skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1934/12 (110) poz.5

PPOR. REZ. DR. KAROL GÓRSKI.

KAWALERJA KRZYŻACKA.

Krzyżacy byli rycerzami, walczyli konno, jeśli więc mówi się o nich i o ich sposobie walki, to ma się na myśli przedewszystkiem kawalerję. Była coprawda piechota zaciężna lub ściągnięta z miast i wsi Zakonu, ale nazwać ją krzyżacką można tylko w znaczeniu politycznem, nie wojskowem. Organizacja jej bowiem była taka sama, jak innych wojsk współczesnych. Podobnie zresztą rzecz się ma z zaciężnemi chorągwiami rycerstwa lub z pospolitem ruszeniem rycerzy z państwa krzyżackiego, które prowadziły walkę zupełnie taksamo, jak w innych krajach Europy, Natomiast krzyżacy w XIII wieku, zanim nie zdobyli Prus i nie zorganizowali państwa, z braci swoich tworzyli zwarte oddziały rycerstwa, poddane ścisłym przepisom regulaminu, na owe czasy zupełnie wyjątkowego. Później po podboju i kolonizacji Prus bracia Zakonu pełnili funkcje administracyjne, a na wojnie byli dowódcami. W tym więc czasie, od początków XIV wieku, kawalerja krzyżacka w ścisłem słowa znaczeniu przestaje istnieć, conajwyżej możnaby się doszukiwać pewnych śladów w duchu wojska w Prusach i jego organizacji. Okresem świetności i rozkwitu zorganizowanych chorągwi krzyżackich był wiek XIII. Mimo, iż są to czasy odległe, zasady służby kawaleryjskiej są zawsze te same, określone przez charakter broni i metodę, walki. Stąd nie jest bezcelowem zestawienie zasad organizacyjnych kawalerji krzyżackiej. Są one zawarte w regule Zakonu, a przedewszystkiem w części statutów, zwanej "Zwyczaje", spisanej w połowie XIII wieku.1)

1) Perlbach M., Die Statuten des Deutschen Ordens, 1890.


Zakon krzyżacki składał się z trzech kategoryj członków: 1) rycerzy, którzy walczyli w pełnej zbroi i stanowili główną podstawę siły zbrojnej, 2) z księży, 3) z braci służebnych (servientes, sergeants - stąd nazwa sierżant) 2). Służebni nosili u krzyżaków płaszcze szare, a na nich pół krzyża. Zczasem zmienili charakter: tylko część z nich mieszkała po zamkach, inni byli jakby tercjarzami. Z ich szeregów wyszedł później niejeden przywódca powstania roku 1454, które zakończyło panowanie krzyżackie na Pomorzu. W wieku XIII służebni bracia żyli wspólnie z rycerzami po zamkach, jadali tylko przy innym stole. Pełnili oni szereg funkcyj administracyjnych, np. kierowali zaopatrzeniem w prowiant, kuźnią polową, siodlarnią, pozatem walczyli w szeregach, podobnie jak rycerze. Przysługiwał im specjalny przywilej w dziedzinie dyscyplinarnej - nie wolno było ich uderzyć- Do służebnych zaliczano pod niektóremi względami najemników nierycerskiego pochodzenia, którzy stanowili w Palestynie lekką kawalerję czyli t. zw. turkopolów, używanych do rozpoznania i ubezpieczenia. Jednak turkopolowie, którymi dowodził brat zakonny, turkopoljer, nie podlegali zasadom regulaminu krzyżackiego i dlatego zostaną tu pominięci.

2) Nazwa ta pochodzi z francuskiego, gdyż templarjusze i joannici (późniejsi maltańczycy) byli przeważnie francuskiego pochodzenia, a zasady organizacji krzyżacy od nich zaczerpnęli.


Kawalerja krzyżacka nie posiadała specjalnej stałej organizacji w postaci mniejszych jednostek, choć liczyć mogła kilkuset rycerzy. Może tylko konwenty, każdy liczący 12 braci, stanowiły takie jednostki. Na czele wojsk Zakonu stał wielki mistrz, w jego nieobecności dowodził wojskiem wielki marszałek. W. marszałek był w zasadzie dowódcą taborów; przebywał przy nim wicemarszałek, który miał w szczególnej pieczy konie. Nie był to lekarz, ale brat sierżant, który zarządzał stajniami, dostarczał paszy, dbał o dobry stan rzędów końskich i być może miał nadzór nad kuźnią polową i siodlarnią. Inny dostojnik, wielki komtur, był szefem intendentury i zarazem oboźnym. Przy jego boku był wicekomtur, który zarządzał służbą, podczas gdy szatny kierował pralnią i magazynem odzieży. Było to stanowisko odpowiedzialne, gdyż przepisy określały ilość bielizny, butów i płaszczy oraz innych szat, które przypadały na jednego krzyżaka. Szafarz Zakonu był jakby podoficerem czy oficerem prowiantowym. O turkopoljerze była wyżej mowa. Poszczególnemi konwentami dowodzili komturowie. Ponieważ w każdym zamku było 12 braci, a każdy miał 2 ludzi ze sobą, komtur mógł conajmniej dowodzić 36 ludźmi w szyku konnym.

