skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1933/1-2 (87-88) poz.5

Rtm. 4. p. uł. JERZY BALIŃSKI.

KILKA PRZYKŁADÓW BIEGÓW DYSTANSOWYCH I PRÓB WYTRZYMAŁOŚCI *)

*) Źródła: General Leval. - Tactique de marche. Dubail. - Histoire militairc Megnin. - Le cheval et scs races. Revue de Cavalerie. Revue du Cercle militaire. Aureggio. - Chevaux de guerre. Journal des sciences militaires, 1883 - 1884.

WSTĘP.

W kilku numerach "Przeglądu Kawaleryjskiego" z r. 1924, ś. p. p. Wotowski umieścił szereg artykułów o raidach kawaleryjskich, w których przytoczył wybitniejsze przykłady wykonanych w różnych okolicznościach biegów indywidualnych w ubiegłym stuleciu, odbytych przez przedstawicieli różnych krajów.

W przeświadczeniu, iż zacytowanie jeszcze kilku ciekawszych doświadczeń wzbudzi zainteresowanie kolegów kawalerzystów i wzbogaci materjał do studjów nad zagadnieniem biegów dystansowych pozwalam sobie umieścić w naszem fachowem piśmie tę małą pracę zaczerpniętą ze źródeł, uzyskanych przeze mnie podczas stage'u w Szkole Kawalerji w Saumur.

Obecnie, gdy sprawa raidów oddziałowych i indywidualnych ujęta została przez kierownicze czynniki kawaleryjskie pod kątem wyszkoleniowym, wydaje mi się na czasie podkreślić stopień uzdolnienia konia i jeźdźca do wykonywania dłuższych przemarszów, który niezawsze dostatecznie trafnie jest oceniany, a, który, należycie wykorzystany, bezwątpienia zapewni kawalerji jej podstawową cechę - ruchliwość.

Chodzi mi z jednej strony o stwierdzenie, iż każdy przeciętny nawet koń jest zwierzęciem bardziej wytrzymałem, niż wielu sobie to wyobraża i zdolnem do bardzo dużych wysiłków z warunkiem odpowiedniego ich stopniowania i umiejętności wyzyskania jego siły drogą rozumnej pielęgnacji, karmienia i stosowania odpoczynków; - z drugiej strony, że nawet mało wytrenowany jeździec może fizycznie dać z siebie wiele, jak to wykazały próby wytrzymałości w rodzaju doświadczenia, dokonanego w Warszawie w r. 1882, o którem mowa poniżej.

Zastrzegam się, że przytaczając szereg tych przykładów, bynajmniej nie mam na celu propagowanie tej czy innej formy biegu, ani przeprowadzania rzeczowej krytyki opisanych biegów. Pozostawiam ją indywidualnym zapatrywaniom czytelnika i doświadczeniu każdego dobrego kawalerzysty, który, opierając się na niem i zdrowym rozsądku, bez trudu wyrobi sobie zdanie o ich celowości i spostrzeże ich braki.

Wszystkie przytoczone biegi mają charakter zupełnie oderwanych prób nic wspólnego nie mających z usystematyzowaną pracą wyszkoleniową, - nasuwają jednak szereg refleksyj, które pomóc mogą do wysnucia pożytecznych, dla wyszkolenia kawalerji, wniosków.

