
[O osłonach na kciuk czyli zekierach i ich różnych rodzajach.]
Końcówki na kciuk są robione (...) również ze srebra, miedzi, żelaza, kości i rogu. Ostatni rodzaj jest robiony przez wzięcie dobrego rogu, wystarczająco dużego, aby pomieścić kciuk i przycięcie go do właściwej wielkości; następnie część jest wycinana, aby odsłonić paznokieć i kostkę kciuka, oraz na jego powierzchni robi się rowek pod cięciwę.
Kitab ghunyat at-tullab fi marifat ramy an-mushshab,
rozdział 6, 'O osłonie kciuka (zekierach)'
Wykonywanie zekiera rogowego (i z innych zbliżonych materiałów).
Róg jest jednym z najlepszych i chyba najładniejszych materiałów na zekier. Jest na tyle miękki, żeby szybko go obrabiać a jednocześnie dostatecznie wytrzymały i łatwo daje się polerować.
Jest lekki i nie ziębi dłoni przy mroźnej pogodzie. No w ogóle jest naj...!
Jedyną właściwie wadą jest niezbyt przyjemny zapach przy piłowaniu i szlifowaniu, zwłaszcza narzędziami wysokoobrotowymi. Przegrzany śmierdzi okrutnie.
Elementy rogowego zekiera nie powinny być zbyt cienkie; co prawda sam pierścień zazwyczaj jest dostatecznie wytrzymały nawet przy cienkiej ściance, ale z ostrej krawędzi łatwo odłupują się małe 'drzazgi', zwłaszcza na 'języczku'.

Na zekierze po lewej ubytki rogu na zbyt cienkiej krawędzi widać wyraźnie po kilkuset strzałach. Dla porównania bardziej 'tępa' krawędź zekiera z prawej po około 6 latach używania wciąż jest cała.
Praktycznie w identyczny sposób jak opisuję poniżej można również wykonać pierścienie z drewna, kosci lub poroża.
Drewno niestety może stosunkowo łatwo pękać wzdłuż słojów po pewnym okresie używania, chociaż warto poeksperymentować z różnymi gatunkami (na przykład godna polecenia wydaje się brzoza). Za to jest to materiał łatwo dostępny, tani i prosty w obróbce.
Poroże i kość są dobrymi materiałami, chociaż ta ostatnia po przegrzaniu śmierdzi chyba jeszcze gorzej niż róg. W jednym i w drugim przypadku wnętrze wypełnia gąbczasty materiał, co trochę ogranicza rozmaitość kształtów, jakie można wykonać. Zekiery kościane są ładne, chociaż odrobinę 'nudne' - po prostu jednolicie białe, błyszczące po wypolerowaniu (można na nich rylcem wykonać jakiś rysunek). Natomiast te z poroża też są właściwie białe czy kremowe tam gdzie róg piłowaliśmy, ale po odpowiednim zaplanowaniu kształtu można na jakimś kawałku pozostawić oryginalną zewnętrzną powierzchnię poroża, brązową i o charakterystycznej fakturze, co wygląda bardzo efektownie.
Bursztyn byłby zapewne ciekawym materiałem, ale jeszcze nie próbowałem, z braku odpowiednio dużego kawałka (jedyne oryginalne pierścienie z bursztynu o jakich słyszałem to chińskie cylindryczne ale i na inne kształty powinien się nadać).
Można również zrobić zekier z rozmaitych plastików, od materiału z kul bilardowych do teflonu. Niewątpliwą ich zaletą jest brak struktury słojów, dzięki czemu można dowolnie zorientować wypiłowywany kształt w posiadajnym kawałku plastiku, nie martwiąc się o pękanie. Czarny wypolerowany plastik zupełnie nieźle udaje róg a biały kość.
Oprócz wypiłowywania z kawałka plastiku mamy też opcję lepienia pierścieni z utwardzalnych mas epoksydowych, o czym wspominam przy wykonywaniu modeli do odlewów, patrz robienie zekierów metalowych
Parę słów o narzędziach.
