skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1934/3 (101) poz.5

MJR. JÓZEF TRENKWALD

ROZWÓJ I RACJA BYTU NATURALNEGO SYSTEMU JAZDY KONNEJ.

"Tylko koń posłuszny w terenie
jest zupełnie opanowany".



Rozwój sztuki jeździeckiej jest ściśle związany z wymaganiami, które w poszczególnych epokach stawiano koniowi w jego użyciu. Zwalczanie nowopowstałych prądów i nowych zasad, które się odbywało, odbywa i zawsze odbywać będzie, jest objawem zupełnie naturalnym i nie ogranicza się zresztą tylko do sztuki jeździeckiej, lecz towarzyszy każdej ewolucji zapatrywań w dziedzinach, czy to sztuki, czy techniki, czy też nauki.

Co do sztuki jeździeckiej, to literatura fachowa, szczególnie z końca XIX wieku, pełna jest tej walki, którą dziś w dalszym ciągu przeżywamy. Jeden objaw jest ciekawy: mianowicie, że ci sami ludzie, którzy kilkadziesiąt lat temu oburzali się, że starsza generacja uważała ich za rewolucjonistów w jeździe konnej, nie mogą dziś zrozumieć i z tem się pogodzić, że czas zrobił swoje, że ich inowacje były tylko jednym stopniem na schodach ewolucji.

Pogodzenie się z postępem nie zmusza do pochopnej zmiany swoich zapatrywań, lecz po co go zwalczać, gdy się go i tak nie wstrzyma, a co najwyżej przeszkadza.

Jak wspomniałem, sztuka jeździecka, t. zn. uprawianie jazdy konnej i ujeżdżanie koni, rozwinęła się, w zależności od końcowych wymagań, stawianych jeźdźcowi i koniowi, przyczem odegrały dużą rolę warunki życiowe w poszczególnych okresach. Jest zrozumiałem, że ze zmianą końcowego celu uprawiania jazdy konnej i forma zewnętrzna tej jazdy musiała się zmienić. Koń przedstawiał i przedstawia jeszcze dziś dla człowieka różną wartość i rózny był, jest i będzie sposób jego użycia: jako środek do walki o byt, jako towarzysz przy zdobywaniu żywności lub w walce z wrogiem, jako pomocnik przy uprawie roli, przy przenoszeniu lub przewożeniu ciężarów, jako środek komunikacyjny pod wierzch i w zaprzęgu, w końcu jako przedmiot luksusowy.

Nas, jako jeźdźców - głównie interesować będą tylko te gałęzie, w których koń jest użyty pod wierzchem. Szczególnie sposoby walki i związane z nimi zadania, stawiane jeźdźcom i koniom, piętnują rozwój sztuki jeździeckiej. To, co dawniej, - szczególnie w narodach par exellence bitnych na koniu - przechodziło ustnie z ojca na syna, z czasem zostało ujęte w przepisy i podręczniki, gdyż przygotowanie coraz większych mas do walki zmusiło do ustalenia zasad w wyszkoleniu tak jeźdźców, jak i koni. Widzimy przytem, że wraz ze zmianą sposobu użycia jeźdźca i konia w walce zmieniają się i poglądy na wyszkolenie tak jednych, jak i drugich. Prócz tego cechy indywidualne narodów, ilościowy i jakościowy stan koni, warunki terenowe i klimatyczne - odgrywają dużą rolę w tej ewolucji.

Od jeźdźca na oklep doszło stopniowo do jeźdźca walczącego w ciężkiej zbroi. Z wynalezieniem broni palnej ustępuje ciężka zbroja, równocześnie zwiększają się wymagania ruchliwości i szybkości.

W XVI wieku rozwija się szkoła klasyczna, której ruchy miały wówczas swoją rację bytu w praktycznem użyciu konia; pesady i krupady chroniły jeźdźca przed ciosem, kaprjola nie dopuszczała atakującego z tyłu.

Szkoła klasyczna utrzymała się dotychczas, gdyż wykorzystywano ją w wszelkich popisach i pokazach, w które szczególnie obfitował cały XIX wiek.

Następny okres, który jest rozkwitem używania dużych mas kawalerji, mimo, że żąda wielkiej ruchliwości zwartych oddziałów, nie wymaga szczególnej zręczności poszczególnych jeźdźców.