I. Marsze wytrzymałości wykonane przez kawalerzystów amerykańskich.
  1. W roku 1870 patrol, składający się z 4-ch jeźdźców 1-go pułku kawalerji wyruszył z fortu Heazney (prowincja Oregon) z korespondencją do dowódcy fortu Warner, odległego o 140 mil angielskich (mila angielska = 1700 yardom = 1069 m.).
    Przestrzeń do przebycia przebiegała przez teren dziki i poprzerzynany; źródła wody w drodze były rzadkie i złe, droga niezmiernie ciężka; 20 mil należało przebyć w terenie bardzo piaszczystym, w którym konie głęboko grzęzły.
    Oddział użył 18 1/2 godzin dla przebycia tej przestrzeni, posuwając się z szybkością 7 1/2 mil na godzinę. Konie po przyjeździe na miejsce przeznaczenia były w doskonałej kondycji. Po jednodniowym odpoczynku patrol powrócił do Heazney, przebywając dziennie od 55 do 60 mil. Zarówno ludzie jak i konie powrócili w zupełnie dobrym stanie. Marsz ten został wykonany baz żadnego uprzedniego treningu.
  2. W styczniu 1880 r. porucznik Robertson i wachmistrze Lynch i Price z 1-go pułku kawalerji wyruszyli z fortu Lapway o godzinie 22-ej w pościgu za dezerterem z pułku i przybyli do fortu Walla-Walla, odległego o 102 mile następnego dnia o godzinie 21 1/2. Teren górzysty, przez który przejeżdżali, pokryty był śniegiem grubości jednej stopy, pozatem drogi w dolinach pokryte były lodem, co spowodowało znaczne opóźnienie w marszu.
    Rozkład marszu był następujący: wyjechawszy z Lapway o godz. 22-ej, jeźdźcy osiągnęli Falthers-Ranch o godzinie 2-ej następnego dnia, przebywając 31 milę z szybkością 8 mil na godzinę. Po pięciogodzinnym postoju, na którym konie zostały nakarmione, wyruszyli dalej o godzinie 7-ej, przybywając do Dayton o godzinie 13-ej. Tu zatrzymali się godzinę i, po nakarmieniu koni, wyruszyli w dalszą drogę. Przybyli do miejsca przeznaczenia o godz. 21 1/2. Następnego dnia, wobec dobrej kondycji koni, za wyjątkiem konia porucznika Robertsona, który okulał, ruszyli w drogę powrotną, maszerując z przeciętną szybkością 5 mil na godzinę.
II. Biegi dystansowe podporucznika de la Comble.
  1. Dnia 5 maja 1882 roku podporucznik 7. pułku dragonów wojsk francuskich de la Comble na klaczy własnej wykonał przebieg z Luneville do Vitry-le-Francois, czyli na przestrzeni 159 kilom. w ciągu siedemnastu godzin. Dziesięcioletnia ta klacz, wyhodowana w okolicach Pau pochodziła od ogiera syryjskiego i klaczy z Tabes.
  2. Na skutek pomyślnego wyniku powyższego przebiegu, podporucznik de la Comble postanowił przedsięwziąć na tej samej klaczy bieg z Luneville do Paryża (350 km.) w ciągu 72 godzin i wykonał go w następujący sposób:
    • Wyjazd z Luneville w poniedziałek o godz. 14.
    • Przyjazd do Void (76 km.) o godz. 21 1/2.
    • Wyjazd z Void we wtorek o godz. 5.
    • Przyjazd do Semmesone (127 km.) o godz. 21.
    • Wyjazd z Semmesone o godz. 5.
    • Przyjazd do Crecy (108 km.) o godz. 22 1/2.
    • Wyjazd z Crecy we czwartek o godz, 6 1/4.
    • Przyjazd do Paryża (39 km.) o godz. 13 1/2.
    Jak widać z powyższej tablicy marszu klacz przebyła przestrzeń w ciągu 72 godzin, jednak bieg trwał w ciągu czterech dni, co pozwoliło jej odpoczywać trzy noce.
    Klacz miała swoje osiem godzin odpoczynku nocnego i 3 - 4 godzimy postoju dziennego. Jeździcie wykorzystywał ten czas na karmienie i odświeżanie jej oczu, nozdrzy, nóg i części rozrodczych. Na odpoczynku wieczorowym używał wody mocno rozcieńczonej octem.
    Klacz okiełznana była podwójnem wędzidłem; pod siodłem miała czaprak zamszowy. Okuta została 6 dni przed wyruszeniem w drogę.
    - Co do chodów jeździec nie stosował się do matematycznej kalkulacji wykonywania np. l km. stępem i 2, 3 lub 4 km. kłusem, lecz uzależniał chody jedynie od stanu dróg i falistości terenu. W niektórych wypadkach, gdy przejeżdżał przez teren nierówny, nie przekraczał 7 - 8 km. na godzinę, - przy sprzyjających warunkach dochodził do 10, 12, a nawet 16 km. na godzinę. Nie spieszał się ani razu, wykorzystywał jednak możliwie teren po obu stronach drogi.
    Klacz me była wypychana ani razu w czasie marszu i, po przybyciu do Paryża czyniła wrażenie zupełnie wypoczętej. Mascotte wjechała triumfalnie do Pałacu przemysłowego, gdzie w dwie godziny po przyjeździe wzięła udział w przeglądzie koni, przybyłych na konkurs hippiczny 1882 roku. Dnia następnego wzięta była do normalnej pracy. Na stanie jej zdrowia pod żadnym względem przebieg odbyty przez nią śladu nie pozostawił.
    - Zdaniem właściciela tej klaczy, główną jej zaletą była wyjątkowa wytrzymałość jej nóg i zwłaszcza płuc. Trenowana była w ciągu 2 - 3 miesięcy przed biegiem na odległościach stopniowo zwiększanych przy stosowaniu stępa i kłusa.
    Podczas treningu chody były możliwie jaknajdokładniej regulowane. Średnia szybkość używanego kłusa - 4 minuty kilometr. Stopniując wysiłki, jeździec osiągnął przebywanie kłusem długich przestrzeni. Największą odległością, przebytą kłusem bez przechodzenia w stęp był przemarsz 36 km. od Raon - l'Eatpe do Luneville po drodze równej i dobrej.
    Cała więc zaprawa konia polegała jedynie na stopniowem przedłużaniu trwania normalnego kłusa.
    Co tydzień klacz odbywała dłuższy marsz od 60 do 80 km. W dnie dzielące te etapy, trening polegał na spacerach stępem i kłusem, nie przekraczających 15 - 20 km.
    W ostatnich czasach przed przebiegiem otrzymywała 20 litrów owsa dziennie oraz raz na tydzień 2 litry ziarna lnianego zmieszanego z otrębami, dla zrównoważenia zbyt intensywnej paszy.
  3. Podporucznik de la Comble przesadził jednak w wymaganiach, stawianych swej znakomitej klaczy.
    Dnia 20 listopada tegoż roku założył się, że wykona na niej 300 kilometrowy przemarsz w ciągu 24 godzin.
    Nierozsądna ta próba miała ten skutek, że po 24 godzinnym marszu bez wypoczynku, na 264 kilometrze, Mascotte zaczęła chwiać się na nogach i w chwilę później padła bez życia.
III. Próba wytrzymałości, wykonana w Warszawie 2 października 1882 r.

Celem wypróbowana wytrzymałości jeźdźców generał Strukow, dowodzący rosyjską brygadą kawalerji w Warszawie wykonał następujące oryginalne doświadczenie: na Mokotowskiem polu ćwiczeń oznaczono tor długości 4 wiorst 440 sążni (5023 metry), który jeźdźcy przebyć mieli 41 razy, w ten sposób przebiegając odległość 213 kilometrów. Bieg miał być wykonany jedną grupą bez mijania się, zmieniając kilkakrotnie konie według uznania kierownika biegu.

Otrzymawszy warunki przebiegu, większość oficerów brygady zgłosiła się do udziału w nim, ponieważ jednak chodziło o doświadczenie, wybrano tylko dziewięciu z losowania, w tem pięciu z pułku gwardyjskiego ułanów i czterech z pułku grodzieńskich huzarów. Postanowiono losowanie dla podkreślenia, iż do próby nie zostali wybrani oficerowie fizycznie najsilniejsi i najbardziej zaprawieni. Pomimo tego, w przewidywaniu doświadczenia, niektórzy z uczestników byli już wytrenowani indywidualnie wykonywując uprzednio przebiegi do 100 wiorst.

Jeden z oficerów, pporucznik pułku grodzieńskich huzarów Talbort po przejechaniu 30 wiorst zasłabł i został zastąpiony przez swego kolegę podporucznika Millera, który też próbę ukończył.

