skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1933/6 (92) poz.4

Inż. roln. STANISŁAW SZCZAWIŃSKI, podpor. rez. 7 p. uł.

KILKA UWAG O PIELĘGNACJI KONIA WIERZCHOWEGO W JEŹDZIE DALEKIEJ

Zarówno podczas wojny jak i w ciągu kilkuletniego stałego używania konia "w cywilu", wyniosłem pewne zasady obchodzenia się z koniem wierzchowym w jeździe dalekiej, niezupełnie zgadzające się z metodą stosowaną w wojsku.

Ponieważ stosowanie tych zasad pozwalało mi bez szkody dla koni zarówno twardych jak i bardzo delikatnych i wrażliwych odbywać najdalsze drogi we wszystkich porach roku, myślę, że nie będzie od rzeczy poruszenie na tem miejscu tak ważnej dla naszej broni sprawy.

Chodzi tu mianowicie o przesiodływanie konia w marszu i przewietrzanie części tułowia, znajdującej się pod siodłem. Od wykonywania tych zabiegów broniłem się instynktownie już, jako młody ułan, kiedy to na rozkaz dowódcy szwadronu podczas krótkich postojów w marszu "Wpuścić powietrza pod siodło!" zabieg ten starałem się tylko zamarkować, jednak go nie wykonać, bojąc się odparzenia konia.

Podczas jazd "w cywilu", bez względu czy jechałem dwadzieścia, pięćdziesiąt, czy więcej kilometrów, całą pielęgnację grzbietu konia ograniczałem do podciągania popręgów w razie ich rozluźnienia się w drodze, jednak bez poruszania siodła.

Według moich spostrzeżeń, najlepszem zabezpieczeniem się przed uszkodzeniem grzbietu konia, jest doskonałe wyczyszczenie konia i czapraka przed osiodłaniem, dokładne wygładzenie sierści w miejscu, na którem leży siodło i odrazu silnie podciągnięcie popręgów celem niedopuszczenia nieznacznych nawet przesunięć się siodła na pierwszych kilometrach drogi, kiedy koń tęchnie po wyjściu ze stajni; ostrożne wsiadanie na konia, o ile możności z pniaka lub kamienia, unikając zwieszania się całym ciężarem na jednem strzemieniu i zruszaniu siodła, jest bardzo pożądanem. W drodze częste sprawdzanie właściwego dociągnięcia popręgów i podciąganie ich natychmiast po zbytniem rozluźnieniu się. Przesiodływanie konia uskuteczniałem tylko w rzadkich wypadkach, np. po przebyciu stromych zjazdów na których siodło mogło nieco zsunąć się wprzód i podedrzeć sierść; przy wjeździe na stromy stok starałem się trzymać ręką grzywy aby nie dopuścić do zsunięcia ciężarem swym siodła w tył, powodującego zadzieranie się sierści po wydostaniu się na równą drogę; przez to unikałem po przebyciu przeszkody terenowej, szkodliwego zdaniem mojem, przesiodływania konia.

Stosując ten system, pomimo dość dużej wagi (85 kg.; w zimie, w ciężkiem ubraniu dziewięćdziesiąt kilka kg.) utrzymywałem grzbiet konia zawsze czysty, bez jakichkolwiek śladów odparzeń, pomimo przebywania jednym tchem wielu dziesiątków kilometrów.

Za wyższością systemu nieprzesiodływania koni nad systemem przesiodływania, przemawia również rozumowanie teoretyczne: siodło jest dla konia rodzajem kompresu rozgrzewającego w którym czaprak odgrywa rolę waty, a siodło ceraty. Nagłe zdjęcie tego kompresu powoduje olbrzymią różnicę temperatur między skórą konia i otaczającą atmosferą, różnicę szczególnie niebezpieczną dla rozgrzanego i rozmiękczonego przez pot grzbietu końskiego, podczas wiatru, który spędza parę z nad sierści raptownie oziębiając skórę, Zwłaszcza w zimie, tego rodzaju zabieg nie może wpływać dodatnio ani na stan grzbietu, ani na płuca konia.

Uznając w pełni tę prawdę, że nawet krańcowo różniące się systemy mogą być jednakowo dobre, o ile są stosowane konsekwentnie i stale, powodując przyzwyczajenie się organizmu zwierzęcia do nich, podaję przecież tych kilka uwag z myślą, czy nie byłoby jednak warto zastanowić się nad zmianą metody obecnie przyjętej, na powyżej opisaną, jako prostszą.



Powrót do spisu treści rocznika Powrót