Jazda dzieli się na lekką (do rozpoznania) i ciężką (do bitwy). Coraz większa skuteczność broni palnej, zmusza stopniowo do coraz większego rozdrobnienia oddziałów w akcji; wymagania szybkości i pokonywania terenu się zwiększają; teren musi być wykorzystany, musi więc być dostępnym dla jeźdźca. Pojedynczy jeździec odzyskuje swoją wartość; występuje jako towarzysz, względnie obsługa nowoczesnych środków bojowych, by, zależnie od położenia, walczyć konno lub pieszo. Rozdrobnienie nawet najmniejszych jednostek podczas akcji, wymaga, by poszczególni jeźdźcy byli zupełnie niezależni od terenu. Bardziej, niż kiedykolwiek, zwiększyły się wymagania pod względem wytrzymałości, szybkości i zdolności pokonywania pojedynczo trudności terenowych, gdyż jedynem polem działania kawalerji w akcji jest sam teren ze wszystkiemi swemi nierównościami i przeszkodami. Poza akcją bojową nowoczesna kawalerja również posługiwać się będzie siecią komunikacyjną; lecz coraz dalej od npla i coraz częściej będzie musiała się posuwać w terenie. Pierwszy lepszy napad lotniczy i coraz dalej sięgająca donośność ognia artyleryjskiego tego wymagają. Więc kawalerzysta, który nie będzie mógł szybko i łatwo posuwać się w każdym terenie, który nie potrafi przenieść swego sprzętu ogniowego jaknajszybciej i jaknajbliżej npla, by potem, zależnie od położenia w konnej lub pieszej walce wręcz, szukać rozstrzygnięcia, będzie - mimo swego technicznego uzbrojenia - bezużytecznym.

Analizując wymagania stawiane dzisiejszej kawalerji pod względem jeździeckim, dochodzimy do wniosku, że są one w głównych zarysach dwojakie: wielka zdolność marszowa większych lub mniejszych oddziałów i umiejętność szybkiego posuwania się w każdym terenie, szczególnie w szykach luźnych, t. zn. pojedynczych jeźdźców. "Ćwiczenia walki" w czasach pokoju w poszczególnych okresach, przystosowane są do walki rzeczywistej i rodzaj tych ćwiczeń często lepiej wskazuje na istotne potrzeby, niż oficjalne instrukcje wyszkoleniowe.

Po turniejach rycerskich przychodzi okres karuzeli; w XIX wieku znikają karuzele, na ich miejsce wstępują polowania za psami i sport wyścigowy, mające na celu szkolenie jeźdźca i konia w terenie. Stopniowo przeistoczyły się walki ćwiczebne w zawody sportowe. Sport wyścigowy dziś bardziej, niż dawniej, służy hodowli.

W innych zawodach sportowych wysunęło się na pierwszy plan jednostkowe wyszkolenie konia pod względem jego opanowania, umiejętności przebywania przeszkód i posuwania się w terenie, szybkości i wytrzymałości. I dziś mamy wszechstronne próby konia wierzchowego (championat de cheval d'armes), polowania par force, biegi na przełaj, zawody o mistrzostwo wojska, biegi gońca i patroli, które coraz trafniej oceniają cechy dobrego konia i jeźdźca wojskowego.

Ze zmianą wymagań końcowego celu ujeżdżenia, musiała też nastąpić zmiana poglądów na pracę przygotowawczą. Z chwilą - gdy szkoła klasyczna stała się nieżyciową, musiało dojść do rozłamu między nią a jazdą użytkową. Pierwszy przełom w zasadach klasycznej sztuki jeździeckiej widzimy w XVIII wieku; lecz wymagania ówczesnej jazdy użytkowej, które doprowadziły do tego przełomu, są jeszcze dalekiemi od wymagań dzisiejszych. Manewrowanie w zwartych masach i walka wręcz w przewalających się falach boju kawaleryjskiego, wymagały więcej zwrotności aniżeli szybkości i zdolności przebywania różnego terenu, które musi posiadać koń użytkowy dzisiejszy.

Osadzenie konia (przesunięcie jego punktu ciężkości bardziej do tyłu), by zad konia bardziej wykorzystać do noszenia ciężaru masy konia i jeźdźca, było wymagane i wyrobione; sprzyjało to ostrym zwrotom i chodom skróconym, lecz pociągało za sobą utratę możności pełnego wykorzystania siły popędowej zadu, co jest jego głównem zadaniem, szczególnie tam, gdzie chodzi o pokonywanie nierówności terenowych i o rozwinięcie szybkości.