  • Konie siodłane były dowolnie. Większość oficerów wyjechała na siodłach angielskich z filcowym czaprakiem, na podwójnej uździe sportowej z wytokiem dla utrzymania w galopie głowy konia w pozycji niskiej. Ubranie lekkie, spodnie obcisłe dla uniknięcia zatarć, buty o dłoń poniżej kolana.
  • Jeźdźcy zostali zważeni przed próbą. Najlżejszy z nich ważył 63 kg. 742 gr., najcięższy - 85 kg. 820 gr.
  • Uczestnicy wyruszyli o godzinie 6 min. 30 i zakończyli bieg o godzinie 17-ej.
  • Termometr wskazywał przy wyruszeniu + 1°. Później jednak w ciągu całego dnia wiał silny północno-zachodni wiatr, a poczynając od godziny 10-ej bez przerwy padał deszcz mieszany ze śniegiem, skutkiem czego wszyscy jeźdźcy przemarznięci byli do szpiku kości.
  • Średnia szybkość przebiegu była: l wiorsta w 2 min. 33 sekundy, okrążenia zaś toru: 12 minut 27 sekund, czyli ponad 23 wiorsty na godzinę.
  • Pierwsze okrążenie wykonane zostało w ciągu 16 minut, dwudzieste drugie w ciągu 9 minut. Wszystkie 41 okrążeń w ciągu 8 godz 30' 30".
  • Podczas próby następujące postoje miały miejsce:
    1. dla pożywienia:
      o godz. 10-tej 46' po 70 wiorstach 12' 40"
      o godz. 11-ej 17' po 100 wiorstach 35'
      o godz. 14-tej 36' 10" po 150 wiorstach 15'
      o godz. 15-tej 59' 30" po 180 wiorstach 8' 37".
    2. dla zmiany koni.
      W tym celu użyto ogółem 48' 13", Ponieważ zmieniano konie 25 razy, na każdą zamianę przypadło przeciętnie l' 55".
      Najszybsza zamiana wykonana została w ciągu 50", najdłuższa - 3'. Ogółem odpoczynki i zamiana koni zajęły l godz. 59' 30".
  • Bieg odbywał się galopem i kłusem.
    Szybkość chodów regulowana była przez dowódcę brygady zależnie od oddechu koni, objawów zmęczenia jeźdźców i koni, siły wiatru i t. p.; te same motywy kierowały nim przy określaniu długości odpoczynków, których trwanie nie było zgóry przewidziane ze względu na niemożność ustalenia w jakim czasie będą najbardziej potrzebne.
  • Do 180 wiorst zamiana koni odbywała się co 10 - 15 wiorst. Ogółem każdy koń użyty był 3 - 4 razy i wykonał bieg 40 - 50 wiorst.
  • Doświadczenie wykazało, że konie o ruchach najbardziej miękkich, a zatem najmniej męczących jeźdźca, są konie pół-krwi, a następnie konie rasy Dońskiej. Konie najbardziej męczące pochodziły z kłusaków lub z ogierów lekkich pociągowych.
  • Po próbie uczestnicy byli ponownie zważeni.
    Stwierdzono, że niektórzy stracili od 2 do 5 funtów (0,812 kg - 2,030 kg.). U kilku jeźdźców puls wykazywał 120 uderzeń na minutę.
  • Pomimo zimna stwierdzono silne pocenie się w pierwszej połowie próby, które jednak później ustąpiło.

Zauważono widoczne objawy zmęczenia uczestników na setnej wiorście, co jednak u większości oficerów minęło w drugiej połowie próby.

U niektórych jeźdźców zmęczenie zdradzało się w niemożności regulowania chodów koni, które na pierwszych wiorstach uciekały w ręku.

W wyniku jednak wszyscy uczestnicy, prócz jednego, ukończyli próbę w dobrej formie i nie skorzystali nawet ze specjalnego wypoczynku. Następnego dnia jeden z uczestników lekko zaniemógł na płuca, kilku odczuło tylko pewne ogólne bóle mięśni i ramion.

Oficerowie, którzy uprzednio przeprowadzili systematyczny trening, doskonale przetrwali próbę bez specjalnych objawów zmęczenia, z czego generał Strukow wywnioskował, iż byli oni zdolni do jeszcze ostrzejszej próby.

IV. 40 kilometrowy bieg galopem.

Dnia 6-go lipca 1884 roku dwaj oficerowie francuscy, porucznik 10 p. s. k. Terreyre i tegoż pułku porucznik Desfeux, założyli się, że przebędą galopem w krótkim czasie w jedną stronę i z powrotem odległość, dzielącą miejscowość Montoire od Vendome, gdzie stał ich pułk, łącznie 40 kilometrów. Pierwszy dosiadał klacz "Falconia", 8 lat, l m. 54, pochodzenia z Caen. Drugi - klacz "Caline", 7 1/2 lat, l m. 62 (pochodzenia niewiadomego). Wyruszyli jednocześnie o godzinie 17-tej.

Porucznik Terreyre przygalopował z powrotem o godzinie 18-tej 20', porucznik Desfeux o jedną minutę później.

Podczas biegu przestrzeń kłusowania nie przekraczała 500 metrów. Obydwaj oficerowie jechali razem, jeden za drugim.

Po przybyciu z powrotem "Falconia" została dobrze roztarta, postawiona do wody bieżącej i otrzymała wieczorem jedynie otręby z letnią wodą. Nazajutrz jeździec wyjechał na niej na codzienne zajęcia.

Klacz "Caline" padła tegoż dnia w nocy, a porucznik Desfeux po kilku dniach zmarł naskutek przemęczenia.

