwapliwie skorzystali z tej zmienionej sytuacji i poczęli ściągać rozproszone dotąd dywizje kawalerii, łącząc je w korpusy dla wspólnej akcji na tyły przeciwnika. To samo zrobili Anglicy w Palestynie, Turcy w Małej Azji; biali generałowie w wojnie z bolszewikami i bolszewicy w wojnie z nami; wszyscy osiągnęli oni przy tym znaczne powodzenie i korzyści. Wreszcie i my pod koniec wojny stworzyliśmy korpus konny na południe od Polesia i grupę operacyjną jazdy na północ od Polesia. Naprędce skleconym tym oddziałom brakło odpowiedniej siły przebojowej dla wykonania zadań w większych decydujących rozmiarach, lecz pomimo to poszczycić się mogą nie jednym pełnym chluby sukcesem.

Pierwszy nasz sojusznik - lotnictwo - pozwolił nam pod koniec wojny stworzyć pierwsze wielkie zgrupowania kawalerii; teraz przychodzi nam z pomocą drugi sojusznik - broń pancerna, dodając nam niezbędnej siły.

Na razie bowiem największa ułańska fantazja i brawura, najgłębsza wiedza i ofiarność, ani duch rycerski, ani lisia przebiegłość ani nawet spryt szatański nie pomoże nam, jeżeli za sobą będziemy mieli tylko dobre chęci zamiast realnej siły dla obalenia i zdruzgotania przeciwnika. Pułki kawalerii, otrzymawszy zamiast taczanek lekkie, szybkobieżne czołgi - staną się dokuczliwe jak osy, od których trudno się opędzić. Wielkie zaś jednostki kawalerii, wsparte artylerią zmotoryzowaną i bronią pancerną staną się groźnymi atutami w ręku Naczelnego Wodza, mogąc w ostatniej i decydującej chwili zmagań przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę.

Nie trudno to udowodnić. Tak naprzykład w 1914 roku, w czasie bitwy pod Łodzią, niemiecka grupa oskrzydlająca, która dostała się na tyły armii rosyjskiej, musiała wycofać się z powrotem, niwecząc przez to wszelkie pokładane w nią nadzieje. Zachodzi pytanie, dlaczego się to stało? Otóż z dwóch powodów. Po pierwsze - działała zbyt powolnie, przez co dała przeciwnikowi możność zmontowania przeciwdziałania. Po drugie - wyczerpana kilkudniowym bojem, przy braku dowozu, nie miała już w sobie tej siły, niezbędnej dla przełamania ostatniego oporu. W przeciwieństwie do niemieckiej grupy manewrowej pod Łodzią kawaleria przyszłości w tym samym położeniu będzie mogła liczyć na pełny sukces, a to dlatego, że jej ruchliwość pozwoli jej przeprowadzić cały manewr z taką szybkością, że osiągnie swój cel zanim nieprzyjaciel zdoła zareagować a po drugie dlatego, że jej broń pancerna pozwoli szybko przełamać ostatni opór przeciwnika, zanim zdoła on przeorganizować swoją obronę.1)

1) O ile nieprzyjaciel obrony nie zorganizuje szybciej, posługując się również lotnictwem i bronią pancerną. Przyp. Red.


Przejdźmy teraz do rodzimych przykładów. Nigdzie potrzeba szybkich i ruchliwych wojsk nie zarysowała się wyraźniej i dobitniej, jak w naszej ostatniej wojnie. W bitwie warszawskiej bolszewicy zwiali na podwodach, a nasza piechota ścigała ich również na podwodach. Wyobraźmy sobie jednak po jednym dwunastopułkowym korpusie kawalerii z odpowiednią bronią pancerną na prawym i lewym skrzydle bitwy warszawskiej, albo dwa takie korpusy w zagonie na Lidę w czasie bitwy niemeńskiej. Nie potrzeba zbytniej fantazji, by przedstawić sobie skutki takiego wkroczenia kawalerii.