Cechą charakterystyczną krzyżaków była niezwykła dyscyplina, która nadawała im, w stopniu bodaj w czasach nowożytnych i najnowszych nieznanym, cnotę żołnierską. Pod tym względem kawalerja rycerska zakonów średniowiecznych nie została nigdy prześcignięta. Wystarczy sobie wyobrazić, pod jaką dyscypliną żyli krzyżacy, by zdać sobie sprawę, iż mało było żołnierzy, równych im w dziejach świata. Śmiało wytrzymują oni porównanie ze Spartanami, jeśli ich pod względem wartości dyscypliny nie prześcigają. Przyzwyczailiśmy się patrzeć na krzyżaków, jako na "zbójców krzyżem oznaczonych". Jeśli jednak z zachowywaniem przepisów etyki różnie u nich bywało, zresztą nie zawsze źle, to karność szarego tłumu rycerskiego była nadzwyczajna. Rozprzęgła się ona dopiero w XIV i XV wieku.

Krzyżak nie miał nic na własność poza tem, co sobie sam z drzewa zrobił. Odzież dostawał od szatnego. Miał on dwie zmiany odzieży, t. j. koszul, spodni, butów, kaftanów, pozatem l lub 2 białe płaszcze, z przodu krzyżem oznaczonych, worek do spania i jedną zmianę pościeli. Spał krzyżak w domu czy w polu zawsze w koszuli, spodniach i butach, boso chodzić nie było wolno. Zdejmował więc do snu tylko płaszcz i kaftan. Worek służył mu do spania w polu. W domu spał w łóżku na sienniku, w sypialni zawsze paliło się światło. W czasach późniejszych pozwolono w zimie nosić mitenki ze względu na niedostateczne ogrzanie zamków.

Jadał krzyżak dwa razy dziennie, pierwszy raz około godz. 10-ej, drugi raz wieczorem około godz. 6-ej. W dni postu obiad był o godz. 11-ej, wieczerzy nie było wcale, tylko dawano t. zw. "kolację" czyli napój - piwo, miód lub wino. Przypadało go 4 kwarty na 2 braci. Turkopolom dawano 3 kwarty na 2, służbie po l kwarcie. Owa dziwna proporcja liczona na dwóch pochodzi zapewne stąd, że łatwiej było w ten sposób dostosować się do potrzeb, gdy jeden pił więcej, drugi mniej. Mięso jadana 3 razy w tygodniu, w piątek był post ścisły. Wody bez pozwolenia nie było wolno pić poza oznaczonemi godzinami. Przy posiłku panowało milczenie, jeden z księży czytał świątobliwą książkę. Gdzie lektora nie było - dozwolone były krótkie rozmowy. Spóźnieni jedli przy trzecim stole, osobno wstawać od stołu nie było wolno. Wiele postów obostrzało jeszcze te zasady. Dań było zwykle 2, w post jedno. Wyjątek robiono dla chorych, którzy trzy dni mogli jadać w łóżku, ale im nie dawano mięsa, ryb, sera, jaj, wina. Jeżeli nie wyzdrowieli do 3 dni - szli do infirmerji. Po chorobie wolno było przez 3 dni być rekonwalescentem. Jedynie w. mistrz miał przywileje: mógł w razie choroby leżeć u siebie- W czasie posiłku odbywano nieraz kary. Wówczas to w. mistrz, który miał zawsze poczwórną porcję jedzenia, w drodze łaski dawać mógł skazanym za karę na post lub tym, którym jedzenia nie starczyło, część swego posiłku. Naogół jednak panowała zasada, że każdy ma jeść dosyta, a to czego chorzy nie spożyli, mogli zjeść zdrowi.