  • Wyczyn ten, tak tragicznie zresztą zakończony, przypomina zakład p. Casimir Perier, brata byłego prezydenta Rzeczypospolitej Francuskiej, który, będąc uczniem szkoły wojskowej w Fontainebleau, dotarł konno do Paryża, odległego o 70 kilometrów równocześnie ze swoim kolegą, który wyjechał z Fontainebleau o tej samej godzinie pociągiem.
    Bieg ten wykonany został na koniu pochodzenia francuskiego, który próbę wytrzymał.
V. Bieg i marsze wytrzymałości w Niemczech i Szwajcarji.
  1. Dwaj oficerowie niemieccy 7. pułku huzarów ks. Bernard Sachsen - Weimar i porucznik von Katzler wyruszyli z Bonn o godz. 6-tej i przybyli nazajutrz do Frankfurtu n/M. o godz. 1-ej, przebywając zatem odległość 222 kilometrów w ciągu 19 godzin.
    Ks. Sachsen - Weimar dosiadał konia pełnej krwi, por. Katzler wierzchowca pochodzenia pruskiego,
  2. Porucznik 4. pułku kirasjerów von Boehl, wyruszywszy z Munster w Westfalji o godz. 3-ciej dotarł do Oldenburga, odległego o 160 kilometrów w ciągu 18 godzin 30'. Oficer ten ważył 85 kilogramów.
    Klacz jego, rasy niemieckiej, 9 lat, odbyła ten marsz bez żadnego uszczerbku na zdrowiu i jeździec nazajutrz wyjechał na niej jak zwykle na codzienną przejażdżkę.
  3. Na paradzie dn. 4 czerwca 1885 r. w Królewcu, uczestnicy niemało byli zdziwieni ukazaniem się dużej grupy oficerów l. pułku dragonów, stacjonujących w Tylży.
    Odległość 114 kilometrów została przebyta przez nich w ciągu jednego dnia.
  4. Wachmistrz Lange z 3. pułku kirasjerów, stacjonującego w Królewcu otrzymał rozkaz, tytułem próby, doręczenia meldunku dowódcy l. pułku dragonów w Tylży. Odległość wynosiła 114 km. Żadnemi warunkami podoficer skrępowany nie był.
    Miał on upoważnienie doboru w szwadronie konia pod swoją wagę (88 kg.) i odbycia marszu na siodle angielskim przy szabli.
    - Wyruszył o godz. 4 1/2 z Królewca i przybył do Tylży o godz. 13 min. 30, zatem po dziewięciogodzinnym marszu z szybkością przeciętną powyżej 12 kilometrów na godzinę. Tegoż dnia o godz. 16 dokonano przeglądu konia, który przed komisją odbył galop.
    Nazajutrz wachmistrz wyruszył o godz. 6 w drogę powrotną do Królewca i przybył na miejsce o godzinie 22-ej. W czasie powrotnego marszu zmuszony był przekuć konia na wszystkie nogi, co opóźniło dość znacznie godzinę przybycia do Królewca.
    Dnia następnego na tym samym koniu brał udział w paradzie.
  5. W 1884 roku oddział podchorążych ze szkoły artylerji w Zurichu w liczbie 22 z 5-ma oficerami pod dowództwem maj. Vigier odbył 105 kilometrowy marsz z Zurichu do Lucerny w następujących okolicznościach:
    • Wszyscy uczestnicy dosiadali koni służbowych za wyjątkiem jednego por. de Muzalt, który jechał na własnym koniu i, - podkreślić należy szczegół charakterystyczny, - odbył cały marsz bez strzemion.
    • Oficerowie ubrani byli w strój służbowy, podchorążowie w przepisowych mundurach bez szabel.
    • Konie miały na sobie siodło angielskie z filcowym czaprakiem.
    • Wyjazd miał miejsce o godz. 4-ej przy gęstej mgle i w zupełnych ciemnościach.
    • Pierwszy 20-minutowy postój odbył się w m. Birmenstorf-Cham.
    • O godz. 10 min. 30 oddział spieszył się przed Szkołą Kawalerji w Lucernie.
    • Po 3-ch godzinnym odpoczynku, o godz. 13 min. 30 wyruszył w drogę powrotną.
    • Między godz. 17 min. 45 i godz. 18 zatrzymał się na 15 minutowy odpoczynek i o godz. 20 min. 30 stanął w Zurichu.
    • Podczas przemarszu pogoda mglista, lecz niezbyt wilgotna sprzyjała jeźdźcom.
    • Przed wyruszeniem uczestnicy spożyli o godz. 3 1/2 bardzo lekkie śniadanie. W Lucernie posilili się solidniej, w drodze nie jedli nic.
    • Konie dnia poprzedniego wieczorem otrzymały 2 1/2 kg. siana i 2 1/2 klg. owsa; zrama w dzień wymarszu 1/3 racji siana i 1/4 racji owsa, napojone zostały jak zwykle.
      W Cham, podczas postoju, dano koniom po pół kilograma chleba, wymoczonego w białem winie.
      W Lucernie nakarmiono konie 2 1/2 kg. siana i 2 1/2 kg. owsa.
      W powrotnej drodze na 15-minutowym postoju konie otrzymały ponownie chleb moczony w winie. Ponieważ jednak niektóre konie odmówiły tego pokarmu, zastąpiono wino wodą.
      Po powrocie do Zurichu konie otrzymały otręby zmoczone letnią wodą i po 2 kg. siana.
    • Podczas marszu stosowane były następujące chody: posuwanie się pod górę i zgóry wykonane było stępem; w terenie równym oddział kłusował równym chodem 20 minut, poczem przechodził na 5 minut w stęp.
      Dla przekroczenia wyniosłości Birmenstorf jeźdźcy spieszali się, prowadząc konie w ręce. To samo zastosowali, zbliżając się do Lucerny w odległości półgodzinnego marszu od miasta.
    • Po powrocie z marszu konie nie zdradzały przemęczenia i nazajutrz żaden z nich nie figurował na wykazie chorych. Wszystkie też konie użyte zostały dnia następnego do normalnej służby.
VI. Marsz konno z Rosji do Paryża.

Podczas wystawy paryskiej w 1889 r. jeden z oficerów 26. pułku dragonów rosyjskich, podporucznik Awsiejew udał się konno z miasta Łubny, gdzie stacjonował jego pułk do Paryża (miasteczko Łubny znajduje się w odległości 180 wiorst na połdn.-zach. od Kijowa).

Myśl wykonania tego przemarszu nasunęła pporucznikowi Awsiejewowi przypadkowa rozmowa, prowadzona w gronie kolegów, na temat udania się kilka lat przedtem oficera honwedów węgierskich Zubovitcha konno z Wiednia do Paryża. Ogólnem zdaniem było, że żaden koń oficerski lub szeregowy armji rosyjskiej nie byłby zdolny do podobnego wysiłku. Zastrzegano się tylko co do koni syberyjskich lub rasy kirgiskiej. Na to podporucznik Awsiejew oświadczył, iż podejmuje się przejechać z Łubien do Paryża na każdym dobrym koniu szeregowym, prowadząc drugiego luzem.

