skanowanie: 'ŻURAWIEJKI' Michał Choczaj http://www.zurawiejki.horsesport.pl/

1925/4 (8) poz.5

mój przypis (MC) Artykuł poniższy otrzymałem dzięki uprzejmości ANDRZEJA ABRATOWSKIEGO.

ST. WOTOWSKI

Wyrobienie konia wojskowego.

Nadzwyczaj jest ważne, aby wyrobienie wierzchowego konia - a tembardziej wojskowego - nie było jednostronne. Koń wojskowy powinien być należycie ujeżdżony, w zastosowaniu do zakresu jego szerokiej pracy. Wyjeżdżenie konia wojskowego powinno odpowiadać obecnym szerokim wymaganiom taktycznym. Nie wystarcza już sam maneż, do którego przywiązywano tak dużą wagę, szczególniej od XV do XIX wieku. Twierdzenie, iż koń w szkole maneżowej wyrobiony, będzie szedł w szeregu równo z innemi końmi, będzie łatwiej wykonywał różne zwroty, nawet gwałtowne, bądź w tył lub na bok, będzie czuły na działanie munsztuka, szenkli (łydek) - słowem, będzie poddawał się życzeniom jeźdźca, nie może być przyjęte bezwzględnie. A tylko wówczas może być bez zarzutu, jeżeli koń nie ma pyska zaciągniętego na jedną stronę, szczęk znieczulonych lub nadmiernie drażliwych, na działanie szenkli odpowiada chętnie, stoi spokojnie przy wsiadaniu i zsiadaniu, odchodzi posłusznie od innych koni z plutonu (co jest ważne). Czyli, wyrobienie konia szkolne (jeżeli użyję tego wyrażenia) może być powierzone tylko jeźdźcom bardzo umiejętnym, łączącym wyczerpująco teorję z praktyką i posiadającym dużo nabytego doświadczenia.

Lekka ręka, odpowiednie, właściwe, używanie szenkli (a tembardziej ostróg), jest wielkiej wagi. Biorąc jednak wyrobienie konia szkolne za zupełnie "udane", to nie może być ono ostatnim wyrazem przygotowania wojskowego konia. Powinien on być wyrabiany i w polu, na dłuższych przestrzeniach, żeby mógł nabrać dostatecznego hartu, siły, a stopniowo wytrzymałości. Powinien nawyknąć również, do brania różnych przeszkód na wysokość i szerokość, do trudności, nierówności gruntu. Ujeżdżanie zatem szkolne jest "początkiem" a polowe "dopełnieniem" w szerokiem tego słowa znaczeniu. Ale wyrobienie konia zapomocą szkoły maneżowej i pola nie jest jeszcze ostatniem słowem. Koń wojskowy powinien nawyknąć do pływania, do przechodzenia brodów - oraz do różnego rodzaju broni siecznej i palnej. Są to warunki konieczne i doniosłego znaczenia.

Przy użyciu konia w czasie kampanji należy wszystko przewidzieć, inaczej jeździec może być narażony, w danym razie, na wielkie nawet śmiertelne niebezpieczeństwo.

Co do pływania, wiadomo jest, jak tatarzy i kozacy przyuczali do niego swoje konie i jak przebywali rzeki bądź siedząc na koniach, bądź (szersze) płynąc obok nich, trzymając się ogona lub grzywy. Pamiętne jest na zawsze przebycie w Danji w 1659 r. morskiej odnogi przez Stefana Czarnieckiego z dragońskiemi i pancernemi chorągwiami. Przestrzeń wody do przebycia do wyspy Alsen wynosiła jak przestrzeń z Pragi do Warszawy. Trzy pułki przyjęły udział w tej przeprawie. Konie płynęły pod jeźdźcami, odpoczywając w pośrodku wody na małej wysepce.