Porządek dzienny był ściśle określony. Szli spać krzyżacy o godz. 7-8. O północy budzono ich na jutrznię, którą odmawiali w kościele, poczem szli znów na spoczynek. O 4-ej budzono ich ponownie - szli oni do kościoła i odmawiali tu godziny kanoniczne i słuchali mszy. Ponieważ rycerze zwykle nie umieli czytać, a w Zakonie nie było wolno uczyć się tej sztuki bez pozwolenia władz - bracia odmawiali na różańcach wielekroć Ojcze Nasz. Wiele razy dziennie odmawiali też Modlitwę Pańską za poległych, zmarłych i dobrodziejów Zakonu. Modły kończyły się około 8-ej rano, poczem szli do zajęć - zapewne do stajni i zbrojowni Znów przed obiadem odmawiali nakazane modły, a po obiedzie mieli chwilę odpoczynku, modlitwę i znów zajęcia. Przed wieczerzą odmawiali nieszpory, a po niej kompletę. Od komplety panowało milczenie, wszyscy szli na spoczynek. Jedynie w sprawach urzędowych wolno było toczyć narady i to za odmówieniem krótkich modłów jako zadośćuczynienia. Na nocnych nabożeństwach była kontrola obecności. Jedynie po uciążliwym marszu i po bitwie zwierzchnicy mogli zwolnić braci od odmawiania wspólnych modłów.

Polowanie było zasadniczo zakazane, bracia mogli wysyłać od siebie łowców, ale sami mogli conajwyżej towarzyszyć im dla nadzoru. Jedynie na wielkie zwierzęta drapieżne, a dla dobra ogólnego wolno było krzyżakom polować i to tylko z łukiem i oszczepem, a bez psów. Z łukiem więc i oszczepem, wychodzili krzyżacy na wilki, rysie, a co więcej na niedźwiedzie w Europie i tak tylko zbrojni ścigali lwy w Palestynie. Nie wielu było chyba w Europie rycerzy, którzyby bez psów, a z samym oszczepem szli na niedźwiedzia - krzyżakom, na wzór templarjuszów i joannitów, tylko ten najtrudniejszy sposób łowów był dozwolony. Pozatem wolno im było dla ćwiczenia strzelać do ptaków z łuku. Ten zakaz polowania niewątpliwie był bardzo dotkliwem umartwieniem dla synów rycerskich, przyzwyczajonych od dzieciństwa do psów i sokołów. Wyjątek, uczyniony dla drapieżnego zwierza, podnosił w Zakonie polowanie do poziomu trudnego a wspaniałego obowiązku.

Monotonję życia w zamkach-klasztorach przerywała co tydzień kapituła. Był to rodzaj odprawy, podczas której komtur po modlitwie i odczytaniu części reguły wydawał zarządzenia, przedstawiał projekty pod rozwagę braci, wreszcie wysłuchiwał oskarżeń. Każdy bowiem, kto przekroczył przepisy, winien był to wyznać publicznie na kapitule i tu otrzymywał od komtura karę. Gdyby zaś kto zataił wykroczenie - inni mieli obowiązek go wydać. Kapituła najdłużej ze wszystkich urządzeń Zakonu utrzymała się w mocy, choć może owo samooskarżanie się zanikło w okresie rozkładu. Była kapituła najsilniejszą dźwignią dyscypliny wewnętrznej. Mniejsze niewątpliwie znaczenie miały inne przepisy ascetyczne, dotyczące postów, obowiązku dawania sobie dyscypliny 3 razy tygodniowo w wielkim poście, jawnie, na kapitule specjalnie zwoływanej. Również mniej ważny dla karności był zakaz przechowywania pieniędzy, choćby przez jedną noc, również zakaz zbytku, a więc ozdób przy broni, siodłach i uzdach. Te ostatnie miały być z prostego rzemienia i miały posiadać tylko 4 kółka. Podobnie proste musiały być ostrogi.

Kary były podzielone na 4 stopnie. Za występki małe, a więc w jedzeniu i piciu nieumiarkowanem oraz w mowie, dawano jeden do trzech dni kary z dawaniem dyscypliny, co miało miejsce w niedzielę. Ta kara dyscypliny dawała w ręce komtura nader silne narzędzie do wymuszenia posłuszeństwa. Kara cielesna była stosowana zapewne dość często, choć przybrana była w szatę religijną.