  • Postanowienie swoje wykonał istotnie, wyruszając w drogę o świcie dnia 17 kwietnia, pomimo przepowiadanego przez kolegów niepowodzenia.
  • Porucznik Awsiejew wyjechał z dwoma końmi, dosiadając jednego i prowadząc luzem drugiego.
  • Jednym z wierzchowców była klacz wybrana z pośród koni szeregowych, "Właga", siedmiu lat, pochodzenia rosyjskiego, wzrostu l m. 40 cm. (Awsiejew nigdy na niej do tej pory nie jeździł).
    Drugim wierzchowcem była własna jego klacz "Diana", 3/4 krwi, po Emirze pełnej krwi i klaczy rasy dońskiej ze stajni hr. Hendrykowa, wzrostu l m. 54 cm.
    Ani jeden, ani drugi koń uprzednio trenowany nie był.
  • Konie podkute były na podkowy stalowe, wykonane w pułku, które okazały się znakomitemi. Na tych podkowach konie przebyły bez przekucia 1300 wiorst, gdy późniejsze podkowy zagraniczne wytrzymywały zaledwie 600 wiorst.
  • Rynsztunek i zabrane przez jeźdźca przedmioty pierwszej potrzeby ważyły łącznie 18 kg. 660 gr. Dodając do tego wagę jeźdźca 85 kg, - ogólne obciążenie konia wynosiło 103 kg. 660 gr.
    W drodze pporucznik Awsiejew żadnych ważniejszych wypadków nie miał. Pogoda dopisywała mu w pełni i dopiero w okolicy Schweinfurth w Bawarji zaskoczył go deszcz, upragniony zresztą, gdyż jeźdźcowi towarzyszył taki upał, że musiał smarować kopyta koni gliceryną. W Darmstadt podporucznik Awsiejew konie przekuł.
  • Marsz, liczący 2633 km. odbył się z Łubien do Paryża w ciągu 30 dni.
    Konie były w ruchu ogółem 339 3/4 godzin, czyli przeciętnie 11 godzin na dobę, w ciągu których robiły przeciętnie 86 km.
    W początkach marsz dzienny nie przekraczał 48 km., w końcu jednak dochodził do 90 - 115 km.
  • Zrana jeździec dosiadał "Dianę", - od godz. 14 - "Włagę"
  • Obydwa konie przybyły do Paryża w doskonałej kondycji i zostały umieszczone na pewien czas na wystawie.
  • W uznaniu dokonanego wyczynu pporucznik Awsiejew został odznaczony przez władze francuskie orderem ministerstwa rolnictwa i złotym medalem Towarzystwa opieki nad zwierzętami, od cara zaś rosyjskiego otrzymał przydział do gwardyjskiego pułku ułanów.
VII. Raid rotmistrza kozackiego Pieszkowa.

W roku 1890 duże poruszenie w świecie jeździeckim wywołał marsz dystansowy ówczesnego porucznika Pieszkowa, który wykonał go z Błagowieszczeńska, miasta położonego na granicy Mandżurji chińskiej i Rosji azjatyckiej, do Petersburga.

  • Koń, którego dosiadał por. Pieszkow był rasy pospolicie spotykanej w stepach syberyjskich, a zatem pochodzenia mongolskiego. Lat miał 13. Kupiony został za cenę 150 rubli, jako koń ośmioletni, w kozackiej wsi nad rzeką Amurem.
    Jak wszystkie konie typu syberyjskiego, nie posiadał w sobie nic szlachetnego. Maści szpakowatej, miał szyję jelenią i ogromnych rozmiarów głowę w stosunku do małego swego wzrostu (l m. 35 cm.). Uwagę zwracały niezmiernie rozwinięte kończyny i doskonała budowa pęcin i kopyt.
  • Podczas marszu, niezmiernie uciążliwego, koń ani razu nie chorował.
  • Wyruszywszy z Błagowieszczeńska w dn. 13 listopada 1889 r., jeździec przybył do Irkutska 7 stycznia 1890 r. skąd wysłał do swego dowódcy pułku następującą depeszę:
    "dwa tysiące czterysta jedną wiorstę w czterdzieści jedną dobę. Koń pozostawał pod siodłem trzysta dwadzieścia trzy godziny. Jest w dobrym stanie, ja również. Okrążyłem Bajkał. Droga okropna".
  • Oficer przybył do Omska 11 marca, miał zatem za sobą 4905 wiorst, przebyte po bardzo ciężkiej drodze w ciągu 113 dni.
  • Tegoż dnia koń był oglądany przez specjalnie zwołaną komisję, która protokularnie stwierdziła, że stan jego był doskonały i że nie miał żadnego odsednienia ani na kłębie, ani na grzbiecie.
  • W czasie swej podróży por. Pieszkow osobiście doglądał, pielęgnował i siodłał swego konia. Stwierdził on, że koń pił tylko wodę wybitnie czystą i świeżą, w braku jej zadawalniając się połykaniem śniegu, co zresztą chętnie robił. Podczas całego przemarszu pomiędzy Tomskiem, a Omskiem (877 w.) odmawiał picia wody i ograniczał się do połykania śniegu.
  • W początkach marszu dzienna racja pokarmu wynosiła 3 kg. 300 gr. owsa i 4 kg. siana. Pod koniec podróży - 12 kg. 300 gr. owsa i 5 kg. Siana, - zjadał zatem poczwórną porcję owsa.
  • Średnia szybkość marszu, włączając w kalkulację 26 dni postojów w różnych miastach, wynosiła 56 wiorst na dobę. Jeździec jednak niejednokrotnie odbywał dłuższe marsze, dochodzące do 70 wiorst, a nawet jeden raz osiągnął 86 wiorst.
    Naogół por. Pieszkow czuł się doskonale w czasie marszu za wyjątkiem pobytu w Irkucku, gdzie rozchorował się na influencę.
  • Dnia 15 marca jeździec wyruszył z Omska i przybył do Moskwy dn. 16 maja.
  • Ta druga część podróży odbyła się bez wypadków; jeździec i koń czuli się w drodze równie dobrze jak poprzednio.
  • Dnia 28 maja por. Pieszkow odjechał do Petersburga, gdzie stanął w połowie czerwca.
    Konia swojego, który zachował doskonałą kondycję, ofiarował następcy tronu, pomimo, iż M. Gordon-Benett, właściciel amerykańskiej "New York Herald", proponował mu za odstąpienie go sumę 100.000 franków.
  • Marsz, wykonany przez porucznika Pieszkowa, jest istotnie imponującym wyczynem zarówno konia jak i jeźdźca; historja też nie zna podobnego przykładu wytrzymałości konia, którą przypisać należy ogromnej odporności i małej wrażliwości rasy mongolskiej.
VIII. Bieg wytrzymałości ppor. de Lataulade.

