O celach i strzałochwytach.
[O celach w które staramy się trafić i strzałochwytach potrzebnych,
kiedy to się nam nie udaje.]

Pędzący bizon.

Pędzący bizon. Na zdjeciu widać trochę mniej niż połowę toru jazdy.To bardzo chytry pomysł naszych przyjaciół z Niemiec ('die Steppenreiter'), odmiana 'windy', w której lina ma minimalny spadek, za to jeżdżący po niej wózek z matą jest stosunkowo ciężki (powiedzmy około 10kg).
Niestety konstrukcja wymaga stalowej, nierozciągliwej liny, solidnego ściągacza do jej napięcia 'jak struna' no i najważniejsze: dwóch bardzo solidnych drzew rosnących w stosownej odległości od siebie. W roli napinacza świetnie sprawdza się nylonowa taśma z 'terkotką', przeznaczona do mocowania ładunków w samochodzie (ale musi to być rozmiar 'na TIR-a'), która ma tę dodatkową zaletę, że nie będzie niszczyła kory drzewa. Ewentualnie ściągacz śrubowy czyli tak zwana 'śruba rzymska', również słusznego kalibru.
Linę rozwiesza się z bardzo niewielkim spadkiem, wynoszącym około 1,5m dla długości trasy 50-60m (na zdjęciu powyżej widoczna jest nieco mniej niż połowa długości liny). Wózek nie ma żadnych linek do uruchamiania czy podciągania z powrotem. Po prostu ktoś stojący przy górnym mocowaniu liny popycha go ręką, po czym jedzie on z praktycznie stałą prędkością przez całą długość trasy. Spadek służy tu tylko do tego, żeby nie zwalniał pod wpływem tarcia i innych oporów.
Ktoś inny stojący przy końcu liny wyciąga rękę i wyhamowuje urządzenie (można też oczywiście założyć na linie jakiś odbojnik) po czym wyciąga ewentualne trafione strzały i popycha wózek w drogę powrotną. Ponieważ jedzie on teraz w górę liny, więc zwolni i zatrzyma się mniej więcej w połowie trasy. Tu potrzebna jest trzecia osoba, która podbiegnie i popchnie go ponownie, żeby wrócił na sam początek. Przy takiej trzyosobowej obsłudze rzecz cała działa bardzo sprawnie.
Rzecz jasna strefa w której można do bizona strzelać musi być tak ograniczona, żeby w ferworze polowania nie puścić strzały zbyt blisko osób zajmujących stanowiska na końcach liny - ale przy tak długiej trasie na której jeździ cel nie jest to specjalny problem.

Pędzący bizon - wózek z bliska.

Jest to świetne urządzenie do treningu strzelania i pieszo, i z konia; w tym drugim przypadku można zarówno gonić za tarczą (bardzo dobre ćwiczenie do koreańskiego 'mogu', zwłaszcza żeby nauczyć wierzchowca biec równo z celem. Zwierzak nie będzie miał tak wielkiej ochoty do wyprzedzania jak biegnąc za drugim koniem), jak i mijać się z nią jadąc w przeciwnym kierunku.
Jeśli dla wszystkich łuczników warunki strzelania mają być identyczne, to pewnym problemem są strzelcy leworęczni, którzy jadą w przeciwną stronę niż pozostali. Przestawianie bizona w drugą stronę to spora operacja (chociaż gdyby mieć uprzednio przygotowane i wypróbowane punkty mocowań to nie będzie tak żle...).

Główną wadą bizona jest to, że trzeba znaleźć dwa odpowiednio mocne drzewa, stojące akurat w miejscu dogodnym do strzelania i jeszcze w odpowiedniej odległości od siebie. To z reguły duży kłopot.
Oczywiście, można zbudować odpowiednią konstrukcję z dwóch dwójnogów i solidnych zakotwień (bo śledziami już bym tego nie nazwał...) ale to naprawdę musiałaby być wielka budowla - siły jakie tak mocno napięta lina przenosi na swoje mocowania są ogromne.
Nasi przyjaciele z 'die Steppenreiter' przy innej okazji próbowiali zastąpić drzewa dwiema odpowiednio zaparkowanymi koparkami z uniesionymi 'łyżkami' co się niestety nie powiodło, ponieważ skrzypienie i inne dziwne dźwięki wydawane przez metal pod napięciem okrutnie płoszyły konie.




Poprzedni rozdział.