W 1660 roku przebywa znów Czarniecki ze swemi chorągwiami w sposób nadzwyczajny wpław rzekę Drucz, idąc pospiesznie przeciw Chowańskiemu, który niespodziewanie natarł na polski Kmietzyca oddział. - Przytaczam dosłownie wyjątek z pamiętników Imci Chryzostoma Paska, ustęp mniej znany od ,,pławania" do wyspy Alsen - przeprawa jednak przez rzekę była bardzo trudna - i podziwiać należy nietylko bohaterską śmiałość wojewody ruskiego. ale jego dowcip w chwilach niebezpieczeństwa. Oto opis przeprawy:

"Posłał był Czarniecki przodem kilka chorągwi, te, skoro przyszły do przeprawy pod samym Druckiem, czyli Odruckiem, (bo to miasteczko dwojako nazywają) do rzeki Drucz, na której były mosty, ale te już zastali zrzucone przez Moskali. Stanęli tedy nad rzeką i posłali do wojewody, dając znać, że słychać strzelanie i bitwę jakąś. Zaraz tędy rysią poszło wojsko, zaraz domyśliliśmy się, że nie darmo, przyjdziemy tedy do przeprawy nad Druckiem samym; złe, rzeka wprawdzie nie szeroka, ale dwoma nurtami idzie, dwa razy zatem pływać trzeba, jak po pół stajania, głęboko i bystro, a zabrzeżysto zaraz jak z pieca. Moskale prostacy, spuścili się na to, że mosty zrzucili, wiedzieli też i to, że wojsko nasze jeszcze pod Szkłowem i sukursu zatem mieć żadnego nie mogli Litwini, nie kazali więc onej przeprawy pilnować, której mogliby zabronić należycie.

Wojewoda ruski: "Mości panowie rzecz nie cierpi zwłoki mostów tu budować nie masz czasu, słyszycie strzelanie, słychać i głosy moskiewskie. Już to znać, że nie nasi onych, ale oni naszych biją. Przepływaliśmy morze i tu trzeba, Pana Boga wziąwszy na pomoc. Za mną! Pistolety, ładownice za kołnierz" - "Sam tedy wojewoda wprzód skoczył z brzegu i zaraz koń spłynął, bo rzeka była bardzo głęboka. Przepłynął więc i stanął na drugim brzegu, a chorągwie jedna za drugą płyną cicho, ponieważ do tego miejsca gdzie się bili, nie było ledwie z piętnastu stajań, tylko że za lasem, przeto i nie mogli nas widzieć. Aż tu znowu wojewoda woła, stojąc na brzegu: "Szeregiem, mości panowie, szeregiem" - co niepodobna było, bo nie każdy koń jednakowo pływa; jeden się bardziej suwa, drugi nie tak. Nasz pierwszy towarzysz, Drozdowski, miał konia, co go nie był świadom, a on pływał jakoś dziwnie na bok; skoro tedy tak uczynił, zaraz go woda zniosła z konia i począł tonąć, konia puściwszy; jam go uchwycił za ramię, drugi towarzysz z drugiej strony i takeśmy go między sobą pławili. Skorośmy go wynieśli, aż mówi wojewoda; "Macie szczęście, panie bracie, bo są tu wielkie ryby i połknąłby was szczupak całkiem z pancerzem (na to przymawiając, że to był chłopak małego wzrostu). Jakieśmy się przeprawili i przez drugą takąż odnogę, zaraz pułkownikowi Wróblewskiemu kazał wojewoda skoczyć do bitwy, a sam został przy przeprawie innych pułków. Idziemy tedy rysią. Moskale zdumieli się, myśląc, czyć z nieba spadli".

Bitwa niemal przegrana, Kmietzyc już był nawet w niewoli, niezadługo zmieniła się postać. Moskale potężnie a niespodziewanie napierani, rąbani, rzucili się do ucieczki, a jak wyraża się Imci Pasek "konie mieli srodze tłuste i rozpierały im się" - tem pościg był łatwiejszy i "tośmy ich cięli przez cztery wielkie mile".

Victoria była zupełna a głównie się do niej przyczyniła śmiała, junacka przeprawa wpław przez rzekę Drucz, Gdyby Czarniecki był czekał na postawienie mostu, to z oddziału Kmiczyca złożonego przeważnie z Litwinów, nie byłoby nawet śladu lub pozostałyby tylko trupy lub wzięci, powiązani niewolnicy.