W r. 1890 podporucznilk 26. pułku dragonów francuskich wykonał nieprzeciętny bieg dystansowy.

Po wzięciu udziału w konkursie hippicznym w Lyon, wyruszył z tego miasta pewnego dnia o godz. 5 i przybył do m. Tournus, odległego o 108 kilometrów w ciągu 12 godzin. Następnego dnia ruszył w dalszą drogę i stanął w Dijon o godz. 19. W ten sposób przebył odległość 215 kilometrów w czasie 38 godzin.

Jeździec i koń osiągnęli cel w doskonałej formie.

IX. Bieg dystansowy pułkownika de Benoist.

Pułkownik de Benoist, dowódca 13 p. s. k. w Lille, chcąc dokonać przeglądu swego pododdziału, stacjonującego w odległości 95 kilometrów w m. Hesdin, postanowił udać się na miejsce konno.

W towarzystwie rotmistrza tegoż pułku de Boulemont, wyjechał z Lille o godz. 3-ej i, po trzech odpoczynkach w drodze, przybył do Hesdin o godz. 10-ej.

Po dokonaniu inspekcji w dywizjonie, o godz. 15-ej dosiadł ponownie konia i był z powrotem w Lille o godz. 22 min. 30.

Oficerowie ci przejechali odległość 190 kilometrów w ciągu 13 godzin i 5 minut, nie wliczając czasu odpoczynków.

X. Bieg porucznika Valder.

W r. 1892 porucznik 22 pułku dragonów Valder wyruszył z Sedanu 13 października o godz. 1-ej, dojechał do Reims i był z powrotem w Sedanie o północy, przebywając odległość 208 kilometrów.

  • Do Reims porucznik Vadler przyjechał o godzinie 9-ej; po pięciogodzinnym odpoczynku ruszył w drogę powrotną, czyli ściśle przebył całą odległość w ciągu 18 godzin marszu. Posuwał się stępem i kłusem.
  • Zaznaczyć należy, że marsz odbył się w warunkach bardzo nieprzychylnych, gdyż bez przerwy towarzyszył mu w drodze deszcz, przytem droga, zwłaszcza pod Sedanem, jest bardzo nierówna.
  • Obciążenie konia w chwili wyjazdu wynosiło 90 kilogramów, waga jednak wskutek deszczu znacznie zwiększyła się w drodze.
  • Na odpoczynku w Reims, jeździec obmył całego konia letnią wodą i lekko roztarł kończyny fluidem. Nakarmił go wywarem lnianym zmieszanym z sodą.
  • Koń porucznika Valdera był jego własnością, pochodził z remontu francuskiego, lat 8.
  • Po powrocie do Sedanu koń nie zdradzał wielkiego zmęczenia i chętnie zjadł sutą porcję pokarmu. Nazajutrz, na ćwiczeniach, był tak świeży i wypoczęty, jakgdyby poprzedniego dnia został użyty do codziennej normalnej pracy.
XI. Bieg porucznika Carrez w Afryce.

W 1892 r. porucznik l pułku strzelców afrykańskich Carrez wykonał następujący bieg dystansowy na odległości 397 kilometrów:

W dniu 9 września o godz. 24 wyruszył z Blidah w Algierze i przybył dn. 11-go o godz. 18-ej do Laghonat.

Marsz swój wykonał w następujący sposób:

  • Blidah - Medeah, odległość 41 km. - Wyjazd 9-go o godz. 24-ej, przyjazd 10-go o godz. 3 min. 15. - Droga doskonała, lecz cokolwiek twarda. - Pogoda mglista.
  • Medeah - Berroughia, 32 km. - Wyjazd o godz. 3 min. 20, przyjazd o godz. 6-ej. - Droga dobra. - Pogoda dżdżysta,
  • Berroughia - Boghari, 44 km. - Wyjazd o godz, 6 min, 15, przyjazd o godz. 9 min. 50, - Droga dobra. - Upał.
  • W Boghari czterogodzinny postój.
  • Boghari - Bougroul, 22 km. - Wyjazd o godz. 13 min. 50, przyjazd o godz. 15 min. 15. - Bardzo dobra droga. - Upał.
  • Bougroul - Ain - Oussera, 36 km. - Wyjazd o 15.40, przyjazd o 18.30. - Droga częściowo dobra.
  • Postój l godz. 20 min. dla odświeżenia się i pożywienia.
  • Ain - Oussera - Guelt-el-Stel, 38 km. - Wyjazd o 19.50, przyjazd o 22.50. - Droga ciężka, zaspy piaszczyste, teren nierówny, noc ciemna, upał.
  • Guelt-el-Stel - Rocher-de-Sel, 42 km. - Wyjazd o 23-ej, przyjazd dn. 11-go o godz. 5.40. - Droga bardzo ciężka, piaszczysta i nierówna. - Pomiędzy Messerane i Metheli wybucha silna burza. Miejscami grunt gliniasty staje się bardzo śliski. Noc bardzo ciemna.
    Naskutek burzy jeździec traci około czterech godzin, jednak w ciągu 24 godzin od północy do północy ma za sobą przebytych 225 kilometrów.
  • Rocher-de-Sel - Djelfa, 28 km. - Wyjazd o godz. 5.45, przyjazd o 8.30. - Droga w złym stanie, grunt śliski, teren górzysty, słońce pali.
  • Djelfa - Ain-el-Ebel, 38 km. Wyjazd o 8.45, przyjazd o 11.45. - Droga dość dobra, miejscami grunt śliski.
    Postój jednogodzinny dla odpoczynku i pożywienia.
  • Ain-el-Ebel - Sidi - Maklou, 34 km. - Wyjazd o 12.45, przyjazd o 15-ej. - Zaspy piaszczyste.
  • Sidi - Maklou - Metheli, 24 km. - Wyjazd o 15.05, przyjazd o 16.40. - Droga zła, teren ciężki i miejscami śliski, temperatura wysoka.
  • Metheli - Laghouat, 18 km. - Wyjazd o 16.45, przyjazd o godz. 18-ej. - Zaspy piaszczyste. - Przeprawa przez Oued Veri; gorąco.
  • Ogółem por. Carrez zużył 42 godziny na przebycie odległości 397 km. Z tego na koniu w ruchu pozostawał w ciągu 34 godzin 35 minut.
    Przeciętna szybkość posuwania się wyniosła około 12 km na godzinę, byłaby jednak wzrosła powyżej 13-tu, gdyby nie czas stracony podczas napotkanej burzy.
XII. Marsz wytrzymałości z Zagrzebia do Wiednia.