Zestaw potrzebnych narzędzi nie jest zbyt imponujący i zawiera (na zdjęciu rozłożone wokół obrabianego kawałka rogu, licząc od dołu do góry):

- piłę (właściwie obojętnie czy do metalu czy do drewna, byle z niezbyt dużymi zębami);
- tarnik (taki do kopyt z dużymi zębami po jednej stronie a drobniejszym pilnikiem po drugiej jest idealny!);
- okrągły pilnik (ja używam specjalnych pilników do ostrzenia pił łańcuchowych - bardzo dobre i tanie!);
- średniej wielkości pilnik płasko-wypukły;
- papier ścierny w kilku gradacjach gdzieś tak od 60 do 800;
- sporej średnicy wiertło (przynajmniej z 10mm i znowu jest obojętne czy do metalu czy do drewna, i tak robimy tylko jeden otwór, wiele się nim nie napracujemy);
- frez stożkowy;
- frez kulisty;
- nóż.
Czasami, zwłaszcza na poczatku pracy, przy przepiłowywaniu rogu i jego nawiercaniu przydaje się imadło ale przez większość czasu i tak najwygodniej jest trzymać pierścień w ręku.
Użycie narzędzi napędzanych wiertarką: wiertła i frezów nie jest oczywiście niezbędne, ale ogromnie przyspiesza najnudniejszą część pracy, czyli zdejmowanie nadmiaru rogu od zewnątrz a zwłaszcza od wewnątrz. Najlepiej mieć do tego wiertarkę pionową, a przynajmniej zamocowaną w odpowiednim uchwycie i z możliwością regulacji prędkości - ustawiamy niskie obroty.
Oprócz wierteł i frezów można też użyć gumowej tarczy obrotowej i mocowanego na niej papieru ściernego. Jest to skuteczne, ale nie lubię tego robić, ponieważ tu już nie obędzie się bez wyższych obrotów i wszechobecnego smrodu. Poza tym tarczą i tak da się obrabiać tylko zewnętrzne powierzchnie. Frezy są bardziej uniwersalne i 'ekologiczne' - mniej zanieczyszczają środowisko...
Wszelkie pilniki nie powinny być zbyt drobno nacinane, bo takie błyskawicznie zapychają się rogiem i można sobie nimi trzeć do bólu. Najwygodniej skończyć na pilniku o średnich zębach a potem przerzucić się od razu na papier scierny.
Na koniec warto wspomnieć, że róg można zmiękczać przez długie gotowanie w wodzie (w zależności od wielkości fragmentu będzie to trwało gdzieś tak od godziny do kilku godzin). Daje się wtedy łatwo obrabiać, wyginać, czy nawet prasować na płasko płytki wycięte z cylindrycznej ściany. Daje to ciekawe możliwości, ale w przypadku produkcji zekierów, jeśli mamy do dyspozycji narzędzia mechaniczne nie bardzo się opłaca - mniej czasu zajmie normalna obróbka, niż to całe gotowanie.
Natomiast jeśli ktoś ma zamiar pracować tylko narzędziami ręcznymi, to zmiękczanie materiału niewątpliwie bardzo ułatwia życie.
Podobnie jak róg, poroże można zmiękczać przez moczenie w kwaśnym mleku (co trwa jeszcze dłużej niż gotowanie rogu) a kość podobno przez moczenie w wodzie z popiołem (silnie zasadowej), ale tej ostatniej techniki sam jeszcze nie próbowałem.
Wróćmy do rogu...
Róg bawołu wodnego można łatwo kupić przez internet. Najtańsze będą same końcówki rogów, które znajdziemy choćby w sklepach zaopatrujących hobbystów wytwarzających noże. Tam też do dostania są inne, jeszcze dziwniejsze materiały (kość żyrafy...). Trzeba tylko koniecznie ustalić ze sprzedawcą, czy owe końcówki są dostatecznie duże dla naszych celów (często nie są, a przynajmniej nadają się tylko niektóre egzemplarze). Całe rogi są oczywiście dużo droższe, za to wytniemy z nich bez problemu kilka zekierów a reszta materiału zawsze się do czegoś przyda.
