V WARSZTATY
Bohoniki 1-3 V 2010
RELACJA
|
 |
Po raz kolejny spotkaliśmy się w Bohonikach na Warsztatach, prowadzonych
pod okiem doświadczonych instruktorów Michała S. i Michała C. Impreza odbyła się w majowy weekend, dla nas o tyle wyjątkowo, że w całej Polsce z nieba leciały patyki, a Podlasie gościło nas piękną, słoneczną, ciepłą wiosną.
Wyjątkowy był również skład uczestników: po równo każdej z płci (dotychczas przeważała płeć piękna - przyp. autora).
Sobotnie przedpołudnie dla niektórych było przygodą z Ułanami, dla
niektórych przygodą z Łukiem Tureckim, bo tak się złożyło, że z
oddalonego o 40 km Białegostoku ciągnął od świtu na Bohoniki przyjaźnie
nastawiony zastęp w cztery konie, pięknie przyodziany w żupany, obwieszony szablami, lancami etc., witany przez okoliczne wsie serdecznym pozdrowieniem.
Druga część uczestników w przelotnych opadach atmosferycznych spędzała czas na torze, ćwicząc zakładanie cięciw, strzał i ... prowizorycznych zekierów, czyli plastrów na obolałe kciuki. Potem oczywiście znalazł się kawał grubej skóry, z której Michał wycinał dla nas zekiery jak trzeba! Pyszny - wyczekiwany przez 7 godzin marszu/kilka godzin walki w techniką strzelecką - obiad spędziliśmy już razem, część unosząc delikatnie pośladki nad ławy, bo kulbaka nie rozpieszcza...
Druga część dnia była już godzeniem umiejętności jeździeckich z tym
całym zamieszaniem do pasa w górę. Na razie w stępie. A cała przyjemność nastąpiła dnia kolejnego, kiedy to od rana uprawialiśmy galopady i celowanie do tarcz.
Organizatorzy nie zapomnieli urozmaicić przygody z łukiem, organizują zespołowy turniej piłkarski, tylko że zamiast nóg do przesuwania piłki do bramki służyły nam strzały tępo zakończone tępymi grotami. Zabawa przednia!
Kolejną atrakcją był wyjazd gościnny do Witka Fedorowicza, który po zacnym przyjęciu nas w swoich uroczych progach zaprezentował sztukę japońskiego łucznictwa ceremonialnego - Kyudo. O cowieczornych ogniskach z kiełbaskami lub innymi kalorycznymi posiłkami nie muszę chyba wspominać?!
Każdy chyba tym razem zaliczył nocleg w jurcie!
Do następnych warsztatów:)
Bogusia Ciesielska, uczestniczka.
Małe sprostowanie: nie przesadzajmy z tą słoneczną pogodą, od czasu do czasu przechodziły ulewy, ale jakoś tak się miło składało, że zazwyczaj akurat w środku dnia, kiedy zbieraliśy się na obiad i na tok zajęć praktycznie nie wpywały. Ale faktycznie było o wiele lepiej niż w reszcie kraju. Przyp. MC.
TROCHĘ ZDJĘĆ:
ZAJĘCIA PIESZE. Zacząć trzeba oczywiście od podstaw...
(zobacz więcej zdjęć)
...to jest od budowy refleksyjnego łuku wschodniego, uzbrajania go w cięciwę i takich tam różnych...
...potem przeszliśy do szybkiego zakładania strzał na cięciwę, najpierw stojąc a potem w ruchu, a nawet w podskokach...
...by wreszcie zacząć strzelać. Tu znowu rozpoczynaliśmy od komfortowej sytuacji, to znaczy stojąc nieruchomo, bokiem do celu...
...a potem w różnych kierunkach, do przodu, do tyłu oraz poruszając się pieszo...
...i na Pinokiu, czyli drewnianym, obrotowym 'modelu' konia.
I tak sobie strzelaliśmy i strzelaliśmy, aż paluszki zaczynały co poniektórym odpadać, ale się nie poddawali (jak wiadomo 'ból jest wyższą formą przyjemności' ;-).
ZAJĘCIA NA PRAWDZIWYCH, ŻYWYCH KONIACH.
(zobacz więcej zdjęć)
Chwila na przyzwyczajenie się do jazdy na luźnych wodzach, jeszcze bez łuku...
...pierwsze próby z łukiem, na koniu prowadzonym w ręku...
...i wreszcie 'na swobodzie'.

Zajęcia odbywały się na padoku oraz na torze do
konkurencji 'węgierskiej'
Kończyliśmy, gdy zaczynało się już ściemniać.

DODATKOWE ATRAKCJE.
(zobacz więcej zdjęć)
Pokaz kyudo, japońskiego łucznictwa tradycyjnego w wykonaniu Witka Fedorowicza, oraz jego opowieści o Japonii, gdzie był niedawno.
Nocleg w jurtach. Pokaz odbywał się na terenie agroturystycznego gospodarstwa państwa Borowików. Po obowiązkowym ognisku ;-) można się było wygrzać w bani (saunie) a nocleg zapewniały dwie oryginalne mongolskie jurty
jurty.kuznica.prv.pl
szlakjurt.pl
Wizyta w Muzeum Ziemi Sokólskiej.
Co prawda wystawa łuków wschodnich 'Broń czy sacrum' już się w zasadzie skończyła, ale część eksponatów w dalszym ciągu można oglądać.
Przy okazji, dzięki uprzejmości dyrektora Muzeum mogliśmy skorzystać z odpowiednio przygotowanej sali, aby obejrzeć nakręcone podczas zajęć filmy.
Nasz niezastąpiony gospodarz, czyli Janusz Cukerman i jego dynamiczny pokaz strzelania z traktora...
FUTBOL ŁUCZNICZY.
(zobacz więcej zdjęć)
Strzelanie do ruchomego obiektu - na przykład toczącej się piłki - jest znacznie trudniejsze, ale i zabawniejsze niż typowo tarczowe. Dołóżmy do tego podział na drużyny i rywalizację, a wyzwolą się dzikie instynkty ;-)

Rozpaczliwa obrona bramki:

Na koniec obowiązkowe zdjęcie zbiorowe.
Warsztaty odbyły się bez strat w koniach i z niewielkimi jedynie stratmi w ludziach ;-)
Wszystkim uczestnikom dziękujemy za zaangażowanie; miło było z Wami pracować! MS i MC.

|