Za przewinienia kategorji drugiej - np. za bójki, niekarność, za spędzenie jednej nocy poza konwentem pozbawiano winnego prawa noszenia płaszcza i naznaczano mu, aż do odwołania, karę kategorji trzeciej. O terminie - decydowała cała kapituła. Ukarany w ten sposób chodził do pracy z niewolnikami, to znaczy był używany do ciężkich robót fizycznych, jadał on z sierżantami, nie za stołem braci, Przez trzy dni w tygodniu był tylko o chlebie i wodzie, ale komtur i bracia mogli mu darować dwa dni na trzy. Co niedzielę brał winny dyscyplinę od księdza, przytem jeżeli postąpił gorsząco, był karany w kościele, jeżeli nikogo nie zgorszył - na kapitule, więc tylko wobec braci.

Przewinienia kategorii trzeciej były to występki poważne: poranienie chrześcijanina (poranienie żyda lub muzułmanina było uważane za występek lżejszy), spiski i zmowy przeciw zwierzchności, kradzież, zatajenie własności, zdrada tajemnic, zniszczenie dokumentów urzędowych, znajdujących się w posiadaniu Zakonu, grzech cielesny, spędzenie dwóch i więcej nocy poza klasztorem, przebywanie w świecie (to znaczy podróżowanie bez potrzeby i pozwolenia). Kara była roczna, według przepisów kategorji drugiej, komtur i bracia mogli przedłużyć jej trwanie o drugi rok oraz zakuć winnego w kajdany.

Przewinienia kategorji czwartej pociągały za sobą wypędzenie z Zakonu. Były to: ucieczka z pola bitwy, odstępstwo od wiary, sprzedawanie urzędów i godności, zatajenie przeszkód przyjęcia, które zachodziły u nowego kandydata do Zakonu, wreszcie sodomja. Sprzedawanie godności i zatajenie przeszkód mogły być darowane, t. j. winny mógł być przyjęty zpowrotem do Zakonu, inne występki powodowały wykluczenie wieczyste. Wykluczenie było wyrzuceniem poza nawias społeczeństwa, bo śluby były nadal ważne, wypędzony nie mógł n. p. legalnie ożenić się, nie mógł wstąpić do innego zakonu, ciążyła na nim hańba wypędzenia. Społeczeństwo średniowieczne wykluczało go ze swego grona i mógł tylko, jako żebrak i pokutnik, dokonać swego żywota, jeśli niechciał kroczyć drogą występku.

Kary wymienione stosowano zarówno w czasie pokoju, jak i wojny, i to bez żadnej różnicy. Pokutnik odbywał w polu swą pokutę w namiocie w. mistrza. Przez czas odbywania kary był pozbawiony swego konia i zbroi, które były do dyspozycji w. marszałka. W. marszałek mógł na czas pokuty oddać konia i broń innemu krzyżakowi - ukarany nie mógł się do tego wtrącać. Po skończeniu pokuty odzyskiwał on swego konia i broń. Zresztą za specjalnem pozwoleniem w. marszałka mógł doglądać swego konia i zbroi. Ta kara pozbawienia konia była bardzo dotkliwa, a wymierzano ją nawet za lekkie przewinienia.

Człowieka współczesnego dziwi i razi ta bezwzględna twardość reguły krzyżackiej, to operowanie batem przy lekkich przewinieniach, to nieograniczanie się do kar morałnych, ale sięganie odrazu, na najniższym stopniu, do kary cielesnej. Jednak ludzie ówcześni byli o wiele twardsi od dzisiejszych. Rycerz feudalny nie był przyzwyczajony do karności - był niemal od dzieciństwa panem u siebie i, poza władzą ojca oraz dalekiego często suwerena, żadnego autorytetu nie uznawał. Ponadto wstępowali do zakonów rycerskich ludzie o duchu niespokojnym, utracjusze, pokłóceni z kościołem, nawet zbrodniarze, bv pod jarzmem reguły czynić pokutę i odmienić życie. Tych odrazu chwytano żelazną ręką i łamano lub wypędzano. Ale też element ludzki był w zakonach rycerskich XII i XIII wieku pierwszorzędny. Ludzie zrośnięci z koniem, nieznający wygód, ujęci w karby żelaznej dyscypliny, w wojnie widzieć musieli chwile swobody, hazard rycerski i najwyższą rozrywkę. A jeśli wśród ciężkich walk uszedł z życiem jako inwalida lub starzec - znajdował w zamkach Zakonu schronienie, gdzie do końca życia na własnem jakby przebywał, by po rozstaniu duszy z ciałem szmer pacierzy całego Zakonu towarzyszył mu w drodze na sąd Boży. I dlatego szeregi Zakonów nie świeciły pustkami.