Rogu w postaci przyciętych bloków nie polecam, bo nawet jeśli wymiary są dostatecznie duże, to licho wie jak w czymś takim ustawione są 'słoje', ze zdjęcia się tego nie pozna.
Warto też poszwendać się po targach ze starociami (na przykład w Warszawie po słynnym Kole), sklepach z pamiątkami i innych tym podobnych miejscach. Czasami można tam znaleźć znakomite rogi w postaci paskudnych świeczników, wieszaków, etc. do kupienia za śmiesznie małe pieniądze.
Można poeksperymentować z rozmaitymi innymi rodzajami rogu, chociaż najłatwiej u nas dostępny róg krowi jest najczęściej trochę zbyt mały do wykonania pierścienia (pełna w środku końcówka rogu jest u krów niewielka).
Zdobycie poroża jelenia czy tym bardziej kości nie powinno stanowić żadnego kłopotu.
Przykład wykonania zekiera.
Wykonywanie porzykładowego zekiera typu rowkowego (z wgłębieniem pod cięciwę. Mamy tu uprzednio przygotowaną końcówkę rogu, na tym odcinku już pełną w środku. Kawałek jest praktycznie jednokolorowy - trochę szkoda, ale przynajmniej nie trzeba się głowić jak najlepiej wyeksponować przebarwienia. Za to spoisty, słoje prawie się nie łuszczą.
No to do roboty...
 
Na początku musimy sobie zaplanować ułożenie przyszłego zekiera w obrębie posiadanego kawałka rogu, tak aby jak najlepiej wykorzystać materiał ale jednocześnie bez zbytniego skąpstwa, aby nie okazało się w trakcie obróbki, że kilku milimetrów z którejś strony zabrakło (fotografia na górze z lewej).
Rozmiszczając kolejno wycinane zekiery o takim kształcie 'na zakładkę' marnujemy najmniej materiału. Kolejne 'plastry' zaznaczamy i ucinamy piłką do metalu lub do drewna z małymi zębami (zdjęcie na górze z prawej).
Na zdjeciu po lewej można zauważyć, że róg ma strukturę podobną do układu słojów w gałęzi drzewa (jaśniejszy punkt na środku przekroju to rdzeń - bliżej nasady róg jest na środku pusty). Trzeba tak rozmieścić pierścień, żeby jego obwód jak najlepiej pokrywał się z układem owych 'słojów' - jest wtedy najmocniejszy i nie ma tendencji do pękania czy łuszczenia się. Oznacza to często zmarnowanie dość grubej zewnętrznej warstwy rogu, którą trzeba będzie zeszlifować, ale trudno.
Zauważmy, że tak jak większość zekierów, ten projektowany ma nieco owalny otwór. Róg w przekroju też jest zazwyczaj owalny i najlepiej te kształty zgrać ze sobą.
Czasami w rogu występują efektowne przebarwienia w formie plam czy smug. Warto wtedy nieco pogłówkować i tak odciąć kawałek, żeby na zekierze prezentowały się jak najlepiej. Nawet marnując nieco więcej rogu niż trzeba.
Odcięty kawałek przewiercamy wzdłuż rdzenia grubym wiertłem (bliżej nasady róg jest pusty w środku i ten etap nie jest potrzebny), a potem zaczynamy powiększać otwór i zgrubnie obrabiać krawędzie zekiera. Niezastąpiony jest przy tym stożkowy frez do drewna. Ustawiamy niskie obroty wiertarki, żeby nie przypalić rogu (smród!) i mieć kontrolę nad postępami obróbki - przy wysokich obrotach łatwo pojechać o ten krytyczny milimetr za daleko. Oczywiście można również użyć ręcznych narzędzi - dużego okrągłego pilnika i noża - ale to zdecydowanie wydłuża robotę.