Wojewoda Stefan Czarniecki dokonywał ze swą jazdą, nie oszczędzając się nigdy - pomimo iż miał już z górą 60 lat skończonych - rzeczy nadzwyczajnych, niemal nieprawdopodobnych - ale on był bohaterem o żelaznej woli.

Są konie od przyrody obdarzone większą lub mniejszą zdolnością do pływania. Koń, który rzeczywiście dobrze i łatwo pływa, ma głowę, szyję i grzbiet niemal ponad wodą, słaby pływak zanurza się o wiele głębiej i tylko jego głowa rysuje się ponad wodą. Nawyknienie i wprawa w pływaniu mają duże znaczenie. Koń stopniowo przyzwyczaja się do głębi, mniej wysila się, umiejętniej z nią walczy. Bardzo jest ważnem przyzwyczajać konia do przepływania pewnej wodnej przestrzeni "od brzegu do brzegu". Zdarzają się niejednokrotnie wypadki, iż konie w wodzie, nawet po dłuższej chwili, nawracają do tego brzegu, z którego wyszły. W razie odwrotu lub pogoni takie zawracania bywają tragiczne. Konia w wodzie wędzidłem kierować nie można a tembardziej ściągnięciem silniejszem cugli, coby spowodowało jego zagłębienie się, można jedynie nadawać kierunek uderzeniem dłoni po szyi (więcej na prawo lewą ręką, a na lewo prawą). Słowem - do pływania trzeba konia przyzwyczaić i włożyć, wzbudzić jego pojętność. Początkowe ćwiczenia mogą być robione bądź przy drugim doświadczonym koniu, prowadząc na powodzie początkującego, bądź z czółna dla nadawania kierunku. Koń byłby puszczony do wody na lince przywiązanej do rzemiennej, silnej uzdeczki z nachrapnikiem, ale bez założenia wędzidła. Przedewszystkiem należy ćwiczenia pływania stopniować, nie przedłużać ich zbytecznie, uważać jako naukę, a nie próbę. Dnie do pływania należy wybierać ciepłe. Po wyjściu konia z wody, dobrze go garścią słomy wytrzeć i dać mu trochę cukru, trawy, jako zachętę.

Obznajomienie z bronią, strzałami, powinno być również oparte na stopniowem nawykaniu do nich konia, Z pewnem zdziwieniem nie znajduje się, co do obznajamania z bronią, żadnych wskazówek w "Hippice" Dorohostajskiego, pisanej jednak w rozkwicie polskiego rycerstwa i jeździectwa.

Dorohostajski opiera wyrobienie wierzchowego konia, a tem samem bojowego, w znacznej mierze na szkole włoskiej, na zasadach maneżowych, osnutych na spotęgowaniu w koniu gibkości, zwrotnosci, zrównoważenia w ruchach i chodach. Metodę tę uważano wówczas za podstawową, Dorohostajski w rozdziale XII pisał: "Sposób do jazdy ćwiczenia koni trojaki się tylko znajduje: jeden przy ziemi, zowią go Włosi a terra, drugi z podnoszeniem, zowią go di mezzo area, trzeci w skokach, ten in alto nazywają. Te dwa pośledniejsze są trudniejsze*) nad pierwszy, ale zasię pierwszy do wojennych działów zwyczajniejszy i nad poślednie pożyteczniejszy, ale też i tamte dla wielu przyczyn, zwłaszcza w tych krainach, gdzie pola rowiste albo skaliste znajdowane bywają, są też bardzo pożyteczne". Dodaje jednak autor "Księgi o koniach" - wydanej w Krakowie 1603 r. u Andrzeja Piotrkuwczyka - "że polacy tego rodzaju jazdy niedoceniają". Bądź co bądź ogólne pojęcia Dorohostajskiego są oparte na wygimnastykowaniu ciała końskiego, na nadaniu mu zręczności. Co do przyzwyczajania konia młodego lub lękliwego do zgiełku, huku, wystrzałów i t. p. daje rady dość ogólnikowe i opiera naukę na praktyce - oto jego słowa:

"W co najsposobnej każdy koń się wprawi, gdy na nim często między ludźmi, między różne strzelby, abo broni błyskaniem, chociaż uprzejmie na to zasadzoną, między końmi zgiełkiem, jakim go po ulicach, gdzie kotlarze, kowale mieszkają, między młynami i szumiącemi rzekami w deszcz, w wiatry, w niepogody, po lesiech, po górach, nietylko w dzień ale i w nocy z łagodnością przejeżdżać się bądź, nacierając czasem to zdaleka, to zbliska na chorągwie, na bębny i na różne zwierzęta, w każdej krainie zwyczajne, zaczem samo doświadczenie z laty, jako też i w człowieku, czem dalej, tem śmielszym i mężniejszym onego czynić będzie". Są to rady po części ryzykowne. Młody koń, w dodatku lękliwy, gdy odrazu wpadnie w zgiełk strzelaniny, między obce mu przedmioty, bywa oszołomiony, odurzony; zdarza się nawet, iż unosi, pędzi na oślep, zabija się lub kaleczy, wpadając na fury, stragany, drzwi domostw itp. Wskazane jest zatem stopniowe oswajanie konia ze strzałami, chorągwiami i bronią. Następnie zaś jeździć na nim należy po drogach i manowcach - ale przez dłuższy czas w towarzystwie starszych, już należycie wyrobionych i doświadczonych koni.

*) Należy wnioskować, że te dwa "pośledniejsze" był to rodzaj wyższej naneżowej szkoły. - In alto łączył się ze skokami i był może "zarodkiem" zamiłowania Włochów do konkursów hippicznych.


Używanie konia jest zapewne dobrą szkołą, ale powinno być poprzedzone odpowiedniem przygotowaniem. Lękliwego, młodego konia trudno częstokroć przymusić do przejścia w pojedynkę przez most, obok młyna z upustem, lub wiatraku, do niezarzucania się na widok pędzących w jego stronę wozów z pochodniami - obecnie samochodów - oraz gdy jeździec wydobywa z pochwy szablę, przygotowywa broń do strzału, poczem rozlega się błysk i huk strzału. Są konie bojaźliwe nawet z powodu wady wzroku, trudno je odzwyczaić od zarzucenia się, zatrzymania na widok nietylko młyna z wodnym opustem, wiatraka, ale nawet pryzm z utłuczonych kamieni na bitym gościńcu. Są też konie zarzucające się z narowów, po odjechaniu z miejsca na pewną odległość, stają przed pierwszym większym, wypuklejszym przedmiotem, zawracając w stronę stajni. Konie tego rodzaju najtrudniej używać w pojedynkę, w towarzystwie są niejako pociągnięte, ale co jest dziwne - te same konie wzbraniające się przejść obok niby to strasznych dla nich przedmiotów, można przyuczyć, pod wytrawnym jeźdźcom, do brania płotów i rowów, kierując je w prostym kierunku na przeszkodę i zaczynając naukę od niewysokich przeszkód. Przy zarzucaniu się koni należy zatem zdać sobie sprawę, czy pochodzą tylko ze złego wzroku, czy bojaźni lub narowu. Częste a umiejętne używanie koni zarzucających się - po ich należytem wyjeżdżeniu, wyrobieniu czucia w pysku, zwrotności na każdą rękę, oraz wysuwania się naprzód pod naciskiem szenkli (łydek), - może wywrzeć wpływ bardzo skuteczny.

Otrzaskanie konia z bronią palną i sieczną wymaga wyłącznej nauki. Konie stopniowo nawykają do błysku ostrza szabli, huku wystrzału, powiewania sztandaru, chorągiewki, bicia w bębny, ale podkreślić należy, nawykają po pewnym okresie czasu i powtórzonych ćwiczeniach. Wogóle danych w tym przedmiocie mamy mało. Przeciętne podręczniki "o jeździe konnej" nie zajmują się niemi. Przytaczam tu wyjątki z obszerniejszej książki pułkownika Jana Bobińskiego, wydanej w języku rosyjskim w Petersburgu w 1836 r., pod tytułem; "Krótki zarys hippologji i kurs jazdy konnej". Otóż w tej książce znajdujemy rozdział specjalny (VI): "Jak należy przyzwyczajać konie do broni i nadać im śmiałości w jeździe polowej".