Porządek na wojnie był ściśle uregulowany przepisami. Cechą charakterystyczną walki w epoce rycerskiej była szarża na nieprzyjaciela. Taka szarża ciężkiej kawalerji decydowała o zwycięstwie w polu. Siły były niewielkie - kilkaset, parę tysięcy ciężko zbrojnego rycerstwa - były to armje. Lekka kawalerja prowadziła rozpoznanie i ubezpieczenie, piechota strzegła taborów, wykonywała prace inżynieryjne, pomagała przy zdobywaniu twierdz. Teren do bitwy wybierano zawsze pod kątem widzenia szarży. Zaskoczenie było stosowane na wielką skalę.

Przepisy walki nie są liczne w regulaminie krzyżackim. Najtrudniejsze było przejście z marszu do bitwy. Rycerz miał zawsze conajmniej trzy konie. Jeden z nich, zwany "palefridus", "palefroi", służył mu, jako koń podróżny, podjezdek. Drugi był koniem bojowym - zwano go "dextrarius", "dextrier", bo go pachołek, jadący na trzecim koniu, prowadził zawsze po swej prawej stronie, W marszu pachołek z koniem bojowym jechał przed rycerzem lub obok niego. Gdy z marszu przechodzono do bitwy, rycerze zsiadali z podjezdków, oddając je pachołkom, zapewne z lewej strony. Następnie każdy rycerz obchodził konia pachołka od przodu i siadał na konia bojowego. Pachołkowie z podjezdkami w lewem ręku zostawali w miejscu, by nie było zamętu. Gdy rycerze, dosiadłszy koni bojowych, wysunęli się na czoło - przed pachołkami stawał jeden z braci sierżantów z proporcem i obejmował dowództwo nad koniowodami. Stał on w odpowiedniem miejscu aż do powrotu rycerzy. W razie klęski i odwrotu koniowodom nie pozostawało nic innego, jak szybkie wycofanie się. Krytycznym momentem było przesiadanie rycerzy na konie bojowe i z koni bojowych na podjezdki. Była to chwila, w której nie tylko zaskoczenie, ale nawet nieład mogły być fatalne.

Przepisów o szarży zawiera regulamin mało. Nie było wolno szarżować indywidualnie, rycerze, dosiadłszy koni bojowych, stawali w szyku zwartym przy chorągwi. Chorąży był w bitwie najważniejszą osobą. On bowiem dawał znak szarży, znak zbiórki czy odwrotu. Był on specjalnie ubezpieczony orszakiem, który musiał walczyć w jego pobliżu. Żadnych znaków poza dawanemi chorągwią regulamin nie przewiduje, niewątpliwe wobec ograniczonego pola widzenia rycerzy w hełmach z przyłbicami lub w hełmach kotłowych.1) Również wobec zgiełku, tylko taki sposób wydawania rozkazów był celowy. W chwili szarży nie obowiązywał żaden szyk zwarty. Każdy jechał wedle sił. Był jednak obowiązek utrzymania łączności wzrokowej z chorążym i wracania do niego wedle potrzeby. O heroldzie czyli właściwie trębaczu przepisy nie wspominają, jeśli chodzi o bitwę. Być może jednak, iż był on czasem używany do rozkazodawstwa.

1) Porównaj obecne dowodzenie w broni panc.! - przyp. Redakcji.


Marsze zajmuią wiele miejsca w regulaminie krzyżackim. Siodłanie było dozwolone tylko na rozkaz. Rozróżniano tu dwa rozkazy. Rozkaz siodłania zwykły, obejmował pozwolenie troczenia worków "małemi rzemieniami". Do troczenia "wielkiemi rzemieniami" potrzebny był osobny rozkaz. Zapewne regulamin mówił przy troczęniu "małemi rzemieniami" o jukach na obu podjezdkach, rycerza i pachołka. Zawierały one zapewne, jeśli chodzi o rycerza, jedną zmianę odzieży, worek do spania, owies i siano dla koni, może trochę żywności. Natomiast owo troczenie "wielkiemi rzemieniami" obejmowało zapewne zwijanie i składanie na siodła namiotów oraz innego sprzętu obozowego, do przewożenia którego służyły konie juczne. Prowadzili te konie pachołkowie "karawanowi", zwani tak od karawany, jaką konie juczne tworzyły.