Koń miał być bezwolnem i niesamodzielnem narzędziem, któremu jeździec ciągle regulował równowagę dla panowania nad nim. Przeszkadzało to w najwyższym stopniu rozwojowi szybkości, wytrzymałości i zdolności pokonywania nierówności terenowych, gdyż wytrzymałość wymaga płaskiego, rozprężonego i przez to siły oszczędzającego chodu. Szybkość i zdolność przebywania nierówności terenowych wymagają równowagi, którą nie jeździec, lecz sam koń dysponuje. W samodzielności konia zaś leży pewność przebywania trudnego terenu. Stopniowo zasady klasycznej szkoły stają się coraz bardziej przesiąknięte racjonalnemi zasadami, idącemi w kierunku rozwoju nowowymaganych właściwości konia użytkowego.

I tak doszło do t. zw. "Campagneschule"; jest ona jednak utworem połowicznym i często ma wyraz niezrozumianej jazdy klasycznej, gdyż przejęła dużo ze szkoły klasycznej, co tam miało znaczenie, lecz tu okazało się bezużytecznem, a nawet zawadzało. Dopiero Caprilli w początkach XX wieku staje się twórcą naturalnej sztuki jeździeckiej i daje podstawę wszystkim nowopowstałym systemom, mającym na celu jazdę użytkową.



* * *


Właściwie powinno się samo przez się rozumieć, że ujeżdżenie dzisiejszego konia użytkowego powinno polegać na wyszkoleniu, które go robi łatwym do prowadzenia i zdolnym do przebywania z odpowiednią szybkością najtrudniejszego terenu, wyrabiając przytem jego wytrzymałość. Jedynie rezultaty osiągnięte w terenie są miarodajnemi dowodami, czy wyszkolenie konia użytkowego było racjonalne. Dodatnie wyniki w dziedzinie tych wymagań - które dała szkoła klasyczna lub inna niż naturalna, nie zostały osiągnięte dzięki, lecz mimo niej, według przysłowia, że: "niema reguły bez wyjątku". Wszyscy wrogowie naturalnego systemu niech pamiętają, że 50 lat temu robiono jeźdźcom, którzy jeździli według poglądów dziś przez nas zarzuconych, te same zarzuty, co dziś nam, mianowicie: brak ujeżdżonych koni, upadek sztuki jeździeckiej i t. d.; a przecież tak samo, jak i tamci - tak i my dostosowujemy się tylko do aktualnych warunków.

Poniżej przytaczam kilka przykładów, by udowodnić, że tak było.

Major policji niemieckiej (przed wojną zawodowy oficer armji niemieckiej) S. Freyer pisze w swojej książce "Neues Reiten": - "gdy około 1870 roku na podstawie doświadczeń z wojen, tacy jeźdźcy, jak gen. Rosenberg, wskazali drogę z ujeżdżalni na tor wyścigowy lub w teren, powstał ogólny lament, że sztuka jeździecka upada. Nazywano to "anglomanją", jeżeli ktoś wcześniej wyjechał w teren ze swoim koniem - nim go tak na kołach "nie nadroczył", że i po parugodzinnej pracy na świeżym piasku ślad kopyt na kołach "nie był szerszy, jak dwie szerokości kopyt".

A Otto v. Monteton pisze w r. 1893:

"Angielski kłus musi być zakazany na marszach, gdyż nie pozwala na uważną pracę łydkami, co jest koniecznem; koń tylko w ćwiczebnym kłusie może iść rozprężony i przez to ten kłus mniej go męczy; zresztą żołnierze (niemieccy) za krótko służą (3 lub 4 lata) - by ich uczyć dwóch rodzajów kłusa". Między innemi proponuje ten autor zaprowadzenie wyścigów oficerskich na dystansie najwyżej 1200 m. z 15 przeszkodami, w tempie 300 m. na minutę, co jest, zdaniem jego - tempem dość ostrem, w którem "rozumni" jeźdźcy pokonują jeszcze przeszkody (tempo galopu 300 m./min. jest tempem dzisiejszego naszego galopu dla oddziałów linjowych). Twierdzi, że pochylenie tułowia wprzód podczas jazdy jest dosiadem szczególnie nadającym się do skręcenia sobie karku! Ubolewa, że na wyścigach widuje się tyle "niewojskowych sylwetek" jeźdźców.