Jeżeli jednak broń pancerna ma oddać w przyszłości tak wielkie usługi, musi ona być odpowiednio ubezpieczoną na wielkich przestrzeniach i musi posiadać zapewnione obszerne pole działania, by móc w całej pełni wykorzystać swoją szybkość i swoją zdolność manewrową. To znowu wymaga od nas, byśmy myśląc o organizacji jednostek pancernych nie zapominali i nie zaniedbywali organizację wielkich jednostek kawalerii, przeznaczonych w przyszłości do współpracy z bronią pancerną.

Dążność do wzmocnienia siły przebojowej kawalerii przez wprowadzenie broni pancernej doprowadziła do stworzenia związków mieszanych. Różnorodność tych broni nie dała jednak w praktyce dobrych wyników na wyższych szczeblach. Okazało się niebawem, że przy tych "zaślubinach konia z motorem", z których spodziewano się ciągnąć znaczne zyski, wydobywając wszystkie zalety obu tych czynników, właśnie wszystkie wady ich się sumowały, podczas gdy zalety ich zostały po prostu przekreślone. Jedni byli zmuszeni stale oglądać się za drugimi i ani jedna, ani druga strona nie mogła w całej pełni wykorzystać owych właściwości. Wprowadzenie związków mieszanych nie dało się przeprowadzić bez poważnych zgrzytów, co doprowadziło do tego, że zaniedbano ich dalszej rozbudowy i przystąpiono do tworzenia jednostek czysto konnych i jednostek czysto mechanicznych, stawiając je obok siebie do wspólnej akcji. Jest rzeczą zrozumiałą, że taka współpraca będzie mogła być skuteczną dopiero na wyższym szczeblu, co najmniej dywizji, tj. przy połączeniu 2 - 5 brygad kawalerii z brygadą pancerną. Tylko na takim szczeblu będzie można skoordynować współdziałanie takich jednostek2).

Jak pogodzić z tym - propozycję Autora wprowadzenia czołgów zamiast taczanek w pułku kawalerii. ? Przyp. Red.


Lecz i z innych względów stworzenie wielkich jednostek kawalerii wydaje się konieczne, a mianowicie ze względów na konieczność zwiększenia jej artylerii. Ruchliwość kawalerii nie jest bowiem równoznaczną z tym, by być jedynie lekką i zwinną. Ruchliwość, któraby utknęła przed pierwszą lepszą poważniejszą przeszkodą byłaby tylko ruchliwością pozorną i względną. Idealna ruchliwość wymaga bowiem nie tylko zwinności, lecz również i siły przebojowej, któraby była w stanie szybko i sprawnie usunąć z drogi napotkane przeszkody. Siła ogniowa naszej artylerii konnej nie wystarcza do przełamania nowoczesnych umocnień polowych, lub nawet tylko umocnionych budowli murowanych. Nasza broń posiada wybitny charakter "defensywny", a brak nam broni "ofensywnej". Zalety karabinów maszynowych uwydatniają się w całej pełni w działaniach obronnych i walkach opóźniających - dla przełamania umocnień nie mają dostatecznej siły i mocy. Nam nie wystarcza broń, która zatrzymuje, nam potrzeba i broni, która przełamuje. Przy wykonaniu zadań na szerszą skalę trudno nam będzie obejść się w przy szłości bez ciężkich czołgów i bez ciężkiej artylerii, oczywiście zmotoryzowanej.

Dotacja w taką broń nie może odbyć się na szczeblu pułku, ani nawet na szczeblu brygady. Do tego potrzeba współpracy znacznie większych jednostek kawalerii, które, operując na odpowiednio szerokim wycinku frontu, mogą zapewnić tym kosztownym broniom dostateczne bezpieczeństwo i niezbędne drogi w swoim pasie działania.

Dopiero, gdy myśl wyrażona w powyższych rozważaniach zostanie przez wszystkich przejęta i uznana, będzie można z pożytkiem dla sprawy przystąpić do konkretnej dyskusji nad szczegółową organizacją wielkich jednostek kawalerii.

Jak zaś wygląda wojna prowadzona nawet przy pomocy czołgów i samolotów, jednak bez udziału kawalerii, o tym najlepiej świadczą leniwie wlokące się obecnie walki wojny domowej w Hiszpanii, gdzie wprowadzenie śmiałej kawalerii niezawodnie spowodowałoby znaczne ożywienie i szybszy koniec wojny.



Powrót do spisu treści rocznika Powrót