Po siodłaniu wydawał dowódca przez herolda czyli trębacza rozkaz do wsiadania. Zapewne i siodłanie było przez trębacza wygrywane. Przy wsiadaniu należało zwracać uwagę, czy czego nie zapomniano. Obowiązek ten spoczywał na rycerzu, który był zwierzchnikiem braci sierżantów i pachołków, stojących z nim razem na jednej kwaterze. Wsiadanie odbywało się zawsze na kwaterach - zbiórki w wodzach na placu alarmowym regulamin krzyżacki nie zna. Zbiórka była, jak można sądzić, w rozwiniętym. W pierwszym szeregu stali rycerze, w dalszym bracia - sierżanci i pachołkowie. Miejsc stałych nie było, każdy stawał w kolejności przybycia. W chwili zajeżdżania na miejsce - niewątpliwie po jednemu - rycerz miał stać z boku i sprawdzić raz jeszcze siodłanie i uzbrojenie swoich ludzi. Miejsce dla niego rezerwowali jego sierżanci. Zmiana miejsc była zakazana, ale wolno było rycerzom wyjeżdżać na krótkie rozmowy. Wynika z tego, że szyk rozwinięty był bardzo głęboki, zależnie od ilości sierżantów. Czy i w bitwie i w marszu sierżanci stali razem z rycerzami - nie jest pewne, zdaje się jednak, że nie. W marszu pachołek miał się posuwać obok rycerza lub przed nim. Był więc używany do przemarszów szyk jakiś, bliżej nie znany. Jeżeli pachołek obok rycerza jechał wraz z koniem bojowym - była to kolumna trójkowa. Jeżeli pachołek miał z koniem bojowym jechać przed rycerzem - byłaby to kolumna dwójkowa. Na sierżantów miejsca tu niema. W marszu przestrzegano jazdy na ogonach, wyprzedzanie było zakazane. Sierżantów wydzielano zapewne w osobny hufiec i z nich wysyłano patrole. Wobec tego zdaje się być jasne, dlaczego regulamin nie wspomina o nich w marszu czy w bitwie. Nie wiadomo jednak, jak odbywało się przejście z rozwiniętego do kolumny trójkowej, skoro za rycerzem stali sierżanci. Być może jednak, iż zaraz za rycerzem stał pachołek z koniem bojowym i kolumna formowała się przez indywidualnie wykonany zwrot w prawo lub w lewo rycerza i pachołka z koniem bojowym. Sierżanci robili zwrot albo równocześnie, albo osobno i formowali osobną kolumnę. Każdy z nich miał tylko jednego konia.

W przepisach marszowych silny nacisk położono na zasadę, że nie wolno, poza koniecznością przeprawy, dwom ludziom jechać na jednym koniu. Chodziło tu o szanowanie koni, a kandydatami do owej jazdy we dwóch byli zapewne ci, którzy konie potracili w walkach czy marszach. Nadużycie musiało być częste, skoro trzeba je było specjalnie wymieniać.

W marszu wolno było rozmawiać. W marszach nocnych, choć po komplecie, wolno było też rozmawiać, ale na tematy budujące - bezwątpienia chodziło o to, by rycerze nie spali na koniach. Specjalna wzmianka o marszach nocnych wskazuje, iż były często stosowane. Istotnie klimat Palestyny i potrzeba zaskoczenia dyktowały taki sposób posuwania się. Wiemy też o bitwach, które toczono o świcie, pod obozem Saracenów, na który nagle natknęła się straż przednia.

W marszu rozkazy wydawano przez chorążego. I tu herold stoi na miejscu drugiem - zapewne ze względu na zachowanie ostrożności. Chorąży dawał m. i. znak do pojenia koni w marszu przez to, że sam konia poił. Pozatem przy przeprawie pojenie było zakazane, a to dla uniknięcia zamętu. Przy przeprawach można było spodziewać się zasadzki. Jednak warunki klimatyczne podyktowały tu wyjątek: jeżeli bród był tak szeroki, że przy pojeniu nie przeszkadzał innym w przeprawie, rycerz mógł poić konie. Musiało to jednak wywoływać zawsze dość znaczny nieład i konieczność dopędzania.