Powiększywszy zgrubnie otwór frezem zaczynamy go ostrożniej dopracowywać nożem, okragłym pilnikiem i grubym papierem ściernym, od czasu do czasu wracając z powrotem do frezu tam, gdzie jak widzimy zostało sporo materiału do usunięcia. Do uformowania wklęsłej powierzchni pod opuszek palca bardzo przyda się frez kulisty. Wydłubanie tego miejsca tylko końcem noża i papierem ściernym jest oczywiście mozliwe, ale idzie rozpaczliwie powoli (z tego prozaicznego powodu wiele zekierów które widziałem ma wewnętrzną stronę 'języka' zbyt płaską - wytwórcy nie starczyło cierpliwości - a potem może to bardzo przeszkadzać przy szybkim zakładaniu strzał, bo język za bardzo odstaje od palca i wchodzi w paradę).
Wewnętrzną stronę pierścienia bardzo dobrze obrabia się nożem, ale nie tnąc (co jest prawie zupełnie nieskuteczne) tylko skrobiąc róg prostopadle ustawionym ostrzem.
Celem tego etapu jest uzyskanie możliwości założenia zekiera na palec. Zawsze staram się go założyć jak najwcześniej, gdy jest jeszcze trochę za ciasny (nie, jeszcze sobie przy tym wciskaniu nie wywichnąłem kciuka, ale otarcia się zdarzają). Pamiętajmy, że trzeba będzie jeszcze trochę poskrobać, żeby usunąć przeszkadzające miejsca a potem wszystko wyszlifować na gładko - otwór pierścienia po tych operacjach łatwo może się okazać za duży więc im ciaśniejszy jest przy pierwszych przymiarkach, tym łatwiej będzie nam potem uniknąć nadmiernego luzu.
Chytrą sztuczką jest przymierzanie zekiera na 'drugą' dłoń. Zazwyczaj osoba praworęczna napina łuk prawą ręką (choć nie zawsze, ale to inna historia) i - również zazwyczaj - palce prawej, częściej używanej w codziennym życiu dłoni są silniejsze, większe. Wynika z tego, że zekier nad którym pracujemy można już przymierzyć na kciuk lewej dłoni, podczas gdy jest jeszcze trochę za ciasny na prawy.

Mając już przyzwoicie dopracowane (ale wciąż nieco ciasne!) wnętrze zekiera w kolejnym etapie pracując stozkowym frezem i tarnikiem a potem płasko/wypukłym i okrągłym pilnikiem oraz w mniejszym stopniu nożem obrabiamy powierzchnię zewnętrzną. Zacznijmy od spiłowania całej zewnętrznej 'glazury' rogu, która jest o wiele twardsza od reszty. Pozostawienie takich twardych miejsc przeszkadza przy równym prowadzeniu pilnika.
Jak najwcześniej zaznaczmy miejsce w którym zaczepiona będzie cięciwa i zacznijmy zekier wypróbowywać odciągając nim cięciwę łuku na kilka-kilkanaście centymetrów, tak aby poczuć nacisk na palec. Oczywiście pierścień musi być na tyle obrobiony wewnątrz, żeby było możliwe w miarę prawidłowe ustawienie kciuka - mocno zgiętego przy takim modelu jaki wykonujemy teraz, albo bardziej wyprostowanego przy zekierach krawędziowych.
Ustalamy teraz równowagę - jeśli czujemy, że cięciwa 'chce' nam otworzyć kciuk a dolna krawędź języka wpija się w opuszek palca to miejsce gdzie leży cięciwa trzeba przesunąć bardziej ku nasadzie kciuka. Jeżeli zaś większy nacisk odczuwamy przy górnej krawędzi zekiera albo cięciwa wręcz zeskakuje z pierścienia i opiera się bezpośrednio o palec, to oparcie cięciwy trzeba przesunąć bardziej w stronę czubka kciuka.