W r. 1893 trzej oficerowie rezerwy austrjackich wojsk taborowych (13 dywizji), postanowili, po ukończeniu ćwiczeń rezerwy, odbyć marsz konno z Zagrzebia w Kroacji do Wiednia.

Żaden z nich nie posiadał własnego konia, a mowy być nie mogło o użyciu koni skarbowych. Skorzystawszy więc z odbywającej się przypadkowo licytacji koni zbrakowanych, zakupili tą drogą trzy konie, pochodzące z 5 p. ułanów. Żaden też z trzech oficerów rezerwy nie był jeźdźcem zawodowym.

Jeden z nich Robert Mayerhofer był publicystą i krytykiem sztuki; drugi, Victor Herz - właścicielem ziemskim; trzeci, Ernest Freund - urzędnikiem bankowym.

Projekt ich nietylko wzbudził ogólną wesołość, lecz nawet wywołał interwencję władz przełożonych, które, starając się przeszkodzić urzeczywistnieniu planu, zatrzymały wszystkich trzech oficerów na ćwiczeniach w czasie, gdy odbywała się sprzedaż licytacyjna koni.

Pomimo tego udało im się nabyć trzy wierzchowce, a mianowicie:
"Arkusa", lat 19, za cenę 200 koron, który przypadł w udziale por. rez. Freundowi; "Benżaluka", lat 18, za cenę 185 koron dla por. rez. Herza; "Djamanta", lat 16, za 121 koron dla por. rez. Mayerhofera. Ostatni ten koń odznaczał się wielką krnąbrnością i złośliwością, siodłanie też i kiełznanie go w czasie całego marszu wymagało pomocy obydwóch kolegów jeźdźca.

Zakup koni miał miejsce dwa dni przed wymarszem oficerów.

Zaznaczyć należy, że nie pozwolono im użyć ordynansów do pielęgnowania koni, co zmusiło ich do postawienia zakupionych wierzchowców w prywatnej stajni i wynajęcia przypadkowo spotkanego ułana na urlopie do oporządzania ich. Konie były bardzo chude i zniszczone, posiadały jednak dobrą budowę i ruch; wykazały też znakomity apetyt, co optymistycznie nastroiło jeźdźców.

Dnia następnego jeźdźcy wypróbowali konie, zarządzili podkucie ich, a nazajutrz po pożegnalnem śniadaniu, wydanem przez oficerów zawodowych, dnia 21-go października o godz. 13.30 wyruszyli w drogę. Konie posiodłane były siodłem przepisowem. Oficerowie - w mundurach. Waga por. rez. Freunda wynosiła 66 kg; por. rez. Herza - 61 kg; por. rez. Mayerhofera - 69 kg.

  • Podkreślić należy, że przed wyjazdem jeźdźcy nie mogli zaopatrzyć się w odpowiednie mapy, co zresztą w dużym stopniu utrudniło im marsz. Dzięki pomocy kolegów udało im się jedynie otrzymać dwie mapy 1:200.000 okolic Wiednia i Steinamanger i jedną 1:300.000 okolic Zagrzebia. Pozatem, nie władając ani językiem kroackim, ani węgierskim, napotkali w drodze duże trudności w utrzymaniu właściwego kierunku. W rezultacie niejednokrotnie nakładali drogi, chcąc skrócić ją poprzez pola. Poraz pierwszy zbłądzili przy wyjeździe z Zagrzebia posuwając się za oddziałem, który w celach ćwiczebnego marszu miał się udać do miejscowości Sevest, leżącej na drodze do Wiednia. Tymczasem kierownik ćwiczenia w drodze zmienił swój zamiar i skierował się do m. Bukovec, położonej znacznie bardziej na północ. Jeźdźcy spostrzegli błąd dopiero po dotarciu do Bukovca i przeczytaniu nazwy miejscowości na słupie. Był to zły prognostyk na samym początku marszu.
  • Pomimo jednak szeregu trudności, złych dróg, przejść przez dość znaczne wyniosłości, maszerowania w nocy, raid zakończył się, ku ogólnemu zdziwieniu, przybyciem jeźdźców w zapowiedzianym czasie, czyli w ciągu czterech dni, do Wiednia.
    Ściśle marsz trwał 93 godziny, z których 40 godzin jeźdźcy pozostawali w siodle.
    Ogółem przekłusowali 299 kilometrów, stępem przebyli 103; - razem 402 kilometry w ciągu 40 godzin, co stanowi przeciętną szybkość powyżej 10 kilometrów na godzinę.
  • Podczas stępa jeźdźcy spieszali się; prowadząc konie w ręce; kilkakrotnie też dla rozprężenia mięśni biegli obok koni. W ten sposób przebyli około 25 kilometrów.
  • Po przybyciu do Wiednia oficerowie spotkani zostali u wejścia do koszar l pułku taborów przez korpus oficerski, zawiadomiony telegraficznie o ich przyjeździe.
    Natychmiast konie zostały zbadane przez dowódcę pułku i jego zastępcę, którzy ze zdziwieniem stwierdzili zupełnie zadawalniający ich stan. Co do oficerów, wykonali oni woltyżerkę dla wykazania, że bynajmniej nie są przemęczeni.
  • Należy zaznaczyć, że podczas całego marszu jeźdźcy osobiście pielęgnowali konie.
    Przeciętnie na równej drodze posuwali się 20 minut kłusem i 10 minut stępem.
    Konie pojone były w drodze przy każdej sposobności, poczem wprawiane dalej w ruch.
    Owies dostawały bez ograniczenia, siano przed i po spożyciu ziarna.
  • Bieg ten, przyznać trzeba, przynosi zaszczyt jeźdźcom - oficerom rezerwy, którzy na koniach, pochodzących z braku i zupełnie im nieznanych zdołali z tak dobrym wynikiem przebyć odległość 400 km w ciągu czterech dni.
XIII. Bieg wytrzymałości p. de Curzay.