Co do przyzwyczajenia konia do broni - a bierze autor pod uwagę już konia maneżowo ujeżdżonego - znajdujemy: "kiedy młody koń już dobrze chodzi na munsztuku, to można na nim jeździć w maneżu z szablą zrazu nie wyciągniętą z pochwy. Dopóki koń nie nawyknie do uderzeń i poruszeń szabli na jego boku, to należy do tego czasu jeździć tylko stępa i zebranym kłusem. Poczem zatrzymać konia, pogłaskać go, następnie, wyjąwszy bardzo spokojnie szablę, trzymać ją kilka sekund wysoko i opuszczać z boku głowy konia w ten sposób, żeby mógł widzieć jej boczną powierzchnię. Jeżeli koń będzie się bardzo lękał, to należy zaraz podnieść szablę i uspokoić go głosem a powtarzać to tak długo, dopóki nie nawyknie i nie będzie stał zupełnie spokojnie. W ten sam sposób trzeba wsuwać szablę do pochwy, wystrzegając się wszystkiego, co mogłoby straszyć konia. W miarę przyzwyczajania się konia do szabli, już ją prędzej będzie można z pochwy wyjmować, robić nią nad głową konia różne poruszenia, a czasem uderzać rękojeścią po łęku siodła".

W ten sposób pułkownik Bobiński zaleca oswojenie konia z szablą i jej poruszeniami. A dodać należy, iż mniej więcej tą samą metodą trzeba przyzwyczajać konia do lancy, co jest pominięte w przytoczonej powyżej książce. Co do obznajomienia konia z chorągwią, bębnem i strzałami, zaleca również rozpoczęcia nauki w maneżu*) i wyraża się: "Nauczyciel daje polecenie ludziom pieszym z chorągwią i bębnem iść naprzód, jeździec postępuje za niemi w pewnym odstępie, stopniowo przybliżając się do nich, ale bacząc, żeby się koń nie przestraszył. Dopóki koń nie uspokoi się i nie podejdzie bliżej, ludzie piesi powinni stać spokojnie, konia zaś należy zatrzymać, pogłaskać go i dać mu kilka ziarn owsa. Poczem ludzie piesi idą znów naprzód, trzymając się ściany maneżu, a jeździec za nimi postępuje. Zrazu trzeba zlekka uderzać w bęben i nie poruszać chorągwią, a w miarę jak koń do nich nawyka, można silniej uderzać w bęben i poruszać chorągwią. Koń przyzwyczajony do posłuszeństwa będzie w ciągu kilku dni podchodzić bez obawy do obcych mu przedmiotów. Należy tylko baczyć, ażeby w czasie nauki nie było drugiego strachliwego, niesfornego konia i wogóle hałasu z zewnątrz, albowiem gdy koń zwraca uwagę przedewszystkiem na jeden przedmiot, może łatwo przestraszyć się. Pobudzenie mlaskaniem języka i szpicrutą, nie jest właściwe, lepiej pchnąć konia naprzód użyciem szenkli.

Gdy koń już nie okazuje żadnej obawy na widok chorągwi i bębna, wówczas należy polecić ludziom pieszym postępować z temi przyborami z boku i z tyłu, ażeby się koń przyzwyczaił do znoszenia ze wszystkich stron ich widoku".

*) Maneż w danym razie można zastąpić odpowiedniem miejscem zacisznem na polu.