To są zapatrywania, z któremi dzisiejsi wrogowie naturalnego systemu prawdopodobnie się nie zgadzają i, czytając je swego czasu, odnosili te same wrażenia, co i my dzisiaj - czytając ich wywody, bo według ich mniemania - sztuka jeździecka dopiero dziś upada i dopiero dziś nie mamy ujeżdżonych koni, a to z winy naturalnego systemu. A pamiętajmy, że stanie na miejscu jest równoznaczne z cofaniem się i że żyjemy w okresie, w którym ewolucja sztuki jeździeckiej występuje tak jaskrawo, jak to się odbywa raz na parę wieków.

Odrodzenie jazdy użytkowej nastąpiło tak samo, jak za czasów "anglomanji" pod hasłem odłączenia się od jazdy klasycznej, względnie maneżowej. Jest to najlepszym dowodem, że wymagania w użyciu konia nie zgadzają się z poglądami jazdy klasycznej. Zasady jazdy klasycznej i pod jej wpływem powstałych systemów nie pogodzą się nigdy z zasadami naturalnego systemu; powodem tego jest żądanie od konia innej postawy i równowagi na innych zasadach. Z tych samych powodów rozwija się też u jeźdźca zupełnie inne wyczucie konia. Zasady ujeżdżenia konia maneżowego i użytkowego, mając inne cele końcowe, nie mogą być jednakowe, dlatego też się połączyć nie dadzą. Twierdzenie, że można konia "ujeździć" według sztucznego systemu, a "skakać" według naturalnego, wskazuje tylko na niezrozumienie naturalnego systemu, gdyż sposób skakania w tym systemie jest tylko wynikiem i częścią naturalnego sposobu ujeżdżenia.

Nie wchodząc w krytykę naszych regulaminów (Reg. Kaw. cz. II. i Instrukcja ujeżdżania remont) - chcę tylko naszkicować przeciwieństwa systemu sztucznego i naturalnego. Regulaminy nasze wydane w 1926 r. wymagają bezwzględnie rewizji, gdyż było to pierwsze wydanie i, mimo zdrowych zasad, posiadają naleciałości z minionej ery. Nie uwzględniają w całości dzisiejszych potrzeb, a jak one były życiowe, wskazuje na to zastosowanie odchyleń w praktyce. Jako przykład nadmieniam tu tylko "półsiad" w galopie. Jest to zresztą zrozumiałe, gdyż dopiero praktyczne zastosowanie tych regulaminów i czas wykazały braki i błędy.



* * *


Cała teorja systemów sztucznych oparta jest na matematycznych obliczeniach zasad ruchu i gimnastyki ciała konia, lecz nie uwzględnia prawie całkiem psychicznych właściwości konia. Dowodem tego jest fachowa literatura XIX wieku.

Psychiczne właściwości konia są wynikiem działania jego zmysłów wraz z aparatem nerwowym, poci postacią jego woli, instynktu, temperamentu i t. d. Tylko uwzględnienie i wyrobienie właściwości psychicznych konia, pozwala na zwiększenie jego wydajności w użyciu, gdyż podporządkowanie sobie jego woli dla chętnego wykonywania wymagań jeźdźca jest bardzo ważnym czynnikiem podczas dużego wysiłku. Systemy sztuczne dążyły do zrobienia z konia bezwolnej maszyny w rękach jeźdźca; w systemie naturalnym zaś, samodzielność konia jest wybitnie podkreślona i wymagana. Zasady sztucznych systemów, zupełnie mylnie wyprowadzając zdolność użytkową konia z zewnętrznych form, robiły z tych form cel, który należy osiągnąć, nie licząc się z tem, że bardziej celowem jest u konia użytkowego harmonijne nastawienie woli konia na wolę jeźdźca, niż samo podporządkowanie sobie ciała konia. Największe opanowanie ciała nie decyduje jeszcze o posłuszeństwie, szczególnie w chwilach decydujących, gdy koń musi dać z siebie wszystko.

Uwzględniając instynkt konia i sposób zwierzęcego myślenia, nie trudno przez racjonalne wychowanie i logiczne postępowanie przy stawianiu wymagań w ujeżdżaniu, skoordynować wolę konia z wolą jeźdźca.