Jeśli to równoważenie zaczniemy odpowiednio wcześniej, gdy jest jeszcze dużo materiału do spiłowania, to miejscem oparcia cieciwy możemy swobodnie manipulować, wystarczy parę ruchów pilnikiem. Naszym celem jest takie ukształtowanie zekiera, aby przy prawidłowym dla danego modelu ułożeniu kciuka siła nacisku cięciwy skierowana była na oś stawu a nie poniżej czy powyżej niego.
Oczywiście naciskając cięciwą na zekier będziemy przy okazji czuli na palcu coraz to nowe niewygodne miejsca od jego wewnętrznej strony i stopniowo, delikatnie skrobiąc nożem czy papierem ściernym usuwamy je.

Po jakimś czasie doprowadzimy zekier do takiej postaci, ze da się już z niego strzelać. I znowu, im szybciej zaczniemy strzelać, tym większe mamy możliwości dokonywania poprawek (byle sobie cieciwy nie postrzępić o ostre krawędzie).
Strzelając ponownie zwracamy uwagę na zrównoważenie zekiera, czy któraś z krawędzi nie jest mocniej obciążona oraz, co najważniejsze, czy cięciwa nie 'haczy', czyli czy zsuwa się szybko i płynnie. Oczywiście na początku zapewne będzie się tu i ówdzie zaczepiała, więc kontrolne strzały trzeba oddawać rozważnie, pamiętając, że w wypadku poważniejszego zahaczenia łuk może nas 'złożyć' i poślemy strzałę nawet kilka metrów w bok od zamierzonego celu. Może się też okazać, że odwrotnie, nie dajemy rady utrzymać cięciwy i zekier 'odpala' juz w czasie napinania (uwaga na twarz - uderzenie się własnym nadgarstkiem w nos do przyjemności nie należy!). Próby trzeba więc przeprowadzać w odpowiednio bezpiecznych warunkach.
Nie należy się spieszyć z wykańczaniem zekiera, ponieważ często się zdarza, że dopiero po stu czy dwustu strzałach można spostrzec, że jakieś miejsce usiłuje nam zrobić odcisk na palcu. Trochę postrzelajmy, trochę poskrobmy nożem i tak powoli doprowadza się go do doskonałości. Po zrobieniu kilku zekierów o różnych kształtach człowiek zaczyna 'czuć' zwolnienie i orientuje się, czy powierzchnię warto trochę bardziej spłaszczyć czy nie etc.
Podczas takich testów warto też zwrócić uwagę, czy nie przeszkadza w szybkim zakładaniu strzał i czy nie przesuwa się albo nie obraca na palcu.

Dopiero gdy jesteśmy pewni, że wszystko jest tak jak trzeba i pierścień nie wymaga dalszych poprawek wykańczamy go szlifując coraz drobniejszym papierem ściernym a ostateczny efekt uzyskujemy smarując go pastą woskową i polerując szmatką.
Jak widać róg w zasadzie jest rzeczywiście czarny, ale kilka nie rzucających się w oczy, eleganckich smug jaśniejszego koloru i tak wyszło...

Przykład zekiera rogowego
o bardziej efektownym ubarwieniu.
Gdyby mimo ostrożnej obróbki zekier wyszedł nieco za duży (nieco!), to jeszcze nie tragedia - można wykleić go od wewnątrz cienką skórką. Najprościej używać do tego niezastąpionego butaprenu, który w razie potrzeby da się usunąć bez pozostawiania śladów.
Taka wyściółka nazywa się kulak i często służy jeszcze jednemu celowi (w zekierach 'krawędziowych') - mianowicie jej górny brzeg wystaje na zewnątrz zekiera tworząc małą patkę kash, która osłania palec przed bezpośrednim kontaktem z cięciwą podczas napinania (może jednak sprawiać problemy przy szybkim zakładaniu strzał).
|