O celach i strzałochwytach.
[O celach w które staramy się trafić i strzałochwytach potrzebnych,
kiedy to się nam nie udaje.]

Kula czyli MOGU...

Strzał do MOGU tępą strzałą.Koreańskiego pochodzenia cel zwany mogu to kula o średnicy około 60cm zrobiona jest ze szkieletu z powiązanych elastycznych witek (np. wikliny) obszytego mocnym, białym płótnem (kiedyś skórą). Jeden z jeźdźców ciągnie ja za koniem na długiej linie, podczas gdy pozostali gonią i starają się w nią trafić używając strzał z tępymi grotami.
Tępe groty niezbędne są dlatego, że gdyby strzały pozostawały wbite w podskakującą i obracającą się kulę, to zostałyby błyskawicznie połamane. A tak odskakują i leżą bezpieczne, chyba że ktoś z goniących łucvzników po nich przegalopuje.
W zabawie zupełnie wystarczą zwykłe 'blunty': gumowe, plastikowe czy toczone z drewna, ponieważ sam łucznik zazwyczaj dobrze widzi, czy trafił czy nie. Na zawodach, gdzie potrzebne jest obiektywne potwierdzenie stosuje się groty owinięte szmatką nasączoną kolorowym tuszem, zostawiającym na płótnie dobrze widoczne ślady.

Ciągnąc cel nigdy nie wolno mocować końca liny do siebie czy do siodła. Musimy mieć w każdej chwili możliwość wypuszczenia jej z ręki, gdyby na przykład wpadł w nią jeden z goniących koni.

Patrz również dokładniejszy opis konkurencji mogu

Kula MOGU.

...oraz inne podobne wynalazki.

Balonik na sznurku. Zamiast kuli typu mogu, można też użyć nadmuchanego balonika, zwłaszcza dla celów pokazu, żeby publiczność mogła łatwo zobaczyć trafienie. Oczywiście celna strzała likwiduje tego typu cel, można więc przywiązać do jednego sznurka w pewnych odstępnach 2-3 sztuki. Na piaszczystym podłożu działa to z reguły bardzo dobrze, natomiast na trawie gorzej - często jakieś ostrzejsze od innych źdźbło przebija nam balonik, zanim zdążymy go dopaść strzałą.
Ciekawe jest też strzelanie przy którym to sam łucznik ciągnie balonik za własnym koniem i strzela w tył. Ponieważ baloniki właściwie nic nie ważą, możemy użyć nie liny, ale cienkiego sznurka i bezpiecznie przymocować go sobie np. do pasa, żeby mieć ręce wolne. W razie czego sznurek urwie się nie 'zdejmując' nas z konia.


Balonik na swobodzie. Jeśli akurat wieje dość silny wiatr to bardzo śmieszną a kształcącą zabawą jest wypuszczenie na odpowiednio rozległy padok nadmuchanego balonika. Toczy się on i podskakuje w trudny do przewidzenia sposób, popychany kolejnymi podmuchami a łucznicy starają się go trafić strzelając pieszo, bądź też (co jest jeszcze zabawniejsze) ktoś usiłuje go dogonić i ustrzelić konno. Ponieważ używa się ostrych strzał, więc dla bezpieczeństwa lepiej niech bierze w tym udział tylko jeden konny na raz.
Oczywiście czasami balonik pęknie sam trafiając na jakieś ostre źdźbło trawy, ale zawsze można nadmuchać następny.


Lis hubertusowy.Lis hubertusowy. Na linie można oczywiście ciągnąć inne rodzaje celów, w tym takie, w które można strzelać ostrymi strzałami (na przykład lis 3D), choć trzeba trochę pomyśleć, żeby skonstruować je w taki sposób, aby ograniczyć niebezpieczeństwo łamania strzał.
Figurę trzeba umocować na szerokiej podstawie z pianki, tak aby całość była na tyle stabilna, żeby ciągnięta na linie ślizgała się nie przewracając na wybojach. Od dołu warto dać arkusz np. grubej gumy (powiedzmy kawałek pasa wycięty z przenośnika taśmowego). Taka guma będzie działać jak rodzaj sanek, zabezpieczając piankę przed tarciem o ziemię, a jednocześnie nie pozwoli strzale przejść na wylot, zatrzymując ją w miarę delikatnie (każda strzała która przyszpili cel do ziemi zostanie oczywiście w następnym ułamku sekundy ścięta).

Do ciągnięcia kuli, a tym bardziej takiego celu na 'sankach', który stawia dużo większy opór trzeba oczywiście wierzchowca przyzwyczaić. Natomiast bez żadnego problemu można do ciągniącia użyć konnego zaprzęgu - konie nawet nie poczują, że doczepiliśmy do bryczki coś dodatkowego. Z wielkim powodzeniem korzystaliśmy przy tego typu pokazie z pomocy 'załogi' sportowej maratonówki. Taki zaprżęg ma odpowiednie przyspieszenie, żeby pogoń była efektowna. Ciągnięcie kuli za samochodem to już oczywiście nie to...


Futbol łuczniczy. Nieco podobną do mogu zabawą jest konkurencja do której używa się mniejszej kuli (na przykład zwyczajnej piłki), która nie jest uwiązana na sznurku, tylko łucznicy muszą przepychać ją w odpowiednim kierunku uderzeniami tępych strzał. Ta zabawa najczęściej odbywa się pieszo. Trzy paliki wbite w ziemię wyznaczają dwie duże, stykające się bramki, lewą i prawą, często ustawione do siebie pod pewnym kątem, a nawet prostopadle (zależy to głównie od terenu, od tego w którą stronę można bezpiecznie strzelać).
Jeden łucznik, lub jedna drużyna stoi po prawej i stara się przepchnąć piłkę do lewej bramki, a drugi łucznik/drużyna symetrycznie, czyli stoją po lewej i starają się skierować piłkę do prawej bramki. Linie 'ognia' obu zespołów krzyżują się.




Poprzedni rozdział.