Stawanie na postój było chwilą, w której łatwo było ulec zaskoczeniu. Przepisy były tu szczegółowe. Miejsce obozu wytykano przez zatknięcie chorągwi i otoczenie sznurami miejsca na kaplicę. Wytyczenie obozu nie było jeszcze rozkazem rozbijania go: tylko w. mistrz i kapelani natychmiast mogli stawiać namioty swoje oraz namiot, przeznaczony na kaplicę. Reszta czekała w szyku konnym na rozkaz w. marszałka. Namioty stawiano dookoła kaplicy tak, by konie były na wewnątrz łańcucha namiotów. W ten sposób łatwiej było ich pilnować. Jeden namiot przypadał według późniejszych przepisów na 4-ch braci. Zapewne zasada ta była stosowana od początku, zasadniczo bowiem zakonnicy sypiają albo pojedynczo, albo conajmniej po trzech. Dookoła namiotów musiało być wiele miejsca na konie, ponieważ dostojnicy mieli liczne poczty: w. mistrzowi towarzyszyło na wojnie 16 ludzi z 18 końmi. Sam w. mistrz miał stale 4 konie do osobistego użytku, a na wojnie dostawał jeszcze dwa - obrządzało je zapewme 3 pachołków. Do tej liczby dochodziło 6 konnych w poczcie, 2 konie juczne z pachołkiem, dwu rycerzy (napewno z pachołkami), dwu pieszych gońców. W. marszałek miał w poczcie swoim dwu braci, prócz tego wicemarszałka, 2 turkopolów, z których jeden wiózł proporzec, prócz tego konie osobiste i pachołków. W. komtur prócz koni własnych miał w orszaku 2 braci i 2 turkopolów. W ten sposób dookoła kaplicy musiał być wielki majdan, z zewnątrz otoczony łańcuchem namiotów, przyczem stawiano je w kolejności przyjazdu.

W czasie działań wojennych, w okolicach niebezpiecznych, mimo rozbijania obozu, nie było wolno bez osobnego rozkazu rozkiełznywać czy karmić konie. Widocznie konie osiodłane, a może i rozsiodłane, ale okiełznane stały tak długo, aż dowódca uznał, że można je karmić bez niebezpieczeństw zaskoczenia.

W obozie panował surowy rygor. Nie było wolno bez rozkazu lub pozwolenia wysyłać z obozu koni po drzewo czy trawę. W razie wysłania nakazane było, by siodła przykrywać, aby się nie niszczyły. Jeżeli rycerz miał 2 pachołków - wolno mu było wysłać poza obóz tylko jednego. Z obozu wolno było wychodzić tylko na odległość wołania, by natychmiast być na wypadek potrzeby. W obozie nie było wolno chodzić w odwiedziny, szczególniej do nie - krzyżaków. Każdy miał być przy swoich koniach i swoim namiocie, conajwyżej wolno było pójść do sąsiadów z hufca, i to krzyżaków. Odwiedzanie krzyżaków dalej stojących i obcych było dopuszczalne tylko za specjalnem pozwoleniem. Chodziło tu o utrzymanie porządku, ale też i o co innego. Nie należy przypuszczać, by te zakazy powstały z obawy zdrady tajemnic - raczej chodziło o utrzymanie i wychowanie cnoty żołnierskiej. Krzyżak zostawał w obozie krzyżakiem i to należącym do określonego hufca - z nie-krzyżakami nie było mu wolno bliżej żyć.

Rozkazy wydawano w obozie wołaniem lub trąbką. Dlatego też herold (trębacz) zawsze stał razem z chorążym. Wołanie herolda lub jego trąbka były rozkazem obowiązującym. Oczywiście herold musiał być specjalnie dobierany pod kątem widzenia głosu. Obok herolda wydawał też pewne rozkazy kapelan przy pomocy dzwonka. Dzwonił on na godziny kanoniczne, nieszpory i kompletę, gdyż krzyżacy w marszach modlili się tak samo, jak u siebie w zamkach. Tylko dwu godzin kanonicznych - nony i nieszpór nie mógł kapelan kazać wydzwaniać bez pozwolenia w. marszałka. Były to modlitwy popołudniowe i wieczorne - zapewne trzeba było koordynować modlitwy z karmieniem koni. O północy i o 4 rano budził kapelan braci dzwonkiem, a kto miał namiot bliżej kaplicy szedł zwoływać sąsiadów i budzić śpiących. W ciszy uśpionego obozu odzywał się wówczas szmer modlitw, a zbudzone konie potrząsały niespokojnie łbami...

Zna regulamin krzyżacki pogotowie bojowe. Rycerze stali w rynsztunku przy osiodłanych koniach. Nie było wolno zdejmować zbroi czy odkładać oręża bez rozkazu, tak samo, jak nie było wolno dosiadać koni.