"Dla oswojenia konia ze strzałami należy zastosować więcej ostrożności. Niektóre konie, już z natury nie okazują w czasie strzałów większej obawy, większość jednak bardzo się niepokoi, a pochodzi to z różnych przyczyn. Niektórym nieprzyjemny jest zapach prochu; konie tego rodzaju wypada oswajać częstem jego użyciem i łagodnością. Inne znów obawiają się tylko ognia w czasie strzałów, niepokoją się, widząc przygotowanie do strzału, a po strzale idą śmiało naprzód. Najwięcej napotyka się trudności z końmi bojaźliwemi, z nazbyt podrażnionemi nerwami, wprawdzie, po przełamaniu poważnych trudności będą wkońcu znosić wystrzały z pistoletu lub karabinu, ale w czasie bardzo silnych strzałów zawsze okazują bojaźń i niepokój". "Kiedy koń będzie podchodzić bez szczególnej obawy do człowieka, stojącego z pistoletem lub karabinem, wówczas można zacząć strzelać słabemi nabojami, powiększając je stopniowo. W ten sam sposób przyzwyczaja się konia i do strzałów z boku i z tyłu.

Niełatwo jest oduczyć konie, obawiające się strzałów. Już w czasie przygotowania do strzału, przebierają nogami, bystro oglądają się, szczególniej konie niedostatecznie jeszcze ujeżdżone. W takim razie trzeba zaniechać strzelania, a tylko jeździć, żeby się konie lepiej poddawały działaniu dłoni i szenkli, potem rozpocząć znów strzelanie, jak gdyby się nigdy przed nimi nie strzelało. Jeżeli jednak i następnie koń zarzuca się i nie chce stać na miejscu w oczekiwaniu wystrzału, wtedy należy polecić pieszemu człowiekowi trzymającemu karabin lub pistolet, żeby postępował naprzód, dając od czasu do czasu wystrzały, a jeździec żeby jechał za nim w pewnem oddaleniu i stopniowo, ostrożnie przybliżał się. Wówczas, człowiek idący pieszo, po daniu koniowi garstki owsa, pogłaskawszy go, znów pójdzie naprzód, a jeździec będzie za nim w odstępie podążać.

Przewodnik nie powinien zatrzymywać się, ani dla wystrzału, ani nabijania broni, następnie zwalnia kroku, żeby się koń powoli z nim zrównał, a gdy już będzie blisko, to powinien zatrzymać się i dać mu garść owsa. Jeżeli po kilku dniach już koń nie okazuje obawy i śmiało postępuje naprzód, wtedy pieszy zatrzymuje się i strzela".

W takich zarysach pułkownik Bobiński zaleca przyzwyczajanie konia do strzałów. Nauka jest drobiazgowa, powolna, ale oparta na łagodności i cierpliwości. Droga to dłuższa, ale nie ryzykowna. Wnioskować należy, iż jednocześnie będzie obuczanych po kilkanaście remontowych, młodych koni. Przy większej liczbie nabierają konie większej odwagi, jednak te, które okazują nadzwyczajną bojaźliwość, skłonność do narowienia się, powinny być osobno i specjalnie obuczane, ażeby przy wspólnych ćwiczeniach nie wywierały na inne podniecającego, niekorzystnego wpływu. Niema wątpliwości, że dokładne oswojenie konia z szelestem rozwiniętych chorągwi, z hukiem bębnów i wystrzałów ma bardzo doniosłe, poważne znaczenie. Należało by też przyzwyczajać konie do widoku pękających, odpowiednio przygotowanych, nieszkodliwych rakiet. Na polu bitwy widoki tego rodzaju, gdy konie z niemi nie są otrzaskane, mogą wywołać panikę, Co do broni palnej (karabinów różnego kalibru), to przy jej teraźniejszem mechanicznem, uproszczonem nabijaniu, oswojenie z nią konia jest o wiele łatwiejsze. Uogólniając jednak, widzimy, iż "wyrobienie" wojskowego konia jest trudne, składa się z różnych części, a części te dopiero z sobą złączone mogą wytworzyć pożądaną całość. Koń wojskowy powinien być odpowiednio przygotowany, wyrobiony, a przygotowanie jeźdźców powinno być również staranne i specjalne - wtedy wytwarza się pożądana spójność. Kawalerja w ten sposób pojęta, przy odpowiednich wodzach, śmiałych, a obeznanych dokładnie z nowożytną "taktyką" "siłą ognia", może dokonywać czynów nadzwyczajnych.



Powrót do spisu treści rocznika Powrót