Pod równowagą konia rozumiemy takie umieszczenie punktu ciężkości przez niego, które mu zapewnia utrzymywanie się w równowadze. Żeby więc koń był zrównoważony, musi on umieć przesuwać swój punkt ciężkości tam, gdzie wymagają tego okoliczności. Miejsce tego punktu ciężkości zależy od indywidualnej budowy konia, od jego obciążenia, od stawianych wymagań i sposobu pracy, od konfiguracji i rodzaju gruntu po którym się posuwa, od rozmachu ruchu i wynikającym z tego prawie bezwładności. By zmiany te były pewne, muszą być wykonywane przez samego konia i następować automatycznie.

A więc pracę nad zrównoważeniem konia należałoby nazwać pracą nad stabilizacją jego równowagi, gdyż równowagę już posiada z natury i chodzi tylko o pewne i płynne przesuwanie swego punktu ciężkości, zależnie od okoliczności. O ile sztuczne systemy uzależniają punkt ciężkości konia od woli jeźdźca, który narzuca koniowi jego położenie różnemi sposobami, to system naturalny zostawia koniowi zupełną swobodę w odnalezieniu położenia swego punktu ciężkości, zmienionego przez ciężar i wymagania jeźdźca, przyczem jeździec dostosowuje zawsze swój punkt ciężkości do punktu ciężkości konia, t. zn. podąża zawsze tułowiem za ruchem konia. Koń przez to odnajduje swoją pewność, zaufanie do siebie i staje się samodzielnym. Jeździec reguluje oględnie i stopniowo tempo i kierunek. Zewnętrzną oznaką tego przesuwania punktu ciężkości przez konia, są różne jego postawy; szczególniej szyja z głową jest tym wahadłem wyrównawczem. Z tego wynika swoboda w przyjęciu postawy przez konia, która musi być zawsze naturalną, gdyż równowaga jest harmonją między postawą a ruchem (impulsem). Przy pracy nad stabilizacją równowagi konia, należy go więc ćwiczyć w szybkiem i pewnem przesuwaniu swego punktu ciężkości: do przodu i do tyłu: przez zmianę tempa w chodach, zmianę chodów, skakanie i pokonywanie nierówności terenowych, na boki: przez wyrobienie zwrotności. Naturalna i wolna postawa nie dopuszcza też do usztywnienia i niezamierzonego naprężenia mięśni, co jest podstawą rozprężonego konia. Tylko jaknajlżejsza łączność ręki za pomocą wodzy z pyskiem konia i podążanie we wszystkich okolicznościach rękoma za ruchami głowy i szyji, zapewniają koniowi wolną, naturalną postawę, która pozwala mu równocześnie na dowolne i samodzielne użycie swoich kończyn, co jest niezmiernie ważnem dla wyrobienia samodzielności w posuwaniu się, szczególnie w ciężkim terenie.

Sztuczne systemy starały się przesunąć ciężar masy konia i jeźdźca na zad dla równomiernego rozłożenia ciężaru na wszystkie cztery kończyny, co jest wbrew naturze, gdyż sama budowa przednich i tylnych kończyn (ilość i rodzaj stawów, jak również ich kąty) wskazuje na to, że przednie kończyny służą wyłącznie dla podpory masy, a zadnie mają, jako główne zadanie, poruszać masę, muszą więc być nieobciążone pracą podpierania masy, by sprostać swemu głównemu zadaniu, jako źródło ruchu. Wyrobienie skutecznej łączności ręki z pyskiem konia, jest nieodzownym warunkiem opanowania go, lecz musi następować tak stopniowo, by nie przeszkadzało nigdy naturalnej postawie. Logiczne i jaknajbardziej stopniowe postępowanie w stawianiu wymagań, nietylko w ciągu całego ujeżdżania, lecz na każdej lekcji, jest jedyną rękojmią wyrobienia skutecznej łączności bez równoczesnego naruszenia swobody postawy.

Zastosowanie więc sztucznego lub naturalnego systemu - zależeć będzie wyłącznie od końcowych celów ujeżdżenia. Tam gdzie chodzi o efektowną dla oka prezentację, o najwyższe opanowanie w skróconych chodach i na równym gruncie - systemu sztucznego nie można zastąpić systemem naturalnym; lecz tam gdzie chodzi o wydajność konia w użyciu i o zdolność wysiłku w warunkach terenowo-bojowych, system naturalny bezsprzecznie przewyższa pod każdym względem systemy sztuczne.





Powrót do spisu treści rocznika Powrót