W razie alarmu ci, którzy byli uzbrojeni i najbliżsi wroga szli odrazu walczyć - reszta zbroiła się, dosiadała koni i stawała pod chorągwiami. Walczący mieli wytężyć wszystkie siły, by za wszelką cenę zatrzymać wroga i dać możność zorganizowania oporu. Musiały być owe zaskoczenia dość częste w Palestynie w czasie wojen krzyżowych. Jednak o ubezpieczeniu nie mówi nic reguła krzyżacka! Niewątpliwie musiało ono istnieć. Ponieważ jednak używano doń turkopolów, a nie braci-rycerzy, nie wyszczególniono zasad w regule, tylko dla braci przeznaczonej.

Organizacja taborów jest mało znana. Używano do przewożenia sprzętu koni jucznych i mułów, które wiedli pachołkowie karawanowi. Była też kuźnia polowa, którą zarządzał zwykle sierżant, podobnie jak siodlarnia i rymarnia polowa. Przy kuźni był zapewne lazaret koński. Jak wspomniano, taborem dowodził w. marszałek, a oficerem furażowym był wicemarszałek. Zaprowiantowanie ludzi należało do szafarza, który podlegał w. komturowi. Braciom wolno było zbierać dla siebie owoce i trawę - resztę zdobytej żywności mieli odsyłać szafarzowi, a ten decydował, czy zostawić im ją do użytku, czy zabrać do zapasów ogólnych. Bracia, którzy dzięki szafarzowi mieli w ten sposób więcej żywności, byli moralnie zobowiązani do udzielania innym. Wobec centralizacji zaprowiantowania funkcje szafarza były trudne i odpowiedzialne. Musiał on dbać o napój, żywność, opał. Kuchni zresztą nie było - stąd każdy gotował dla siebie i posyłano pachołków po drzewo i suchą trawę na podpałkę podczas postojów. Zdaje się, że zaprowiantowanie było skąpe wobec trudności transportowych i trzeba było liczyć na polowanie oraz rabunek kraju nieprzyjacielskiego, by wyżywić wojsko.

Kawalerja krzyżacka obok kawalerji templarjuszów i joannitów zdobyła sobie zaszczytną kartę w dziejach wojen krzyżowych, a głównie w podboju Prus. W Palestynie działali głównie templarjusze i Joannici, których żelazne hufce łamały wielekroć silniejsze oddziały muzułmanów. To też nieraz w czasie wojen saraceni nie brali do niewoli rycerzy zakonnych. Krzyżacy, wojsko równie świetne, powołani zostali przez Konrada Mazowieckiego dla podboju Prus. Liczba krzyżaków w Prusach była śmiesznie mała - wraz ze służbą mogli dysponować kilkuset konnymi, w tem stu kilkudziesięciu braćmi. Ale wartość bojowa krzyżaków była tak wielka, że w ciągu 10 lat od przybycia dotarli aż nad Pregołę, w ciągu następnych 30 lat złamali dwa powstania pruskie, rozszerzyli granice zdobyczy i wznieśli szereg zamków w podbitym kraju. Podbój Prus pogańskich przypomina podboje europejczyków w Afryce i Azji. Coprawda krzyżacy nie posiadali takiej wyższości w broni, jaką mieli europejczycy, uzbrojeni w udoskonaloną broń palną, i nie mogli wywierać tak wielkiego moralnego wrażenia na ludy podbijane. Ale wewnętrzna dyscyplina i wartość moralna (w znaczeniu przynajmniej wojskowem) każdego rycerza - zakonnika były tak wielkie, iż kompensowały ową niższość w uzbrojeniu. Krzyżacy przez podbój Prus dokonali jednego z najświetniejszych czynów militarnych w dziejach. To też autorytet Zakonu w sprawach wojskowych stanął odrazu bardzo wysoko. W XIV wieku z całej Europy zjeżdżali się rycerze na wyprawy przeciw Litwie, by uzyskiwać pasowanie na rycerza i przypatrywać się krzyżackiej armji. Coprawda nie były to już wojska, które Prusy zdobyły: walczyli pod chorągwiami Zakonu zaciężni i pospolite ruszenie, a bracia sprawowali tylko dowództwo. I wśród nich było rozprzężenie: w. mistrz Winrych z Kniprody (1351-1382) musiał wydawać statuty przeciw tym, ktorzy odjeżdżali od chorągwi. Ale upadek militarny krzyżaków odsłoniła dopiero klęska grunwaldzka, a właściwie panika, która po niej wybuchła: cnota żołnierska już nie gościła w dumnych zamkach braci krzyżowych.



Powrót do spisu treści rocznika Powrót