Podobny marsz do poprzedniego opisanego wykonał w r. 1896 p. de Curzay, podoficer rez. 7. pułku huzarów francuskich.

Mianowicie, naskutek zakładu, że w ciągu 100 godzin wykona 400 km. marsz, wyruszył w drogę na koniu zbrakowanym z 7. p. huzarów, lat 12, zapłaconym 275 franków i, wykonawszy zadanie, powrócił, mając przed sobą niewykorzystaną l godzinę 27 minut.

Etap pierwszego dnia wynosił 113 kilometrów; następny - 119 klm.; trzeci 67 klm.; czwarty - 69; ostatni - 23 klm.

Ostatnie kilometry jeździec przebył krótkim galopem i stanął na mecie na zupełnie świeżym koniu.

W czasie całego marszu jeździec poświęcił na sen zaledwie 18 godzin.

XIV. Bieg dystansowy poruczników niemieckich Killisch-Korna i Elza.

Dnia 17 marca 1894 roku porucznicy Kilisch-Korn i Elz z 11 pułku dragonów wyjechali konno z miejscowości Stołupiany w Prusach Wschodnich do Berlina na urlop Wielkanocny.

Pierwszy dosiadał klacz pochodzenia pruskiego, pół krwi, 7 lat; drugi - klacz węgierską pół krwi, starszą.

Przestrzeń, dzielącą Stołupiany (Stallupenen) od Berlina, pokonali w ciągu 8 dni, posuwając się tylko w dzień z przeciętną szybkością 10 kilometrów na godzinę.

Pierwszy etap liczył 140 km.; drugi - 103; trzeci podczas zamieci śnieżnej - 90; czwarty, również w śnieżycę - 82; piąty, po drogach zmarzźniętych i śliskich przy 12° poniżej zera - 86; szósty - 92; siódmy - 80; ósmy - 70 kilometrów.

Konie stanęły w Berlinie w zupełnie dobrej formie.

XV. Raid z Haugenau (Alzacja) do Rzymu.

Dnia 10 maja 1894 r. porucznik Muller z 7. p. ułanów niemieckich wyruszył z m. Haugenau w celu dokonania próby przeprawienia się konno przez Alpy i zbadania związanych z tem trudności.

Po dwóch dniach marszu jeździec stanął w Bernie (266 kilometrów). Przejeżdżał przez Strasburg i Bazyleę, a zatem musiał przekroczyć przejście Weissenstein, wynoszące 1200 m. wysokości w okolicy Soleure.

Z Berna do Handeck wykonał w ciągu dwóch dni 160 km., przejeżdżając przez Thun i Meiringen. Ostatnie 60 kilometrów prowadziły drogą bardzo stromą.

Następnie przekroczył na wysokości 2400 m. bardzo trudną przełęcz Grimsel i opuścił się w dolinę Rodanu. Marsz ten, wynoszący 70 km., odbył w ciągu 30 godzin.

Podczas tej przeprawy został zaskoczony śnieżną burzą, podczas której koń poślizgnął się na lodzie i stoczył się z wysokości 11 metrów w głęboki dół, skąd został wyciągnięty zapomocą lin.

Lecząc prymitywnemi środkami potłuczonego wierzchowca, jeździec posuwał się dalej przez Simplon i po pięciodniowym marszu osiągnął Genuę i dalej Pizę.

Z tą chwilą mógł uznać zadanie swoje za wykonane, gdyż łańcuch Alp i Apeninów został pokonany.

Jednak por. Muller, pomimo potłuczeń konia chciał ostateczny postawiony sobie cel osiągnąć i dotrzeć do Rzymu.

Koń jego czuł się gorzej naskutek upałów i doznanych obrażeń, siły jednak jego nie były wyczerpane.

Jeździec zasięgnął w Pizie porady lekarza weterynarji, który uznał za konieczny wypoczynek konia i kurację. Nie chcąc tracić czasu w Pizie, porucznik zastosował wskazane zabiegi, jednak konia załadował na pociąg i dojechał z nim do Cecina, Tu, wobec polepszenia się stanu zdrowia konia, wyładował go i w dalszą drogę ruszył konno. Dnia 30 mają stanął w Rzymie.

Po przybyciu na miejsce przeznaczenia koń nie czynił wrażenia przemęczonego i, pomimo lekkiej kulawizny tylnej kończyny, ruchy miał żywe i swobodne. Zdradzał też ogromny apetyt.

Po trzech dniach zabiegów kulawizna przeszła i koń powrócił całkowicie do normalnego stanu.

  • Wierzchowiec por. Mullera był koniem pochodzenia pruskiego, pół krwi. Liczył lat 14.
  • Marsz, wykonany przez tego oficera wynosił 1350 kilometrów, po odliczeniu 51 km. przejechanych koleją.
  • Biorąc pod uwagę niezmiernie ciężkie warunki przepraw przez pasma wysokich, śnieżnych gór, zużyty czas 19 dni na wykonanie marszu, świadczy wymownie o wielkiej wytrzymałości konia, który, pomimo dotkliwych obrażeń, zdołał w tak krótkim czasie cel osiągnąć, zachowując przytem zupełnie dobrą formę.

* * *


Szereg przytoczonych tu przykładów bynajmniej nie wyczerpuje licznych prób, dokonanych przez wielu jeźdźców, poczynając od r. 1870, gdy biegi dystansowe pod najróżniejszemi postaciami stały się w Europie modne, zwłaszcza pod wpływem amerykańskiej wojny secesyjnej, która obfitowała w udane raidy oddziałowe.

Sądzę jednak, że obok ciekawych doświadczeń, które cytuje w swoich artykułach p. Wotowski oraz prób, dokonanych już przez naszą kawalerję od roku 1922, - wyżej przytoczone przykłady wystarczą dla skrystalizowania sobie pojęć o wytrzymałości przeciętnego koma i jeźdźca oraz maksymalnych wymaganiach, jakie można koniowi stawiać, nie narażając go na utratę zdolności marszowej, zdrowia, a nawet życia.



Powrót do spisu treści rocznika Powrót